Rada Pokoju Donalda Trumpa zaniepokoiła Niemcy

Niemiecka prasa krytycznie ocenia tworzoną przez prezydenta USA Donalda Trumpa Radę Pokoju, wzywając Europę do wspólnego odrzucenia tego pomysłu. Zdaniem komentatorów Rosja i Chiny nie przyłączą się do projektu, a próba tworzenia nowego gremium na amerykańskich warunkach, jakim miałaby być Rada Pokoju wkrótce zakończy się fiaskiem.
Rada Pokoju Donalda Trumpa
.„Gdybyśmy mieli do czynienia z komedią polityczną, to można by się śmiać z tego dokumentu sobiepaństwa. Sprawa jest jednak szalenie poważna” – pisze dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” w komentarzu zatytułowanym „ONZ Trumpa”. Donald Trump traktuje odrzucenie zaproszenia do tego gremium jak „obrazę majestatu”, o czym świadczy jego groźba nałożenia na Francję karnych ceł. W dodatku preambuła nie pozostawia cienia wątpliwości co do tego, że celem Trumpa jest osłabienie ONZ poprzez stworzenie konkurencyjnej organizacji – zauważa komentator gazety. Zdaniem „FAZ” Rada Pokoju i pomysł Donalda Trumpa może „dodatkowo osłabić i tak już kruchy porządek światowy”, nawet jeżeli wiodące mocarstwa nie przyłączą się do tego projektu. Wyraża pogląd, że „ani Rosja, ani Chiny raczej nie zdecydują się na podporządkowanie się Trumpowi”. Państwa europejskie też powinny powiedzieć „nie” – pisze w konkluzji.
„Sueddeutsche Zeitung” określa Radę Pokoju mianem „klubu za miliard dolarów”. Niemal co tydzień Trump robi coś, co oceniane jest jako „szalony pomysł” nawet jak na jego możliwości i „oczywiście dotyczy to także propozycji stworzenia Rady Pokoju” – pisze. Zdaniem dziennika chodzi o „rodzaj światowej rady nadzorczej, która miałaby troszczyć się o globalny pokój i być czymś w rodzaju konkurencji dla ONZ”.
„SZ” zaznacza, że stałe członkostwo w Radzie ma kosztować miliard dolarów, przy czym nie wiadomo, czy pieniądze mają być przekazywane bezpośrednio Trumpowi. Zaproszenie do tego gremium przywódców Rosji i Białorusi, Władimira Putina i Alaksandra Łukaszenki, świadczy o „cynicznym i szalonym spojrzeniu (Trumpa – PAP) na świat”. Czy fakt, że Iran od dawna sprawuje przewodnictwo w Radzie Praw Człowieka ONZ jest mniej szalony? – zastanawia się „SZ”.
Zdaniem komentatora wpływy Rady Pokoju pozostaną ograniczone, ponieważ miliard dolarów to suma, która nawet dla bogatych krajów znad Zatoki Perskiej wydaje się wygórowana. Bardziej interesująca jest natomiast struktura jednego z organów wykonawczych, odpowiedzialnego za proces pokojowy w Strefie Gazy, w którym uczestniczyć będą Tony Blair, Jared Kushner i Nikołaj Mładenow. To gremium jest źródłem większych nadziei niż „dziwna Rada Pokoju, która zapewne wkrótce odejdzie w zapomnienie” – czytamy w konkluzji komentarza w „SZ”.
„Trump sprzedaje pokój za miliard dolarów” – tytułuje swój komentarz największy niemiecki dziennik ekonomiczny „Handelsblatt”. „Prezydent USA werbuje do swojej tak zwanej Rady Pokoju za pomocą gróźb nałożenia karnych ceł, zmuszając Europę, tak jak w kwestii Grenlandii, do zajęcia stanowiska” – pisze. Zmuszając szantażem do udziału w Radzie Pokoju, Trump demaskuje rzeczywisty charakter tego gremium – ma ono być „geopolitycznym klubem na amerykańskich warunkach”, a nie multilateralnym instrumentem.
„Pokój za pieniądze, wpływy za lojalność. W ten sposób narusza się podstawową ideę międzynarodowego porządku. Bezpieczeństwo nie powstaje dzięki wpłaceniu miliarda dolarów” – czytamy w „Handelsblatt”. Gazeta nawołuje do „wspólnej europejskiej reakcji” na propozycję Trumpa. Rada Pokoju, zależna tylko od Trumpa, stworzy niepewność dla inwestorów i przedsiębiorstw. „Stabilność powstaje nie dzięki »dealom«, lecz dzięki solidnym instytucjom” – zaznacza.
Dziennik „Tageszeitung” pisze, że pomysł Rady Pokoju spotkał się w Niemczech ze „sceptycznym przyjęciem”. „Kanclerz Friedrich Merz jak dotąd milczy, ale niemal wszystkie partie reprezentowane w Bundestagu zareagowały sceptycznie na pomysł stworzenia przez USA nowego światowego gremium” – podkreśla gazeta.
Polska wzmacnia swoją pozycję
.Polska nie jest koniem trojańskim USA w Europie. Na słabnącym, rozedrganym, atakowanym kontynencie Polska wzmacnia swoje siły witalne. Przekonują o tym pierwsze prezydenckie wizyty Karola Nawrockiego – pisze Michał KŁOSOWSKI.
Na mapie świata są spotkania, które ważą więcej niż podpisane dokumenty. Nie dlatego, że ignorują treść, ale dlatego, że same stają się treścią – symbolem, gestem, obrazem, znaczeniem, które przechodzą do historii. Pierwsza oficjalna wizyta Karola Nawrockiego w Białym Domu, a potem w Rzymie i Watykanie, w której towarzyszyliśmy polskiemu prezydentowi, taka właśnie była.
Prezydent Donald Trump poświęcił prezydentowi Karolowi Nawrockiemu cały dzień. Przelot amerykańskich myśliwców rozpoczął spektakl przekonujący wszystkich, że więź polsko-amerykańska jest silna i – dzięki zwycięstwu Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich – wciąż niezachwiana. Przy czym w polityce, jak pisał genialny Alexis de Tocqueville, „nigdy nie należy mylić gestów z rzeczywistością”. Rozdział między jednym a drugim w kontekście wizyty polskiego prezydenta w Waszyngtonie to początek jak najbardziej prawdziwej rozgrywki o przyszłe przywództwo w Europie.
Kiedy Stany Zjednoczone coraz silniej zaznaczają swój pivot na Atlantyk, muszą zabezpieczyć swoje interesy w Europie. Jednocześnie powojenny konsensus chwieje się w posadach, słabnie rola Niemiec, od dekad ważnego partnera Waszyngtonu w Europie. Amerykański prezydent to zaś polityk transakcyjny, a każdy sojusz to dla niego kontrakt. „America First” jest jego kompasem. Jeśli wybór i przywództwo Karola Nawrockiego w silniejszej dzięki temu Polsce może być gwarancją dla Donalda Trumpa w Europie, efektem będzie „win-win”, obie strony wyjdą na tym zwycięsko.
Oczywiście, prezydent Trump lubi mówić o tradycyjnych wartościach; lubi, gdy mówi się, że Polacy „są twardzi i lojalni”; lubi też, kiedy przypomina się, że Polonia masowo oddawała na niego swoje głosy. Ale w Gabinecie Owalnym sentymenty są dekoracją, nie fundamentem, co widzieliśmy podczas spotkania obu prezydentów.
Dzięki słynnemu zdaniu Henry’ego Kissingera, że „Ameryka nie ma stałych przyjaciół ani wrogów, tylko interesy”, pamiętamy, że Polska, tak jak każdy sojusznik, jest w talii kart, którymi Donald Trump gra z innymi graczami: Berlinem, Brukselą, a przede wszystkim Moskwą. Czy wizyta prezydenta Karola Nawrockiego zrekompensowała mu gorzki smak impasu spotkania z Władimirem Putinem? A może jest czymś więcej: rodzajem rozmieszczania kolejnych figur na szachownicy, na której trwa nieustanna akcja? Obserwując z bliska to, co się wydarzyło podczas całodniowej wizyty polskiego prezydenta w Białym Domu, można było mieć wrażenie, że tak; przyjęcie Karola Nawrockiego w Waszyngtonie było niemalże jak wskazanie delfina, który spośród konkurentów ma największe szanse na przejęcie władzy nad regionem. Bo faktycznie również o tym było to spotkanie; wobec słabnącej „Starej Europy” nowa inwestytura to tylko kwestia czasu. Prezydent Polski, silny, zdecydowany przywódca, z przemyślaną i wzmacnianą rolą Trójmorza, którego Polska jest naturalnym liderem (ku rosnącym niepokojom Niemiec), z dobrze przemyślanym zapleczem, sprawnie nawiązującym relacje ze współpracownikami prezydenta Trumpa, do tej roli pasuje znakomicie.
Jeśli świat Zachodu oparty jest na trzech filarach – Atenach, Jerozolimie i Rzymie – to można powiedzieć, że relacje transatlantyckie opierają się dzisiaj na innych filarach – Waszyngtonie, Warszawie i Rzymie. Znakomite relacje, jakie Giorgia Meloni i Karol Nawrocki mają z Donaldem Trumpem, zmieniają równowagę sił na Starym Kontynencie. Kiedy bowiem Ameryka pracuje nad planem przesunięcia sił z zachodu Europy w inne, bardziej wrażliwe miejsca, w tym na wschodnią flankę NATO, nikt z obserwujących nie ma wątpliwości, że amerykańscy żołnierze pozostaną w Polsce. Potwierdził to Karolowi Nawrockiemu zresztą Donald Trump. Jeśli skądś mają zostać relokowani, to – jak pisze Jim Mazurkiewicz w tym wydaniu „Wszystko co Najważniejsze” – z Niemiec.
Przewrotnie nie odbiera to Polsce podmiotowości, lecz wzmacnia ją wobec militarnego zagrożenia ze Wschodu i biurokratyczno-centralizacyjnego z Zachodu. Bo amerykańskie rozterki dotyczą obecnie nie tylko kwestii rozmieszczenia wojsk, ale też wiarygodności poszczególnych sojuszników. Obecność amerykańskich wojsk nad Wisłą to też element negocjacji z Władimirem Putinem. Element licytacji w grze, której stawką są nie tylko granice wpływów, ale z jednej strony bezpieczeństwo i pozycja Polski w Europie, a z drugiej pozycja USA w globalnym układzie sił.
Nie pierwszy raz Polska wchodzi w relację, w której sojusz opiera się na symbolicznym uznaniu i wielkich nadziejach. Warto więc pamiętać słowa Józefa Piłsudskiego, który przestrzegał przed „polityką na klęczkach” i iluzją, że „ktoś za nas załatwi naszą wolność”. Historia XX wieku uczy, że bezpieczeństwo Polski nigdy nie było dane raz na zawsze, nawet gdy na papierze wyglądało na pewne. Ale to właśnie dlatego spotkanie prezydentów Karola Nawrockiego i Donalda Trumpa w Waszyngtonie powinno być odczytywane nie jako finał, lecz jako początek. Powrót długiej rozmowy o tym, co Polska może wnieść do stołu negocjacyjnego i jak może prowadzić podmiotową politykę na wschodniej flance NATO i w Europie. Czy uda się zbudować Trójmorze, wzmocnić relacje Północ-Południe i wybić na niepodległość cały region, również w kontekście zakusów Berlina? Tego bez amerykańskiego poparcia wobec niemiecko-rosyjskiego klinczu inaczej zbudować nie sposób.
Spotkanie w Białym Domu to fotografia, która trafi do podręczników, choć podręczniki historii nie opisują zdjęć, lecz skutki przedstawionych na nich wydarzeń. A skutki zależą od tego, czy Polska reprezentowana na tym spotkaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego będzie silnym graczem, bez skrępowanych rąk. Bo że chmury zbierają się nad naszymi głowami, to wiemy. Rzecz idzie o wolę, wolę wspólną, wspólną siłę naszej wspólnoty, by je rozgonić. A to nie uda się bez podjęcia rękawicy i pokazania, że kto jak kto, ale Polacy to walczyć potrafią. W Waszyngtonie, gdzie tuż przy wejściu do Białego Domu stoi pomnik Tadeusza Kościuszki, dobrze o tym wiedzą. Pora pamiętać o tym, wspólnie i razem, nad Wisłą.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-klosowski-polska-wzmacnia-swoja-pozycje/
PAP/ Jacek Lepiarz/ LW







