Rosyjski trop w blackoucie w Berlinie?

Pożar mostu kablowego w Berlinie pozbawił prądu dziesiątki tysięcy gospodarstw domowych. W ostatnich latach oszczędzano na zabezpieczeniach infrastruktury, co dziś daje o sobie znać – powiedział Manuel Atug, ekspert ds. infrastruktury krytycznej. Oprócz tego niemieckie służby natrafiły natrafiły na rosyjski trop w blackoucie w Berlinie.
Rosyjski trop w blackoucie w Berlinie
.Do ataku z 3 stycznia 2026 r., który polegał na podpaleniu kabli na jednym z mostów, przyznała się ekstremistycznie lewicowa Vulkangruppe, która w dokumencie przekazanych władzom uznała za swoje cele „wyłącznie prądu rządzącym” oraz atak na „przemysł paliw kopalnianych”.
Berliński urząd kryminalny uznał oświadczenie grupy za autentyczne i powołał specjalną komórkę śledczą. Ostrożniejszy w ocenach pozostaje niemiecki kontrwywiad, który wstrzymuje się jeszcze z ostateczną oceną dokumentu. Władze landu mówią jednak wprost o motywie skrajnie lewicowym. „Śledztwo wykroczyło już poza poziom lokalny” – wskazuje berliński dziennik „Tagesspiegel”.
Według Manuela Atuga, założyciela i rzecznika niezależnej grupy AG KRITIS zajmującej się m.in. cyberbezpieczeństwem oraz ochroną infrastruktury krytycznej, ryzyka sabotażu w otwartym społeczeństwie nie da się całkowicie wyeliminować. – Żyjemy w demokratycznym, a więc otwartym społeczeństwie. Dlatego jest ono bardziej podatne na tego typu ataki – powiedział.
Wielka awaria w Berlinie
.Ekspert zwrócił uwagę, że skala berlińskiej awarii była w dużej mierze konsekwencją niewłaściwej reakcji oraz braku odpowiednich procedur. – To, co widzieliśmy w Berlinie, zaczęło się od zdarzenia, które przy zastosowaniu właściwych środków zaradczych mogło pozostać zwykłą awarią. Stało się jednak katastrofą, ponieważ zareagowano na nie w niewłaściwy sposób – ocenił Manuel Atug. Jego zdaniem nie podjęto działań, które pozwoliłyby w krótkim czasie ograniczyć skutki ataku do poziomu zwykłego zakłócenia.
Manuel Atug wskazał również na strukturalne słabości sieci energetycznej stolicy. – Grube linie wysokiego napięcia o napięciu 100 kV w wielu miejscach Berlina nie zostały zaprojektowane jako redundantne, z odpowiednią nadmiarowością. Można by ją zapewnić, tworząc kilka linii i dzięki georedundancji umożliwiając zasilanie z różnych kierunków, jednak wiąże się to z kosztami. W ostatnich latach wydatki w tym zakresie zostały znacząco ograniczone, co dziś daje o sobie znać – podkreślił.
W ocenie eksperta brak nadmiarowych tras przesyłu sprawia, że wystarczy uderzenie w jedną trasę kablową, aby wywołać rozległe skutki. – Gdyby kable były poprowadzone kilkoma trasami i miały nadmiarową konstrukcję, aby przeprowadzić atak, należałoby uderzyć w kilka miejsc jednocześnie, by spowodować poważniejsze szkody. W przeciwnym razie odbiorcy nadal mieliby dostęp do energii z linii zastępczych – wskazał.
Lewicowi ekstremiści z Vulkangruppe
.Vulkangruppe od lat łączona jest z podpaleniami i sabotażami infrastruktury krytycznej w Berlinie i Brandenburgii. Według danych służb jej ataki uderzały w sieci energetyczne, telekomunikacyjne i kolejowe, powodując przerwy w dostawach prądu, łączności oraz zakłócenia transportu publicznego. Od 2011 r. grupa przyznała się do co najmniej 11 takich akcji. W maju 2011 r. spłonął most kablowy na stacji Ostkreuz, co sparaliżowało ruch kolejowy. Kolejne ataki odnotowano w 2018 r. i 2021 r., a w marcu 2024 r. w wyniku podpalenia uszkodzono słup energetyczny, co doprowadziło do przerwy w dostawach prądu do fabryki Tesli pod Berlinem.
Jak opisał na swoich łamach „Tagesspiegel” niemiecka policja i służby bezpieczeństwa nie przeniknęły dotychczas struktur Vulkangruppe i dysponują ograniczoną wiedzą na temat jej zaplecza. Organizacja zaliczana jest do anarchistycznego, nastawionego na przemoc nurtu skrajnej lewicy, a liczba jej aktywnych członków pozostaje nieznana.
Po publikacji oświadczenia Vulkangruppe w mediach społecznościowych pojawiły się spekulacje o możliwym rosyjskim tle ataku. Jednym z argumentów do stanowienia tej tezy jest błędna pisownia nazwisk w treści oświadczenia. Amerykański wiceprezydent J.D. Vance nazywany jest w oświadczeniu „Vansem”, a nazwisko berlińskiej senator i byłej burmistrz miasta Franziski Giffey zapisywane jest „Giffay”. Te błędy interpretowane są jako potencjalny ślad automatycznego tłumaczenia z rosyjskiego.
Vulkangruppe działa na zlecenie Kremla?
.Portal tygodnika „Spiegel” podał, powołując się na źródła związane z bezpieczeństwem, że niemieckie władze nie dysponują obecnie żadnymi dowodami na powiązanie ataku z Rosją. Manuel Atug ocenił takie spekulacje jako w większości bezpodstawne. – Wszystko wskazuje na to, że jest to grupa, która celowo chce prowadzić działania sabotażowe. (…) Ale coś takiego jest nie do przyjęcia dla demokratycznego społeczeństwa – przyznał ekspert.
Podobną opinię przedstawił dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, który zwrócił uwagę, że argumenty językowe przywoływane w sieci, takie jak błędna pisownia nazwisk polityków, są słabo udokumentowane i nie stanowią dowodu na rosyjskie źródło tekstu. „W przypadku transliteracji z cyrylicy nazwisko wiceprezydenta USA powinno brzmieć »Vens«. Także błędy ortograficzne i gramatyczne oraz liczne niezgrabne sformułowania nie stanowią żadnej wskazówki na istnienie rosyjskiego pierwowzoru” – uważa gazeta.
Również pojawiające się w oświadczeniu wątki rzekomo zbieżne z narracją Kremla występują marginalnie i miejscami stoją w sprzeczności z rosyjską propagandą. W ocenie „FAZ” hipoteza o rosyjskim udziale pozostaje na obecnym etapie mało prawdopodobna. Manuel Atug podkreślił, że berlińska awaria powinna stać się impulsem do systemowych zmian. – Berlin mógłby wreszcie wyciągnąć wnioski z tego wydarzenia i wyciągnąć z niego naukę – powiedział, wskazując na potrzebę wzmocnienia ochrony ludności, zarządzania kryzysowego, komunikacji kryzysowej i zapasowych źródeł zasilania.
– To wszystko jest znane od lat, a mimo to za każdym razem dzieje się to samo. Pokazuje to, jak zła jest sytuacja, a w szczególności bezradność polityczną osób odpowiedzialnych – dodał ekspert. W dniu 3 stycznia w południowo-zachodniej części Berlina (dzielnica Steglitz-Zehlendorf) doszło do rozległej przerwy w dostawach energii po pożarze kabli wysokiego napięcia. Bez prądu było ok. 50 tys. gospodarstw domowych oraz część firm i instytucji publicznych. W środę wznowiono dostawy elektryczności dla obszaru dotkniętego awarią.
Wojna hybrydowa
.Na temat specyfiki wojny hybrydowej i jej różnorakich form, na łamach “Wszystko Co Najważniejsze” pisze prof. Michał KLEIBER w tekście “Konflikt hybrydowy to dużo więcej niż propaganda internetowa“.
“Terminy takie jak konflikt, agresja, atak czy wręcz wojna, podawane z określeniem hybrydowy, hybrydowa, większości z nas kojarzyły się dotychczas z szerzonymi w internecie dezinformacją, propagandą i kłamstwem. Opinia ta ukształtowała się oczywiście na podstawie wielu przeprowadzonych i niestety często skutecznych działań tego typu. Wyobraźnia władców państw autorytarnych z jednej strony, a rozwój nowych technologii i metod agresji z drugiej zmieniły jednak ten obraz sytuacji. Sformułowanie „konflikt hybrydowy” wyszedł ze swych pierwotnych ram i poprzez stosowanie niespodziewanych działań może być dzisiaj wywoływany praktycznie we wszystkich obszarach życia publicznego”.
“W istocie idea działań hybrydowych nie jest nowa, ale rozwój globalizacji, mobilności i nowych technologii zasadniczo zwiększył jej zakres i konsekwencje. Skuteczne zapobieganie zagrożeniom hybrydowym ze strony państw autorytarnych i ugrupowań terrorystycznych wymaga od świata demokratycznego zdecydowanego podjęcia wielu przemyślanych działań. Są one niezbędne, aby móc określać zagrożenia hybrydowe, a ich sednem jest szerzenie społecznej świadomości zagrożeń, przewidywanie możliwych wydarzeń i ścisła współpraca rządów, instytucji publicznych i prywatnych oraz całych społeczeństw”.
.”Konflikt na granicy polsko-białoruskiej wzmocnił zainteresowanie tym tematem. Jak dzisiaj dokładnie już rozumiemy, intencją białoruskich i rosyjskich prowodyrów konfliktu była m.in., a może wręcz głównie chęć destabilizacji politycznej naszego kraju i jego pozycji w UE za pomocą nieznanej dotychczas i całkowicie nieoczekiwanej metody umożliwiania nielegalnego przekroczenia granicy tysiącom niepożądanych imigrantów. Zebrane w trakcie tego konfliktu doświadczenia niejako wymuszają na nas pogłębioną refleksję na temat podobnie nieprzewidywalnych niebezpieczeństw”- pisze prof. Michał KLEIBER.
PAP/Oskar Górzyński/MJ




