Trądzik odwrócony. Jedna z najcięższych chorób dermatologicznych

Trądzik odwrócony jest jedną z najcięższych chorób dermatologicznych, a wciąż mało znaną w społeczeństwie i wśród lekarzy – mówili eksperci na spotkaniu prasowym w stolicy. Dlatego wciąż niewielu pacjentów otrzymuje terapię w ramach programu lekowego.
Drugim istotnym czynnikiem ryzyka HS jest otyłość
Specjaliści podkreślili, że konieczne jest upowszechnienie wiedzy o tym poważnym schorzeniu, ponieważ obecnie pacjentom można zaoferować skuteczne leczenie. Jednak jeśli zastosuje się je za późno, nie cofnie ono już zmian skórnych, takich jak blizny czy przetoki.
Niestety, od wystąpienia objawów choroby do jej rozpoznania upływa w Polsce średnio siedem lat. Jest to istotna przyczyna tego, że z terapii w ramach programu lekowego korzysta obecnie niewielu pacjentów z trądzikiem odwróconym.
Na spotkaniu zaprezentowano pierwszy w Polsce raport na temat tego schorzenia – pt. „Hydradenitis suppurativa (HS). Opieka nad chorym. Organizacja leczenie. Potrzeby i możliwości”.
Prof. Jacek Szepietowski, prezes Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego, podkreślił, że specjaliści używają nazwy hydradenitis suppurativa zamiast trądzik odwrócony, ponieważ polska nazwa nie odzwierciedla natury choroby, która nie ma nic wspólnego z pospolitym trądzikiem.
– Jest to choroba przewlekła, zapalna, choroba nawrotowa i postępująca. Obejmuje zarówno skórę, ale też tkankę podskórną. Ma charakterystyczne objawy chorobowe w postaci guzów zapalnych, ropni i często bardzo charakterystyczną lokalizację – wymieniał prezes PTD. Stan zapalny jest związany z mieszkami włosowymi, a punktem wyjścia jest zaczopowanie ujścia mieszka włosowego.
Bolesne guzki i ropnie najczęściej są zlokalizowane tam, gdzie są zgięcia i fałdy skórne, jak np. doły pachowe, pachwiny, okolice krocza, odbytu i zewnętrzne narządy płciowe (tzw. okolica anogenitalna), pod piersiami, w okolicach pośladków. Ale mogą się rozwinąć praktycznie w każdej okolicy – na karku, szyi, plecach, klatce piersiowej, na udach, ramionach, na podbrzuszu. Mogą tworzyć się całe konglomeraty naciekających zmian, blizny (np. blizny pod pachami mogą powodować przykurcze, ograniczać znacznie zakres ruchu rąk) oraz przetoki, z których sączy się treść ropna.
Jak podkreślił prof. Łukasz Matusiak z Kliniki Dermatologii, Wenerologii i Immunologii Klinicznej w 4. Wojskowym Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, aby postawić rozpoznanie HS i uniknąć pomyłek, zmiany skórne typowe dla HS powinny utrzymywać się około pół roku. – W tym czasie pacjent powinien zaobserwować przynajmniej dwa zaostrzenia w charakterystycznych lokalizacjach, zanim zostanie postawiona diagnoza – wyjaśnił dermatolog.
Prof. Szepietowski zwrócił uwagę, że pacjenci z HS bardzo cierpią z powodu intensywnego bólu (z badań wynika, że dotyczy to blisko 80 proc. chorych).
– Dolegliwości bólowe są wskazywane przez chorych jako najbardziej uciążliwy problem. Dodatkowo występują wysięki ze zmian chorobowych, którym towarzyszy nieprzyjemny zapach i pojawia się świąd – tłumaczył specjalista. Jak dodał, obecność zmian skórnych, bólu i nieprzyjemnego zapachu w znaczącym stopniu upośledza życie intymne, znacznie bardziej niż inne choroby dermatologiczne, jak np. łuszczyca.
– Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest to jednostka chorobowa, która w sposób najbardziej widoczny pogarsza jakość życia w wszystkich aspektach, w tym funkcjonowanie społeczne, zawodowe, fizyczne i psychiczne – ocenił prof. Szepietowski. Dodał, że HS jest „jedną z najcięższych jednostek chorobowych w dermatologii”.
Badania międzynarodowe dowodzą, że obniżona jakość życia oraz negatywny obraz własnego ciała pacjentów korelują z zaburzeniami psychicznymi, jak depresja i stany lękowe.
Prof. Matusiak zwrócił uwagę, że HS nie jest wyłącznie chorobą skóry. Należy ona do schorzeń określanych jako IMID (z ang. immune-mediated inflammatory diseases), czyli chorób zapalnych zależnych od układu odporności. – To jest cała grupa chorób o nie do końca poznanych mechanizmach, które zostają zapoczątkowane przez rozregulowanie aktywności układu immunologicznego. Są one ze sobą powiązane i towarzyszy im zwiększone ryzyko uszkodzeń narządowych, wyższa śmiertelność – wymieniał ekspert. Podkreślił, że stan zapalny dotyczy całego organizmu pacjenta, co w konsekwencji może prowadzić do rozwoju zespołu metabolicznego, ale też nieswoistych chorób zapalnych jelit, stawów, a także depresji.
HS rozwija się przede wszystkim u osób młodych i w wieku produkcyjnym. Szczyt zachorowań notuje się w grupie wiekowej 20-30 lat. – Ale my obserwujemy w ostatniej dekadzie, że coraz częściej choroba pojawia się u młodzieży, u osób dorastających. Coraz więcej mamy pacjentów pediatrycznych pomiędzy 10. a 18. rokiem życia i myślę, że jest to globalny trend – powiedział prof. Szepietowski.
Na podstawie różnych badań epidemiologicznych szacuje się, że częstość występowania HS wynosi ok. 1 proc., czyli w polskiej populacji choroba może dotyczyć 380 tys. osób. Jednak wielu z nich może mieć postawioną inną diagnozę. Z powodu braku wiedzy o schorzeniu lekarze różnych specjalności, do których trafiają pacjenci, nie potrafią rozpoznać HS.
Wśród przyczyn HS dermatolodzy wymienili czynniki genetyczne (odpowiedzialne w 30 procentach), ale też związane ze stylem życia, jak palenie papierosów czy nadmierna masa ciała. Prof. Matusiak przytoczył francuskie badanie, które wykazało, że pacjenci z HS to niemal w 90 procentach palacze. – Zażywanie nikotyny w takiej czy innej formie powoduje niemal 13-krotne zwiększenie ryzyka zachorowania na tę jednostkę chorobową – powiedział dermatolog.
Drugim istotnym czynnikiem ryzyka HS jest otyłość. W badaniu przeprowadzonym wśród pacjentów zakwalifikowanych do operacji bariatrycznej z powodu dużej otyłości choroba występowała niemal 20-krotnie częściej niż w populacji ogólnej.
– Po operacji bariatrycznej niemal u 50 proc. pacjentów objawy HS zniknęły, u 20 proc. odnotowano zmniejszenie objawów, u 20 proc. nie było zmian, i tylko u 11 proc. objawy były bardziej nasilone – wymieniał prof. Matusiak. Ocenił, że w grupie otyłych pacjentów z HS schudnięcie jest kluczowym elementem terapii. Obecnie ocenia się w badaniach skuteczność analogów GLP-1 w leczeniu tej choroby.
Według prof. Matusiaka za mała wiedza w społeczeństwie oraz wśród lekarzy na temat hydradenitis suppurativa sprawia, iż od pojawienia się pierwszych zmian do postawienia diagnozy w krajach Europy, w tym w Polsce, upływa średnio 7 lat. Lekarze innych specjalności mylą zmiany towarzyszące HS z czyrakami, zakażeniem gronkowcem, trądzikiem skupionym lub innym trądzikiem.
Obecnie polscy pacjenci z umiarkowaną do ciężkiej postacią choroby mogą korzystać z dwóch bardzo skutecznych leków biologicznych
Dermatolodzy podkreślili, że najważniejsze w leczeniu choroby jest odpowiednio wczesne zahamowanie stanu zapalnego, tak aby nie dochodziło do destrukcji tkanek, bliznowacenia, rozwoju tuneli i przetok. – Wtedy już nawet najwspanialszym lekiem nie cofniemy tych zmian – zaznaczył prof. Matusiak. Można je usuwać operacyjnie, ale czasem zajmują one bardzo dużą powierzchnię ciała.
Międzynarodowy zespół ekspertów pod kierunkiem prof. Szepietowskiego opracował pionierski model leczenia HS, a praca na ten temat ukazała się w styczniu 2025 r. na łamach czasopisma „The Lancet”.
Jak wyjaśnili eksperci na spotkaniu, w HS powinno się zacząć leczenie od najbardziej skutecznego leku. – To skraca czas do remisji i oszczędza pacjentowi cierpień i bólów związanych z operacjami, które staną się nieodzowne, jeżeli włączymy to leczenie później – powiedział prof. Matusiak.
Przypomniał, że obecnie polscy pacjenci z umiarkowaną do ciężkiej postacią choroby mogą korzystać z dwóch bardzo skutecznych leków biologicznych w ramach programu lekowego B.161. Są to: inhibitor interleukiny 17A o nazwie sekukinumab oraz inhibitor interleukiny 17 A/F bimekizumab, którego skuteczność w tzw. metaanalizie sieciowej okazała się być największa.
Obecny na spotkaniu dr Jakub Gierczyński zwrócił uwagę, że w ramach programu lekowego terapie biologiczne otrzymuje wciąż mała grupa pacjentów z HS – w 2025 r. były to 273 osoby. Do połowy 2026 r. leczonych było już 402, co świadczy o trendzie wzrostowym. Jednak to wciąż za mało, jeśli uwzględni się realne potrzeby pacjentów. Zdaniem dr Gierczyńskiego dostępność tych terapii można by zwiększyć, gdyby wprowadzić na nie refundację apteczną.
– Musimy edukować lekarzy i pacjentów z HS, że mamy dobre opcje terapeutyczne, które – zastosowane odpowiednio wcześnie – poprawią ich sytuację zdrowotną oraz ich jakość życia – podsumował prof. Szepietowski.
PAP/MB


