Średniowieczny kanibalizm. Potwory, rzeźnicy i dezinformacja

Kanibalizm należał w średniowiecznej Europie do najbardziej odrażających wyobrażalnych zachowań. W kronikach pojawia się jednak zaskakująco często, zwłaszcza przy opisach głodu, wojny i społecznego rozpadu. Problem polega na tym, że trudno dziś oddzielić rzeczywiste przypadki od legend, moralizatorskich opowieści i historii rozbudowywanych przez kolejne pokolenia. Jednym z najlepszych przykładów jest szkocka opowieść o Christie Cleeku, rzekomym kanibalu działającym w XIV wieku.
Historia przestała być prostą legendą o potworze
.Kanibalizm był w średniowiecznej kulturze chrześcijańskiej skrajnym przekroczeniem normy. Zjedzenie ludzkiego ciała nie było jednak czymś całkowicie niewyobrażalnym. Kronikarze wspominali o takich przypadkach przede wszystkim podczas klęsk głodu, oblężeń i wojen, kiedy normalny porządek społeczny miał przestawać działać. Trzeba przy tym zachować ostrożność. Średniowieczne relacje nie są współczesnymi raportami policyjnymi. Opowieść o ludziach jedzących własnych sąsiadów mogła służyć kronikarzowi jako najmocniejszy możliwy obraz katastrofy. Pokazywała, że głód osiągnął poziom, przy którym człowiek przestawał przestrzegać podstawowych zasad religii i wspólnoty.
Dlatego historycy nie traktują każdego zapisu o kanibalizmie jako bezpośredniego dowodu. Sam fakt, że podobne historie powtarzają się w źródłach z różnych części Europy, pokazuje jednak, jak silnie łączono głód z możliwością przekroczenia największego tabu. Jedną z najbardziej osobliwych szkockich historii jest legenda mężczyzny o imieniu Christie Cleeka. Według późniejszych kronik miał on grasiwać około 1339 roku w rejonie Perth. Polował podobno na kobiety i dzieci, zabijał je, a następnie zjadał.
Najwcześniejszy znany zapis pochodzi jednak dopiero z początku XV wieku, czyli kilka dekad po rzekomych wydarzeniach. Andrew of Wyntoun opisywał Cleeka jako człowieka niskiego pochodzenia, który łapał „dzieci i kobiety” i je pożerał. Już ten odstęp czasu stanowi problem. Nie zachowało się żadne współczesne źródło potwierdzające jego działalność. Sama nazwa Cleek także mogła powstać później. W dawnym języku szkockim oznaczała metalowy hak. Z czasem pojawiła się więc wersja opowieści, według której kanibal miał za jego pomocą ściągać ofiary z koni.
Kilka dekad po Wyntounie, kronikarz Walter Bower dodał kolejny szczegół. Cleek miał działać razem z „dziką kobietą”. Ostatecznie oboje zostali schwytani, przekazani lokalnym władzom i straceni w hańbiący sposób. W późniejszych wersjach Cleek został rzeźnikiem. Miało to pewną wewnętrzną logikę: człowiek zajmujący się zawodowo rozbiorem zwierząt dysponował nożami i odpowiednimi umiejętnościami. Problem w tym, że najwcześniejsze źródła niczego takiego nie mówią. W XIX wieku awansował nawet społecznie. Jedna z wersji przedstawiała go jako zamożnego kupca z Dumfries. Jego nazwisko miało przez pokolenia wystarczać, by uciszyć niegrzeczne dzieci. Każde stulecie dopisywało więc do historii coś nowego. Najciekawsza zmiana nastąpiła w XIX wieku.
W jednej z popularnych wersji Christie Cleek nie był już od początku seryjnym mordercą. Miał przewodzić grupie myśliwych podczas wielkiego głodu. Początkowo polowali na zwierzęta, ale z czasem wybili lub wypłoszyli wszystko w okolicy. Pierwszym człowiekiem, którego zjedli, miała być kobieta zmarła z głodu. Następną ofiarę wybrano w drodze losowania. Dopiero później grupa zaczęła polować na ludzi.
.Tak opowiedziana historia przestaje być prostą legendą o potworze. Staje się opowieścią o zwykłych ludziach, których głód stopniowo doprowadza do przekraczania kolejnych granic. To dobrze pasowało do rzeczywistego kontekstu Szkocji w latach 30. XIV wieku. Kronikarze opisywali wtedy poważne niedobory żywności. Ludzie mieli jeść psy, trawę oraz rzeczy, których w normalnych warunkach nie uznawano za pożywienie. Czy w takich warunkach dochodziło również do kanibalizmu? Jest to możliwe, ale niezwykle trudne do udowodnienia.
Sama opowieść o Cleeku mogła powstać właśnie dlatego, że dla średniowiecznych odbiorców nie wydawała się całkowicie niemożliwa. Szkocja nie była bowiem wyjątkiem. Szkocja nie była wyjątkiem. W średniowiecznych źródłach z Francji, Niemiec, Italii i innych części kontynentu pojawiają się historie o kanibalizmie podczas wyjątkowo ciężkich klęsk głodu.
Szczególnie często takie opowieści wiązano z XI wiekiem. Kronikarze przedstawiali ludzi zjadających zwłoki, podróżnych, a nawet własnych krewnych. Jednym z najbardziej znanych autorów był Raoul Glaber, który opisywał głód we Francji w latach 30. XI wieku. Według niego sytuacja miała stać się tak rozpaczliwa, że ludzie zaczęli polować na innych ludzi, a ludzkie mięso pojawiało się nawet na targach.
Historycy od dawna spierają się, jak dosłownie należy traktować te przekazy.
Glaber był duchownym i przedstawiał katastrofy również jako moralne ostrzeżenie. Obraz ludzi pożerających się nawzajem idealnie pasował do opowieści o świecie karanym za grzechy. Nie oznacza to automatycznie, że wszystko zmyślił. Klęski głodu były rzeczywiste, a ludzie rzeczywiście umierali w ogromnych liczbach.
.Problemem pozostaje ustalenie, które szczegóły są relacją z wydarzeń, a które literackim sposobem pokazania ich skali W średniowiecznych źródłach z Francji, Niemiec, Italii i innych części kontynentu pojawiają się historie o kanibalizmie podczas wyjątkowo ciężkich klęsk głodu. Dla historyka najważniejsze jest więc zadanie dwóch pytań. Pierwsze brzmi: czy w średniowiecznej Europie rzeczywiście dochodziło do kanibalizmu?
Prawdopodobnie tak. Znamy takie zachowania z innych dobrze udokumentowanych katastrof historycznych. Ekstremalny głód może doprowadzić ludzi do zjadania zwłok, szczególnie gdy wszystkie inne źródła pożywienia zostały wyczerpane. Drugie pytanie jest trudniejsze: czy konkretna opowieść zapisana w średniowiecznej kronice wydarzyła się dokładnie tak, jak ją opisano? Tu odpowiedź bardzo często brzmi: nie wiadomo. Historia Christie Cleeka pokazuje to wyjątkowo dobrze. Być może istniał człowiek, którego działalność zapamiętano podczas wielkiego głodu. Być może wydarzyło się kilka różnych incydentów, które po latach połączono w jedną historię. Równie możliwe jest, że cała postać została stworzona jako lokalna legenda.
Człowiek jedzący człowieka znajdował się poza normalnym porządkiem społecznym, religijnym i moralnym. Dlatego kanibalizm był dla kronikarza idealnym symbolem świata, który przestał działać. Gdy źródło mówi, że mieszkańcy jedli trawę, psy i ludzkie ciała, nie opisuje tylko jadłospisu. Przekazuje czytelnikowi, że sytuacja osiągnęła granicę tego, co wyobrażalne. Jednocześnie właśnie z tego powodu kanibalizm trudno badać. Im bardziej szokujący szczegół, tym bardziej atrakcyjny stawał się dla późniejszych kopistów, kronikarzy i autorów popularnych opowieści. Christie Cleek w ciągu kilku stuleci przeszedł drogę od tajemniczego biedaka do rzeźnika, kupca, przywódcy bandy i bohatera historii o desperacji podczas głodu.
Nie wiemy, czy naprawdę istniał. Wiemy natomiast, że średniowieczni Szkoci wierzyli, iż głód mógł doprowadzić człowieka do zjedzenia drugiego człowieka. I właśnie dlatego historie o kanibalach przetrwały tak długo. Opowiadały nie tyle o niezwykłych potworach, ile o lęku przed momentem, w którym głód odbiera ludziom ostatnie zasady.
Maciej Bzura



