Szkocka niepodległość coraz bliżej? John SWINNEY chce referendum

John Swinney, nowy premier Szkocji, przekonuje, że sprawa niepodległości znów staje się pilna. Jego argument jest prosty: jeśli Nigel Farage i Reform UK dalej będą rosnąć w siłę, Szkocja powinna wcześniej zabezpieczyć sobie prawo do decydowania o własnej przyszłości.
Wynik wyborów nie przełamuje konstytucyjnego klinczu
.Sam wynik wyborów daje mu do ręki i atut, i problem zarazem. SNP znów okazała się najsilniejszą partią i zdobyła 58 miejsc w Holyrood. To wyraźne zwycięstwo, ale wciąż za mało, by rządzić samodzielnie i bez dyskusji ogłosić polityczny mandat do nowego referendum. Do większości potrzeba 65 mandatów. Na drugim miejscu znalazły się wspólnie szkocka Partia Pracy i Reform UK — po 17 miejsc każda. Zieloni zdobyli rekordowe 15 mandatów. W praktyce oznacza to, że samodzielnej większości dla SNP nie ma, ale obóz niepodległościowy nadal kontroluje parlamentarną większość.
To właśnie ten układ Swinney próbuje teraz politycznie wykorzystać. Jeszcze przed wyborami mówił, że jeśli SNP zdobędzie większość, będzie chciał doprowadzić do referendum w 2028 roku. Tego warunku nie spełnił. Mimo to nie zamierza wycofywać się z tematu. Jak wynika z relacji brytyjskich mediów po wyborach, zaczął podnosić argument, że wzrost Reform UK tworzy nową presję czasową: jeśli Szkocja nie wymusi decyzji wcześniej, po kolejnych wyborach do Westminsteru może mieć jeszcze mniej pola manewru.
Ta logika jest zrozumiała politycznie, ale ma swoje granice. Sam wynik wyborów nie przełamuje konstytucyjnego klinczu. Reuters przypominał już wcześniej, że nawet gdyby SNP wygrała bardzo wyraźnie, brytyjski rząd w Londynie nadal nie ma obowiązku zgodzić się na nowe referendum. W praktyce więc Swinney może wzmacniać presję polityczną, może pokazywać większość niepodległościową w Holyrood, ale nie może samodzielnie otworzyć drogi do głosowania bez sporu z Westminsterem.
Mimo to jego pozycja po tych wyborach wcale nie jest słaba. Guardian zwraca uwagę, że SNP nie tylko utrzymała władzę po raz piąty z rzędu, ale też może teraz budować wspólny front z Zielonymi i z innymi narodowymi liderami spoza Anglii — z Plaid Cymru w Walii i Sinn Féin w Irlandii Północnej. To ważne, bo zmienia się całe tło polityczne w Zjednoczonym Królestwie. Reuters pisał wprost o „podzielonym królestwie” i zauważał, że po tych wyborach trzy z czterech jego narodów mają być rządzone przez ugrupowania o mniej lub bardziej wyraźnym profilu niepodległościowym.
To jednak nie znaczy, że Wielka Brytania stoi dziś na progu rozpadu. Reuters wyraźnie zaznaczał, że choć wynik wygląda symbolicznie i politycznie mocno, sami wyborcy często kierowali się innymi motywami niż kwestia secesji: oceną usług publicznych, zmęczeniem Londynem, niezadowoleniem z Laburzystów albo chęcią ukarania starego układu partyjnego. To szczególnie ważne w Walii, gdzie zwycięstwo Plaid Cymru ma historyczne znaczenie, ale nie daje automatycznie mandatu do natychmiastowego zwrotu konstytucyjnego.
Czy szkoccy nacjonaliści doprowadzą do rozpisania referendum?
.John Swinney dobrze rozumie, że dziś w polityce liczy się nie tylko sam program niepodległościowy, ale też umiejętność nadania mu nowej pilności. I właśnie dlatego tak mocno eksponuje Farage’a. Reform UK jest dla niego idealnym przeciwnikiem: może przedstawiać tę partię jako zagrożenie dla szkockiego parlamentu, szkockiej służby zdrowia i całego modelu autonomii. W brytyjskich relacjach z dnia wyborów pojawiały się już jego wypowiedzi, w których malował perspektywę rządu Reform jako realne niebezpieczeństwo dla szkockich interesów.
Problem polega na tym, że polityczna opowieść to jedno, a arytmetyka i prawo — drugie. SNP wygrała, ale nie tak mocno, jak chciała. Reform UK weszła do gry z dużo większą siłą niż wcześniej. Zieloni mogą pomóc utrzymać przewagę niepodległościowców, ale też będą mieli własne żądania. A Londyn wcale nie musi ustąpić tylko dlatego, że Swinney znów podnosi stawkę.
Dlatego po tych wyborach Szkocja nie stoi jeszcze przed nowym referendum. Stoi raczej przed nową fazą sporu o to, kto w ogóle ma prawo takie referendum uruchomić i w jakich warunkach politycznych miałoby ono sens. Swinney wygrał wybory, ale teraz musi dopiero przekuć to zwycięstwo w coś więcej niż tylko kolejny mandat do rządzenia. Farage daje mu nowy argument. Nie daje mu jeszcze rozwiązania.
PAP/MB



