Stacja Arctowskiego, polska ambasada w Antarktyce

Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego – całoroczna jednostka naukowo-badawcza – 26 lutego obchodzi swoje 49. urodziny. Na tamtejszym placu budowy – oddalonym od kraju o 14 tys. km – trwają prace domykania bryły nowej siedziby. Celem jest zdążyć przed końcem kwietnia i nadejściem zimy.
W samej rozbudowie placówki uczestniczy około 50 osób, a łącznie w Stacji przybywa obecnie ponad 80 osób
.Stacja Arctowskiego pełni nieformalną funkcję polskiej „ambasady” w Antarktyce. Jest zlokalizowana nad Zatoką Admiralicji na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych – wyspie zaliczanej już do klimatycznej strefy morskiej Antarktyki. Obiektem zarządza Instytut Biochemii i Biofizyki PAN (IBB PAN).
Prace nad kompleksową przebudową Polskiej Stacji Antarktycznej trwają od kilku lat. Teraz weszły w decydujący moment. W listopadzie ub.r. na miejsce dotarły elementy potrzebne do budowy nowej siedziby – na ląd przyjęto wówczas 1160 ton ładunku.
– Na gotowej wcześniej konstrukcji stalowej montowana jest konstrukcja drewniana nośna, a wszystko obkładane jest panelami elewacyjnymi. Bryła jest składana z prefabrykatów, przygotowanych wcześniej w Polsce, gdzie odbył się też montaż próbny newralgicznych części – powiedział PAP koordynator przebudowy stacji dr Dariusz Puczko z IBB PAN.
Jak dodał, początkowo prace montażowe szły szybciej niż zakładał harmonogram, ale później z powodu pogorszenia pogody (mrozu, śniegu i wiatru) tempo nieco zwolniło. – Na dziś można powiedzieć, że jesteśmy w harmonogramie, ale nadal wszystko zależy od pogody – ocenił.
Na teraz najważniejsze dla wykonawców jest zamknięcie i uszczelnienie budynku przed nadejściem zimy na półkuli południowej (czyli do końca kwietnia). Później będzie czas na prace wykończeniowe w środku obiektu. Według wcześniejszych zapowiedzi zmodernizowana infrastruktura ma być w pełni uruchomiona w lutym 2027 r. – na 50. urodziny Stacji.
Oprócz montażu budynku głównego dużym przedsięwzięciem jest też prowadzona równolegle modernizacja systemu energetycznego całej stacji – ta również trwa od kilku lat, teraz jest na ukończeniu. Jak podał Dariusz Puczko, chodzi m.in. o wymianę całej rozdzielni, wymianę kabli, montaż paneli fotowoltaicznych czy montaż i uruchomienie banku energii.
Puczko podkreślił, że cała modernizacja odbywa się na „organizmie żywym”, ponieważ Stacja nie została zamknięta i cały czas przebywają w niej badacze i uczestnicy wypraw.
Jak podał koordynator, w samej rozbudowie uczestniczy około 50 osób, a łącznie w Stacji przybywa obecnie ponad 80 osób.
Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego to całoroczna jednostka naukowo-badawcza. Kompleks obejmuje 12 budynków i jest miejscem badań z zakresu m.in. mikrobiologii, ekologii, oceanografii, geologii czy klimatologii oraz prowadzonych monitoringów środowiskowych.
Jak powstała Stacja Arctowskiego?
.Prawie pół wieku funkcjonowania stacji w skrajnie niekorzystnych warunkach klimatycznych doprowadziło jednak do zużycia budynków. Stąd też potrzeba budowy nowego budynku głównego – wraz z modernizacją infrastruktury: przebudową całego systemu paliwowego, systemu instalacji energetycznej czy systemu wodno-kanalizacyjnego, a także z rewitalizacją hali garażowych i tzw. agregatorni oraz dobudową dwóch dodatkowych hal magazynowych, magazynu gazów technicznych i oczyszczalni ścieków.
Budżet całości wynosi ponad 170 mln zł.
Z okazji urodzin Stacji Arctowskiego Instytut Biochemii i Biofizyki PAN w Warszawie zaprasza 26 lutego na tradycyjne spotkanie do swojej siedziby. W programie m.in. prezentacje naukowców na temat badań polarnych oraz łączenie z uczestnikami aktualnej – 50. Polskiej Wyprawy Antarktycznej. Szczegóły na stronie instytutu.
Patron stacji – Henryk Arctowski (żył w latach 1871-1958) – to wybitny polski geofizyk i geograf, który był jednym z pierwszych Polaków, którzy dotarli do Antarktyki pod koniec XIX wieku.
Dlaczego musimy ochronić polską stację badawczą na Antarktydzie?
.Dla budowy nowoczesnego wizerunku naszego kraju w kontekście zarówno naukowym, jak i politycznym nasza aktywna obecność na Antarktydzie jest bardzo ważna – pisze prof. Michał KLEIBER
Istnienie działającej od końca lat 70. XX w. Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego, znajdującej się na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych jest poważnie zagrożone.
Naukowcy alarmują o jej problemach wynikających m.in. z położenia głównego budynku stacji, kiedyś znajdującego się kilkanaście metrów od morza, a teraz, przy wysokich stanach wód, już tylko o niecały metr. Naukowcy zarządzającego stacją Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN przenieśli już część laboratoriów stacji dalej w głąb lądu, jednak w przypadku głównego gmachu — ze względu na jego wielkość i rodzaj konstrukcji — nie jest to możliwe. A prawo międzynarodowe, narzucające restrykcyjne zasady ochrony środowiska, w tym ochrony krajobrazu, nie pozwala na jakiekolwiek umacnianie nabrzeża. Na konieczną w tej sytuacji inwestycję dotyczącą pozostałych laboratoriów i części mieszkalnej nie udało się dotychczas pozyskać środków — kolejny wniosek jest aktualnie rozpatrywany przez resort nauki.
Obecność Polski na Antarktydzie ma istotne znaczenie strategiczne, polityczne, badawcze, wizerunkowe.
Stacja jest oczywiście ważna ze względów badawczych, ponieważ prowadzi się tam interdyscyplinarne badania geologiczne, ekologiczne i biologiczne, traktowane dzisiaj na świecie jako szczególnie ważne ze względu na specyfikę tego obszaru. Chodzi jednak nie tylko o otrzymywanie ciekawych rezultatów badawczych. Istotna jest również kwestia wizerunku Polski jako kraju aktywnie angażującego się w powszechnie uznawane za niezwykle ważne badania o globalnym znaczeniu, szczególnie dla problematyki zmian klimatu. Wszystkie 29 krajów z różnych części świata reprezentowanych na jedynym niezamieszkanym kontynencie znajduje się automatycznie w prestiżowym gronie państw, które mogą podejmować decyzje na temat działalności człowieka na terenie Antarktyki. Byłoby dla naszego wizerunku fatalne, gdyby Polski tam nie było.
Ale na tym nie koniec. Kolejnym istotnym aspektem polskiej obecności na tym kontynencie są potencjalne korzyści gospodarcze związane z możliwością wydobywania w przyszłości cennych kopalin. Takie korzyści należy przewidywać i patrzeć na sprawę dalekosiężnie. Antarktyda jest kontynentem zapewne bogatym w najróżniejsze kopaliny. Na razie nie można ich wydobywać. Dużo do myślenia powinna nam dać jednak sytuacja na drugim biegunie naszego globu, czyli w Arktyce. Wprawdzie istnieje tam całkowicie odmienna sytuacja prawna, ale mimo obaw o unikatowe środowisko naturalne wszystkie w istocie państwa tego rejonu z Rosją na czele walczą o wpływy, zachęcając naukowców i swoje wydobywcze koncerny do prowadzenia poszukiwań ropy i gazu. Nie przejmując się specjalnie ewentualnymi konsekwencjami takich działań dla środowiska naturalnego.
Nie sposób w tej sytuacji wykluczyć, że za kilkanaście lat społeczność międzynarodowa przystąpi do debat dotyczących komercyjnych losów także Antarktydy. I zdecyduje, kto i w jakim stopniu może bogactwo tego kontynentu wykorzystywać. To właśnie w takim momencie polska obecność w tym rejonie świata byłaby ważnym elementem, zapewniłaby bowiem Polsce pełnoprawne uczestnictwo w tej debacie.
Wydawać by się mogło, że to bardzo odległa przyszłość. Pamiętajmy jednak, że co najmniej od opublikowania w roku 1972 pierwszego raportu Klubu Rzymskiego wyrażane są publicznie alarmujące opinie na temat wyczerpywania się naturalnych zasobów Ziemi. Ludzi niewrażliwych na potrzebę międzypokoleniowej solidarności uspokaja zapewne fakt, iż artykułowane prognozy dotyczą przyszłości wykraczającej poza życie dzisiejszej generacji. Przy założeniu stałego wzrostu globalnego zapotrzebowania na energię, co wydaje się pewne, i braku nowych, rewolucyjnych technologii konwersji pierwotnych źródeł energii do postaci przydatnej człowiekowi, co nie jest niestety wykluczone, wskazania ekspertów co do terminu wyczerpania się kopalnych nośników energii wahają się między 70 a 120 laty.
W miarę nasilania się debaty o przyszłej dostępności energii na Ziemi zakusy dotyczące dotychczas nieeksploatowanych dotąd obszarów będą przybierać na sile.
W procesie decyzyjnym dotyczącym przyszłości Antarktyki istotną rolę odgrywać będą z pewnością państwa Układu Antarktycznego, którego Polska jest jednym z sygnatariuszy. Warunkiem uczestnictwa w tym układzie jest zaś prowadzenie na miejscu prac naukowo-badawczych, do czego konieczne jest posiadanie stacji naukowej. Fakt ten powinien uczynić ze stacji im. H. Arctowskiego istotny element naszej polityki zagranicznej. I dlatego resort nauki, aby wspomóc działalność stacji, powinien zwrócić się o współpracę do innych resortów, w szczególności do MSZ. Pamiętajmy, dla budowy nowoczesnego wizerunku naszego kraju w kontekście zarówno naukowym, jak i politycznym nasza aktywna obecność na Antarktydzie jest ważna. Nie powinniśmy tego zaniedbać.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-michal-kleiber-polska-stacja-badawcza-na-antarktydzie/
PAP/MB



