Przywracanie pokoju w Europie pozostaje od stu lat sprawą Ameryki [Renaud GIRARD w "Le Figaro"]

Stany Zjednoczone opuszczą Światową Organizację Zdrowia

Renaud Girard jest francuskim dziennikarzem, publicystą i pisarzem specjalizującym się w geopolityce i kwestiach międzynarodowych. Z najważniejszym francuskim tytułem prasowym „Le Figaro” związany jest od lat 80. XX wieku, był m.in. korespondentem wojennym w Afganistanie, na Bliskim Wschodzie, Bałkanach, w Afryce, od kilku już lat publikuje swoją cotygodniową kolumnę na tematy międzynarodowe. Pisze też książki, wykłada strategię i stosunki międzynarodowe w Sciences Po Paris.

.W swoim najnowszym felietonie opublikowanym w „Le Figaro” Renaud Girard zwraca uwagę na strategiczną słabość Europy, która nie jest w stanie samodzielnie zaprowadzać pokoju na swoim terytorium i potrzebuje do tego celu partnera silniejszego, Ameryki.

„Dość okrutne jest stwierdzenie, że my, Europejczycy, zdajemy się od ponad wieku niezdolni do samodzielnego zaprowadzania pokoju na naszym kontynencie, gdy pojawiają się tu konflikty. W obu wojnach, które rozpoczęliśmy w XX wieku — zwanych światowymi, lecz ściśle europejskich u swych początków — Amerykanie musieli przyjść z pomocą naszemu kontynentowi, by zaprowadzić pokój. Powrócili w połowie lat dziewięćdziesiątych, by zaprowadzić pokój na Bałkanach. Wracają, jedno pokolenie później, by spróbować uczynić to na Ukrainie” – pisze felietonista „Le Figaro”.

Amerykanie wykonują tę pracę, lecz dla Europy problem polega zdaniem Renaud Girarda na tym, że nie zawsze robią to doskonale. „W 1918 roku przybywają ze swymi wielkimi zasadami, tworzą Ligę Narodów, przez siedem miesięcy negocjują w Paryżu traktat pokojowy, który zostanie podpisany 28 czerwca 1919 roku w Wersalu, aby Wielka Wojna była wojną ostatnią. Lecz już w marcu 1920 roku, wskutek nieratyfikowania traktatu przez Senat, amerykański ogrodnik pokoju porzuca swój ogród, skazując Ligę Narodów na upadek i torując drogę powrotowi niemieckiego militaryzmu”.

Jak przypomina Renaud Girard, w grudniu 1941 roku to nazistowskie Niemcy wypowiadają wojnę Ameryce, a nie odwrotnie. „Amerykanie wyzwalają zachodnią część Europy w 1944 roku, lecz w pragnieniu jak najszybszego sprowadzenia swych żołnierzy do domu Roosevelt, w Jałcie (luty 1945), oddaje Stalinowi w niewolę wschodnią połowę kontynentu. Europie Wschodniej potrzeba będzie następnie 45 lat, by uwolnić się od komunizmu” – zauważa autor „Le Figaro”.

Trochę lepiej pielęgnowanie pokoju udaje się Trumanowi (1945–1952), który finansuje odbudowę zachodniej Europy, jednocześnie militarnie powstrzymując ZSRR przed przekroczeniem żelaznej kurtyny.

Po raz kolejny w Europie Amerykanie angażują się na Bałkanach. po tym gdy europejska dyplomacja grzęźnie tam od 1990 roku, Amerykanie wchodzą bardziej zdecydowanie do gry w 1994 roku i z wielkim powodzeniem doprowadzają w Dayton w 1995 roku do pokoju między republikami byłej Jugosławii.

Renaud Girard zauważa w tym miejscu, że Ameryka zaniedbuje jednak w Dayton kwestię Kosowa. „NATO przeprowadzi wiosną 1999 roku nielegalną wojnę przeciw Serbii, by zmusić ją do porzucenia zbuntowanej, albańskojęzycznej prowincji. Rosjanie od marca 2014 roku będą przywoływać ten niefortunny precedens, by usprawiedliwiać swoją ingerencję militarną na Krymie, a następnie w Donbasie, we wsparciu rosyjskojęzycznych separatystów” – w ciekawy sposób analizuje Renaud Girard.

Na początku 2014 roku to Europa próbuje zapobiec eskalacji kryzysu ukraińskiego. Europejska delegacja, złożona z ministrów spraw zagranicznych Francji, Niemiec i Polski, spieszy do Kijowa, by negocjować z reżimem i opozycją. 20 lutego udaje jej się przywrócić spokój w stolicy. 21 lutego podpisane zostaje porozumienie. I tu, zdaniem Renaud Girarda, europejscy ministrowie popełnili błąd, gdyż zamiast pozostać w Kijowie, opuszczają Ukrainę pod koniec popołudnia a wygwizdane przez tłum na Majdanie porozumienie nie przetrwa nocy.

„Gdyby Europejczycy potrafili ochronić cenny owoc własnej dyplomacji — porozumienie z 21 lutego 2014 roku — nigdy nie doszłoby do wojny na Ukrainie. Stwierdzam to z wielkim smutkiem, podobnie jak fakt, że przywracanie pokoju w Europie pozostaje najwyraźniej wciąż sprawą amerykańską” – zauważa Renaud Girard.

Le Figaro/AJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 stycznia 2026