„Rosjanie nigdy nie będą defilować w Kijowie, Ukraińcy nie odzyskają Mariupola” [Renaud GIRARD w „Le Figaro”]

wojna na Ukrainie

Wojna na Ukrainie trwa już cztery i pół roku, lecz żadna ze stron nie zbliżyła się do zwycięstwa, które pozwoliłoby narzucić przeciwnikowi własne warunki. Rosja nie zdołała podporządkować sobie Ukrainy, Ukraina zaś, mimo coraz skuteczniejszych uderzeń na rosyjskim terytorium, pozostaje daleko od odzyskania wszystkich okupowanych ziem. Renaud Girard stawia więc pytanie, którego europejscy przywódcy coraz dłużej nie będą mogli unikać: czy kontynent, zwiększając swoje zaangażowanie wojskowe, nie zmierza niczym lunatyk ku wojnie, której od początku nikt nie zamierzał wywołać?

.Najnowszy komentarz znanego francuskiego korespondenta wojennego, opublikowany na łamach „Le Figaro”, nie jest apelem o porzucenie Ukrainy ani próbą usprawiedliwienia rosyjskiej agresji. Jest ostrzeżeniem przed mechanizmem eskalacji, w którym każda kolejna decyzja wydaje się logiczną odpowiedzią na decyzję poprzednią, ale suma tych działań może doprowadzić do rezultatu, którego nie chce żadne z europejskich państw. Girard pyta, czy wojna, której nie potrafimy zakończyć, nie zaczyna stopniowo zmieniać się w konflikt, nad którym Europa utraci kontrolę.

Kim jest Renaud Girard?

Renaud Girard jest francuskim dziennikarzem, pisarzem i analitykiem stosunków międzynarodowych, absolwentem École normale supérieure oraz École nationale d’administration. Od 1984 roku pracuje dla „Le Figaro”, najpierw jako reporter i korespondent wojenny, a następnie jako komentator spraw międzynarodowych. Wykładał strategię, geostrategię i stosunki międzynarodowe w paryskim Sciences Po, jest również autorem książek poświęconych wojnom na Bliskim Wschodzie, Afganistanowi i francuskiej dyplomacji.

Jego spojrzenie na wojnę nie powstało wyłącznie w bibliotekach, redakcjach ani studiach telewizyjnych. Relacjonował konflikty w Azji Centralnej, dawnej Indochinie, na Bałkanach, Bliskim Wschodzie, Kaukazie, w Afryce Subsaharyjskiej, Maghrebie, Sahelu i Libii. Był w Somalii podczas amerykańskiej interwencji w 1993 roku, przybył do Rwandy na początku ludobójstwa w 1994 roku, a później relacjonował między innymi wojny w Afganistanie, Iraku, Libii oraz Strefie Gazy.

To doświadczenie jest ważne dla zrozumienia jego publicystyki. Girard patrzy na konflikty przede wszystkim przez pryzmat ich rzeczywistych skutków, siły dostępnej stronom oraz możliwości politycznego zakończenia walk, mniej natomiast przez pryzmat deklarowanych intencji i moralnych uzasadnień. Wojna jest dla niego nie tylko zderzeniem racji i zasad, lecz także procesem, który z czasem zaczyna żyć własnym życiem, niszcząc społeczeństwa długo po tym, gdy pierwotne cele przestają być osiągalne.

Wojna bez możliwego zwycięstwa

Najważniejsza teza jego komentarza została zamknięta w jednym zdaniu: „Rosjanie nigdy nie będą defilować w Kijowie, a Ukraińcy nigdy nie odzyskają Mariupola”. Pierwsza część tego zdania przypomina o klęsce rosyjskiego planu z lutego 2022 roku, kiedy Moskwa liczyła na błyskawiczne zajęcie ukraińskiej stolicy, rozbicie władz państwa i narzucenie Ukrainie politycznego podporządkowania. Druga wskazuje na skalę siły, której wymagałoby odzyskanie silnie ufortyfikowanego miasta, połączonego z Rosją lądowym korytarzem i położonego daleko za obecną linią frontu.

Słowo „nigdy” należy tu rozumieć jako publicystyczne podkreślenie strategicznego impasu, nie jako sprawdzalną prognozę wojskową. Wojny potrafią zmieniać swój kierunek pod wpływem załamania politycznego, kryzysu gospodarczego, utraty zagranicznego wsparcia albo pojawienia się nowej technologii. Przy zachowaniu dzisiejszego układu sił nie widać jednak ani rosyjskiej zdolności do zdobycia Kijowa, ani ukraińskiej zdolności do przeprowadzenia ofensywy, która dotarłaby do Mariupola.

Dane zebrane przez amerykańskie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych wzmacniają tę diagnozę. Według analizy CSIS z lipca 2026 roku Rosja poniosła od początku pełnoskalowej inwazji około 1,4 mln strat osobowych, obejmujących zabitych, rannych i zaginionych, w tym od 400 do 450 tys. zabitych. Pomimo tej ceny rosyjskie natarcie niemal się zatrzymało, a tempo posuwania się wojsk na wybranych odcinkach frontu było mierzone zaledwie dziesiątkami metrów dziennie.

Jednocześnie Ukraina potrafi zadawać Rosji coraz dotkliwsze straty, ale nie oznacza to jeszcze zdolności do odzyskania okupowanego południa i wschodu kraju. CSIS szacuje ukraińskie straty wojskowe na 525–625 tys. zabitych, rannych i zaginionych, a łączną liczbę strat po obu stronach na ponad dwa miliony. Oznacza to, że wojna stała się klasycznym konfliktem na wyniszczenie, w którym żadna ze stron nie osiąga rozstrzygnięcia, natomiast obie coraz szybciej zużywają ludzi, sprzęt, pieniądze i społeczną odporność.

Podobną potrzebę konfrontowania politycznych zamierzeń z rzeczywistym układem sił przedstawia na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Kazimierz Dadak. W tekście „Ameryka czy Europa? Pytania na rozstaju dróg” zwraca uwagę, że przekonanie o prawie Ukrainy do odzyskania każdego fragmentu terytorium musi być zestawione z możliwościami wojskowymi Kijowa oraz państw udzielających mu pomocy. Nie podważa to ukraińskich praw, lecz oddziela sprawiedliwość postulowaną od rozstrzygnięcia, które można obecnie osiągnąć na polu walki.

Obie strony mogą niszczyć, żadna nie potrafi zwyciężyć

Girard porównuje Ukrainę do jeżozwierza, którego rosyjski niedźwiedź nie jest w stanie połknąć, ale który potrafi dotkliwie ranić napastnika nawet w jego własnej gawrze. To jedna z najbardziej trafnych figur jego komentarza. Ukraina nie ma siły pozwalającej pokonać Rosję w klasycznej wojnie lądowej, zdobyła jednak techniczne możliwości przenoszenia części kosztów konfliktu daleko poza linię frontu.

Ukraińskie drony i pociski uderzają w rafinerie, terminale eksportowe, lotniska, magazyny i zakłady przemysłu zbrojeniowego. Według obliczeń Agencji Reutera w marcu 2026 roku po serii ataków czasowo zatrzymane było co najmniej 40 proc. rosyjskich zdolności eksportowania ropy. Nie oznaczało to trwałego zniszczenia takiej części przemysłu naftowego, pokazywało jednak, że Rosja nie może już traktować własnego zaplecza gospodarczego jako całkowicie bezpiecznego.

Moskwa odpowiada niszczeniem ukraińskiej energetyki, infrastruktury kolejowej i portów czarnomorskich. W lipcu 2026 roku Ukraina odnotowała 35 ataków na statki znajdujące się w portach, 22 ataki na jednostki na morzu oraz 67 uderzeń w instalacje portowe. Jak informował Reuters, ruch statków w rejonie Odessy został na blisko dwa tygodnie praktycznie wstrzymany, uderzając w jeden z najważniejszych kanałów eksportu ukraińskiej gospodarki.

To właśnie w tym znaczeniu obie strony mogą przegrywać jednocześnie. Rosja nie jest w stanie osiągnąć pierwotnego celu politycznego, jakim było podporządkowanie Ukrainy, Ukraina zaś nie może przywrócić swoich granic wyłącznie za pomocą dostępnej dziś siły militarnej. Oba państwa potrafią natomiast zwiększać koszty ponoszone przez przeciwnika, co podtrzymuje wiarę, że jeszcze jeden cykl mobilizacji, bombardowań i sankcji zmusi drugą stronę do ustępstwa.

Czy Europa zmierza ku wojnie jak lunatyk?

Girard odwołuje się do książki Christophera Clarka The Sleepwalkers, opisującej ciąg decyzji, który latem 1914 roku przekształcił zamach w Sarajewie w wojnę światową. Siła tej analogii nie polega na uznaniu, że Europa w 2026 roku znajduje się w dokładnie takiej samej sytuacji. Chodzi o podobny mechanizm, w którym przywódcy podejmują decyzje racjonalne z punktu widzenia własnego państwa, nie panując zarazem nad ich wspólnymi konsekwencjami.

Należy przy tym pamiętać, że sam Christopher Clark przestrzegał przed prostym utożsamianiem rosyjskiej napaści na Ukrainę z kryzysem lipcowym 1914 roku. W obecnej wojnie istnieje wyraźnie wskazany agresor, podczas gdy jego książka analizowała odpowiedzialność wielu mocarstw za serię wzajemnie wzmacniających się decyzji. Metafora lunatyków pozostaje jednak użyteczna jako ostrzeżenie przed błędem, nieporozumieniem albo prowokacją, która w warunkach napięcia może uruchomić działania niemożliwe później do zatrzymania.

Zagrożenie jest tym poważniejsze, że Rosja dysponuje największym lub jednym z dwóch największych arsenałów jądrowych świata. SIPRI szacowało, że na początku 2026 roku dziewięć państw posiadało łącznie 12 187 głowic, z których 4012 rozmieszczono przy pociskach i samolotach. Rosja i Stany Zjednoczone miały razem około 83 proc. wszystkich głowic znajdujących się w zapasach wojskowych, a jednocześnie oba państwa kontynuowały programy modernizacji swoich sił nuklearnych.

Nie oznacza to, że użycie broni jądrowej jest nieuchronne ani nawet prawdopodobne. Oznacza natomiast, że ryzyka eskalacji nie można oceniać tak samo jak w konfliktach z udziałem państw nieposiadających takiego arsenału. Im więcej pocisków dalekiego zasięgu, operacji prowadzonych w głębi terytorium przeciwnika i niejasnych czerwonych linii, tym większe znaczenie mają komunikacja, rozpoznanie intencji oraz kanały pozwalające wyjaśnić incydent, zanim zostanie uznany za świadomą próbę rozszerzenia wojny.

Rozmowa z Rosją nie oznacza przyznania jej racji

Najbardziej kontrowersyjna teza Girarda głosi, że pokój jest w stosunkach międzynarodowych wartością wyższą niż sprawiedliwość. Można ją rozumieć jako głos człowieka, który oglądał z bliska skutki wielu wojen, lecz nie należy przedstawiać jej jako prawdy niepodlegającej dyskusji. Pokój zawarty bez dostatecznych gwarancji może bowiem jedynie zamrozić agresję i stworzyć napastnikowi warunki do przygotowania następnej wojny.

Podobnie nie sposób zaakceptować określenia rosyjskiej inwazji jako „wojny domowej między prawosławnymi Słowianami”. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego jest to wojna napastnicza jednego państwa przeciwko drugiemu, a Zgromadzenie Ogólne ONZ w przyjętej w marcu 2022 roku rezolucji jednoznacznie określiło działania Rosji jako agresję przeciwko Ukrainie. Wspólna historia, religia ani język części mieszkańców nie zmieniają międzynarodowego charakteru konfliktu i nie odbierają Ukrainie prawa do obrony.

Trafna pozostaje jednak teza, że potępienie agresji i utrzymywanie kanałów komunikacji nie wykluczają się wzajemnie. W lipcu 2026 roku byli wysocy urzędnicy z Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Rosji spotkali się nieoficjalnie w Wiedniu, aby zbadać możliwość przyszłych negocjacji. Rozmowy zorganizowało szwajcarskie Centrum Dialogu Humanitarnego, którego działalność polega właśnie na dyskretnej mediacji w konfliktach.

Takie spotkanie nie jest negocjacją pokojową, nie posiada mandatu rządowego i nie może zastąpić rozmów prowadzonych z udziałem Ukrainy. Może natomiast służyć sprawdzeniu, czy za oficjalnymi deklaracjami którejkolwiek ze stron istnieje przestrzeń do przyszłego porozumienia. Historia dyplomacji pokazuje, że oficjalne rokowania często stają się możliwe dopiero po wcześniejszych, poufnych kontaktach pozwalających poznać rzeczywiste granice kompromisu.

Profesor Jacek Hołówka w tekście „Koniec wojny?” przypomina w tym kontekście o koncepcji ius ex bello, czyli moralnych i politycznych zasadach wychodzenia z wojny. Nawet państwo prowadzące sprawiedliwą walkę obronną powinno zachowywać zamiar doprowadzenia w przyszłości do pokoju, negocjacje muszą być jednak prowadzone w dobrej wierze. Rozmowa wykorzystywana wyłącznie do osłabienia przeciwnika staje się inną formą prowadzenia wojny.

Girard już wcześniej zwracał uwagę na strategiczną zależność Europy od Stanów Zjednoczonych. W tekście „Przywracanie pokoju w Europie pozostaje od stu lat sprawą Ameryki”, który omówiliśmy na naszych łamach, wskazywał, że przez ostatnie sto lat europejskie wojny kończyły się przy decydującym udziale Ameryki. Dziś problem jest poważniejszy, ponieważ Europa nie może być pewna, że Stany Zjednoczone w każdej sytuacji uznają eskalację na wschodzie kontynentu za własną wojnę.

Najważniejsze ostrzeżenie Renauda Girarda nie brzmi zatem, że Europa powinna przestać wspierać Ukrainę. Brzmi ono inaczej: pomoc wojskowa, odstraszanie i sankcje nie mogą zastąpić strategii politycznej określającej, w jaki sposób wojna miałaby się zakończyć. Państwa europejskie muszą jednocześnie nie dopuścić do zwycięstwa rosyjskiej agresji, wzmacniać własne bezpieczeństwo i utrzymywać możliwość rozmowy, ponieważ brak komunikacji między przeciwnikami posiadającymi broń jądrową sam w sobie staje się źródłem zagrożenia.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 sierpnia 2026