Trzy partie w Polsce z najbardziej zdyscyplinowanym elektoratem [CBOS]

Trzy partie w Polsce

35 proc. Polaków jest w dużym stopniu związanych z ugrupowaniem politycznym, na które zamierza głosować w najbliższych wyborach do Sejmu – wynika z sondażu CBOS opublikowanego 27 lutego 2026 r. 13 proc. odczuwa bardzo duże przywiązanie, zaś 22 proc. w ogóle nie czuje się związanych z tym ugrupowaniem.

Trzy partie w Polsce z najbardziej zdyscyplinowanym elektoratem

.Centrum Badania Opinii Społecznej przekazało, że najnowszy sondaż łączy w sobie dwa badanie, które zostały zrealizowane w ramach dwóch styczniowych sondaży o preferencjach wyborczych. Jak poinformowano, „ze względu na niewielką liczebność sondażowej reprezentacji zwolenników niektórych partii” analizy przeprowadzono na danych zagregowanych z dwóch kolejnych pomiarów, które zostały zrealizowane przed podziałem Polski 2050 Szymona Hołowni na dwa kluby parlamentarne.

Respondentom w sondażu CBOS zadano pytanie: „Czy i w jakim stopniu czuje się Pan/Pani związany(a) z ugrupowaniem politycznym, na które zamierza głosować w wyborach do Sejmu”. Opcję „w dużym stopniu” wybrało najwięcej badanych – 35 proc., „w bardzo dużym stopniu” – 13 proc., „raczej w niewielkim stopniu” – 25 proc., a 22 proc. wskazało na odpowiedź „w ogóle nie czuje się związany(a) z tą partią/ugrupowaniem”. Opcję „trudno powiedzieć” wybrało 4 proc. (odsetki nie sumują się do 100 proc. z powodu zaokrągleń).

Ankietowanym zadano też pytanie „Czy i w jakim stopniu czuje się Pan/Pani związany(a) z ugrupowaniem politycznym, na które zamierza głosować w wyborach”. I tak opcję „w bardzo dużym stopniu” wybrało 25 proc. zwolenników partii Razem, 18 proc. Konfederacji Korony Polskiej, 15 proc. Prawa i Sprawiedliwości. Na dalszych miejscach byli respondenci: 13 proc. Polskiego Stronnictwa Ludowego, 11 proc. Koalicji Obywatelskiej, 8 proc. Konfederacji, 3 proc. Nowej Lewicy i 8 proc. Polski 2050.

Z kolei odpowiedź „w dużym stopniu” wybrało 40 proc. głosujących na Konfederację Korony Polskiej, 39 proc. KO i 36 proc. PiS. Tę odpowiedź wskazało również 33 proc. wyborców partii Razem, 30 proc. Nowej Lewicy, 29 proc. Konfederacji, 25 proc. PSL i 13 proc. Polski 2050.

Stopień przywiązania wyborców do partii politycznych

.Na małe przywiązanie do ugrupowania politycznego (opcja „raczej w niewielkim stopniu”) wskazuje 42 proc. popierających Polskę 2050, 41 proc. Nową Lewicę, 38 proc. PSL, 34 proc. Konfederację, 28 proc. partię Razem, 24 proc. KO, 20 proc. PiS i 16 proc. Konfederację Korony Polskiej.

Kolejną opcję – „w ogóle nie czuje się związany” – wybrało najwięcej sympatyków Polski 2050 – 38 proc. Przywiązania do ugrupowania politycznego nie wykazuje też 25 proc. popierających Nową Lewicą, po 24 proc. PiS i Konfederację, 23 proc. KO, 18 proc. Konfederację Korony Polskiej, 17 proc. PSL oraz 14 proc. partię Razem.

Odpowiedź „trudno powiedzieć” zaznaczyło 8 proc. wyborców PSL, 7 proc. Konfederacji Korony Polskiej, po 5 proc. Konfederacji i PiS, 4 proc. KO oraz 2 Nowej Lewicy. Takiej odpowiedzi nie wybrał nikt ze zwolenników partii Razem i Polski 2050. CBOS podkreślił, że wyniki PSL i Polski 2050 należy jednak traktować z dużą ostrożnością ze względu na niewielką reprezentację deklarujących poparcie dla tych partii.

Jakie partie budzą skrajne emocje?

.Ankietowani zostali też poproszeni jeszcze o odpowiedź na pytanie: Gdyby mógł Pan/ mogła Pani głosować na kandydatów jeszcze jednej partii/ ugrupowania, to którą wybrałby Pan/ Pani jako drugą? Jako partię „drugiego wyboru” najwięcej badanych wybrało Konfederację – 17 proc. Następnie Nową Lewicę – 17 proc., Konfederację Korony Polskiej – 9 proc., KO – 7 proc., PiS i PSL – po 6 proc., Polskę 2050 – 5 proc., a partię Razem – 3 proc. Natomiast 23 proc. respondentów wybrało odpowiedź „nie ma takiej partii”, a 6 proc. stwierdziło, że „trudno powiedzieć”.

Ankietowanych jednocześnie zapytano o ugrupowanie bądź partię, na którą(e) ankietowani w wyborach nie zagłosowaliby na pewno, po 45 proc. wskazało na Konfederację Korony Polskiej i PiS. Na KO nie zagłosowałoby 41 proc., Konfederację i Nową lewicę po 33 proc., Polskę 2050 – 27 proc., PSL – 24 proc. i partię Razem – 22 proc. Przy czym 3 proc. respondentów nie potrafiło wskazać partii, na która na pewno by nie zagłosowało, a 2 proc. wybrało opcję „trudno powiedzieć”; wynik przekracza 100 proc., ponieważ badani mogli wybrać więcej, niż jedną odpowiedź.

Sondaż został przygotowany na podstawie dwóch badań. Pierwsze badanie zostało zrealizowane metodą wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI – 90,0%) oraz wywiadów internetowych (CAWI – 10,0%) w okresie 12–14 stycznia 2026 r. na próbie dorosłych mieszkańców Polski (N=1000). Natomiast drugie zostało zrealizowane metodą wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI – 80%) oraz wywiadów internetowych (CAWI – 20%) w okresie 26–28 stycznia 2026 roku na próbie dorosłych mieszkańców Polski (N=1000).

Niebezpieczna populistka

.Nieszczęśni populiści, tacy choćby jak czołowa populistka na polskiej scenie – minister od socjalu, pani Agnieszka Bąk, nadal brną w przekonywanie ludzi, iż „zasługują na czterodniowy tydzień pracy”. Jeśli byłby w Polsce konkurs na najbardziej niedorzeczny projekt, jaki forsuje obecny rząd, to bez chwili wahania zgłosiłbym doń „eksperyment” wymyślony przez Bąk, wprowadzany właśnie w Polsce od 1 stycznia 2026 roku – pisze Jan ROKITA

Kanclerz Friedrich Merz domaga się od Niemców, aby więcej pracowali. Ostatnio ostro potępił dwie niezwykle modne w Niemczech idee: pomysł na czterodniowy tydzień pracy oraz związane z nim hasło „równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym”. I wystąpił nawet z dwiema konkretnymi propozycjami: likwidacji prawa do pracy w niepełnym wymiarze godzin, gwarantowanego dotąd przez niemieckie ustawy, oraz nakłonienia pracowników, aby „także w czasie choroby przychodzili do pracy, zamiast brać zwolnienia lekarskie”.

Kanclerz Merz uważa, że produktywność niemieckiej gospodarki i dobrobyt kraju są nie do utrzymania, jeśli Niemcy nie będą więcej pracować. I zapewne ma całkowitą rację, zważywszy, że w unijnych statystykach Republika Federalna jest na trzecim miejscu od końca, gdy idzie o efektywny tygodniowy czas pracy, za to ma jedną z najwyższych w Unii liczbę godzin nieprzepracowanych przez pracownika z powodu zwolnień lekarskich. A jednocześnie niemiecka gospodarka tak naprawdę utrzymuje się już od paru lat w praktycznej recesji.

Pamiętam, jak w latach 90. XX wieku Warszawę odwiedzał ówczesny chadecki premier Saksonii Kurt Biedenkopf, zaufany współpracownik kanclerza Kohla, a przy tym człowiek o rzadkich już w dzisiejszej polityce szerokich horyzontach myślowych. Parokrotnie miałem wtedy okazję go słuchać i uczestniczyć w dyskusjach z jego udziałem, które do dziś dnia pamiętam.

.Biedenkopf już wówczas przekonywał, iż Europa Zachodnia, w której maleje chęć do pracy i trwa regres demograficzny, stoi u progu przemiany, której Europejczycy nie rozumieją i prawdopodobnie nie będą gotowi jej zaakceptować. Przemiany, której istotą będzie to, iż następne pokolenie Niemców, Francuzów, Anglików będzie musiało się pogodzić z tym, iż w sensie materialnym żyć będzie gorzej od swoich rodziców. Biedenkopf uważał, że ta odrzucana na razie przez wszystkich prawda wywołać musi poważne wstrząsy na zachodzie Europy, a być może nawet próby buntu przeciw powojennemu porządkowi liberalno-demokratycznemu. Dotąd bowiem (mowa cały czas o latach 90.) utrwaliła się pewność, iż istotą postępu gospodarczego całego Zachodu jest to, że od końca II wojny światowej każde kolejne pokolenie Europejczyków żyje lepiej od swoich rodziców, którzy z kolei też żyli lepiej od dziadków.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 lutego 2026