Rosja jest większym zagrożeniem dla Azji Środkowej i Kaukazu niż dla NATO [Alexander STUBB]

Imperialne postrzeganie świata przez Rosję może w dłuższej perspektywie stanowić większe zagrożenie dla Azji Środkowej i Kaukazu Południowego niż dla państw członkowskich NATO — powiedział prezydent Finlandii Alexander Stubb w wywiadzie dla „The Washington Post”.
Rosja jest większym zagrożeniem dla Azji Środkowej i Kaukazu niż dla NATO
.W rozmowie opublikowanej na kanale Youtube Alexander Stubb nawiązał do złożonej historii stosunków Finlandii z Rosją podkreślając, że ekspansjonistyczne myślenie pozostaje głęboko zakorzenione w rosyjskiej kulturze politycznej. – Uważam, że w DNA Rosji nadal tkwi ekspansja i imperializm” — stwierdził, przypominając, że Władimir Putin postrzega rozpad Związku Radzieckiego jako największą katastrofę geopolityczną XX wieku.
W zachodnich mediach debata koncentruje się na potencjalnych zagrożeniach dla państw NATO, takich jak kraje bałtyckie, Finlandia czy Polska. W rozmowie Alexander Stubb zasugerował, że bardziej narażone regiony znajdują się gdzie indziej.
– Myślę, że bardziej niepokojącym aspektem (…) są zagrożenia dla państwa Azji Centralnej, Kaukaz Południowy i inne regiony — powiedział, wskazując na system polityczny napędzany ideologią tzw. „ruskiego miru”.
Zachód musi pozyskać kraje Globalnego Wschodu i Globalnego Południa
.Prezydent Finlandii na kwestię regionu Azji Centralnej zwraca uwagę od początku swojej prezydentury, rozpoczętej w 2024 r., argumentując, że Zachód – w obliczu zachwianego porządku światowego – musi starać się pozyskać na swoją stronę kraje Globalnego Wschodu i Globalnego Południa.
Alexander Stubb jesienią 2025 r. odbył dłuższą podróż po krajach Azji Środkowej. W Astanie rozmawiał z Kasymem-Żomartem Tokajewem, prezydentem Kazachstanu, w Taszkencie zaś z przywódcą Uzbekistanu Szawkatem Mirzijojewem.
Współpracą z Kazachstanem interesuje się także sąsiadująca z Finlandią Estonia (także była republika radziecka), która chce wypromować swoje rozwiązania w zakresie e-administracji oraz zachęcić do handlu przez bałtyckie porty.
Rosjanie grożą operacjami specjalnymi w Armenii, Gruzji i Kazachstanie
.Kwestia rosyjskich stref wpływów w regionie powróciła przy okazji wizyty prezydenta Alara Karisa w Astanie jesienią 2025 r. i zakończyła się – jak komentowały estońskie media oraz politycy – skandalem. Prezydentowi Alarowi Karisowi zarzucono, że w swoim oficjalnym przemówieniu podczas wizyty w Kazachstanie nie odniósł się do rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Według ustaleń estońskiej prasy, pierwotna wersja przemówienia prezydenta kładła duży nacisk na rosyjską agresję. Po napiętej kolacji z dyplomatami i powołując się na obawy oraz sygnały ze strony kazachskiej, Alar Karis zmienił swój tekst, czyniąc go bardziej „abstrakcyjnym”. Po tej wizycie, na początku grudnia ze stanowiska zrezygnował ambasador Estonii w Astanie.
Wypowiedź Alexandra Stubba dla „The Washington Post” wpisuje się w kontekst niedawnych wypowiedzi znanych rosyjskich propagandystów, których słuchają miliony Rosjan. Rosyjski prezenter telewizyjny Władimir Sołowiow w swoim telewizyjnym programie 10 stycznia zasugerował, że Moskwa mogłaby przeprowadzić „specjalne operacje wojskowe” w Azji Centralnej i Armenii. Wypowiedzi te wywołały oburzenie. Ambasador Rosji w Erywaniu został wezwany do tamtejszego MSZ; wypowiedź została spotkała się też z falą krytyki w państwach Azji Centralnej, szczególnie w Uzbekistanie, gdzie została określona jako destabilizująca i prowokacyjna.
Kilka dni później Aleksandr Dugin, określany jako filozof i ideolog „ruskiego miru”, publicznie zakwestionował suwerenność kilku państw powstałych na gruzach ZSRR, położonych w Azji Centralnej oraz na Kaukazie. Nagranie wideo z jego wypowiedziami było szeroko rozpowszechniane w internecie i spotkało się z ostrą krytyką w omawianych krajach. Wprost wymienił Armenię, Gruzję, Azerbejdżan, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan i Kirgistan jako państwa, które — jego zdaniem — nie powinny istnieć jako niezależne w jakimkolwiek przyszłym porządku politycznym.
– W tym nowym modelu nie może istnieć nic suwerennego. I to wszystko. Suwerenność dobiegła końca. Państwa narodowe to przeżytek przeszłości. To bzdura — powiedział Aleksandr Dugin, dodając, że „nie sposób zgodzić się z istnieniem suwerennego Uzbekistanu”.
Rosyjski imperializm
.Na temat historii rosyjskiego imperializmu na łamach „Wszystko co Najważniejsze” pisze prof. Jacek HOŁÓWKA w tekście „Imperialne marzenia Kremla„. Autor zwraca w nim uwagę, iż Rosja nie jest pierwszym imperium, które nie może pogodzić się ze zmniejszeniem swojego terytorium i wpływów.
„Ukraina należy do Rosji tylko w tym fantastycznym sensie, w jakim do Rosji należą Prusy Wschodnie, czyli obwód kaliningradzki, wszystkie etnicznie polskie tereny objęte zaborem rosyjskim w XIX wieku, a także zagrabione obszary Azji Mniejszej lub Besarabii. W takim metaforycznym sensie do Rosji należą wszystkie ziemie, które kiedykolwiek były częścią imperium rosyjskiego i które stają się jego częścią w wyobraźni najemnych kondotierów. Deklarację noworoczną popiera jedynie prosty i bezwstydny pogląd, że zagrabienie czyjejś ziemi przez Rosjan jest zawsze słuszne, ponieważ Rosja jest mocarstwem i ma nim być zawsze. Tak uważa władca Kremla i to sprawę zamyka. Natomiast ewentualna utrata posiadanych przez Rosję terenów jest zawsze niesprawiedliwa, gdyż powstaje przez dławienie rosyjskiej państwowości. Jest to objaw samowoli ludów drugorzędnych, niemających historii lub pełniących podrzędną rolę w jej przebiegu. Rosja musi zawsze zwyciężać, ponieważ wymaga tego jej odwiecznie praktykowany tryb istnienia. Nigdy nie była republiką, krajem rządzonym przez parlament lub wolę ludu. I to nie ma prawa się zmienić, ponieważ co raz stało się rosyjskie, musi na zawsze pozostać rosyjskie”.
.”Rosja nie jest pierwszym imperium, które głęboko przeżywa ograniczenie swych wpływów i posiadłości. W czasach nowożytnych to doświadczenie spotkało kolejno wszystkich kolonizatorów: Brytyjczyków, Francuzów, Belgów i Holendrów. Wytrącenie ich z roli metropolii kolonialnej raniło ich poczucie dumy, wydawało się bolesne i niesprawiedliwe. Kolonizatorzy zawsze cierpieli, pozostawiając zamorskie terytoria ich mieszkańcom. Uważali, że oddają je w ręce ludzi niepewnych i niedoświadczonych, czyli skazują je na upadek. Żadne wojsko nie lubi wycofywać się z administrowanych terenów. Gdy opuszcza pole swego działania, nagle widzi, jak jest bezużyteczne i zbędne. Widzi, że nie udało mu się zorganizować życia lokalnych społeczności, czyli dominowało jedynie dlatego, że stosowało przemoc bez żadnej racji” – pisze prof. Jacek HOŁÓWKA.
PAP/MJ







