Technologia pod lupą, naukowcy stworzyli test dla firm

Nadmiar nowych rozwiązań technologicznych w firmie może prowadzić do spadku zaangażowania pracowników, a nawet rezygnacji z pracy. Badacze UŁ i KUL opracowali narzędzie, które pomaga ocenić, czy wdrażane technologie wspierają efektywność i satysfakcję pracowników, czy tylko zwiększają presję i tempo wykonywania obowiązków.

Nadmiar nowych rozwiązań technologicznych w firmie może prowadzić do spadku zaangażowania pracowników, a nawet rezygnacji z pracy. Badacze UŁ i KUL opracowali narzędzie, które pomaga ocenić, czy wdrażane technologie wspierają efektywność i satysfakcję pracowników, czy tylko zwiększają presję i tempo wykonywania obowiązków.

Badacze i ich najnowsze narzędzie dla firm

.Pracownicy coraz częściej mierzą się ze zmianami technologicznymi, do których nie są przygotowani, w związku z tym pojawia się u nich coś co nazywamy technostresem. Nowe rozwiązania technologiczne wprowadzane są do firm zbyt intensywnie, zbyt często się zmieniają. Niejednokrotnie winowajcą jest sam manager, tzw. gadżeciarz, który wprowadza nową wersję jakiegoś rozwiązania, chociaż nie daje ona większej wartości, nie ma wielu nowych, przydatnych funkcji – powiedział dr. hab. Artur Modliński, prof. Uniwersytetu Łódzkiego.

Z raportu EY Business Academy z 2024 roku wynika, że ponad 50 proc. respondentów postrzega technologie jako inwazyjne i doświadcza trwałego technostresu. Co trzeci badany deklaruje, że technologie ograniczają jego czas wolny, natomiast co czwarty przyznaje, że ma trudności z nadążaniem za nowymi rozwiązaniami technologicznymi, co prowadzi do frustracji. W konsekwencji gwałtownych przemian technologicznych organizacje i sami pracownicy mierzą się również ze wzrostem tempa pracy, rosnącą potrzebą ciągłego podnoszenia kwalifikacji oraz obawami dotyczącymi spadku wartości pracowników na rynku pracy, szczególnie wśród starszych pokoleń.

– W konsekwencji technologia może być istotną przyczyną zmiany pracy. Zestresowany technologią pracownik bardzo często odchodzi w ciszy, nie mówi o swoich problemach. Pierwszym objawem technostresu jest spadek zaangażowania – opisał badacz Uniwersytetu Łódzkiego. Coraz częściej pojawia się więc pytanie o to, do którego momentu wykorzystanie technologii pozwala zachować pracownikom optymizm, zaangażowanie i gotowość do wykonywania obowiązków, a kiedy jest przyczyną frustracji.

– Dotychczasowe badania nad technologią w pracy koncentrowały się głównie na jej akceptacji lub gotowości pracowników do korzystania z nowych narzędzi. Pytano więc, czy technologia jest użyteczna, łatwa w obsłudze albo czy ludzie są na nią mentalnie gotowi. Znacznie rzadziej analizowano to, co dzieje się później, kiedy technologia staje się codziennym elementem pracy i zaczyna realnie wpływać na zdrowie, relacje społeczne i satysfakcję zawodową – wskazał dr hab. Artur Modliński.

Chcąc przeciwdziałać temu zjawisku, zespół dr. Modlińskiego oraz badaczy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego: dr. Pawła Fortuny, dr. Marcina Wojtasińskiego oraz dr. Przemysława Tużnika wprowadził pojęcie Postrzeganej Technologicznej Zrównoważoności Organizacji (PTSO) i opracował skalę do jej mierzenia. Pojęcie to odnosi się do subiektywnego doświadczenia pracowników i dotyczy tego, czy technologia w ich miejscu pracy wprowadza równowagę pomiędzy wymaganiami a zasobami posiadanymi przez osoby zatrudnione. W praktyce to kwestionariusz składający się z 12 pytań.

– Nasze narzędzie pozwala określić, czy technologia w danej instytucji pomaga radzić sobie z obowiązkami i rozwijać kompetencje, czy raczej zwiększa tempo pracy, liczbę zadań i poczucie presji. Może być wykorzystywane zarówno jako skala akademicka, jak i narzędzie managerskie i dla działów HR, służące do diagnozy organizacji. Dzięki niemu konkretna organizacja może przywrócić równowagę technologiczną w miejscu pracy – powiedział ekspert UŁ. Rozwiązanie jest bezpłatne i dostępne poprzez publikację na łamach pisma Employee Relations.

– Dzięki naszemu rozwiązaniu możemy sprawdzić na przykład czy technologia nie ogranicza kreatywności pracowników, czy nie zabiera im kontaktu z drugim człowiekiem, czy pracownicy nie spędzają za dużo czasu tylko i wyłącznie z komputerem, czy mają zapewnione warsztaty, które pomogą im opanować technologię, czy znają funkcjonalności wykorzystywanych w pracy rozwiązań technologicznych – opisał autor rozwiązania.

Kluczowe znaczenie ma to – zauważył – aby technologia nie prowadziła do przeciążenia, wykluczenia, bądź zastępowania tych aspektów pracy, które pracownicy postrzegają jako „typowo ludzkie”. W przeciwnym razie technologia może stać się źródłem zagrożeń – zwiększać liczbę obowiązków, pogarszać samopoczucie psychiczne lub fizyczne, sprzyjać poczuciu nadmiernej kontroli oraz osłabiać relacje społeczne w zespole.

Sztuczna inteligencja – Mario Draghi o niej mówił, a Donald Trump ją robi

Przedstawiając dwa dni po zaprzysiężeniu czteroletni plan inwestycji w sztuczną inteligencję w wysokości 500 miliardów dolarów, amerykański prezydent wdraża w życie to, co raport przedstawiony we wrześniu przez byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego postulował jako rozwiązanie dla… Europy. Trump uderza szybko i mocno.

Niczym biały rycerz Europa chełpi się, że jako pierwsza wprowadziła w życie „AI Act”. Lecz co stało się z nadzieją, którą budził raport Draghiego, że uda się uruchomić dodatkowe pieniądze na badania i innowacje? – pyta Olivier BACCUZAT

Aby zatrzymać proces spadku konkurencyjności Starego Kontynentu, Mario Draghi wzywał do uwolnienia jego „potencjału innowacyjności”, przestrzegając przed powtórką zaniedbań z przeszłości, które sprawiły, że Unia Europejska przespała rewolucję internetu w latach 90. Ta słuszna i trzeźwa diagnoza Draghiego – i powszechnie chwalona – zakładała masowe i szybkie inwestycje w zaawansowane technologie (w tym AI), uznawane obok energetyki i bezpieczeństwa za jeden z trzech filarów suwerenności, oraz usunięcie przeszkód regulacyjnych, które zamiast wspierać wszelkie rozwiązania innowacyjne, duszą je w zarodku.

Niczym biały rycerz Europa chełpi się, że jako pierwsza wprowadziła w życie „AI Act”. Lecz co stało się z nadzieją, którą budził raport Draghiego, że uda się uruchomić dodatkowe pieniądze na badania i innowacje? Jak pamiętamy, pewne obietnice zostały poczynione: Ursula von der Leyen wspominała coś o odblokowaniu 100 miliardów dla „europejskiego CERN-u sztucznej inteligencji”. Ale czy mamy rzeczywiście do czynienia z przyspieszeniem i przeskalowaniem tych działań?

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejszehttps://wszystkoconajwazniejsze.pl/radoslaw-michalski-wroclaw-miasto-zbudowane-na-kulturze-historii-i-nowoczesnosci/

PAP/ Ewelina Krajczyńska-Wujec/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 13 lutego 2026