Średniowieczne rozumienie inteligencji może być odpowiedzią na epokę AI [America Magazine]

Sztuczna inteligencja zmusza nas do postawienia pytania bardziej podstawowego niż to, jak z niej korzystać. Chodzi o to, czym właściwie jest ludzka inteligencja i po co człowiek czyta, myśli, pyta, dyskutuje i zdobywa wiedzę. Boyd Taylor Coolman na łamach „America” przekonuje, że odpowiedzi warto szukać w średniowiecznym rozumieniu cnót intelektualnych. W świecie, w którym AI potrafi produkować odpowiedzi szybciej i sprawniej od człowieka, właśnie samo ludzkie myślenie powinno zostać ponownie uznane za dobro samo w sobie.
Problem AI jest głębszy niż problem technologii
.Debata o sztucznej inteligencji coraz częściej koncentruje się na pytaniach o jej zastosowanie w edukacji. Czy uczniowie powinni korzystać z modeli językowych? Czy student może posługiwać się nimi przy pisaniu pracy? Gdzie kończy się pomoc, a zaczyna zastępowanie własnego myślenia? Boyd Taylor Coolman proponuje spojrzeć na problem jeszcze głębiej. Jego zdaniem zagrożenie związane z AI nie polega przede wszystkim na tym, że technologia może wykonywać pewne zadania za człowieka. Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy współczesna kultura w ogóle potrafi jeszcze wyjaśnić, dlaczego człowiek powinien wykonywać je sam.
Punktem wyjścia Coolmana jest nauczanie papieża Leona XIV i jego troska o edukację w epoce sztucznej inteligencji. Papież przestrzega przed modelem cywilizacji, w którym technologia stopniowo zaczyna nie tylko wspierać człowieka, ale również sugerować, że samo ludzkie myślenie staje się zbędne.
Leon XIV: trzeba wiedzieć także, kiedy nie używać AI
.Coolman odwołuje się do papieskiej „Magnifica Humanitas”, w której Leon XIV wskazuje na znaczenie umiejętności rozeznawania nie tylko tego, jak korzystać z AI, lecz także kiedy i w jakim celu z niej nie korzystać. Powód jest zasadniczy. Szybkość uzyskiwania odpowiedzi i streszczeń może – według papieża – osłabić samo pragnienie zadawania pytań.
Tymczasem głębokie rozumienie nie rodzi się natychmiast.
Leon XIV przywołuje w tym kontekście Platona i jego przekonanie, że najważniejsze rzeczy poznajemy po długim czasie i wysiłku, poprzez rozmowę z innymi oraz ścieranie się idei i doświadczeń, aż pojawi się „iskra zrozumienia”. Problem polega więc na tym, że AI może pozwolić człowiekowi otrzymać produkt myślenia bez przejścia przez proces myślenia. Może wygenerować odpowiedź bez wątpliwości, streszczenie bez lektury, argument bez mozolnego formułowania go samemu. A właśnie ten proces może być jednym z najważniejszych elementów edukacji.
Czy myślimy tylko po to, aby coś wyprodukować?
.Coolman zauważa, że zagrożenie jest szczególnie poważne dlatego, że współczesne społeczeństwa już wcześniej zaczęły traktować inteligencję w sposób przede wszystkim pragmatyczny. Uczymy się, aby zdobyć pracę. Czytamy, aby zdać egzamin. Rozwijamy umiejętność krytycznego myślenia, aby skuteczniej rozwiązywać problemy. Studiujemy, aby być bardziej produktywni.
Nawet wykształcenie humanistyczne często uzasadnia się tym, że rozwija kompetencje przydatne państwu, gospodarce czy przedsiębiorstwom. To właśnie tutaj pojawia się problem AI. Jeżeli wartość intelektualnej aktywności człowieka mierzymy wyłącznie jakością jej rezultatów, maszyna zaczyna być niezwykle poważnym konkurentem. Jeżeli chodzi o szybkość, skalę, produktywność i efektywność, systemy AI już dziś potrafią w wielu dziedzinach przewyższać możliwości pojedynczego człowieka.
Średniowiecze może podpowiedzieć inną odpowiedź
.Coolman proponuje więc zwrot w stronę średniowiecznej filozofii cnót. Od XII wieku europejscy myśliciele intensywnie zastanawiali się nad naturą „dobrego życia”, czyli nie tylko życia moralnego, ale również pełnego ludzkiego rozkwitu. Chrześcijańscy autorzy byli przekonani, że ostatecznym celem człowieka jest Bóg. Odwoływali się przy tym do św. Augustyna i jego rozróżnienia między tym, czego należy „używać”, a tym, czym należy się „cieszyć” ze względu na nie samo.
Bóg był ostatecznym celem. Pozostałe rzeczy miały prowadzić człowieka ku Niemu. Jednak takie rozumowanie prowadziło do kolejnego pytania. Co zrobić z cnotami? Czy uczciwość, sprawiedliwość, roztropność albo mądrość są jedynie środkami prowadzącymi do ostatecznego celu? Czy nie posiadają również wartości same w sobie?
Piotr Lombard i „przedostatnie cele”
.W połowie XII wieku Piotr Lombard próbował rozwiązać tę trudność w swoich słynnych „Sentencjach”. Twierdził, że cnoty należy kochać ze względu na nie same, ponieważ ich posiadanie daje człowiekowi autentyczną duchową radość. Jednocześnie nie stanowią one ostatecznego celu życia, ponieważ tym pozostaje Bóg. Coolman określa tę konstrukcję jako szczególnego rodzaju „przedostatnie cele”. Cnoty posiadają wartość wewnętrzną, choć nie ostateczną. Są dobre nie tylko dlatego, że prowadzą do czegoś innego. Są również dobre dlatego, że ich praktykowanie samo stanowi część ludzkiego spełnienia. To właśnie ten sposób myślenia – zdaniem autora – może okazać się szczególnie ważny w epoce sztucznej inteligencji.
Myślenie jako cnota
Średniowieczne pojęcie cnoty obejmowało również życie intelektualne. Czytanie, rozmyślanie, zadawanie pytań, zastanawianie się, rozmowa, poszukiwanie odpowiedzi i zdobywanie wiedzy mogły być traktowane jako dobre czynności same w sobie. Nie potrzebowały zewnętrznego uzasadnienia. Nie trzeba było dowodzić, że dzięki czytaniu człowiek stanie się bardziej produktywnym pracownikiem. Nie trzeba było wykazywać, że rozmowa filozoficzna zwiększy PKB. Nie trzeba było udowadniać, że kontemplacja pozwoli osiągnąć lepsze wyniki zawodowe.
Wystarczało to, że czynności te należą do pełnego, właściwego człowiekowi życia.
Dawniej pisano, aby lepiej myśleć
.Coolman zwraca uwagę na szczególnie interesującą różnicę między średniowiecznym i współczesnym życiem akademickim. Ujmując rzecz w uproszczeniu, średniowieczni uczeni często pisali po to, aby myśleć. Tekst był narzędziem rozwijania intelektu. Współczesna akademia często funkcjonuje odwrotnie. Uczeni myślą po to, aby wyprodukować tekst. Publikacja staje się produktem, który można policzyć, ocenić, zacytować, umieścić w rankingu i wykorzystać w procesie awansu.
Jeżeli jednak tekst jest najważniejszym rezultatem całego procesu, pojawienie się AI radykalnie zmienia sytuację. Maszyna może bowiem produkować tekst szybko, sprawnie i w ogromnej skali. Jeśli więc celem edukacji i badań staje się przede wszystkim produkt intelektualny, zaczynamy sami tworzyć warunki, w których ludzki intelekt może zostać uznany za nieefektywny.
AI ujawnia słabość naszego rozumienia edukacji
Zdaniem Coolmana sztuczna inteligencja nie tyle stworzyła problem współczesnej edukacji, ile ujawniła problem istniejący już wcześniej. Od dawna uzasadniamy edukację przede wszystkim jej użytecznością. Kształcimy ludzi, aby byli lepszymi obywatelami, pracownikami, specjalistami, menedżerami czy twórcami. Nawet pojęcie „krytycznego myślenia”, tak często obecne w języku edukacji, zazwyczaj posiada wymiar pragmatyczny. Człowiek ma myśleć krytycznie, aby skuteczniej działać. Tymczasem AI coraz częściej może działać szybciej.
Jeżeli więc nie odnajdziemy wewnętrznej wartości samego myślenia, bardzo trudno będzie wyjaśnić, dlaczego człowiek nie powinien po prostu delegować kolejnych zadań intelektualnych maszynie.
Czytanie powinno być dobre dlatego, że czytamy
.Coolman proponuje radykalnie prostą odpowiedź. Powinniśmy tworzyć kulturę edukacyjną, w której czytanie, myślenie, rozmowa, zadawanie pytań, dziwienie się i zdobywanie wiedzy są uznawane za dobre same w sobie. Nie dlatego, że koniecznie prowadzą do lepszego zatrudnienia. Nie dlatego, że pozwalają osiągnąć przewagę konkurencyjną. Nie dlatego, że kończą się konkretnym produktem. Ale dlatego, że należą do ludzkiego rozwoju. Wówczas AI nie może ich zastąpić. Może wykonać podobne operacje szybciej. Może stworzyć tekst sprawniej. Może znaleźć odpowiedź w ciągu sekund.
Ale nie może sprawić, że człowiek sam przeżyje akt poznania.
Inteligencja to nie tylko wynik
.W tym miejscu argument Coolmana dotyka istoty problemu. Jeżeli inteligencję definiujemy przez produkt, człowiek może konkurować z maszyną. Jeżeli definiujemy ją jako specyficznie ludzki sposób istnienia – jako czytanie, rozumienie, zastanawianie się, rozmowę i radość poznawania – konkurencja traci sens. AI może wygenerować analizę książki. Nie może jednak przeczytać jej jako człowiek. Może sformułować pytanie. Nie może przeżyć ludzkiego zdziwienia.
Może zaproponować argument.
Nie może zastąpić człowiekowi samego doświadczenia dochodzenia do przekonania.
To właśnie różnica między rezultatem inteligencji a życiem intelektualnym.
To nie jest projekt elitarny
.Coolman podkreśla również, że takie rozumienie cnoty intelektualnej nie powinno być interpretowane elitarnie. „Doskonałość” nie oznacza tutaj przewyższania innych. Nie chodzi o to, aby każdy był wybitnym uczonym.
Istotna jest sama aktywność. Dziecko czytające elementarz i profesor studiujący trudny traktat mogą uczestniczyć w tej samej cnocie intelektualnej. Wartość nie wynika z porównania między ludźmi, lecz z faktu, że człowiek wykorzystuje swój intelekt i rozwija właściwe mu zdolności.
AI nie jest wrogiem
.Argument Coolmana nie jest jednocześnie odrzuceniem technologii. Autor przypomina, że również Leon XIV uznaje wartość postępu technologicznego, szczególnie wtedy, gdy pozwala ograniczać cierpienie i otwiera nowe możliwości. Nie chodzi więc o porzucenie AI. Chodzi o ustalenie hierarchii. Technologia może być narzędziem. Nie powinna natomiast prowadzić do sytuacji, w której człowiek przestaje robić to, co jest istotnym elementem jego człowieczeństwa tylko dlatego, że maszyna robi to szybciej.
Najważniejsza odpowiedź na sztuczną inteligencję
W ten sposób Coolman dochodzi do bardzo mocnej konkluzji. Jego zdaniem odzyskanie średniowiecznego pojęcia cnoty intelektualnej może być jednym z niewielu przekonujących argumentów za ograniczaniem wykorzystania AI. Nie chodzi o to, że maszyna zawsze będzie gorsza. Może być lepsza. Może tworzyć teksty szybciej, analizować więcej danych, formułować poprawniejsze odpowiedzi. Ale nie to powinno być najważniejszym kryterium.
Czytanie jest dobre dlatego, że człowiek czyta. Myślenie jest dobre dlatego, że człowiek myśli. Pisanie, rozmowa, uczenie się i poznawanie mają wartość także wtedy, gdy nie prowadzą do żadnego praktycznego rezultatu.
I właśnie dlatego ludzka inteligencja nie musi wygrywać z AI w konkursie produktywności. Musi jedynie pozostać ludzka.
W epoce, w której technologia potrafi wytwarzać coraz więcej produktów intelektualnych bez udziału człowieka, najważniejszym zadaniem edukacji może się więc okazać nie nauczenie ludzi, jak szybciej uzyskiwać odpowiedzi. Może nim być ponowne nauczenie ich, dlaczego warto samemu zadawać pytania.
Jarosław Kowalski
Tekst powstał na podstawie eseju Boyda Taylora Coolmana „The medieval understanding of intelligence is exactly what we need in the age of A.I.” opublikowanego na łamach „America”.




