Tylko Donald Trump może skłonić Rosję i Ukrainę do negocjacji [Petr Macinka]

Nowy szef dyplomacji Czech Petr Macinka powiedział w rozmowie z agencją CTK, że świat zmierza w kierunku dyplomatycznego rozwiązania konfliktu na Ukrainie, co popiera również rząd czeski. Minister wyraził przekonanie, że tylko prezydent USA Donald Trump może skłonić Moskwę i Kijów do negocjacji.
Cierpliwość Donald Trumpa nie jest nieskończona [Petr Macinka]
.Cieszę się, że świat w końcu zmierza w kierunku rozwiązania dyplomatycznego, które popiera również rząd czeski. Okazuje się, że jedyną osobą, która jest w stanie skłonić obie strony do negocjacji, jest Donald Trump, pełniący rolę »maklera pokoju«” – powiedział Petr Macinka agencji CTK.
Według szefa czeskiej dyplomacji cierpliwość Donald Trumpa nie jest nieskończona, dlatego obie strony muszą podjąć konstruktywne negocjacje. „W ostatnich dniach Ukraina znacznie ustąpiła, teraz piłka jest po stronie Rosji” – oznajmił minister. Petr Macinka ocenia, że silne i realistyczne gwarancje bezpieczeństwa ze strony Zachodu mogłyby być dla Ukrainy skuteczną alternatywą wobec przystąpienia do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jednocześnie mogłyby one zapewnić, że rosyjska agresja nie powtórzy się w przyszłości – dodał.
Przewodniczący czeskiej partii Zmotoryzowani (Motoriste) i minister spraw zagranicznych w zaprzysiężonym 15 grudnia rządzie Andreja Babisza, podobnie jak inni politycy obozu rządowego, dystansuje się od silnego dotychczas poparcia dla Ukrainy, okazywanego przez poprzedni gabinet Petra Fiali. Deklaruje m.in., że nowa koalicja powinna skupić się na budżecie państwa i własnych obywatelach.
Po pierwszym posiedzeniu gabinetu premier Andrej Babisz podkreślał, że ze strony Pragi możliwa jest tylko pomoc humanitarna dla Kijowa, realizowana poprzez Unię Europejską. Niejasna pozostaje przyszłość czeskiej inicjatywy amunicyjnej, dzięki której w 2025 r. walcząca Ukraina otrzymała 2 mln sztuk amunicji artyleryjskiej. Niepewny jest także dalszy udział rządu Czech we wspierającej Kijów „koalicji chętnych”, do której Praga należała w czasie rządów centroprawicowej koalicji Fiali.
Prezydenci Ukrainy i USA, Wołodymyr Zełenski i Donald Trump, spotkali się na Florydzie w Stanach Zjednoczonych. Donald Trump określił następnie rozmowę jako wspaniałą, a Wołodymir Zełenski – jako świetną. Według Donalda Trumpa na drodze do zawarcia porozumienia pokojowego pozostają jeszcze jedna lub dwie palące kwestie. Najpoważniejszą z nich są sprawy terytorialne.
Donald Trump zmierza w stronę trzeciej kadencji
.Powinniśmy brać pod uwagę pozostanie Donalda Trumpa na urzędzie prezydenta Stanów Zjednoczonych na kolejną kadencję. On sam dawał też kilkakrotnie znać, że rozważa taką możliwość, gdyby nie udało mu się zrealizować wszystkich elementów programu reform – pisze prof. Zbigniew LEWICKI.
Wdyskusjach na temat prezydenta Donalda Trumpa często pojawia się twierdzenie, wypowiadane z ulgą lub z żalem, że jego obecna, druga kadencja jest zarazem ostatnią, gdyż konstytucja amerykańska nie zezwoli mu na ubieganie się o urząd w 2028 r. W rzeczywistości wypowiadający się w ten sposób komentatorzy czy też coraz liczniejsi „amerykaniści” ewidentnie nie zadali sobie trudu, by zapoznać się z odpowiednimi przepisami Konstytucji Stanów Zjednoczonych.
Konstytucja amerykańska wyraźnie określa w art. II kryteria konieczne do objęcia urzędu prezydenta: musi on być obywatelem amerykańskim z urodzenia (natural-born citizen), mieć ukończone 35 lat i rezydować w Stanach Zjednoczonych przez nie mniej niż 14 lat. Kryteria te były przedmiotem interpretacji i debat, w tym przede wszystkim w takich kwestiach, jak: kto jest obywatelem z urodzenia, a kto jedynie od urodzenia i czy wymóg rezydencji oznacza zamieszkiwanie ciągłe, czy też może być sumą kolejnych pobytów. Żadne z tych kryteriów nie dotyczy jednak liczby kadencji.
Art. II konstytucji określa też kryteria konieczne do objęcia urzędu wiceprezydenta: są one identyczne z dotyczącymi prezydenta. Sytuacja skomplikowała się po uchwaleniu w 1804 r. noweli XII, zawierającej postanowienie: „no person constitutionally ineligible to the office of President shall be eligible to that of Vice-President of the United States”, czyli „nikt, kto zgodnie z konstytucją nie może objąć urzędu Prezydenta, nie może objąć urzędu Wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych”. Na początku XIX w. nikt jednak nie postulował ograniczenia liczby kadencji prezydenckich i formułując powyższe zastrzeżenie autorzy noweli XII nie mogli mieć na uwadze tej kwestii, lecz jedynie wypełnienie, lub nie, kryteriów wskazanych w art. II konstytucji.
Kwestia dopuszczalnej liczby kadencji znalazła się dopiero w XXII noweli konstytucyjnej, która weszła w życie w 1951 r. Wcześniej żaden przepis nie ograniczał liczby kadencji prezydenckich, z czego jako jedyny skorzystał Franklin Delano Roosevelt. Pozostali prezydenci szanowali jedynie precedens ustanowiony przez George’a Washingtona, który w XVIII w. odmówił kandydowania po raz trzeci. Otóż w noweli XXII stwierdza się jednoznacznie: „No person shall be elected to the office of the President more than twice”, czyli „Nikt nie będzie wybrany na urząd prezydenta więcej niż dwa razy”. Pozostała część tego przepisu dotyczy kwestii technicznych i nie zmienia sensu zasadniczego postanowienia. Nie ulega zatem wątpliwości, że osoba, która pełniła urząd prezydenta przez dwie kadencje (ściśle biorąc, przez więcej niż 1,5 kadencji), nie może zostać kolejny raz wybrana na to stanowisko.
W tym miejscu należy dokonać istotnego porównania tekstu noweli XII i XXII. Nie ma tu miejsca na szczegółową prezentację tego zagadnienia, niemniej trzeba zauważyć, że autorzy noweli XXII użyli pojęcia ineligibility, a nie electability, jak w noweli XII. Są to terminy zbliżone, ale nie tożsame i ich rozbieżne użycie stanowi sygnał, że zamiarem ustawodawcy nie było uściślanie postanowienia zawartego we wcześniejszej noweli, lecz ustanowienie odrębnego kryterium. Innymi słowy, ograniczenie zawarte w noweli XXII dotyczy kwestii wybieralności na stanowisko prezydenta, a nie zdolności do jego objęcia.
Egzegeci konstytucji amerykańskiej dostrzegali problem dopuszczalności lub niedopuszczalności obejmowania urzędu wiceprezydenta przez osobę, która uprzednio pełniła przez dwie kadencje urząd prezydenta. Stanowiło to przedmiot rozważań, z których na szczególną uwagę zasługuje 60-stronicowa analiza pióra Dana T. Coenena, opublikowana w kwietniu 2015 r. w „University of Georgia School of Law Research Paper Series”. Pisze on: „Niektórzy obserwatorzy mogliby odrzucić te kwestie jako niegodne uwagi. Po co marnować atrament, mogliby zapytać, skoro na pewno żaden wybrany dwukrotnie prezydent nigdy nie będzie ubiegał się o stanowisko wiceprezydenta”. Jest to spostrzeżenie o tyle zasadne, że trudno sobie wyobrazić prezydenta, który po ośmiu latach sprawowania urzędu ubiegałby się o stanowisko wiceprezydenta, konstytucyjnie pozbawione znaczenia i siły decyzyjnej.
A mimo to Coenen z podziwu godną przenikliwością pisze: „Jest duża szansa, że takie starania o urząd [wiceprezydenta] będą miały miejsce, i to w niedalekiej przyszłości”. I z taką właśnie sytuacją możemy mieć do czynienia już niedługo, gdyż w 2028 r. Donald Trump może podjąć decyzję o ubieganiu się o urząd wiceprezydenta u boku na przykład J.D. Vance’a. To zaś otworzy mu drogę do Gabinetu Owalnego.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-zbigniew-lewicki-donald-trump-zmierza-w-strone-trzeciej-kadencji/
PAP/MB




