Telegram zablokowany w Rosji

Zapowiedź blokady popularnego w Rosji komunikatora Telegram raczej nie jest preludium do planowanej nowej mobilizacji, która praktycznie trwa nieprzerwanie od 2022 roku, ale ma pozwolić na sprawdzenie reakcji przeciwników na ten ruch – tak eksperci w rozmowie tłumaczą plany Moskwy wobec tego kanału.
Telegram zablokowany w Rosji
.W tym tygodniu serwisy „The Moscow Times” oraz „Nowaja Gazieta Europa”, opierając się na analizie autorów kanałów monitorujących rosyjskie działania militarne Fighterbomber oraz Downdetector, sygnalizowały, że planowana rzekomo na 1 kwietnia 2026 r. całkowita blokada Telegrama może być elementem przygotowań do kolejnej fali mobilizacji. Według tych źródeł odcięcie platformy, będącej głównym kanałem wymiany niezależnych informacji i koordynacji nieautoryzowanych przez Kreml inicjatyw w Rosji, ma mieć na celu zapobieżenie protestom społecznym oraz utrudnienie unikania wezwań do wojska.
W publikacjach wskazano, że działania te zbiegają się w czasie z wejściem w życie nowych przepisów o poborze. W grudniu ubiegłego roku Władimir Putin podpisał dekrety o powołaniu rezerwistów na szkolenia wojskowe w 2026 r. oraz drugi – ustanawiający po raz pierwszy w historii całoroczny pobór do wojska. Jak pod koniec stycznia 2026 r. podał niezależny rosyjski serwis Meduza, powołując się na agencję Interfax, nowe prawo umożliwia komisariatom wysyłanie wezwań i prowadzenie badań lekarskich przez cały rok kalendarzowy.
Dr Aleksander Olech, redaktor naczelny Defence24 i wykładowca na Baltic Defence College, zwrócił uwagę w rozmowie, że wszystkie komunikatory doświadczają presji ze strony Rosji, dążącej do ich kontrolowania pod pretekstem walki z terroryzmem. Dotyczy to – jak przypomniał – także np. WhatsAppa, na którego pierwsze ograniczenia w Rosji nałożono w sierpniu ubiegłego roku, a parę dni temu został tam całkowicie zablokowany.
Dr Aleksander Olech nie spodziewa się jednak pełnego wyłączenia Telegrama, najwyżej ograniczania jej zasięgów. Zdaniem eksperta blokada WhatsAppa i przecieki o planowanej blokadzie Telegrama służą Rosji głównie do weryfikowania reakcji konkretnych państw na te informacje. – Pozwala to Rosjanom np. obserwować, jak strona ukraińska reaguje na określone sposoby wykorzystania komunikatora, jakie metody komunikacji alternatywnej próbuje tworzyć oraz komu zależy na przetrwaniu platformy. To narzędzie służące do swoistego checkingu, podobnie jak kontrolowane wycieki planów pokojowych, które mają badać grunt pod przyszłe decyzje – wyjaśnił Olech.
Telegram pozostaje ważnym narzędziem dla rosyjskich służb
.Ekspert zwrócił przy tym uwagę, że choć rosyjskim służbom nie udało się przejąć kontroli nad Telegramem, jest on dla nich ważnym narzędziem. – Rosjanie mają tam ogromne wpływy, znacznie większe niż strona ukraińska, choć ich zdolności operacyjne wewnątrz aplikacji są ograniczone – przyznał dr Aleksander Olech.
Jego zdaniem, wbrew spekulacjom mediów, działań związanych z komunikatorami nie należy traktować jako preludium do nowej fali mobilizacji, ponieważ Rosja jej teraz nie potrzebuje. Moskwa kontroluje bowiem proces pokojowy, bo podczas gdy Ukraina stoi przed wyborem zgody lub braku zgody na utratę terytoriów, Stany Zjednoczone dążą do zakończenia konfliktu, więc plany pokojowe są dopasowywane do oczekiwań Rosji.
Również ekspert ds. systemu bezpieczeństwa wewnętrznego Rosji w Ośrodku Studiów Wschodnich Piotr Żochowski podchodzi z rezerwą do twierdzeń, że wyłączenie Telegrama ma stworzyć grunt pod przeprowadzenie mobilizacji. – To gra o cyfrową dominację w Rosji, ale nie wiązałbym tego ewentualnym ogłoszeniem mobilizacji powszechnej – ocenił ekspert.
Ekspert zwrócił uwagę, że Władimir Putin ogłosił mobilizację rezerwistów na początku wojny i de facto nie została ona przerwana. Pobór wciąż jest prowadzony, a przeszkolonych rekrutów zapewnia się, że nie wyśle się ich na front, lecz po zakończeniu szkolenia nakłania się do podpisania kontraktu.
Gra o wpływy i pieniądze
.W opinii Piotra Żochowskiego działania związane z Telegramem to konsekwencja dążenia Rosji do wprowadzenia totalnej kontroli nad komunikacją internetową. W tym celu stworzono m.in. państwową aplikację Max. – To forma przymuszenia do używania kontrolowanych przez władze i służby specjalne aplikacji i komunikatorów – wyjaśnił ekspert.
Gra toczy się także o pieniądze. – Jeśli skutecznie uda się zmusić ludzi do używania Maxa, to zarobi na tym nie tylko państwo ale i ludzie powiązani z Kremlem – wskazał Piotr Żochowski. Przypomniał, że w lutym br. niezależny dziennikarz śledczy Andriej Zacharow ujawnił, że zyski z platformy Max mają trafiać do imperium biznesowego rodziny Władimira Putina za pośrednictwem Michaiła Szełomowa, syna ciotecznego brata prezydenta Rosji.
Ekspert zwrócił przy tym uwagę, że przeciwko wyłączeniu Telegrama zaprotestowali reżimowi korespondencji wojenni, którzy wskazali, że spowoduje to zakłócenia w łączności wojska. Władze rosyjskie stwierdziły więc, że nie będą go wyłączać w strefie przyfrontowej. – Trzeba pamiętać, że to strzał w kolano także dlatego, że Telegram jest główną platformą operowania rosyjskiej propagandy – powiedział.
Kreml chce wprowadzić totalną inwigilację
.Informacja o dacie blokady Telegrama wyznaczonej na 1 kwietnia br. pochodzi z doniesień kanału Baza, który z kolei powołał się na źródła w kilku rosyjskich resortach rządowych. Baza to jeden z najpopularniejszych rosyjskich kanałów informacyjnych na Telegramie, specjalizujący się w newsach śledczych i kryminalnych, znany z posiadania nieoficjalnych, wiarygodnych źródeł wewnątrz rosyjskich organów ścigania i służb bezpieczeństwa. Według Bazy, Roskomnadzor, czyli rosyjski regulator mediów i internetu, z początkiem kwietnia ma całkowicie uniemożliwić korzystanie z aplikacji zarówno przez sieci mobilne, jak i łącza stacjonarne.
Od 10 lutego 2026 r. trwa proces technicznego spowalniania Telegrama, co skutkuje m.in. problemami z przesyłaniem multimediów i stabilnością połączeń głosowych. Roskomnadzor uzasadnia te ograniczenia naruszaniem przez platformę rosyjskiego prawa, w tym odmową usunięcia treści uznanych za ekstremistyczne. Jednocześnie, jak informowała Meduza, władze forsują przejście użytkowników na państwowy zamiennik Telegrama – aplikację Max.
Paweł Durow, twórca Telegrama oraz VKontakte, który po odmowie udostępnienia danych użytkowników swoich produktów Federalnej Służbie Bezpieczeństwa wyjechał z Rosji, w oświadczeniu podanym m.in. przez agencję Reuters 10 lutego 2026 r. stwierdził, że działania te służą wyłącznie wprowadzeniu totalnej inwigilacji, a blokada jest próbą wymuszenia na obywatelach korzystania z narzędzi w pełni kontrolowanych przez państwo.
Stuxnet – początek ataku na infrastrukturę krytyczną świata
.Pierwszy „strzał” zwiastujący erę wojen cyfrowych padł na przełomie 2009 i 2010 roku w zakładzie wzbogacania uranu pod Natanz w środkowym Iranie. Przedstawiciele jednostki ONZ odpowiedzialnej za monitorowanie irańskiego programu nuklearnego zorientowali się, że wirówki służące do wzbogacania uranu zaczęły się psuć na ogromną skalę bez pozornie wytłumaczalnych przyczyn. Nie wiedzieli jeszcze, że kilka miesięcy wcześniej, w czerwcu 2009 roku, ktoś dyskretnie uruchomił niszczycielską broń cyfrową na komputerach w Iranie. Ta broń, nazwana Stuxnet, po cichu wśliznęła się do krytycznych systemów w Natanz z jednym zadaniem: sabotować program nuklearny w Iranie.
styczniu 2010 r. oficjele z Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), jednostki Organizacji Narodów Zjednoczonych odpowiedzialnej za monitorowanie irańskiego programu nuklearnego, po raz pierwszy dostrzegli nietypowe zjawiska w zakładzie wzbogacania uranu pod Natanzem w środkowym Iranie.
W wielkiej hali, umiejscowionej jak bunkier ponad 15 m pod powierzchnią pustyni, tysiące lśniących aluminiowych wirówek obracały się z ponaddźwiękową szybkością, wzbogacając sześciofluorek uranu. Urządzenia pracowały tak już od przeszło dwóch lat. Jednak w ostatnich tygodniach pracownicy zakładu zaczęli zastępować grupy starych wirówek nowymi i robili to w wielkim pośpiechu.
W Natanzie czas życia wirówek IR-1 wynosi ok. dziesięciu lat. Urządzenia te są jednak wrażliwe na usterki i często się psują. W standardowych warunkach Iran musiał każdego roku wymieniać do 10% wirówek z powodu wad materiałowych, problemów z konserwacją lub wypadków powodowanych przez pracowników.
.W listopadzie 2009 r. Irańczycy używali w Natanzie ok. 8700 wirówek, dlatego nie było niczym dziwnym, że technicy w ciągu roku wymienili mniej więcej 800 z nich, gdy urządzenia z różnych powodów zaczęły zawodzić. Jednak gdy oficjele MAEA policzyli wirówki zdemontowane w ostatnich tygodniach 2009 r. i na początku stycznia następnego roku, zrozumieli, że Iran wymieniał urządzenia z niespotykaną częstotliwością.
PAP/MJ



