Rosjanie sprzedają ukraińskich jeńców formacjom z Czeczenii

Uczestniczący w inwazji na Ukrainę Rosjanie, sprzedają ukraińskich jeńców innym jednostkom agresora, m.in. formacjom z Czeczenii – ujawnił amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW).

Formacje z Czeczenii mają problem z wymianą jeńców

.Część formacji paramilitarnych walczących po stronie Rosji, głównie oddziały podległe przywódcy Czeczenii Ramzanowi Kadyrowowi, nie ma obecnie wielu możliwości, by schwytać ukraińskich jeńców, ponieważ nie bierze bezpośredniego udziału w działaniach zbrojnych.

Te jednostki chcą jednak prowadzić własne wymiany jeńców z Ukrainą, by odzyskać czeczeńskich wojskowych pojmanych na froncie. Jest to powód, dla którego takie oddziały biorą udział w handlu jeńcami i kupują Ukraińców od regularnej rosyjskiej armii – powiadomił ISW, powołując się na doniesienia brytyjskiego dziennika „The Times”, który pierwszy informował o tym, że Rosjanie handlują jeńcami wojennymi.

Media alarmują – Rosjanie handlują jeńcami wojennymi

.Gazeta podkreśliła, że Konwencja genewska o traktowaniu jeńców wojennych z 1949 roku nie uznaje tego rodzaju nieformalnych wymian za naruszenie prawa humanitarnego, lecz takie praktyki prawdopodobnie są nielegalne. Konwencja zabrania bowiem przyjmowania „specjalnych porozumień, wpływających negatywnie na położenie jeńców”.

W rosyjskiej niewoli pozostaje obecnie ponad 8 tys. obywateli Ukrainy, w tym ponad 1600 cywilów – informował pod koniec stycznia Jurij Taraniuk, przedstawiciel ukraińskiego sztabu koordynacyjnego ds. wymiany jeńców wojennych.

Decydujący etap tej wojny

.Inwazja Rosji na Ukrainie oraz wojna, która po niej nastąpiła dalej trwa, pochłaniając kolejne istnienia. Szanse na rozmowy pokojowe zniknęły, a wszystko wskazuje na to, że los tej wojny rozstrzygnie się na froncie. Na łamach Wszystko co Najważniejsze pisze o tym Lubko PETRENKO, ukraiński dziennikarz i publicysta związany z lwowskim portalem Zaxid.net.

W swoim artykule zaznacza on, że oficjalnych rozmów z Rosją ukraińskie władze nie prowadziły od prawie dwóch lat. Ostatni raz spotkanie takie miało miejsce w marcu 2022 roku, kiedy delegacje ukraińska i rosyjska spotkały się w Stambule przy tureckiej mediacji. W tym czasie negocjatorzy osiągnęli nawet pewne wstępne porozumienia. Zdecydowano, że każda ze stron omówi propozycje u siebie, w Kijowie i w Moskwie.

Niedawno ponownie wspomniano też o rozmowach w Stambule. Stało się to za sprawą szefa partii rządzącej Sługa Ludu, Dawyda Arachamii, który był na czele ukraińskiej delegacji negocjacyjnej. W listopadzie ubiegłego roku udzielił on wywiadu prezenterce telewizyjnej Natalii Mosejczuk. W wywiadzie tym Arachamija zaskoczył wszystkich wiadomością, że krwawa wojna rosyjsko-ukraińska mogła się zakończyć, zanim się na dobre zaczęła, jeszcze w marcu 2022 roku. Co w tym celu musiała zrobić Ukraina? Faktycznie drobiazg – zrezygnować z przystąpienia do NATO, które delikatnie mówiąc i tak nie spieszyło się z tym, by nas przyjąć.

„Tyle, jeśli wierzyć słowom Dawyda Arachamii, który opowiadał Natalii Mosejczuk o przebiegu negocjacji ukraińsko-rosyjskich, które rozpoczęły się jeszcze w lutym 2022 roku na Białorusi i były kontynuowane w Stambule w marcu. Wydawałoby się, że można mu wierzyć, w końcu przewodniczył ukraińskiej delegacji negocjacyjnej w imieniu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Według Arachamii wojnę można było powstrzymać niemal na samym początku, i to niezwykle łatwo – należało obiecać, że Ukraina nie przystąpi do Sojuszu Północnoatlantyckiego, do którego nawet dziś niespecjalnie nas zapraszają. A dwa lata temu – tym bardziej, ponieważ nikt na Zachodzie nie wiedział na pewno, czy Ukrainie uda się wytrzymać rosyjską ofensywę, czy nie” – przypomina ekspert.

W jego opinii warunek ten jest dość zabawny, ponieważ w pewnym momencie Ukraina faktycznie zobowiązała się nie przystępować do NATO. Było to podczas prezydentury Janukowycza. Ale po Euromajdanie i ucieczce Janukowycza do Rostowa łatwo było wszystko zmienić. Teraz aspiracje Ukrainy do przystąpienia do zachodniego bloku obronnego zostały zapisane w konstytucji. Kto więc powstrzyma nas po raz kolejny, gdy tylko nadarzy się dobra okazja? Nikt.

„Jakoś nie wierzę w twierdzenie, że to właśnie kwestia NATO była fundamentalna, a wszystko inne to drobiazgi, jak nas zapewniał. Być może polityk zapomniał o czymś od czasu rozmów w Stambule? Możemy przypomnieć o innych żądaniach Rosjan, z których nie byli skłonni się wycofywać. Na przykład uznanie przez Kijów niepodległości republik Donieckiej i Ługańskiej oraz wycofanie ukraińskich wojsk z ich terytorium” – pisze Lubko PETRENKO.

„Podążmy jednak dalej za znanymi żądaniami Rosji. Zgodnie z nimi Ukraina musi uznać Krym za terytorium Federacji Rosyjskiej. Czy to już wszystko? Nie. Ukraina musiałaby również uznać obwody zaporoski i chersoński za nowe gubernie Federacji Rosyjskiej. Być może udałoby się coś uzgodnić w tej kwestii, ale na pewno nie „korytarz lądowy” na Krym. Oznaczałoby to, że Mariupol i Berdiańsk na zawsze pozostałyby rosyjskie, a Ukraina straciłaby dostęp do Morza Azowskiego” – dodaje autor.

Co więcej, są to tylko terytorialne życzenia, ale Rosjanie nie ograniczają się do nich.

„Wspomnieliśmy już o NATO, więc przejdźmy dalej. Czy zapomnieliśmy już o demilitaryzacji? Konkretnie chodziło o zmniejszenie liczebności Sił Zbrojnych Ukrainy z 250 tys. do 83,5 tys. Nieźle, prawda? Całkiem użyteczne, aby potem podbić Ukrainę, przelewając mniej krwi” – dodaje dziennikarz.

PAP/WszystkocoNajważniejsze/MB
Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 marca 2024