Polska dogania Europę, lecz nierówności znów rosną

ubóstwo w Polsce 2025

Polska szybko zbliża się pod względem konsumpcji do średniej Unii Europejskiej, lecz równocześnie trzeci rok z rzędu rośnie zasięg ubóstwa relatywnego. Ubóstwo skrajne utrzymuje się na poziomie 5,3 proc., ale już 13,5 proc. mieszkańców żyje w gospodarstwach, których wydatki są niższe od granicy ubóstwa relatywnego. Najbardziej znacząca zmiana dokonuje się jednak gdzie indziej: coraz większą część potrzeb Polaków zaspokaja państwo, a nie dochody pozostające w dyspozycji gospodarstw domowych.

.Dane o Polsce w 2025 r. pozwalają opowiedzieć dwie całkowicie różne historie. Pierwsza jest historią gospodarczego sukcesu: rzeczywiste spożycie indywidualne na mieszkańca osiągnęło niemal 86 proc. średniej Unii Europejskiej, podczas gdy jeszcze w 2019 r. przekraczało nieznacznie 75 proc. Druga opowieść jest znacznie mniej wygodna: mimo bogacenia się kraju zwiększa się liczba ludzi, którzy pozostają daleko za przeciętnym poziomem konsumpcji, a nierówności dochodowe i konsumpcyjne ponownie zaczynają rosnąć razem.

Nie jest więc prawdą, że Polska po prostu biednieje. Nie jest również prawdą, że szybki wzrost przeciętnego poziomu konsumpcji rozwiązuje problem ubóstwa. Kraj staje się zamożniejszy, lecz korzyści z tego procesu rozkładają się coraz mniej równomiernie, zaś rosnąca część poprawy warunków życia zależy od usług finansowanych przez sektor publiczny.

Dno przestało się obniżać, ale dystans zaczął rosnąć

Zasięg ubóstwa skrajnego wyniósł w 2025 r. 5,3 proc. i był tylko nieznacznie wyższy niż rok wcześniej. Wskaźnik ten obejmuje osoby żyjące w gospodarstwach, których wydatki na osobę pozostają poniżej minimum egzystencji wyznaczanego przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych. Jest to granica bardzo surowa, opisująca poziom konsumpcji, poniżej którego zagrożone zostaje biologiczne przetrwanie i możliwość zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb.

Minimum egzystencji wzrosło w ciągu roku o 6,7 proc. Dla gospodarstwa jednoosobowego zwiększyło się z szacunkowo około 972 zł w 2024 r. do 1037 zł w 2025 r., natomiast dla gospodarstwa czteroosobowego z około 2623 zł do 2799 zł. Ubóstwo skrajne nie wzrosło gwałtownie, ponieważ wydatki 20 proc. osób o najniższych dochodach zwiększyły się przeciętnie jeszcze szybciej, o 7,9 proc. Najuboższa część społeczeństwa zdołała więc nadążyć za rosnącymi kosztami koszyka niezbędnego do przetrwania.

.Znacznie gorzej wygląda sytuacja po zastosowaniu miary ubóstwa relatywnego. Jego granica wynosiła w 2025 r. 1332 zł miesięcznie dla gospodarstwa jednoosobowego oraz 3597 zł dla gospodarstwa czteroosobowego. Wskaźnik obejmuje osoby, których wydatki ekwiwalentne pozostają poniżej 50 proc. przeciętnych wydatków społeczeństwa, a więc pokazuje nie tylko skrajny brak środków, lecz także dystans dzielący daną rodzinę od dominującego standardu życia.

Zasięg ubóstwa relatywnego wzrósł z 13,3 proc. w 2024 r. do 13,5 proc. w 2025 r. Sama zmiana o 0,2 punktu procentowego mogłaby zostać uznana za niewielką, szczególnie że Badanie Budżetów Gospodarstw Domowych obejmuje próbę ponad 30 tys. gospodarstw. Nie wolno jednak ignorować kierunku tej zmiany: wskaźnik rośnie trzeci rok z rzędu, co wydarzyło się po raz pierwszy od co najmniej dwóch dekad.

W 2022 r. ubóstwo relatywne osiągnęło rekordowo niski poziom 11,7 proc. W ciągu trzech lat zwiększyło się więc o 1,8 punktu procentowego, wracając w okolice wartości notowanych w 2016 r. Oznacza to, że najubożsi nie tracą zdolności do biologicznego przetrwania, ale coraz wyraźniej odstają od sposobu życia większości społeczeństwa.

To zasadnicza zmiana charakteru polskiego ubóstwa. Problem przesuwa się z braku środków koniecznych do przeżycia w stronę wykluczenia z przeciętnego standardu konsumpcji. Człowiek może nie być statystycznie skrajnie ubogi, a jednocześnie nie mieć dostępu do dóbr, usług i możliwości, które jego otoczenie uznaje już za normalne.

Nierówności dochodowe znowu przekładają się na nierówności życia

W 2025 r. nierówności dochodowe i konsumpcyjne ponownie zaczęły poruszać się w tym samym kierunku. Relacja przeciętnego dochodu rozporządzalnego na osobę w pierwszej grupie kwintylowej, obejmującej 20 proc. osób o najniższych dochodach, do dochodu w piątej grupie kwintylowej spadła z 19 proc. do 17,3 proc. Wcześniejszy poziom 19 proc. był najwyższy od 2019 r. i świadczył o zmniejszaniu się rozpiętości dochodowych, teraz jednak ten proces został odwrócony.

Jedną z przyczyn była mniej znacząca niż wcześniej podwyżka płacy minimalnej. Równocześnie dochody netto osób samozatrudnionych rosły szybciej niż wynagrodzenia pracowników etatowych, do czego przyczyniały się między innymi preferencje podatkowe dostępne dla części prowadzących działalność gospodarczą. Struktura rynku pracy ponownie zaczęła więc sprzyjać szybszemu wzrostowi dochodów niektórych grup niż dochodów osób znajdujących się na dole rozkładu.

W najniższym decylu wydatki rosły szybciej niż dochody. Może to wskazywać na większe wykorzystanie kredytu, którego dostępność poprawiła się wraz z obniżkami stóp procentowych. Nie oznacza to jednak, że najubożsi doganiali resztę społeczeństwa, ponieważ w części gospodarstw lepiej sytuowanych, choć nie w najwyższym decylu, wydatki zwiększały się jeszcze szybciej.

Właśnie ten mechanizm powiększył grupę osób, których konsumpcja pozostaje o ponad połowę niższa od przeciętnej. Różnice w dochodach można przez pewien czas łagodzić oszczędnościami, kredytem, pomocą rodziny albo świadczeniami publicznymi, ale różnic w konsumpcji nie da się długo ukrywać. Są one widoczne w jakości mieszkania, sposobie spędzania wolnego czasu, dostępie do leczenia, edukacji, transportu i technologii.

Dlatego nierówności konsumpcyjne mogą być społecznie bardziej dotkliwe niż same nierówności dochodowe. O jakości życia decyduje ostatecznie nie zapis na deklaracji podatkowej, lecz możliwość zaspokojenia potrzeb. To właśnie różnice widoczne w codzienności najszybciej wywołują poczucie niesprawiedliwości, frustrację i przekonanie, że wzrost gospodarczy jest doświadczeniem przeznaczonym tylko dla części społeczeństwa.

Państwo przejmuje coraz większą część konsumpcji Polaków

Najważniejsza zmiana nie dokonuje się jednak wyłącznie między grupami dochodowymi. Rośnie także znaczenie państwa jako dostawcy usług i dóbr konsumowanych przez gospodarstwa domowe. Prywatne wydatki coraz słabiej opisują rzeczywisty poziom życia, ponieważ coraz większa część potrzeb jest zaspokajana poza rynkiem poprzez publiczną ochronę zdrowia, edukację oraz inne usługi finansowane z budżetu.

Realne spożycie w sektorze gospodarstw domowych w przeliczeniu na mieszkańca wzrosło w 2025 r. o 4,1 proc. W ciągu sześciu lat, liczonych od końca 2019 r., zwiększyło się o 16,8 proc. Tymczasem spożycie indywidualne realizowane przez sektor finansów publicznych wzrosło w 2025 r. o 6,7 proc., a w perspektywie sześciu lat aż o 39 proc.

Różnica jest ogromna. Publiczna część konsumpcji rosła w ciągu sześciu lat ponad dwukrotnie szybciej niż konsumpcja realizowana bezpośrednio przez gospodarstwa domowe. Polska poprawa poziomu życia staje się więc coraz bardziej upubliczniona: większa część korzyści nie pojawia się na rachunku bankowym obywatela, lecz jest mu dostarczana w postaci finansowanych przez państwo usług. Ma to szczególne znaczenie dla osób o niższych dochodach, które z usług publicznych korzystają relatywnie częściej. Ich rzeczywisty poziom konsumpcji może zatem rosnąć szybciej, niż wynikałoby to z samych prywatnych wydatków. Wyjaśnia to część pozornego paradoksu, w którym statystycznemu wzrostowi ubóstwa relatywnego towarzyszy poprawa subiektywnych ocen sytuacji materialnej.

.Najbardziej wyraźnie proces ten widać w ochronie zdrowia. W ciągu pięciu lat publiczne nakłady na ten cel zwiększyły się z 4,6 proc. do 6,3 proc. PKB. Wydatki prywatne pozostały natomiast w pobliżu 1,8 proc. PKB, odnotowując nawet minimalny spadek. Ciężar finansowania ochrony zdrowia przesunął się więc zdecydowanie w stronę państwa.

Nie oznacza to automatycznie, że każda publiczna złotówka została wydana efektywnie ani że wzrost nakładów zawsze przekłada się na proporcjonalną poprawę jakości usług. Pokazuje jednak, że ocena materialnej sytuacji Polaków wyłącznie przez pryzmat prywatnych dochodów i wydatków staje się coraz mniej miarodajna. Gospodarstwo domowe może nie mieć wyraźnie większego dochodu do dyspozycji, a jednocześnie otrzymywać więcej świadczeń i usług finansowanych ze środków publicznych.

Polska dogania Europę, lecz staje się zależna od kondycji państwa

Rzeczywiste spożycie indywidualne na mieszkańca, określane wskaźnikiem AIC i uwzględniające zarówno konsumpcję prywatną, jak i indywidualne usługi publiczne, wzrosło w 2025 r. o 4,5 proc. Był to drugi najlepszy wynik w całej Unii Europejskiej, po Bułgarii. Polska osiągnęła niemal 86 proc. średniej unijnej według parytetu siły nabywczej, wobec 82 proc. rok wcześniej i nieco ponad 75 proc. w 2019 r.

Tempo konwergencji jest bezdyskusyjne. W ciągu sześciu lat Polska zmniejszyła znaczącą część konsumpcyjnego dystansu do Unii Europejskiej. Nie można jednak przeoczyć, w jaki sposób to nadrabianie zaległości zostało osiągnięte.

Poziom indywidualnego spożycia realizowanego przez sektor finansów publicznych na mieszkańca wzrósł z 56 proc. średniej UE przed pandemią do niemal 73 proc. w 2025 r. W tym samym okresie konsumpcja prywatna zwiększyła się z około 80 proc. do 89 proc. średniej unijnej. Oba składniki rosły, ale to segment publiczny odpowiadał za nieproporcjonalnie dużą część domykania luki.

Tłumaczy to również zaskakująco dobre nastroje społeczne. Pomimo wyhamowania wzrostu realnych dochodów 67 proc. badanych przez CBOS oceniało w grudniu swoje warunki materialne pozytywnie. W kwietniu 2026 r. odsetek ten wzrósł do rekordowych 70 proc. Polacy mogą odczuwać poprawę sytuacji, nawet jeśli nie znajduje ona pełnego odzwierciedlenia w dynamice ich prywatnych dochodów. Nie jest to zatem historia o biedniejącej Polsce. Jest to historia bardziej skomplikowana i politycznie znacznie ważniejsza: kraj szybko się bogaci, lecz równocześnie zwiększa się dystans między najsłabszymi a przeciętnym poziomem życia. Państwo ogranicza część skutków tego rozwarstwienia, przejmując finansowanie coraz większej części konsumpcji, zwłaszcza ochrony zdrowia i edukacji.

.Taki model może przez długi czas łagodzić napięcia społeczne, ale uzależnia trwałość poprawy poziomu życia od kondycji finansów publicznych oraz jakości instytucji państwa. Jeżeli publiczny system będzie w stanie utrzymać rosnące nakłady i sprawnie zamieniać je w dostępne usługi, konwergencja może być kontynuowana. Jeżeli jednak finanse państwa znajdą się pod presją, ograniczenie publicznej konsumpcji szczególnie mocno uderzy w gospodarstwa, których prywatne dochody pozostają daleko poniżej przeciętnej.

Najważniejszy wniosek z danych za 2025 r. brzmi więc ostrzej, niż sugerują przeciętne wskaźniki wzrostu. Polska staje się bogatszym krajem, ale niekoniecznie społeczeństwem poruszającym się w jednym tempie. Ubóstwo skrajne nie eksploduje, lecz ubóstwo relatywne rośnie trzeci rok z rzędu, a coraz większa część dobrobytu zależy nie od samodzielności ekonomicznej gospodarstw domowych, ale od sprawności i wypłacalności państwa.

Dane wykorzystane w analizie pochodzą z Badania Budżetów Gospodarstw Domowych GUS, obejmującego ponad 30 tys. gospodarstw, rachunków narodowych GUS, szacunków minimum egzystencji IPiSS, danych Eurostatu o rzeczywistym spożyciu indywidualnym według parytetu siły nabywczej oraz badań CBOS. Wartości minimum egzystencji dla 2024 r., wynoszące około 972 zł dla gospodarstwa jednoosobowego i około 2623 zł dla gospodarstwa czteroosobowego, zostały oszacowane na podstawie podanej dynamiki wzrostu o 6,7 proc.

Sebastian Nizio

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 sierpnia 2026