„Spadkobiercy swoich ojców”. Spotkanie rodzin żołnierzy armii "Modlin"

W ramach obchodów 86. rocznicy bitwy pod Mławą Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej zorganizuje 30 sierpnia spotkanie „Spadkobiercy swoich ojców”, na które zaprasza rodziny żołnierzy Armii „Modlin”. Placówka planuje stworzenie bazy danych obrońców Pozycji Mławskiej pochodzących z tego regionu.

„Planujemy stworzenie bazy danych żołnierzy Armii Modlin

.Chcielibyśmy, aby Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej, jako miejsce pamięci o żołnierzach Armii „Modlin”, było też miejscem ich rodzin oraz świadectwa o wydarzeniach historycznych, w których brali udział ich przodkowie – powiedział dyrektor placówki Robert Zaborowski.

Zaplanowane na 30 sierpnia spotkanie „Spadkobiercy swoich ojców” w Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej zostanie zorganizowane po raz drugi. Pierwsze z udziałem bliskich żołnierzy Armii „Modlin” – było to kilka rodzin, w tym dzieci i wnukowie – odbyło się w ubiegłym roku.

– Chcemy kontynuować tę formułę rozmowy o historii i wspomnień odnoszących się do konkretnych osób. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych, zwłaszcza rodziny żołnierzy. Rodziny uczestniczące w pierwszym spotkaniu już potwierdziły swój ponowny udział. Liczymy, że będzie ich więcej – podkreślił Zaborowski.

Zapowiedział jednocześnie, że podczas najbliższego spotkania przedstawione zostaną koncepcje projektów badawczych poświęconych bitwie pod Mławą, które Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej zamierza zrealizować. – Planujemy stworzenie bazy danych żołnierzy Armii „Modlin” z naszego regionu i będziemy wdzięczni za wszelkie informacje, które pomogą nam w tym przedsięwzięciu – dodał.

Dyrektor Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej zaznaczył przy tym, że w planach placówki jest także przeprowadzenie inwentaryzacji umocnień ziemnych Pozycji Mławskiej, a także utworzenie przy pomniku Obrońców Mławy i pobliskim Mauzoleum Żołnierzy Września pawilonu, a być może także ścieżki historycznej, z informacjami na temat bitwy oraz żołnierzy Armii „Modlin”.

Właśnie w Uniszkach Zawadzkich, gdzie znajduje się pomnik i mauzoleum, 1 września – jak informuje Urząd Miasta Mławy – z okazji obchodów 86. rocznicy bitwy pod Mławą odbędzie się uroczystość złożenia kwiatów i zapalenia zniczy.

Spotkanie „Spadkobiercy swoich ojców” zostanie poprzedzone spacerem historycznym śladami żołnierzy

.Wcześniej, 30 sierpnia, przy mławskim Starym Rynku zaplanowano pokaz sprzętu wojskowego, w tym współczesnych wozów bojowych oraz indywidualnego wyposażenia żołnierzy. W tym czasie w ramach rocznicowych wydarzeń Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej zaprasza do odwiedzenia tam wystawy „Bitwa pod Mławą 1939”, a 31 sierpnia również na spacer historyczny śladami żołnierzy Armii „Modlin”.

Bitwa pod Mławą, trwająca od 1 do 4 września, jest uważana za jedno z najważniejszych wydarzeń wojny obronnej Polski w 1939 r. Główna część walk rozegrała się w Uniszkach Zawadzkich. Podczas bitwy żołnierze 20. Dywizji Piechoty, która wchodziła w skład Armii „Modlin” pod dowództwem gen. Emila Krukowicza-Przedrzymirskiego, toczyli zacięte walki z niemiecką 3. Armią, którą dowodził feldmarszałek Georg von Kuechler.

Atakujące z terytorium ówczesnych Prus Wschodnich oddziały niemieckie, mające za zadanie jak najszybsze dotarcie do Warszawy, właśnie pod Mławą napotkały silny opór oddziałów polskich, przy czym jednostki niemieckie dysponowały trzykrotną przewagą liczebną. W bitwie pod Mławą zginęło ok. 1,2 tys. żołnierzy polskich i 1,8 tys. niemieckich.

We wrześniu 1939 r. Mława, która była wtedy miastem granicznym, w wyniku niemieckiego nalotu bombowego została zniszczona w 70 proc.

25-letnia Rachela – „ta od Katynia”

.Mam medalion z ziemią przywiezioną z Katynia, choć sytuacja polityczna sprawiła, że nigdy nie mogłam tam pojechać. Niektórzy myślą, że taki medalion to coś makabrycznego. Ja uważam, że to jest raczej prawdziwe. Uważam, że musimy mieć odwagę myśleć i mówić o cierpieniu, ponieważ zapomnienie o nim nie sprawi, że zniknie. Sprawi za to, że stracimy swoją świadomość – pisze Rachela TYSZCZUK – 25-letnia wolontariuszka Stowarzyszenia Memoriał i Muzeum Katyńskiego, która choć nie miała wśród zamordowanych w Katyniu nikogo z rodziny, intensywnie działa w internecie na rzecz przypominania o ofiarach Katynia swoim rówieśnikom.

Zanim zacznę pisać, zawsze proszę ich o wsparcie. Wiem, że są ze mną, że ta zażyłość działa w dwie strony. Zazwyczaj mówię o nich „Katyńczycy” albo po prostu „Chłopcy”, choć oczywiście wiem, że były tam również kobiety. Żaden z nich nie był moim przodkiem – dziadkiem, pradziadkiem czy wujkiem – ale porusza mnie ich tragiczna historia. Przynoszę kwiaty, znicze, piszę o Nich. Jednocześnie czuję, że i ja nie jestem sama – dusze wiedzą, czuwają. Mam przed oczami obraz z wczoraj – uroczystość katyńska, poczet sztandarowy i to poczucie bycia na najwłaściwszym miejscu… ale ta historia nie zaczyna się tutaj.

Zaczyna się 10 lat wcześniej. Jestem nastolatką, świadomą na tyle, żeby wiedzieć, że Polska jest dla mnie ogromną wartością. Już wtedy zajmuję się pisaniem, ciągle się rozwijam. Nie zajmuję się jeszcze zbrodnią katyńską, choć wiadomości o niej przejmują mnie tak, że co roku jestem na mszy. Msza kończy się, wychodzimy, czuję, jak kwietniowe słońce osusza moje łzy, czuję, jak dziwnie niewłaściwe wydają się kwiaty, całe to ciepło, odrodzenie. Ktoś podchodzi do mnie, kiedy idę na cmentarz z uczestnikami wydarzenia. Pyta mnie, dlaczego płaczę. Odpowiadam najprościej, jak umiem: „Oni też szli przez las”. Jeszcze nie wiem, że zostanę zacytowana w przemówieniu… ale to nie jest najważniejsze.

Dziś mam 25 lat i kiedy ktoś prosi mnie, bym opowiedziała coś o sobie, wolę mówić o swojej misji. Nie jest to łatwe, bo wielu osobom trudno jest pojąć coś, co przynosi owoce bardziej na poziomie duchowym niż ziemskim i nie jest do końca namacalne. Inni mogą nie uwierzyć w przekonanie, że kiedy przychodzę pod pomnik, dotykam ziemi, uśmiecham się, mówię coś do Pomordowanych – wiem, że to ma sens. Nie jest łatwo wyjść do ludzi z duchowością i zostać zaakceptowaną. Dużo łatwiej jest, kiedy pierwszym powodem działania są jednak Oni – Ci, którzy nie mogą już mówić za siebie… Kiedy ktoś pyta o mnie, często opowiadam o Nich – o prawie 22 000 Ofiar, które są ze mną tak splecione, że nie mogłabym istnieć bez Nich. Bez Polski, bez pamięci.

Często pomagają mi słowa i dlatego prowadzę dwa blogi na platformie Instagram (bardziej osobisty i refleksyjny: @kielkuje_slaz, i edukacyjny: @ta.od.katynia). Dlaczego „Ta od Katynia”? Bo chyba po prostu tak widzą mnie inni, kiedy mają komuś o mnie wspomnieć. Czuję, że to moje pisanie jest po prostu potrzebne, ponieważ jako społeczeństwo spędzamy w internecie mnóstwo czasu.

Okazuje się, że to, co piszę interesuje jednak ludzi, na moje posty reagują bardzo pozytywnie, czasami opowiadają mi o swoich Przodkach. Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś krytykuje czy wyśmiewa moje teksty – jeśli już, uważa, że piszę za dużo o cierpieniu albo że je „romantyzuję”. Tymczasem ja po prostu uważam, że cierpienie mimo wszystko jest sprawcze i że ogromnie dużo nas uczy.

Cieszy mnie jednak, że cokolwiek napiszę, zawsze pojawi się pozytywny odzew. Nie pomyliłam się, myśląc, że znajdą się ludzie, którzy zechcą spędzić ten czas, czytając o historii i o jej osobistym pojmowaniu. Nie piszę oczywiście wyłącznie o zbrodni katyńskiej, ale na przestrzeni ostatnich lat to właśnie te Ofiary są mi jakoś szczególnie bliskie. Niektórzy pytają, czy to kwestie rodzinne – nie w moim przypadku, choć kocham Ich jak rodzinę. Chyba zawsze tak miałam – miłość do Polski była dla mnie tak oczywista, jak to, że istnieję. A grupy, którymi miałam się zaopiekować „przychodziły”, same…

O tej relacji mogłabym pisać naprawdę długo. O tym, że kiedy przychodzę pod dęby pamięci, wieje wiatr. O tym, jak małe słowa i znaki zawsze pokazują mi drogę tam, gdzie nie umiem jej znaleźć. Mam medalion z ziemią przywiezioną z Katynia, choć sytuacja polityczna sprawiła, że nigdy nie mogłam tam pojechać. Niektórzy myślą, że taki medalion to coś makabrycznego. Ja uważam, że to jest raczej prawdziwe. Uważam, że musimy mieć odwagę myśleć i mówić o cierpieniu. Zapomnienie o nim nie sprawi, że zniknie. Sprawi za to, że stracimy swoją świadomość.

Przez prawie trzy lata byłam wolontariuszką w Stowarzyszeniu Rodzina Katyńska w Warszawie, którego obecnie jestem członkiem. Mam kontakt z Muzeum Katyńskim i ze Stowarzyszeniem Memoriał Polska.

Działając w Rodzinie Katyńskiej poznałam Córki Katyńskie, poznałam Wnuków. Dla tych ludzi historia zbrodni katyńskiej to nie podręcznikowy termin, ale prawdziwe życie. Spotykam się czasami w internecie z twierdzeniem, że o tej zbrodni powiedziano już przecież tak dużo. Wtedy mam przed oczami dziewięćdziesięcioletnią kobietę – kiedyś była  dziewczynką – która do dzisiaj płacze za swoim ojcem. Ojciec nie wróci – spoczywa w Katyniu, w Miednoje, w Piatichatkach, może w Bykowni. Może gdzieś, gdzie nie ma dotąd grobu i nazwiska. Gdzieś, gdzie na miejscu masowego pochówku buduje się autostrady. W 2025 roku dla niektórych dziewczynka bez ojca jest zbyt niewygodna.

Bywam na uroczystościach, gdzie politycy, księża, urzędnicy wciąż mylą obozy czy więzienia z miejscami śmierci i pochówku. A przecież każda z tych Ofiar miała swoje życie i zwyczajnie zasługuje na rzetelność i prawdę.

Ich Potomkowie znają mnie wystarczająco, żeby zrozumieć, jak silnie związana jestem emocjonalnie z tą tragedią. Są momenty, których nie da się zapomnieć. Jak ten, gdy niemal stuletnia Córka Katyńska dała mi na święta kwiat monstery, bo pamiętała, jak patrzyłam na symboliczny liść z dziurą. Kolega rekonstruktor na Marszu Cieni wziął ode mnie krzyżyk i obiecał zabrać go ze sobą do końca. Czarny motyl przyleciał na ścianę obok, kiedy czytałam książkę o ekshumacjach katyńskich grobów. Właśnie 11 listopada spotkałam kobietę, która na przemian ze mną przynosi znicze pod Dąb Katyński. Takie rzeczy nie dzieją się przypadkiem. Przypadkiem nie powstał również ten tekst.

I tak wracam do wczoraj – uroczystość katyńska, poczet sztandarowy i to poczucie bycia na najwłaściwszym miejscu. Czuję, że mam przed sobą jeszcze wiele do zrobienia. Będę dalej Nich pisać, będę dalej o Nich mówić. W tym roku mija 85 lat od wciąż nierozliczonego mordu katyńskiego. Jestem Im to winna.

Artykuł dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/rachela-tyszczuk-25-letnia-rachela-ta-od-katynia

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 sierpnia 2025