„To był zwykły przypadek” Jafara Panahiego

To był zwykły przypadek

Sytuacje, kiedy udawano przed osadzonymi, że za chwilę odbędzie się egzekucja, a ostatecznie nie była wykonywana, zdarzały się naprawdę. Opowiadali mi o tym współwięźniowie. Film „To był zwykły przypadek” bazuje na historiach, które usłyszałem – powiedział irański reżyser Jafar Panahi.

Film „To był zwykły przypadek” Jafara Panahiego

.Panahi jest jedną z ikon niezależnej kultury w opanowanym przez reżim Iranie. Mimo prześladowań ze strony władz, od ponad 30 lat tworzy dzieła kwestionujące granice wolności słowa w swojej ojczyźnie. Kilkukrotnie oskarżany o „działalność propagandową przeciwko reżimowi”, skazywany na karę więzienia i aresztu domowego, wciąż znajduje sposoby, by realizować filmy. Jego kino regularnie gości na najważniejszych światowych festiwalach. W 1995 r. debiut twórcy „Biały balonik” doceniono w Cannes Złotą Kamerą. Osiem lat później Irańczyk otrzymał nagrodę specjalną jury konkursu Un Certain Regard za „Talaye sorkh”. W 2000 r. Złotego Lwa w Wenecji zapewnił mu „Krąg”, a w 2015 r. dzięki „Taxi – Teheran” sięgnął po Złotego Niedźwiedzia na Berlinale. W ubiegłym roku do tych wyróżnień dołączyła canneńska Złota Palma za „To był zwykły przypadek”. Obecnie film ubiega się o Oscary dla najlepszej produkcji międzynarodowej i za scenariusz oryginalny. Promując obraz w USA, reżyser dowiedział się o zaocznym skazaniu go przez Sąd Rewolucyjny w Teheranie na rok więzienia i dwuletni zakaz opuszczania kraju. Zapowiedział odwołanie od wyroku.

Latem ubiegłego roku Panahi przyjechał do Wrocławia na festiwal BNP Paribas Nowe Horyzonty, gdzie pokazywano przedpremierowo „To był zwykły przypadek”. Fabuła podejmuje temat traumy, represji i przebaczenia. W pierwszych kadrach oglądamy ciężarną kobietę, jej męża i kilkuletnią córkę wracających do domu. Nagła awaria samochodu zmusza małżonków do odwiedzenia przydrożnego warsztatu. Tam jeden z pracowników zakładu udziela im pomocy. Drugi zaś, Vahid (Vahid Mobasseri), ukradkiem obserwuje właściciela auta. Mechanik ten ma za sobą dramatyczne doświadczenia. Jest byłym więźniem politycznym, którego zatrzymano podczas antyrządowych protestów i torturowano w trakcie przesłuchań. Skutki represji odczuwa do dziś. Vahid rozpoznaje w kliencie swojego kata, komisarza irańskiej policji (Ebrahim Azizi). Wiedziony chęcią zemsty, postanawia porwać dawnego oprawcę.

Daria PORYCKA: „To był zwykły przypadek” jest opowieścią o relatywności winy i kary. Tego typu uniwersalne dylematy, przeniesione w rzeczywistość Iranu, są tym, co najbardziej interesuje pana w kinie?

Jafar PANAHI: Jestem przede wszystkim reżyserem społecznym. Zwracam uwagę na swoje otoczenie. Uważnie obserwuję, co dzieje się w społeczeństwie i na tym staram się skupiać w pracy. Ten temat nie jest bliski wyłącznie mnie, lecz także zwykłym ludziom oraz innym artystkom i artystom. Każdy z nas reaguje indywidualnie na to, czego doświadcza i co ogląda na ekranie. Prawdopodobnie inaczej zareaguje twórca, a inaczej widz.

– Bohaterowie filmu noszą w sobie pierwiastek dobra i zła. Weźmy choćby Vahida, który był ofiarą, a teraz pragnie zemścić się na swoim oprawcy. Z drugiej strony jest skłonny pomóc żonie gnębiciela, gdy ona tego potrzebuje. Czy postacie te odzwierciedlają sposób, w jaki postrzega pan ludzi?

– Uważam, że nie tylko w społeczeństwie irańskim, lecz na całym świecie nie ma osób wyłącznie złych albo wyłącznie dobrych. My, jako ludzie, po prostu tacy nie jesteśmy. Współistnieją w nas dwa pierwiastki. Gdybyśmy znaleźli się w sytuacji, w której kobieta w ciąży potrzebuje pomocy, prawdopodobnie zachowalibyśmy się tak jak Vahid. Nie pozostalibyśmy obojętni. W tym sensie jego odruch był bardzo ludzki. Zrobił to, co zrobiłaby każda inna osoba na jego miejscu. Nawet jeśli tą kobietą byłaby żona jego największego wroga.

– Chce pan powiedzieć, że kiedy wydarza się coś niepowszedniego, wyjątkowego, odsuwamy na bok żal lub chęć zemsty?

– Tak, nasze emocje wchodzą na zupełnie inny poziom. Jesteśmy w stanie pomóc tym, którzy przed chwilą byli naszymi oprawcami. Podam przykład. W czerwcu 2025 r. Izrael zbombardował więzienie Evin w Teheranie. Gdy spadły pociski, tłumy wylały się na dziedziniec. W rogu placu znaleźli się strażnicy więzienni. Ci osadzeni, którzy nie wybiegli od razu na zewnątrz – zamiast uciekać, by ratować swoje życie – rzucili się na pomoc rannym strażnikom.

– W takim razie co sprawia, że wielu jednak ulega złu?

– Również nasze człowieczeństwo.

– W jakim stopniu „To był zwykły przypadek” został zainspirowany pana więziennymi obserwacjami?

– Wypowiedzi bohaterek i bohaterów to często słowa, które usłyszałem w więzieniu. Sytuacje, w których udawano przed osadzonymi, że za chwilę odbędzie się egzekucja, a ostatecznie nie była wykonywana, zdarzały się naprawdę. Opowiadali mi o tym współwięźniowie. Mój obraz zyskał swoją formę dzięki historiom, które usłyszałem. Czerpałem również z własnego doświadczenia.

– Mimo to przemycił pan do filmu sporo lekkości i światła. Czy humor, ironia, sarkazm są tym, co pozwala człowiekowi przetrwać w krytycznych momentach?

– Tego typu humor jest wpisany w kulturę i rozmowy Irańczyków. Czasami nawet w najtrudniejszej sytuacji zdarza nam się usłyszeć coś podszytego czarnym humorem. Jeżeli teraz wydarzyłoby się coś strasznego lub wymagającego powagi, już za dwie godziny albo nawet za trzydzieści minut zostałoby to przekute w żart. Jeżeli ktoś planuje stworzyć bardzo smutny, gorzki w wymowie film, już na wstępnym etapie pracy zorientuje się, że warstwa ironii jest tam wciąż obecna. To oczywiste. Tak też było w moim wypadku. Sięgnąłem zatem po to, co mamy w kulturze.

– Co dawało panu siłę w sytuacjach beznadziejnych – więzienia, aresztu, represji?

– Nigdy nie miałem poczucia beznadziei. Jeżeli znaleźliśmy się w takim położeniu, ufamy, że w przyszłości ono się zmieni. Od tego momentu zaczynamy wierzyć, że pewnego dnia dyktatura się skończy. Wkraczamy w tę sytuację ze świadomością, że na pewno tak się stanie. Tylko jeszcze nie wiadomo, kiedy.

– Nadzieja była też powodem, dla którego nie zdecydował się pan na dobre opuścić Iranu? Wielu pańskich kolegów przeniosło się na Zachód.

– Po pierwsze, jestem tchórzem. Po drugie, niespecjalnie lubię przebywać poza Iranem. Kiedy za długo siedzę za granicą, tracę humor i dobre samopoczucie. Chcę jak najszybciej wrócić do kraju. Boję się, że jeżeli zamieszkałbym w innym państwie, szybko nabawiłbym się depresji i to by mnie zniszczyło.

– Ile znaczyło dla pana wsparcie międzynarodowej społeczności filmowców, gdy został skazany?

– Bardzo mi ono pomogło. Gdy zdecydowałem się na strajk głodowy, dzięki środowisku filmowemu dowiedziała się o tym międzynarodowa opinia publiczna. Tymczasem w więzieniach przebywają tysiące ludzi, którzy przeżywają prawdziwe piekło, a nie mają takiego wsparcia. Nikt z zewnątrz o nich nie usłyszy. Dlatego zawsze dziękuję każdemu, kto wsparł mnie w tamtych chwilach.

Rozmawiała Daria Porycka/PAP

Mądrość filmu

.Badacz mediów audiowizualnych, prof. Grzegorz ŁĘCICKI, na łamach „Wszystko co Najważniejsze” twierdzi, że: „Do najwybitniejszych produkcji z gatunku dramatów sądowych należy film Dwunastu gniewnych ludzi. Obraz niemal całkowicie pozbawiony dynamicznej akcji, rozgrywający się w jednym pomieszczeniu, ukazuje dwunastu przysięgłych, którzy muszą uzgodnić jednomyślny wyrok w sprawie o morderstwo. Początkowo ustalenie werdyktu wydaje się szybkie, proste, jednoznaczne. Jednak jeden z przysięgłych ma wątpliwości co do słuszności oskarżenia i przedstawionego przebiegu morderstwa. Szuka argumentów, prowadzi jakby własne śledztwo, wgłębia się w szczegóły opisu tragicznego wydarzenia i powoli przekonuje do swych racji pozostałych przysięgłych, którzy ostatecznie uniewinniają niesłusznie oskarżonego”.

„Arcydzieło Lumeta akcentowało konieczność głębokiego i wszechstronnego namysłu przed wydaniem sądowego wyroku oraz przestrzegało przed pochopnym osądem. Choć fabuła filmu dotyczyła amerykańskiego systemu wymiaru sprawiedliwości, to jednak w sensie najbardziej ogólnym przekazywała mądrość o nieuleganiu pozorom, sugestiom i rozmaitym manipulacjom; postulowała zaś nie tylko sprawiedliwość, ale i roztropność oraz męstwo. Główny bohater analizowanego obrazu, przysięgły nr 8 (Henry Fonda) dobrał odpowiednie środki, aby udowodnić niemożność popełnienia zbrodni przez oskarżonego, a także musiał wykazać się męstwem w przeciwstawieniu się całej grupie”.

„Film Erin Brockovich przedstawiał autentyczną bohaterkę, kobietę o niskim statusie społecznym, która – jako pomoc biurowa w kancelarii prawnej – podjęła skuteczną walkę z gigantem przemysłowym. Dynamiczna Erin Brockovich (Julia Roberts) zajęła się sprawą zatruwania środowiska naturalnego przez koncern energetyczny, co skutkowało chorobami mieszkańców. Energiczna, śmiała, operatywna kobieta doprowadziła do tego, że sąd przyznał ofiarom 333 miliony dolarów, co stanowiło największe odszkodowanie w historii USA. Prowadzona przez Erin Brockvich walka o sprawiedliwość wymagała odwagi, uporu, determinacji i wiary – mimo złych doświadczeń – w praworządność”.

„Istotnym przejawem mądrości jest dzielenie się nią z innymi. W sposób szczególny mądrość łączy się z wiedzą w profesji pedagogicznej. Ideałem jest nauczyciel, który potrafi być równocześnie wychowawcą uczniów i podopiecznych. W tradycji akademickiej istnieje szczególna relacja mistrz-uczeń, która wykracza poza schemat zdobywania wiedzy, albowiem dotyczy także kształtowania charakteru i osobowości”.

„Kino niejednokrotnie pokazywało zarówno fikcyjnych, jak i prawdziwych nauczycieli oraz wychowawców, których mądrość stanowiła fundament odnoszonych sukcesów pedagogicznych. Jednym z klasycznych i najpiękniejszych obrazów tego rodzaju dramatu obyczajowego jest film Nauczyciel z przedmieścia. Fikcyjny bohater, bezskutecznie poszukujący pracy młody, czarnoskóry inżynier, Mark Thackeray (Sidney Poitier) zostaje zatrudniony w szkole średniej w uboższej dzielnicy Londynu. Z oddaniem przygotowuje dość niesforną klasę maturzystów do dorosłego życia. Mimo początkowych trudności nie zraża się, jest konsekwentny, pomysłowy, niekonwencjonalny. Klasa przekonuje się, że jej nowemu nauczycielowi naprawdę zależy na dobru młodzieży. Doświadczywszy jej wdzięczności pedagog rezygnuje z wcześniej wymarzonej pracy” – pisze prof. Grzegorz ŁĘCICKI w tekście „Mądrość filmu” – cały artykuł [LINK]

Daria Porycka/PAP/eg

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 lutego 2026