„Srebro i sól”. Ciekawa wystawa w Muzeum Zamkowym w Sandomierzu

Srebro i sól

W Zamku Królewskim w Sandomierzu otwarto wystawę „Srebro i sól”, prezentującą jedną z najcenniejszych na świecie kolekcji solniczek. Ekspozycja obejmuje blisko 180 obiektów z okresu od XV do XX wieku.

„Srebro i sól”

.Ekspozycja została przygotowana we współpracy z Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka. Głównym założeniem wystawy jest przybliżenie historycznego znaczenia soli oraz ewolucji naczyń służących do jej przechowywania – powiedziała kurator wystawy Renata Grzebuła, adiunkt w Dziale Sztuki Muzeum Zamkowego w Sandomierzu.

Na ekspozycji zgromadzono naczynia wykonane ze srebra i innych kruszców, pochodzące z warsztatów krajowych oraz zagranicznych, powstałe od końca XV do początków XX wieku. Kuratorka zwróciła uwagę, że współczesna dostępność soli maskuje jej dawną wartość, gdy była ona środkiem płatniczym oraz przyprawą zarezerwowaną dla najzamożniejszych warstw społecznych. Sól była postrzegana jako „królewska przyprawa”, a prawo do jej wydobycia i obrotu należało wyłącznie do monarchów.

Ekspozycja z unikatowymi przedmiotami w skali światowej

.Wśród blisko 180 zaprezentowanych eksponatów znajdują się obiekty unikatowe w skali światowej, m.in. solniczka z agatu z końca XV wieku oraz naczynie z maszkaronem wykonane około 1775 roku w Gwatemali. W zbiorach znajdują się także przedmioty zdobione motywami polowań, figurami gnomów-górników czy postaciami zwierząt, takimi jak sowy i ryby pokryte emalią. W średniowieczu solniczki często posiadały zamknięcia, co miało chronić zawartość przed przypadkowym lub celowym zmieszaniem z trucizną w okresach brutalnych walk o władzę.

Narracja wystawy pozwala prześledzić zmiany stylistyczne od gotyku, przez barok i klasycyzm, aż po art deco. Grzebuła poinformowała, że w okresie baroku solniczki stawały się elementem rozbudowanych zestawów przyprawowych, zawierających także karafki na oliwę, ocet oraz specjalne uchwyty na cytryny, które w XVIII wieku uznawano za dobro luksusowe.

Srebrna zastawa stołowa z XIX-wieku

.Prezentowane rzemiosło zgromadzona przez Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka zostało zestawione z nowymi nabytkami sandomierskiego muzeum. Zwiedzający mogą zobaczyć XIX-wieczną srebrną zastawę stołową, w tym elementy pochodzące z kuchni królewskiej, które wcześniej nie były udostępniane publicznie. Uzupełnieniem wystawy jest ikonografia, w tym przykłady martwej natury holenderskiej, oraz okazy soli kryształowej.

Ekspozycja będzie dostępna dla zwiedzających od 27 stycznia 2026 r. do 31 stycznia 2027 r. w Muzeum Zamkowym w Sandomierzu.

Muzea są wizytówkami państw

.W świecie zsekularyzowanym muzea pełnią rolę świeckich katedr, miejsc, które wyznaczają w przestrzeni tożsamość narodów i miast. Są wizytówkami państw i magnesami przyciągającymi turystów. Luwr, British Muzeum, muzea watykańskie, Prado są zadeptywane przez miliony zwiedzających rocznie – twierdzi Robert KOSTRO

Piotr ZAREMBA: Czy przełom w stosunku władzy do Muzeum nie nastąpił jeszcze pod koniec rządów Platformy?

Robert KOSTRO: Rozważałem wtedy dymisję, bo wydawało się, że nie pójdziemy dalej. Co gorsza, w 2014 roku władze Warszawy wycofały się z lokalizacji nad Trasą Łazienkowską. Prezydentem była wówczas Hanna Gronkiewicz -Waltz. Uzasadnieniem były obawy o koszty przedsięwzięcia i ewentualną konieczność zamknięcia Trasy w okresie budowy. Przedstawialiśmy ekspertyzy, z których wynikało, że prace będzie można realizować bez większych utrudnień ruchu.

– Platforma mówiła: zrobimy to, ale wolniej? Niektórzy politycy PO niby Muzeum popierali.

– To paradoks, ale współpraca z rządem PO – choć nie była prosta – stworzyła pewne nowe ciekawe możliwości i konieczności. Po pierwsze, musiałem współpracować z Radami Muzeum, w składzie których znalazło się wiele postaci bliskich tamtego obozu rządzącego, w tym profesorowie Henryk Samsonowicz i Andrzej Friszke. To była okazja do rozmowy i do zbudowania wzajemnego zaufania, że szukamy wspólnych rozwiązań. Musiałem też chodzić i przekonywać – polityków i intelektualistów. Kiedyś jadąc do Krakowa spotkałem w wagonie Warsu Adama Michnika. Podszedłem, przedstawiłem się i zacząłem mówić o Muzeum. Najpierw odpowiedział dowcipnie: „Ale ja nie jestem masonem”, potem rozmowa się potoczyła i przenieśliśmy się do przedziału, gdzie siedział z Heleną Łuczywo. Rozmawialiśmy całą drogę. Umawiałem się z różnymi osobami – z Małgorzatą Kidawą-Błońską, z Aleksandrem Smolarem. Z kolei Tomek Merta pracował nad swoim przyjacielem Rafałem Grupińskim. Wspierał mnie również Kazik Ujazdowski, lobbował u ówczesnego marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny i szefa struktur mazowieckich, Andrzeja Halickiego.

Powstało też Stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum Historii Polski. I tam udało mi się zgromadzić ludzi z różnych środowisk. Było wśród nich grono profesorów: Magdalena Gawin, Andrzej NowakWojciech RoszkowskiAdam Daniel Rotfeld, dr Mateusz Werner, dr Kazimierz Wóycicki, Zdzisław Najder,. List otwarty w sprawie Muzeum oprócz ludzi kojarzonych z prawicą podpisali także Eugeniusz Smolar i profesor Jan Kofman. Popierali nas zawsze członkowie Rady, w tym Władysław Bartoszewski, Henryk Samsonowicz i Andrzej Friszke. Przekonałem też do naszej sprawy profesora Tomasza Nałęcza, wówczas doradcę prezydenta Komorowskiego.

.Kiedyś podczas uroczystości Święta Niepodległości Komorowski, obok którego stał Nałęcz, przywitał się ze mną i rzekł: „Tomek zabiega o Muzeum”. Myślę, że te wszystkie działania pomogły przetrwać tej instytucji, budowały przekonanie, że to nie jest jakieś prawicowe polityczne i ideologiczne przedsięwzięcie, tylko projekt włączający różnych ludzi. Ostatecznie jednak w budowę nie chciał zaangażować się rząd. Po prostu nie byłem postrzegany jako człowiek tej formacji.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 stycznia 2026
Fot. Muzeum Zamkowe w Sandomierzu.