Amerykanie powinni lepiej zadbać o swoich sojuszników [Sławomir DĘBSKI]

Sławomir Dębski, były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, udzielił wywiadu francuskiemu dziennikowi „Le Figaro”. Odpowiadał na pytania Laure Mandeville na temat nowo opublikowanego dokumentu o amerykańskiej strategii bezpieczeństwa.
„Amerykanie nie lubią europejskiej demokracji” – Sławomir Dębski
.Publikacja o amerykańskiej strategii, wyjaśniająca doktrynę prezydenta Donalda Trumpa, nadal wywołuje gorące dyskusje. Jedni oskarżają Stany Zjednoczone o „burzenie ładu światowego”, inni chwalą za „powrót do realizmu”. Sławomir Dębski na łamach „Le Figaro” podkreśla przede wszystkim amerykańskie „pragnienie radykalnej zmiany w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych”. Ocenia, że Stany Zjednoczone porzucają swoją rolę lidera wolnego świata. Przypomina, że pełniły tę rolę przez cały XX wiek.
Dziennikarka Laure Mandeville odparła, że dokument zawiera mocne deklaracje dotyczące Europy, między innymi chęć „uratowania jej przed upadkiem cywilizacyjnym”. Sławomir Dębski nie widzi jednak w tym powodu do radości: „Amerykanie nie chcą już ingerować w sprawy wewnętrzne innych krajów, z jednym wyjątkiem: Europy. Nie lubią europejskiej demokracji, a dokument o ich strategii jest pełen absurdalnych stwierdzeń o tym, jak bardzo nie lubią integracji europejskiej i jej instytucji. Twierdzą nawet, że chcą działać na rzecz jej demontażu”. Dodaje, że Amerykanie powinni lepiej zadbać o swoich sojuszników, bo bez nich trudniej będzie im konkurować z Chinami.
Innym punktem znajdującym się w amerykańskim dokumencie o strategii jest doprowadzenie do szybkiego zawieszenia broni na Ukrainie. Zarówno Laure Mandeville, jak i Sławomir Dębski bardzo sceptycznie podchodzą do tego punktu. Dziennikarka mówi, że amerykańska opinia publiczna masowo wspiera Ukrainę i twierdzi i że administracja Donalda Trumpa planuje rozbijać Europę ramię w ramię z Władimirem Putinem. „Ten rzekomy realizm opiera się na projekcji świata, który nie istnieje. Świat rzeczywiście jest podzielony na kraje autorytarne i demokratyczne. Stany Zjednoczone są również przekonane, że Rosja nie zaatakuje Europy. To jednak myślenie życzeniowe, co dowodzi, że opublikowany dokument jest raczej manifestem ideologicznym niż realną strategią”, wyjaśnia były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Dalej oskarża kraje europejskie o brak wystarczających wysiłków na rzecz ambitnych reform. Wskazuje na paraliż biurokratyczny w Polsce („w rzeczywistości istnieją wewnętrzne przyczyny biurokratyczne, spotęgowane napięciami politycznymi między partiami oraz między rządem i prezydentem, które tłumaczą brak strategicznej mapy drogowej”) i na zbyt małe zaangażowanie większych krajów europejskich („Obecnie stosowana forma konsultacji między Londynem, Berlinem i Paryżem jest nieskuteczna i niewystarczająca”). Negatywnie ocenia nieobecność Polski w spotkaniach na najwyższym szczeblu, deklarując, że osłabia to Europę i jej mandat społeczny. Proponuje, by rozszerzyć europejski format konsultacyjny o takie kraje, jak Finlandia, Norwegia, Włochy i Polska.
Rosja zagraża naszemu bezpieczeństwu
.Sławomir Dębski przekonuje, że Rosja zagraża naszemu bezpieczeństwu (sabotaże, cyberataki, wtargnięcia dronów) i że należy się zbroić, aby się jej przeciwstawić. Polska jest w tej dziedzinie na dobrej drodze, ale nie jest jeszcze gotowa: „Jesteśmy w trakcie tworzenia realnego potencjału militarnego. To zajmie trochę czasu, bo taka jest Europa, a programy wojskowe wymagają czasu”. W każdym przypadku Polacy zamierzają walczyć: „Widzimy wojnę na naszych granicach. Musimy się bronić, z Amerykanami czy bez nich. Jeśli nam pomogą, tym lepiej. Jeśli nie, zrobimy to samo co Ukraińcy: będziemy bronić naszego kraju”. Dodatkowo oskarża Donalda Trumpa o wzmacnianie, przez jego głośne deklaracje, wątpliwości co do skuteczności artykułu 5 NATO.
Proponuje, by w celu sprzeciwienia się działaniom Rosji ograniczyć jej potencjał finansowy i handlowy oraz ujednolicić stanowiska krajów europejskich: „Trzeba wytropić flotę widmo, firmy pośredniczące, ukryty import. Nie możemy z jednej strony pomagać Ukrainie, a z drugiej importować rosyjskich towarów przez Kazachstan. To również wzmocniłoby naszą pozycję wobec Waszyngtonu: bo jeśli Europa pokaże, że potrafi działać sama, Stany Zjednoczone będą musiały nas wysłuchać. Co więcej, przestańmy narzekać na marginalizację w rosyjsko-amerykańskich dyskusjach. Musimy zbudować własny stół. Pozwólmy Amerykanom rozmawiać z Rosjanami, jeśli chcą. Działajmy, wytyczmy własną drogę”.
Braki w europejskiej narracji
.Największą przeszkodą w tym projekcie mogą jednak być sami Europejczycy. Podzieleni (niektóre kraje wcale nie zamierzają mocniej się sprzeciwiać Rosji, jak Hiszpania, Grecja czy Węgry), cyniczni (Niemcy już zapowiadają, że będą dążyć do przywrócenia współpracy z Rosją) albo po prostu za słabi (najchętniejsi do pomocy, czyli Bałtowie, Duńczycy czy Holendrzy, nie stanowią wystarczającej siły, by blokować rosyjskie wpływy), postawieni przed własnymi sprzecznościami za łatwo ulegamy pokusie oskarżania wyłącznie Stanów Zjednoczonych o zdradę ideałów demokratycznych i o porzucenie Ukrainy.
Jest rzeczywiście bardzo duża różnica między ambitnymi deklaracjami niektórych Europejczyków o „egzystencjalnym zagrożeniu rosyjskim” a podejmowanymi działaniami, co zresztą odnotowuje administracja Donalda Trumpa, wzywając Europę do potwierdzenia słów czynami. Tutaj trudno doszukać się winy prezydenta Stanów Zjednoczonych w trzydziestoletniej europejskiej polityce, polegającej na rozbrajaniu siebie samych.
Nathaniel Garstecka




