Saudowie zakupią TVN?

Amerykański portal Fiction Horizon przekazał doniesienia, że Publiczny Fundusz Inwestycyjny Arabii Saudyjskiej (PIF) przygotowuje się do połączenia sił z Comcast, międzynarodowym konglomeratem medialnym z USA, w ramach dużej oferty przejęcia Warner Bros. Discovery – właściciela m.in. telewizji TVN. Oznacza to, że Saudowie mogą przejąć także TVN.

Dotychczas żadna ze stron nie potwierdziła oficjalnie rozmów

.Jakiś czas temu Warner Bros. Discovery ogłosiło, że rozważa sprzedaż przedsiębiorstwa. Według doniesień mediów wartość tej firmy może osiągnąć nawet 70 mld dolarów. Dotychczas do wyścigu o przejęcie Warner Bros. stanęły m.in. Paramount Skydance oraz Netflix.

W ostatnich dniach w mediach pojawiły się doniesienia, że do walki może dołączyć również saudyjski Publiczny Fundusz Inwestycyjny PIF, który inwestuje w globalne platformy medialne, co ma na celu wzmocnienie projektów rozrywkowych i infrastrukturalnych w Arabii Saudyjskiej w ramach programu Vision 2030.

Według informacji Fiction Horizon, prezes Comcast Brian Roberts odwiedził w ostatnim czasie Arabię Saudyjską, gdzie spotkał się z inwestorami PIF oraz zwiedził tamtejszy megaprojekt w zakresie rozrywki i turystyki Qiddiya, realizowany w stolicy kraju, Rijadzie.

Wizyta Robertsa miała podkreślić potencjalne korzyści, zarówno dla Stanów Zjednoczonych, jak i Arabii Saudyjskiej. Warner Bros. posiada olbrzymią bibliotekę treści, w skład której wchodzą m.in. marki Harry Potter i DC Comics. Zakup Warner Bros. może okazać się przydatny w kontekście parku rozrywki Universal, planowanego w ramach inwestycji Qiddiya.

Jak przekazał Fiction Horizon, dotychczas żadna ze stron nie potwierdziła oficjalnie rozmów. Jednak według znawców branży medialnej i rozrywkowej możliwe wejście PIF do wyścigu o przejęcie Warner Bros. wiązałoby się z prawdopodobnym podniesieniem stawki.

Jeszcze nie wiadomo, czy Saudowie poprą ofertę całościowo, czy też będą działać jako partner strategiczny

.Analitycy ostrzegają, że złożenie oferty wspieranej przez Arabię Saudyjską skutkowałoby kontrolą amerykańskich organów regulacyjnych w zakresie niezależności mediów, konkurencji i praw człowieka. Z kolei jeśli nie dojdzie do sprzedaży, to Warner Bros. może zdecydować się na wewnętrzną restrukturyzację i podział przedsiębiorstwa na dwa podmioty – zajmujące się studiami filmowymi oraz kanałami telewizyjnymi.

Aktualnie, jak zaznaczył Fiction Horizon, nie jest jasne, jaki charakter miałaby współpraca Comcast z PIF – nie wiadomo, czy Saudyjczycy poprą ofertę całościowo, czy też będą działać jako partner strategiczny.

Według doniesień medialnych Comcast miał już poczynić pierwsze kroki w zakresie przygotowania ewentualnej oferty, uzyskał dostęp do danych Warner Bros. oraz zatrudnił doradców, takich jak Goldman Sachs i Morgan Stanley. Wstępne oferty przejęcia Warner Bros. Discovery muszą zostać złożone do 20 listopada.

Postawmy na media wysokiej jakości. Na życie wysokiej jakości

.Internet i wolności, które on wszystkim gwarantuje, są plugawione, regulowane i odrzucane w tej daremnej grze na refleks przeciwko nielicznej grupie głośnych i głupich – pisze prof. Jeff JARVIS

Agdybyśmy się przyznali do przegranej w wojnie ze złą mową? Gdybyśmy się przyznali, że media wysokiej jakości przegrały? Przecież dezinformacja i kłamstwa i tak nie przestaną istnieć – bez względu na to, co zrobimy. Ci, którzy chcą tego rodzaju mowy, zawsze będą mogli ją znaleźć i się nią posłużyć. Murdoch i Musk wygrali. Bądźmy realistami.

Co dalej? Otóż skupmy naszą uwagę na wyszukiwaniu, powielaniu i wspieraniu mowy wysokiej jakości. Niemałym problemem związanym z przykładaniem tak wielkiej wagi do złej mowy, zwłaszcza w ostatnich pięciu latach, jest to, że pozwala ona piewcom zła wpływać na porządek publiczny – wróć, zachęca ich do tego! – a oni dokładnie tego chcą. Żywią się naszą uwagą. I wygrywają. Nawet jeśli czasem przegrają bitwę i w wyniku moderacji zostaną „ocenzurowani” i „anulowani”, jak sami o tym mówią, pozwalamy im odgrywać rolę ofiary. I wtedy tryumfują. Naprawdę nadal tego nie pojęliśmy?

Innym problemem jest to, że piewcy zła swoimi wypowiedziami kalają każdy przejaw mowy. Internet i wolności, które on wszystkim gwarantuje, są plugawione, regulowane i odrzucane w tej daremnej grze na refleks przeciwko nielicznej grupie głośnych i głupich. Media podnoszą moralną panikę przeciwko ich nowemu konkurentowi, globalnej sieci, obwiniając technologię o wszelkie bolączki tego świata (całkowicie umywając ręce od odpowiedzialności za to, gdzie się znaleźliśmy). Słyszę, jak dziennikarze, ustawodawcy, a nawet uczeni zaczynają na głos pytać, czy aby nie mamy „za dużo mowy”. Jak w ogóle można w oświeconym społeczeństwie zadawać tak obrzydliwe pytanie?

Rzeczywistym problemem związanym z poświęcaniem całej uwagi złej mowie jest to, że nie przeznaczamy żadnych zasobów na dobrą mowę; na wspieranie mowy, która jest świadoma, autorytatywna, ekspercka, konstruktywna, merytoryczna, użyteczna, kreatywna, pomysłowa. Dobra mowa jest ignorowana, pozwalamy jej marnieć. I tak piewcy zła znów wygrywają.

A co właściwie znaczy skupiać się na dobrej mowie? U zarania historii druku i obfitości mowy, którą przyniósł, nastała potrzeba powołania nowych instytucji, które by ją pielęgnowały. W mojej nowej książce The Gutenberg Parenthesis (która ukaże się na początku przyszłego roku nakładem Bloomsbury Academic) opowiadam historię pierwszej historycznej próby wprowadzenia cenzury w druku, która miała miejsce zaledwie 15 lat po Biblii Gutenberga.

W 1470 r. włoski uczony i twórca nowożytnej gramatyki języka łacińskiego Niccolò Perotti błagał papieża Pawła II o narzucenie kontroli Watykanu nad drukiem książek. Skłoniło go do tego nowe tłumaczenie (Historii naturalnej – przyp. tłum.) Pliniusza Starszego. W wystosowanej do papieża litanii skarg wskazał 22 błędy gramatyczne, które poruszyły go do żywego. Przy czym należy pamiętać, że był optymistą co do potencjału druku. John Monfasani pisał, że Perotti „miał nadzieję, że wkrótce nastanie taka obfitość książek, że każdy, bez względu na to, jak jest biedny i nieszczęśliwy, będzie miał w zasięgu ręki wszystko, czego dusza zapragnie”. Tymczasem szybko pojawił się pierwszy kryzys natury technologicznej, jako że „nadzieje Perottiego runęły w gruzach. Drukarze wydawali masę chłamu”.

Perotti i na to znalazł rozwiązanie. Zaapelował do papieża Pawła o powołanie cenzora: „Najprościej mieć kogoś, kto z mocy papieskiego autorytetu nadzorowałby pracę drukarzy, służył im dobrą radą, co i jak wydawać, a także samemu powoływał dostatecznie wykształconych pomocników, którzy sprawdzaliby i poprawiali poszczególne dzieła przed oddaniem ich do druku. Zadanie to wymaga inteligencji, wyjątkowej erudycji, niesamowitej gorliwości i najwyższej czujności”.

Warto zauważyć, że Perotti wcale nie domagał się powołania urzędu cenzora. Zamiast tego miał wizję roli redaktora i funkcji wydawnictwa jako środków zapewniających wysoką jakość drukowanych materiałów. W rzeczy samej instytucje redaktora, wydawcy, krytyka i czasopisma powstały właśnie w tych celach. I przez pół tysiąclecia taki układ całkiem nieźle się sprawdzał.

Następnie przyszła mechanizacja i uprzemysłowienie druku dzięki wynalezieniu pras drukarskich napędzanych silnikami parowymi i maszyn do składu (o tym będą moje przyszłe książki, nad którymi właśnie pracuję) – i problem powrócił. Pojawiło się mnóstwo uzasadnionych skarg na prasę groszową i brukową. Ale w tym samym czasie, na początku tej potężnej transformacji, powołano do życia nową instytucję: „Harper’s New Monthly Magazine”. Przypatrzmy się, jaką w 1850 r. już na pierwszej stronie pierwszego numeru narzucono sobie misję:

„Myślą przyświecającą wydawcom tegoż dzieła jest, by pod strzechy narodu amerykańskiego trafiły nieprzebrane skarby literatury periodycznej dnia dzisiejszego. Czasopisma pozyskują liczne talenty literackie pełne geniuszu twórczego i naukowych osiągnięć współczesności”.

Zamiast próbować wykorzenić wszelkie przejawy nowomowy i złej mowy, „Harper’s” dostrzegł potrzebę wspierania dobrej mowy, „by pod strzechy narodu amerykańskiego trafiły nieprzebrane skarby literatury periodycznej dnia dzisiejszego”.

Czasopisma, na których próbie wydania polegli Ben Franklin i Noah Webster, rozkwitały dzięki nowej technologii, nowym czytelnikom i nowej ekonomii, a dobra mowa dawała początek jeszcze większej ilości dobrej mowy.

Nie sugeruję, abyśmy przestali moderować treści na platformach. Platformy mają prawo i obowiązek tworzenia pozytywnego, bezpiecznego, przyjemnego, produktywnego – no i tak, również dochodowego – środowiska dla swoich użytkowników.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jeff-jarvis-postawmy-na-media-wysokiej-jakosci-na-zycie-wysokiej-jakosci/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 18 listopada 2025