Obywatelstwo nie jest towarem. USA uderzają w turystykę porodową

Departament Stanu USA powołał specjalny zespół do walki z turystyką porodową. W komunikacie z 12 sierpnia 2026 roku amerykańskie władze poinformowały już o cofnięciu ponad 600 wiz cudzoziemcom uczestniczącym w tym procederze lub pomagającym w jego organizowaniu. Decyzja administracji Donalda Trumpa nie znosi konstytucyjnej zasady obywatelstwa z urodzenia pokazuje jednak, że Waszyngton zamierza walczyć z przemysłem, który z amerykańskiego paszportu uczynił luksusowy produkt sprzedawany na międzynarodowym rynku.
.Departament Stanu USA utworzył Birth Tourism Prevention Task Force – specjalny zespół, którego zadaniem będzie wykrywanie przypadków turystyki porodowej, cofanie wiz osobom uczestniczącym w tym procederze oraz rozbijanie sieci pośredników czerpiących z niego zyski, czytamy w komunikacie wydanym 12 sierpnia 2026 roku. Administracja prezydenta Donalda Trumpa zapowiada wykorzystanie wszystkich dostępnych narzędzi prawnych i konsularnych, aby uniemożliwić traktowanie wiz nieimigracyjnych jako drogi do uzyskania amerykańskiego obywatelstwa dla dziecka. Według Departamentu Stanu USA nowy zespół analizuje informacje zgromadzone przez amerykańskie placówki dyplomatyczne, służby konsularne, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego i inne instytucje federalne. Badane są nie tylko bieżące wnioski wizowe, ale również historie wcześniejszych podróży osób pochodzących ze wszystkich regionów świata. Władze poinformowały, że w wyniku dotychczasowych działań cofnięto już ponad 600 wiz.
Nie chodzi zatem wyłącznie o dodatkowe pytania zadawane podczas rozmowy w konsulacie. Powstaje mechanizm, który ma łączyć dane znajdujące się dotąd w różnych instytucjach, odtwarzać rzeczywisty przebieg podróży i porównywać go z celem deklarowanym we wniosku wizowym. Departament Stanu zapowiada także działania przeciwko osobom i firmom, które przygotowują klientów do ukrywania prawdziwych zamiarów, organizują pobyt w Stanach Zjednoczonych, pośredniczą w kontaktach ze szpitalami oraz tworzą fałszywą dokumentację.
Turystyka, leczenie czy plan uzyskania obywatelstwa?
.Turystyka porodowa polega na przyjeździe do Stanów Zjednoczonych przede wszystkim po to, aby urodzić dziecko na terytorium USA i zapewnić mu w ten sposób amerykańskie obywatelstwo. Zasadniczy problem prawny nie polega jednak na samej ciąży ani nawet na korzystaniu przez cudzoziemkę z amerykańskiej opieki medycznej. Rozstrzygające znaczenie mają rzeczywisty cel podróży, zgodność tego celu z kategorią otrzymanej wizy oraz prawdziwość informacji przekazanych amerykańskim urzędnikom. Od stycznia 2020 r. przepisy wizowe wyraźnie stanowią, że podróż, której podstawowym celem jest urodzenie dziecka w USA w celu uzyskania dla niego obywatelstwa, nie stanowi dopuszczalnej podstawy do wydania wizy turystycznej kategorii B. Urzędnik konsularny powinien oceniać główny, a nie jedynie formalnie zadeklarowany cel wyjazdu. Jeżeli ma powody sądzić, że wnioskodawczyni zamierza urodzić podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, może zażądać wykazania, że zasadniczym powodem podróży nie jest zdobycie amerykańskiego obywatelstwa dla dziecka. Jednocześnie regulacja Departamentu Stanu z 2020 r. nie zakazuje legalnych podróży w celu uzyskania pomocy medycznej, również związanej z ciążą i porodem. Wnioskodawca musi jednak przedstawić wiarygodny powód leczenia w USA, potwierdzić gotowość konkretnej placówki do udzielenia świadczeń, określić przewidywaną długość pobytu oraz wykazać, że dysponuje legalnie pozyskanymi środkami pozwalającymi pokryć koszty leczenia i utrzymania.
Granica przebiega zatem między rzeczywistą podróżą medyczną a podróżą, w której leczenie i poród stają się narzędziami służącymi uzyskaniu trwałej korzyści prawnej. W praktyce jej ustalenie może być trudne. Kobieta w ciąży nie może być automatycznie uznawana za uczestniczkę turystyki porodowej, ale konsul ma prawo badać spójność przedstawionych informacji, wcześniejsze podróże, sytuację finansową, rezerwacje, ustalenia ze szpitalem i prawdopodobny termin porodu.
Międzynarodowy przemysł obywatelstwa
.W komunikacie Departamentu Stanu turystyka porodowa przedstawiana jest nie jako suma indywidualnych decyzji podejmowanych przez zamożnych rodziców, lecz jako rozwinięty, międzynarodowy przemysł. Jego uczestnicy sprzedają cały pakiet usług: od przygotowania wniosku wizowego i instrukcji dotyczących rozmowy w konsulacie, poprzez organizację lotu, mieszkania i opieki okołoporodowej, aż po wybór szpitala, uzyskanie aktu urodzenia i wystąpienie o amerykański paszport dla dziecka. Firmy prowadzące taką działalność mogą przedstawiać się jako agencje turystyczne, organizatorzy leczenia, doradcy wizowi, położne, doule albo eksperci od dobrostanu kobiet. W materiałach reklamowych obiecują „automatyczne obywatelstwo” oraz przyszłość, w której dziecko będzie mogło swobodnie podróżować, studiować i pracować w Stanach Zjednoczonych. Niektóre przedsiębiorstwa nie poprzestają jednak na legalnym organizowaniu podróży i opieki medycznej. Według amerykańskich władz przygotowują fałszywe dokumenty, instruują klientów, jak ukrywać prawdziwy cel wizyty, a nawet podpowiadają, w jaki sposób uniknąć zapłacenia pełnych rachunków szpitalnych.
Skala finansowa tego biznesu może być znaczna. W postępowaniach prowadzonych kilka lat temu w Kalifornii operatorzy specjalistycznych „domów porodowych” mieli pobierać od klientów dziesiątki tysięcy dolarów, a w najbardziej rozbudowanych pakietach nawet 100 tys. dolarów. W 2019 r. amerykańska prokuratura federalna oskarżyła 19 osób związanych z trzema sieciami działającymi w południowej Kalifornii. Zarzuty dotyczyły między innymi oszustw imigracyjnych, prania pieniędzy i wprowadzania w błąd właścicieli wynajmowanych nieruchomości. W niektórych przypadkach klientki miały być instruowane, aby podczas rozmowy wizowej deklarować pobyt trwający zaledwie kilkanaście dni, ukrywać ciążę pod luźnym ubraniem oraz wybierać taką trasę lotu, która – zdaniem organizatorów – zwiększała prawdopodobieństwo przejścia kontroli granicznej. Władze opisywały również przypadki nieuregulowania części kosztów leczenia mimo posiadania przez rodziny znaczących środków finansowych. Turystyka porodowa okazuje się więc częścią szerszego zjawiska: przekształcania statusu prawnego, bezpieczeństwa i możliwości życiowych w dobro dostępne na komercyjnym rynku. Amerykańskie obywatelstwo staje się w takim modelu elementem pakietu inwestycyjnego, obok zagranicznej nieruchomości, rachunku bankowego czy miejsca w prestiżowej szkole.
Konferencja, zakupy i poród
.Departament Stanu opisał kilka przypadków pokazujących, w jaki sposób cudzoziemcy mieli ukrywać rzeczywisty cel podróży. Jedna z par wykorzystała udział w konferencji i wyjazd na zakupy jako oficjalne uzasadnienie dwóch kolejnych wizyt, podczas których w Stanach Zjednoczonych urodziło się dwoje ich dzieci. Przy drugim wniosku małżonkowie mieli dodatkowo zataić informację, że posiadają już dziecko. Ich wizy zostały cofnięte. W innym przypadku urzędniczka obcego państwa wystąpiła o wizę na tygodniową podróż służbową w imieniu swojego rządu. Zamiast deklarowanego tygodnia pozostała jednak w Stanach Zjednoczonych przez trzy miesiące i w tym czasie urodziła dziecko. Departament Stanu również cofnął jej wizę. Kolejna osoba zadeklarowała wyjazd turystyczny do Orlando, lecz udała się do Los Angeles i urodziła pięć dni po przylocie. Tak krótki czas pomiędzy przekroczeniem granicy a porodem stał się dla władz dowodem, że rzeczywisty cel podróży musiał być znany wcześniej i został ukryty przed amerykańskimi urzędnikami.
Każdy z tych przypadków ma inną konstrukcję, ale łączy je rozbieżność między deklaracją a działaniem. To właśnie ona umożliwia administracji zastosowanie zdecydowanych środków niezależnie od sporu o zakres obywatelstwa z urodzenia. Świadome podanie nieprawdziwej informacji dotyczącej istotnego elementu wniosku może skutkować nie tylko cofnięciem konkretnej wizy. Zgodnie z amerykańskim prawem umyślne oszustwo lub zatajenie istotnego faktu w celu otrzymania wizy albo prawa wjazdu może prowadzić do trwałej niezdolności do uzyskania kolejnej wizy, choć w określonych sytuacjach prawo pozwala ubiegać się o uznaniowe odstępstwo. Wyjaśnia to Departament Stanu w informacji o odmowach wizowych.
Konstytucja chroni dziecko, nie oszustwo rodziców
.Najważniejszy problem prawny związany z działaniami administracji Donalda Trumpa wynika z konieczności rozdzielenia dwóch kwestii. Pierwszą jest status dziecka urodzonego na terytorium Stanów Zjednoczonych. Drugą – zgodność postępowania jego rodziców z prawem wizowym i imigracyjnym.
30 czerwca 2026 r. Sąd Najwyższy w sprawie Trump v. Barbara orzekł, że dzieci urodzone w Stanach Zjednoczonych przez osoby przebywające tam nielegalnie lub jedynie czasowo podlegają jurysdykcji USA, a więc nabywają obywatelstwo na podstawie XIV poprawki do konstytucji. Sąd odrzucił próbę uzależnienia tego prawa od statusu imigracyjnego, miejsca zamieszkania lub trwałości związku rodziców ze Stanami Zjednoczonymi. Wskazał, że cudzoziemcy znajdujący się na terytorium kraju – również jako czasowi goście – podlegają amerykańskiemu prawu. Ich dzieci, z wyjątkiem bardzo wąskich i historycznie uznawanych kategorii, są zatem obywatelami od chwili narodzin. Orzeczenie Sądu Najwyższego potwierdziło szerokie rozumienie amerykańskiego ius soli. Administracja nie może więc po prostu uznać, że wszystkie dzieci urodzone w wyniku turystyki porodowej tracą obywatelstwo. Może natomiast próbować nie dopuścić do samego przyjazdu, odmówić wydania wizy, cofnąć ją po ujawnieniu nieprawdziwych informacji, odmówić ponownego wjazdu rodzicom albo ścigać osoby organizujące oszustwa wizowe. Oznacza to, że dziecko może być obywatelem USA, nawet jeśli jego rodzice naruszyli prawo. Odpowiedzialność rodziców nie przechodzi automatycznie na dziecko, a konstytucyjnego statusu dziecka nie można po prostu unieważnić za pomocą sankcji wizowej wymierzonej w dorosłych. Ta pozorna sprzeczność jest w rzeczywistości konsekwencją rozdzielenia prawa konstytucyjnego od prawa imigracyjnego. Sześć dni po wyroku Sądu Najwyższego prezydent Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze „Ending Birth Tourism”. Przekazał w nim sekretarzowi stanu i sekretarzowi bezpieczeństwa wewnętrznego kompetencje do zaostrzenia zasad, cofania wiz, odmawiania wjazdu oraz podejmowania działań wobec osób i organizacji umożliwiających turystykę porodową. Powołanie zespołu Departamentu Stanu jest praktycznym rozwinięciem tej decyzji.
Administracja Donalda Trumpa, nie mogąc zlikwidować szerokiego prawa do obywatelstwa z urodzenia na drodze rozporządzenia prezydenckiego, przenosi więc punkt ciężkości na kontrolę granicy i systemu wizowego. Jeżeli konstytucja nakazuje uznać obywatelstwo dziecka już urodzonego w USA, państwo może próbować nie dopuścić do wjazdu osoby, która zamierza wykorzystać wizę niezgodnie z jej przeznaczeniem.
Obywatelstwo jako inwestycja na przyszłość
.Amerykański paszport dziecka nie daje jego rodzicom automatycznego prawa pobytu. Korzyść dla rodziny ma początkowo przede wszystkim charakter długoterminowy. Obywatel USA może wystąpić o prawo stałego pobytu dla swoich rodziców dopiero po ukończeniu 21 lat, co potwierdzają przepisy i informacje USCIS. Również wtedy wcześniejsze oszustwo wizowe, zakaz wjazdu albo inne przesłanki niedopuszczalności mogą utrudnić lub uniemożliwić legalizację pobytu rodzica. Nie zmienia to faktu, że dla zamożnych rodzin amerykańskie obywatelstwo dziecka może być postrzegane jako inwestycja zabezpieczająca przyszłość. Daje dostęp do kraju, którego uniwersytety, rynek pracy, instytucje finansowe i system prawny nadal pozostają niezwykle atrakcyjne. Zapewnia również ochronę konsularną i możliwość zamieszkania w Stanach Zjednoczonych bez konieczności przechodzenia procedury imigracyjnej.
Właśnie dlatego proceder nie znika mimo kosztów i ryzyka. Popyt na usługę powstaje tam, gdzie obywatelstwo jednego z najpotężniejszych państw świata może zostać przedstawione jako przewaga konkurencyjna przekazywana dziecku. Pośrednicy nie sprzedają samego porodu. Sprzedają wyobrażenie o życiu wolnym od ograniczeń, politycznej niepewności i słabości paszportu kraju pochodzenia.
Granice konsularnej uznaniowości
Nowa polityka niesie jednak również ryzyko zbyt szerokiego stosowania. Ustalenie zamiaru podróżnej opiera się na ocenie dokonywanej przez konsula, a następnie – na granicy – przez funkcjonariusza Customs and Border Protection. Sama wiza nie gwarantuje wjazdu do Stanów Zjednoczonych; pozwala jedynie stawić się na granicy i poprosić o przyjęcie. Ostateczną decyzję podejmuje Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wzmocnienie analizy danych i historii podróży może ułatwić wykrywanie oczywistych oszustw, ale może też zwiększyć poziom podejrzliwości wobec kobiet w ciąży podróżujących z legalnych powodów. Dlatego kluczowe będzie zachowanie różnicy między ciążą a turystyką porodową, między leczeniem a próbą obejścia przepisów oraz między zmianą planów wynikającą z okoliczności medycznych a zaplanowanym wcześniej oszustwem.
Szczególnie istotna będzie jakość danych wykorzystywanych przez nowy zespół. Historia wcześniejszych podróży, długość pobytu, termin porodu czy nieopłacony rachunek mogą tworzyć spójny obraz nadużycia, ale każdy z tych elementów rozpatrywany oddzielnie może mieć również niewinne wyjaśnienie. Szerokie uprawnienia sekretarza stanu do cofania wiz zwiększają skuteczność administracji, lecz jednocześnie ograniczają możliwość publicznego kontrolowania indywidualnych decyzji, ponieważ akta wizowe pozostają co do zasady poufne.
Amerykańska odpowiedź na globalny rynek mobilności
.Walka z turystyką porodową wpisuje się w szerszą zmianę amerykańskiej polityki imigracyjnej. Administracja Donalda Trumpa przedstawia obywatelstwo nie tylko jako zbiór praw, lecz także jako szczególną więź polityczną, której nie wolno redukować do transakcji. W tym ujęciu problemem nie jest wyłącznie złamanie technicznych zasad przyznawania wiz, ale podważenie znaczenia obywatelstwa jako przynależności do wspólnoty. Jednocześnie amerykański przypadek pokazuje napięcie obecne w zglobalizowanym świecie. Kapitał, edukacja, usługi medyczne i praca coraz łatwiej przekraczają granice, podczas gdy obywatelstwo pozostaje jednym z najważniejszych dóbr rozdzielanych przez państwa. Tam, gdzie różnice między paszportami przekładają się na radykalnie odmienne możliwości życiowe, powstaje rynek próbujący te różnice wykorzystać.
Administracja Trumpa odpowiada na ten rynek językiem integralności systemu, bezpieczeństwa narodowego i odpowiedzialności. Powołanie zespołu do walki z turystyką porodową nie rozwiązuje jednak wszystkich związanych z nią problemów. Nie usuwa konstytucyjnego ius soli, nie likwiduje globalnego popytu na amerykańskie obywatelstwo i nie odpowiada na pytanie, gdzie dokładnie kończy się legalne planowanie przyszłości rodziny, a zaczyna niedopuszczalne instrumentalizowanie prawa. Wyznacza natomiast bardzo wyraźną granicę: Stany Zjednoczone nie zamierzają akceptować sytuacji, w której wiza turystyczna, studencka, służbowa lub inna wiza czasowa jest uzyskiwana na podstawie fałszywej deklaracji i wykorzystywana jako część komercyjnego planu zdobycia obywatelstwa. Rodzice mogą chcieć zapewnić dzieciom najlepszą możliwą przyszłość. Nie oznacza to jednak prawa do ukrywania celu podróży, fałszowania dokumentów, omijania kontroli granicznej i pozostawiania niezapłaconych rachunków.
Departament Stanu zapowiada, że cofnięcie ponad 600 wiz jest dopiero początkiem. Skuteczność nowej polityki będzie zależała nie tylko od liczby zastosowanych sankcji, lecz także od tego, czy amerykańskim władzom uda się oddzielić rzeczywiste oszustwa od legalnych podróży i zastosować prawo bez podważania konstytucyjnych praw dzieci. Obywatelstwo nie jest towarem, ale pozostaje prawem. Państwo może bronić granic i uczciwości procedur, nie może jednak zapominać o różnicy między jednym a drugim.
Jarosław Kowalski




