Czym jest „społeczeństwo dopingu”?

Środki poprawiające wygląd, koncentrację, wydolność fizyczną czy sprawność seksualną przestają być domeną zawodowego sportu. Coraz częściej stają się elementem codziennego funkcjonowania. Badacze opisują to zjawisko jako część rodzącego się „społeczeństwa dopingu” – kultury, w której presja nieustannego ulepszania siebie łączy się z samoleczeniem, cyfryzacją i ryzykiem rozwoju zachowań kompulsywnych.
Doping wychodzi poza sport
.Przez lata pojęcie dopingu kojarzyło się przede wszystkim z zawodowym sportem. Steroidy anaboliczne, środki zwiększające wytrzymałość czy poprawiające regenerację miały służyć jednemu celowi: osiągnięciu lepszego wyniku. Dzisiaj granice tego zjawiska wyraźnie się rozszerzają. Międzynarodowy zespół badaczy w przeglądzie opublikowanym na łamach „Journal of Behavioral Addictions” analizuje stosowanie substancji określanych jako Image and Performance-Enhancing Drugs (IPED) – środków mających poprawiać wygląd i różnego rodzaju aspekty funkcjonowania człowieka.
Nie chodzi już wyłącznie o to, aby szybciej biegać czy podnosić większe ciężary. Środki tego rodzaju są stosowane po to, aby schudnąć, wyglądać młodziej i atrakcyjniej, pracować dłużej, koncentrować się skuteczniej, trenować intensywniej albo poprawiać życie seksualne. W ten sposób doping zaczyna przenosić się z boiska i siłowni do biura, sypialni i codziennego życia.
Czym jest „społeczeństwo dopingu”?
.Badacze proponują patrzeć na to zjawisko szerzej niż tylko przez pryzmat pojedynczych substancji. Ich zdaniem zarówno używanie IPED, jak i część uzależnień behawioralnych można postrzegać jako elementy tego samego mechanizmu kulturowego – „społeczeństwa dopingu”. Jest to społeczeństwo, w którym coraz więcej obszarów życia podlega logice optymalizacji.
Ciało ma być szczuplejsze i bardziej umięśnione. Umysł – bardziej skoncentrowany. Pracownik – bardziej wydajny. Sportowiec amator – szybszy. Życie seksualne – bardziej intensywne. Człowiek powinien spać lepiej, pracować dłużej, wyglądać młodziej i osiągać więcej. W tym sensie stosowanie substancji poprawiających funkcjonowanie nie jest wyłącznie indywidualną decyzją. Może stanowić odpowiedź na znacznie szersze oczekiwanie kulturowe: nie wystarczy już być zdrowym – należy być coraz lepszą wersją samego siebie.
Gdzie kończy się leczenie, a zaczyna ulepszanie?
.Do grupy IPED badacze zaliczają bardzo różne substancje: od suplementów diety i steroidów anabolicznych, poprzez środki poprawiające koncentrację i funkcje poznawcze, po preparaty odchudzające, środki zwiększające libido czy analogi GLP-1 stosowane poza wskazaniami medycznymi. Łączy je nie skład chemiczny, lecz cel. Mają pomóc człowiekowi osiągnąć określony rezultat związany z wyglądem, możliwościami organizmu albo jakością codziennego funkcjonowania.
To właśnie powoduje, że coraz trudniej wyznaczyć granicę między terapią a ulepszaniem człowieka. Lek może być stosowany w leczeniu konkretnego schorzenia, ale ta sama substancja może zostać użyta przez osobę zdrową w celu obniżenia masy ciała, zwiększenia koncentracji albo uzyskania określonego efektu estetycznego.
Wraz z rozwojem farmakologii i medycyny coraz częściej pojawia się więc pytanie nie tylko o to, co potrafimy leczyć, ale również o to, jak daleko chcemy za pomocą medycyny poprawiać organizm zdrowego człowieka.
Pracoholizm, ćwiczenia i inne zachowania kompulsywne
.Autorzy przeglądu zwracają uwagę, że używania środków poprawiających funkcjonowanie organizmu nie należy analizować w oderwaniu od stylu życia i zachowań człowieka. Badania wskazują na związki między stosowaniem IPED a uzależnieniem od ćwiczeń fizycznych, zaburzeniami odżywiania, pracoholizmem, hazardem, problematycznym korzystaniem z gier komputerowych i e-sportu czy kompulsywnymi zachowaniami seksualnymi. Mechanizm może działać w obu kierunkach.
Osoba pracująca kompulsywnie może sięgać po substancje pozwalające jej dłużej zachować koncentrację. Człowiek uzależniony od ćwiczeń może korzystać z preparatów pozwalających szybciej się regenerować i trenować jeszcze intensywniej. Osoba obsesyjnie skoncentrowana na swojej sylwetce może stosować środki odchudzające albo anaboliczne. Substancja wzmacnia zachowanie, a zachowanie zwiększa potrzebę korzystania z substancji. W ten sposób może powstawać zamknięty mechanizm coraz trudniejszy do przerwania.
Perfekcjonizm nie rodzi się w próżni
.Badacze wskazują na cechy indywidualne zwiększające ryzyko korzystania z tego rodzaju środków: perfekcjonizm, impulsywność, niską samoocenę czy niezadowolenie z własnego wyglądu. Ale równie istotne jest środowisko. Współczesna kultura nagradza wydajność, atrakcyjność i sukces. W wielu dziedzinach życia konkurencja staje się coraz bardziej intensywna, a możliwości porównywania się z innymi niemal nieograniczone.
Pracownik może codziennie obserwować ludzi deklarujących pracę po kilkanaście godzin. Osoba ćwicząca widzi sylwetki profesjonalnych sportowców i influencerów fitness. Osoba próbująca schudnąć natrafia na setki historii błyskawicznych metamorfoz. To wszystko tworzy środowisko, w którym korzystanie z substancji wspomagających może zacząć wyglądać nie jak wyjątek, lecz jak racjonalna odpowiedź na reguły gry.
Media społecznościowe podnoszą poprzeczkę
.Szczególną rolę odgrywają media społecznościowe. Ich mechanizm opiera się w dużej mierze na prezentowaniu rzeczywistości wyselekcjonowanej: najlepszego zdjęcia, najlepszej sylwetki, największego sukcesu, najbardziej spektakularnej przemiany. Użytkownik nie porównuje się więc z przeciętnym człowiekiem, lecz z nieustannie aktualizowaną galerią ludzi znajdujących się pod względem wyglądu, kariery czy sprawności w szczególnie uprzywilejowanej sytuacji. W dodatku media społecznościowe mogą normalizować korzystanie z różnych preparatów.
Influencerzy, fora internetowe i społeczności skupione wokół odchudzania, kulturystyki, biohackingu czy zwiększania produktywności stają się dziś jednym z podstawowych źródeł informacji o środkach poprawiających funkcjonowanie. Oznacza to także osłabienie tradycyjnej roli lekarza jako pośrednika między człowiekiem a substancją farmakologiczną.
Internet zamiast gabinetu lekarskiego
.Informacji dotyczących dawkowania, łączenia preparatów czy sposobów ich zdobycia coraz częściej szuka się nie u specjalisty, lecz w internecie. W takim środowisku informacje naukowe mieszają się z poradami anonimowych użytkowników, przekazem marketingowym i osobistymi doświadczeniami influencerów. To istotne, ponieważ decyzja o sięgnięciu po konkretny preparat może być podejmowana bez pełnej wiedzy o skutkach ubocznych czy interakcjach z innymi substancjami.
„Społeczeństwo dopingu” jest więc jednocześnie społeczeństwem samoleczenia. Człowiek staje się swoim własnym diagnostą, trenerem, dietetykiem i coraz częściej – farmakologiem.
Do gry wchodzi sztuczna inteligencja
.Autorzy analizy zwracają uwagę także na narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję. Modele językowe mogą ułatwiać wyszukiwanie informacji o działaniu preparatów, ich dawkowaniu czy możliwych skutkach. Problem pojawia się wtedy, gdy użytkownik zaczyna traktować odpowiedź systemu AI jako substytut profesjonalnej porady medycznej. Modele mogą generować informacje niepełne lub błędne, nie znają pełnego kontekstu zdrowotnego użytkownika i mogą nieprawidłowo oceniać interakcje między różnymi preparatami. Rozwój AI może więc paradoksalnie jeszcze bardziej zwiększyć indywidualną zdolność do eksperymentowania z własnym organizmem.
Jeszcze kilkanaście lat temu zdobycie specjalistycznej wiedzy dotyczącej działania określonych substancji wymagało dotarcia do odpowiedniej literatury lub środowiska. Dzisiaj użytkownik może zadać pytanie modelowi językowemu i natychmiast otrzymać rozbudowaną odpowiedź – nie zawsze wiedząc, czy jest ona prawdziwa.
Nie wiemy jeszcze, jak duże jest zjawisko
.Badacze podkreślają jednak, że mimo rosnącego zainteresowania problemem wiedza na temat IPED pozostaje fragmentaryczna.
Nie wiadomo dokładnie, ilu ludzi regularnie korzysta z takich środków, jakie grupy robią to najczęściej, jakie są ich motywacje ani jakie długoterminowe konsekwencje może przynieść coraz powszechniejsze farmakologiczne poprawianie codziennego funkcjonowania.
Brak wiarygodnych danych utrudnia identyfikowanie grup szczególnie narażonych oraz tworzenie skutecznych programów profilaktyki.
Problem może być tym trudniejszy do zbadania, że wiele osób stosujących środki poprawiające wygląd czy produktywność wcale nie uważa się za osoby „dopingujące”.
Jeśli ktoś korzysta z substancji po to, aby lepiej pracować, szybciej schudnąć albo osiągać lepsze wyniki na siłowni, jego zachowanie może być kulturowo postrzegane jako przejaw troski o siebie, ambicji albo dyscypliny.
Problemem nie jest tylko substancja
.Z tego powodu naukowcy przekonują, że działania z zakresu zdrowia publicznego nie mogą ograniczać się do ostrzegania przed konkretnymi preparatami.
Trzeba również analizować otoczenie, które sprawia, że człowiek w ogóle odczuwa potrzebę ich stosowania. Dotyczy to mediów społecznościowych, kultury pracy, przemysłu wellness i fitness, łatwego dostępu do preparatów oraz coraz bardziej rozpowszechnionego przekonania, że praktycznie każdą niedoskonałość organizmu można i należy skorygować. W tym sensie pojęcie „społeczeństwa dopingu” opisuje problem znacznie większy niż doping.
Jest pytaniem o kulturę, w której zwyczajne ludzkie ograniczenia – zmęczenie, starzenie się, spadek koncentracji, niedoskonały wygląd – coraz częściej traktowane są nie jako naturalna część życia, lecz jako problemy wymagające optymalizacji. A wraz z rozwojem farmakologii, internetu i sztucznej inteligencji możliwości takiej optymalizacji będą tylko rosły. Najważniejsze pytanie może więc nie brzmieć: jakie nowe środki będziemy potrafili stworzyć? Brzmi raczej: czy społeczeństwo, które może nieustannie ulepszać człowieka, będzie jeszcze potrafiło zaakceptować człowieka nieulepszonego?
PAP / Jarosław Kowalski



