Recenzenci naukowi ułatwiają sobie pracę sztuczną inteligencją

Większość recenzentów publikacji naukowych korzysta już ze sztucznej inteligencji, a polityki wydawnicze jeszcze nie uwzględniają tych zmian. Należy to jak najszybciej uregulować – wynika z raportu wydawnictwa Frontiers.
Najbardziej zainteresowani zaawansowanym wykorzystaniem AI są naukowcy na wczesnym etapie kariery
.Jego autorzy przekonują, że narzędzia oparte na sztucznej inteligencji (AI) stały się elementem codziennej praktyki procesu recenzyjnego. Do ich korzystania przyznaje się obecnie 53 proc. recenzentów. Technologia ta upowszechnia się tak szybko, że konieczne stało się wprowadzenie zasad zapewniających przejrzystość, rzetelność i równość w systemie oceny publikacji naukowych.
Raport bazuje na wynikach globalnego badania przeprowadzonego wśród 1645 aktywnych naukowców z całego świata. Zebrane dane pokazały, że środowisko chętnie korzysta z AI, chce to robić w sposób świadomy i odpowiedzialny. Obecnie sztuczna inteligencja najczęściej wspiera recenzentów w redagowaniu opinii lub streszczaniu wyników badań. Autorzy raportu uważają jednak, że potencjał tej technologii jest znacznie większy, lecz na razie niewykorzystany.
„Sztuczna inteligencja już teraz poprawia efektywność i przejrzystość procesu recenzyjnego, ale jej największe możliwości są dopiero przed nami. Przy odpowiednich zasadach zarządzania, przejrzystości i szkoleniach może stać się ważnym partnerem w podnoszeniu jakości badań i zaufania do dorobku naukowego” – podkreśliła Elena Vicario, dyrektorka ds. integralności badań w Frontiers.
Z przeprowadzonego badania wynika, że najbardziej zainteresowani zaawansowanym wykorzystaniem AI są naukowcy na wczesnym etapie kariery – w tej grupie odsetek osób sięgających po nią w swojej pracy sięga 87 proc. Chętnie stosują ją także dynamicznie rozwijające się regiony, takie jak Chiny, gdzie posługuje się nią 77 proc. badaczy oraz Afryka – 66 proc.
Większość recenzentów pracuje inaczej niż 10 lat temu
.Respondenci na całym świecie wskazują, że sztuczna inteligencja pomaga im m.in. ograniczyć obciążenie pracą i usprawnić komunikację, choć jednocześnie zgodnie podkreślają potrzebę jasnych i jednolitych zasad jej stosowania.
W odpowiedzi na te oczekiwania Frontiers przedstawiło zestaw rekomendacji skierowanych do wydawców, instytucji naukowych, agencji finansujących badania oraz twórców narzędzi technologicznych. Obejmują one m.in. obowiązek ujawniania wykorzystania AI, włączenie kompetencji związanych ze sztuczną inteligencją do systemu szkoleń, wzmocnienie standardów nadzoru i integralności badań, poprawę możliwości ustalenia, skąd pochodzą dane wykorzystywane przez AI, oraz zapewnienie wszystkim badaczom równego dostępu do wiarygodnych narzędzi.
„Sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki powstają i są oceniane publikacje naukowe. Nasz raport jest wezwaniem do działania dla całego środowiska badawczego. Przy spójnych zasadach i odpowiedzialnym wykorzystaniu AI może wzmocnić rzetelność badań i przyspieszyć odkrycia” – zaznaczyła Kamila Markram, prezeska i współzałożycielka Frontiers.
Sztuczna inteligencja, czyli nowy koszmar dla obrońców klimatu
.Według dominującej narracji przyczyną zmian klimatycznych są antropogeniczne emisje dwutlenku węgla, które powodują ocieplanie atmosfery. To z kolei wywołuje szereg dodatnich sprzężeń zwrotnych, wzmacniających efekt cieplarniany. Przykładem jest wzrost koncentracji pary wodnej w cieplejszej atmosferze, która również jest gazem cieplarnianym. Jednak dużo większym zmartwieniem dla klimatystów kierujących się maksymą „całe zło to CO₂” powinien być rozwój AI – pisze prof. Ziemowit Miłosz MALECHA.
ric Schmidt, były CEO Google, wypowiedział się publicznie na temat energochłonności infrastruktury związanej z AI. Zrobił to w dość alarmistyczny sposób, przekonując, że już niedługo 99 proc. wytwarzanej energii może być konsumowane przez centra danych oraz centra obliczeniowe. Wezwał tym samym decydentów w USA do budowy nowych instalacji wytwórczych z wykorzystaniem wszystkich możliwych technologii.
Schmidt przewiduje, zgodnie z obserwowanymi trendami, że w samych Stanach Zjednoczonych na potrzeby technologii cyfrowej do 2030 roku potrzebne będzie dodatkowych 30 GW mocy, a do 2035 roku już 67 GW. Są to wielkości gigantyczne. Dla porównania: średnie zapotrzebowanie mocy elektrycznej w Polsce to ok. 19 GW. Należy podkreślić, że centra obliczeniowe i danych nie mogą polegać na wietrze i słońcu, gdyż jest to energia niestabilna i droga. AI wymaga energii najwyższej jakości – taniej, stabilnej i pozbawionej zakłóceń w dostawie. Z tego właśnie powodu korporacje Big Tech wyraziły swoje stanowisko ustami Billa Gatesa, który odstawił „ratowanie planety” na boczny tor, wskazując, że na świecie są pilniejsze potrzeby. Zielony PR odchodzi więc do lamusa, ważniejsze są modele językowe.
Z drugiej strony obserwujemy prawdziwy wyścig z czasem między największymi konkurentami, USA i Chinami. W tym wyścigu USA nie mogą odpuścić nawet na milimetr, zwłaszcza że oddech Chin czują już na swoich plecach. Nie mogą odpuścić, bo uzyskanie znaczących przewag technologicznych w AI przez ChRL oznaczałoby koniec prymatu USA, co byłoby niebezpieczne również dla nas. I nie chodzi tutaj tylko o samą AI, lecz o wszystko to, co za jej pomocą można osiągnąć w dziedzinie techniki, biologii, nauk podstawowych oraz technologii.
Dlaczego więc możemy mówić o AI jako o najsilniejszym dodatnim sprzężeniu zwrotnym w kontekście zmian klimatycznych? Ponieważ skoro w USA przewiduje się takie wzrosty zapotrzebowania na energię elektryczną, to analogiczne będzie, a nawet już jest w Chinach, Indiach, Rosji i wszędzie tam, gdzie poważnie myśli się o technologiach AI. Skalując powyższe liczby, można zauważyć, że w najbliższym czasie potrzebne będą setki, a może i tysiące gigawatów nowych źródeł stabilnej i taniej energii.
Zadajmy więc pytanie: jaka technologia odpowiada tym potrzebom? Odpowiedź jest jednoznaczna. Wyścig technologiczny nie czeka, trzeba budować szybko, tanio i stabilnie, więc będą to elektrownie oparte na paliwach kopalnych – przede wszystkim węglu i gazie. Także atom, jednak elektrownie jądrowe powstają dłużej i mają więcej wymagań, dlatego w tym dynamicznym wyścigu będą początkowo tylko dodatkiem.
To jeden z powodów, dla których wydobycie paliw kopalnych bije dziś rekordy. W Chinach wydobycie węgla osiąga historyczne poziomy, zbliżając się do 5 mld ton rocznie; w Indiach przekroczyło 1 mld ton i prognozuje się dalszy szybki wzrost, podobnie jak w Indonezji. W USA obecna administracja zapowiada zwiększenie wydobycia węgla, ale nie zapominajmy, że kraj ten jest potentatem w wydobyciu gazu ziemnego. Jest to ściśle skorelowane z budową i otwieraniem setek nowych elektrowni węglowych na całym świecie, a szczególnie w Azji.
A jak na tym tle wypada UE oraz Polska? Emisje CO₂ z energetyki (włączając ciepło) w UE stanowią niespełna 2 proc. światowej emisji, a emisje sektora energetycznego w Polsce są pomijalnie małe. Jednocześnie trwa wymuszona transformacja energetyczna w jedynym słusznym kierunku, czyli paneli i wiatraków, co zarówno ogranicza dostęp do taniej i stabilnej energii, jak i wymusza likwidację energetyki węglowej, w konsekwencji hamując rozwój technologii AI. Wracając do przewidywanych potrzeb globalnego wyścigu AI: 1000 GW nowych elektrowni węglowych oznaczałoby emisje ok. 23-krotnie większe niż te w Polsce i ok. trzykrotnie większe niż emisje całej UE.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-ziemowit-milosz-malecha-sztuczna-inteligencja-czyli-nowy-koszmar-dla-obroncow-klimatu/
PAP/MB




