„Smartfonowy dostęp do internetu” nowym obliczem cyfryzacji

„Smartfonowy dostęp do internetu” pogłębia cyfrowe wykluczenie, ograniczając realne możliwości korzystania z e-usług, edukacji, bankowości i administracji publicznej.
.Przez lata o cyfrowym wykluczeniu mówiono głównie w kategoriach „ma dostęp do internetu” albo „nie ma dostępu”. Wraz z upowszechnieniem smartfonów wielu decydentów uznało, że problem w dużej mierze został rozwiązany.
Najnowsze badania z Tajwanu pokazują jednak, że powstała „druga warstwa” nierówności. Osoby, które mają internet wyłącznie w telefonie, faktycznie robią online mniej niż ci, którzy korzystają z wielu urządzeń, np. laptopa i komputera stacjonarnego. To zjawisko określa się mianem „smartfonowy dostęp do intenretu” i dotyczy użytkowników, którzy formalnie są „podłączeni”, ale w praktyce mają zawężony zakres aktywności cyfrowych.
.Zespół CTG Uniwersytetu Albany przeanalizował reprezentatywne dane ankietowe od ponad 9 500 mieszkańców Tajwanu, porównując jedynie ze smartfonami z tzw. użytkownikami multimodalnymi, czyli takimi, którzy łączą się z siecią przez kilka typów urządzeń. Po uwzględnieniu wieku, dochodów, wykształcenia i poziomu kompetencji cyfrowych okazało się, że użytkownicy jedynie telefonów angażują się w istotnie mniejszą liczbę typów aktywności internetowych. Zarówno w codziennym korzystaniu z sieci, jak i w kontaktach z administracją. Co ważne, różnica nie dotyczy wszystkiego: na mediach społecznościowych czy w rozmowach głosowych i wideo przez internet osoby ze smartfonami są niemal tak samo aktywne jak użytkownicy wielu urządzeń, bo dane usługi są dobrze zoptymalizowane pod usługi mobilne. Największe luki pojawiają się przy zadaniach transakcyjnych: e-bankowości, zakupach online czy załatwianiu spraw urzędowych przez internet. Tam wypełnianie formularzy, nawigacja po złożonych serwisach i potwierdzanie tożsamości na małym ekranie jest zwyczajnie trudniejsze.
Tajwan jest dobrym „laboratorium” dla badaczy, bo ma bardzo wysoką penetrację internetu, dostęp do sieci ma około 90% mieszkańców, a usługi publiczne, bankowość i edukacja są mocno zdigitalizowane. Jeśli w takim środowisku, gdzie infrastruktura jest względnie równa, wciąż widać wyraźne różnice między. Podobne zjawisko niemal na pewno występuje w innych wysoko rozwiniętych krajach, w tym w USA. Dane Pew Research pokazują, że w Stanach Zjednoczonych około 16% dorosłych to użytkownicy, którzy mają smartfon, ale nie posiadają domowego łącza szerokopasmowego. Zależność od samego telefonu jest szczególnie częsta w grupach już wcześniej narażonych na wykluczenie. Osoby, które posiadają niższe dochody oraz wyształcenie należą właśnie do tego rodzaju grup.
Badanie z Tajwanu podważa wygodne założenie, że „skoro wszystko jest online, to każdy ma równy dostęp”. W praktyce cyfrowe usługi od bankowości po e-administrację często przerzucają część ciężaru na obywateli: to oni muszą mieć odpowiednie urządzenia, stabilne łącze, pakiet danych i kompetencje cyfrowe, aby z nich skorzystać. Jeśli ktoś ma tylko smartfon z ograniczonym pakietem danych i problematycznymi aplikacjami, bardziej złożone czynności jak: składanie wniosku o świadczenia, załatwianie spraw urzędowych czy zarządzanie finansami, stają się barierą zamiast ułatwieniem.
.Autorzy badań podkreślają, że samo rozszerzanie dostępu do szerokopasmowego internetu jest konieczne, ale niewystarczające, jeśli równolegle nie zadbamy o użyteczność mobilnych wersji serwisów publicznych, dostęp do dodatkowych urządzeń (np. w bibliotekach, szkołach, centrach społecznych) oraz programy szkoleń cyfrowych dla grup najbardziej narażonych.
Szymon Ślubowski



