Retoryka jako narzędzie nacisku

Według „Wall Street Journal” Donald Trump prowadzi wojnę z Iranem w sposób impulsywny, formułując publiczne groźby bez konsultacji z doradcami. Wiele jego wypowiedzi – w tym wezwanie Irańczyków do „otworzenia pierd… cieśniny” czy groźby zniszczenia „całej cywilizacji” Iranu – zaskakiwało nawet najbliższe otoczenie prezydenta.

Strategia czy improwizacja

.Za tą demonstracyjną agresją kryje się jednak brak spójności. Prezydent – według relacji dziennika – jednocześnie eskaluje napięcie i pyta doradców, jak jego słowa są odbierane. Taka ambiwalencja wskazuje raczej na improwizację niż na konsekwentnie realizowaną strategię.

Część doradców interpretowała jego wypowiedzi jako próbę ożywienia negocjacji i przyspieszenia zakończenia konfliktu, którego Donald Trump – jak wynika z relacji – desperacko pragnął.

Lęk przed eskalacją

.Za kulisami pojawia się jednak inny obraz prezydenta. „Wall Street Journal” opisuje Donalda Trumpa jako polityka obawiającego się skutków wojny, w tym wysyłania żołnierzy na śmierć oraz scenariusza „katastrofy”. W tym kontekście przywoływany jest przykład Iranu jako czynnika, który przyczynił się do upadku prezydentury Jimmy’ego Cartera.

Donald Trump miał sprzeciwiać się planom desantu na wyspę Chark – kluczowy punkt eksportu ropy – mimo zapewnień o powodzeniu operacji. Już pod koniec marca polecił rozpoczęcie rozmów pokojowych.

Prezydent między obrazem a rzeczywistością

.Relacje wskazują również na rosnącą frustrację Donalda Trumpa. Codzienne prezentacje nagrań spektakularnych eksplozji miały robić na nim wrażenie, lecz jednocześnie wywoływać niezadowolenie z powodu braku podobnej percepcji wojny w opinii publicznej.

W działaniach prezydenta pojawia się także element chaosu operacyjnego. Podczas akcji poszukiwania zestrzelonego pilota współpracownicy mieli celowo ograniczać jego dostęp do centrum dowodzenia, uznając, że jego obecność może zakłócić przebieg operacji.

Napięcia z sojusznikami

.Dodatkowym źródłem napięć pozostają relacje z europejskimi partnerami. Donald Trump miał prywatnie wyrażać frustrację wobec sojuszników, jednocześnie zarzucając im brak wsparcia i podkreślając, że nie potrzebuje ich pomocy.

Spotkanie z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte zostało przez niego ocenione jako „w dużej mierze strata czasu”. W efekcie rolę pośrednika w rozmowach z Iranem miał przejąć Pakistan.

Rozproszenie uwagi i dysonans przywództwa

.Opisane przez dziennik zachowania wskazują również na wyraźne rozproszenie uwagi. W kluczowych momentach wojny Donald Trump miał kierować rozmowy na tematy niezwiązane z konfliktem – od planów budowy sali balowej w Białym Domu, przez wybory stanowe w Indianie, po kryptowaluty i sztuczną inteligencję.

Konsternację wśród współpracowników wywoływały także jego wypowiedzi podczas spotkań prywatnych, w tym sugestia, że powinien sam sobie przyznać Medal Honoru za wizytę u żołnierzy w Iraku. Biały Dom tłumaczył te słowa jako żart.

Symboliczny pozostaje również dzień rozpoczęcia wojny – 28 lutego – kiedy prezydent uczestniczył w zbiórce funduszy w Mar-a-Lago. Na sugestię odwołania wydarzenia miał odpowiedzieć, że „i tak musi zjeść kolację”.

Wniosek: przywództwo w stanie napięcia

.Z relacji „Wall Street Journal” wyłania się obraz przywództwa naznaczonego napięciem między demonstracyjną siłą a realną niepewnością. Publiczna zuchwałość Trumpa może być elementem świadomej gry, ale jednocześnie odsłania brak stabilności decyzyjnej.

To nie tylko kwestia stylu. To pytanie o zdolność prowadzenia polityki w warunkach kryzysu – i o granicę między strategią a improwizacją.

PAP/WM

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 19 kwietnia 2026