Somaliland gra swoimi atutami

Minister przy prezydencie Somalilandu, Khadar Hussein Abdi, oświadczył, że kraj ten – nieuznawany przez społeczność międzynarodową po ogłoszeniu secesji od Somalii – jest gotów przyznać Stanom Zjednoczonym wyłączny dostęp do swoich zasobów mineralnych oraz baz wojskowych – podała AFP.

Somaliland i Somalia stały się areną rosnącej rywalizacji międzynarodowej

.Na oficjalnych stronach rządowych Somaliland podaje, że dysponuje złożami minerałów, w tym złota, platyny, cynku, miedzi, cyny i ołowiu, a także surowców uznawanych za kluczowe dla transformacji energetycznej – litu, kobaltu, manganu oraz pierwiastków ziem rzadkich. Deklaracje te nie są jednak potwierdzone niezależnymi badaniami geologicznymi. Izrael jest jedynym państwem, które – w grudniu 2025 r. – uznało niepodległość Somalilandu. Dla władz w Hargejsie to przełom po ponad trzech dekadach starań o międzynarodowe uznanie po ogłoszeniu secesji w 1991 r.

Podczas gdy duża część Somalii pogrążyła się w chaosie wojny domowej, pod koniec lat 90. sytuacja w Somalilandzie ustabilizowała się. Choć nie jest on uznawany międzynarodowo, funkcjonuje stabilniej niż reszta kraju. Od ponad trzech dekad utrzymuje własne instytucje, organizuje wybory i zachowuje względne bezpieczeństwo, notując nieco lepsze wskaźniki rozwoju niż Somalia.

Stany Zjednoczone nie sygnalizowały dotąd zmiany stanowiska wobec Somalilandu, jednak w sierpniu prezydent USA Donald Trump, wcześniej krytyczny wobec Somalii i jej władz, zapytany o Somaliland, zasugerował, że zamierza zająć się tą kwestią. Na początku lutego Reuters informował, że Somaliland oczekuje zawarcia porozumienia handlowego z Izraelem i jest gotów zaoferować mu dostęp do cennych złóż mineralnych w zamian za partnerstwo.

Somaliland i Somalia stały się areną rosnącej rywalizacji międzynarodowej, co wynika z ich strategicznego położenia przy cieśninie Bab al-Mandab – jednym z kluczowych szlaków morskich, przez który przepływa znacząca część globalnego handlu między Europą a Azją. Izrael i Zjednoczone Emiraty Arabskie zbliżają się do Somalilandu, podczas gdy Turcja i Arabia Saudyjska wzmacniają współpracę z rządem w Mogadiszu; Egipt wysłał do Somalii wojska w ramach pogłębiającej się współpracy bezpieczeństwa.

Polityka Donalda Trumpa zamienia sojusze w twarde, cyniczne transakcje

.Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi? Wystarczy spojrzeć na to, jak wysoką cenę ma retoryka prezydenta Stanów Zjednoczonych, przynosząca niewiele korzyści – pisze Edward LUCAS.

Whistorii przemówień politycznych trudno znaleźć słowa, które kosztowałyby tak dużo, a dały tak niewiele, jak ostatnie wypowiedzi Donalda Trumpa o najbliższych sojusznikach Ameryki. W rozmowie z Fox News amerykański prezydent oświadczył, że „nie jest pewien”, czy NATO ruszyłoby Stanom Zjednoczonym na pomoc, „gdybyśmy kiedykolwiek jej potrzebowali”. Dorzucił, że „tak naprawdę nigdy niczego od nich nie wymagaliśmy”. Następnie skwitował: „Będą mówić, że wysłali żołnierzy do Afganistanu. I rzeczywiście tak zrobili, tylko że trzymali ich z dala od linii frontu”.

Te niedorzeczne, pogardliwe uwagi mogą podobać się jego fanom z ruchu „America First”, którzy zapewne wierzą, że Stany Zjednoczone samodzielnie wygrały pierwszą i drugą wojnę światową oraz że brały w nich udział od początku do końca. Ale dla państw (trzydziestu członków NATO i dwudziestu jeden partnerów), które stanęły po stronie Ameryki po zamachach z 11 września 2001 roku, kiedy to Sojusz po raz pierwszy w historii uruchomił artykuł 5 o zbiorowej obronie, słowa Donalda Trumpa są po prostu obrzydliwe.

Dla porządku: z 3621 poległych żołnierzy sił koalicyjnych w Afganistanie 2461 było Amerykanami. Jak zazwyczaj bywa u Donalda Trumpa, także i tym razem w jego słowach jest trochę niewygodnej prawdy. Niektóre państwa – zwłaszcza Niemcy, Włochy, Francja i Hiszpania – wysyłały swoje kontyngenty z poważnymi ograniczeniami, tzw. caveats, określającymi, gdzie i w jaki sposób mogą być użyte (zakazywały na przykład patroli nocnych). Krytycy kpili wówczas, że skrót ISAF – International Security Assistance Force – w rzeczywistości znaczy „I Saw Americans Fight” (Patrzyliśmy, jak walczą Amerykanie).

W efekcie Stany Zjednoczone bardziej polegały na tych, którzy nie wprowadzili szeregu ograniczeń dla udzielanej pomocy. Najwyższe straty (w stosunku do liczby ludności) poniosły Gruzja, Dania, Wielka Brytania i Estonia. Kraje te nie miały w Afganistanie nic do ugrania. Stawiły się, bo są częścią Sojuszu, i skoro ta wojna była ważna dla USA, była ważna także dla nich.

Donald Trump, jak wiadomo, nigdy za nic nie przeprasza. Nawet gdy w reakcji na niecodzienną publiczną reprymendę ze strony brytyjskiego premiera sir Keira Starmera wydał dodatkowe oświadczenie, w którym chwalił brytyjskie wojsko, tylko podkreślił postawę „nie wiem, nie obchodzi mnie to” wobec pozostałych sojuszników. Fakt, że niemal nikt z protrumpowskich komentatorów w Stanach Zjednoczonych tej kompromitacji nawet nie zauważa – albo nie postrzega jej jako coś istotnego – jeszcze pogarsza sytuację.

Zniewaga dotyczy przeszłości, ale kształtuje przyszłość. NATO istnieje z jednego powodu: by w razie potrzeby włączyć amerykańską potęgę militarną w obronę Europy. Do tego potrzebne są pieniądze z Kapitolu oraz ludzie, plany i sprzęt z Pentagonu – wszystko, co zamienia deklaracje w realną siłę. Ale ostatecznie i tak o podjęciu działań zadecyduje charakter prezydenta Stanów Zjednoczonych. Czy jako naczelny dowódca rzeczywiście będzie gotów wysłać żołnierzy na wojnę w obronie sojuszników?

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-polityka-donalda-trumpa-zamienia-sojusze-w-twarde-cyniczne-transakcje/

PAP/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 lutego 2026