Ukraina jest dzisiaj kontrybutorem bezpieczeństwa europejskiego [Wasyl BODNAR]

Ostatnie cztery lata były bardzo trudne, ale otuchy daje nam to, że nie jesteśmy sami, że mamy dobre wsparcie z UE, że widzimy przyszłość i że ta przyszłość unijna jest pewnym gwarantem tego, że nasza walka nie była na darmo – podkreślił w rozmowie ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar.
Ukraina jest dzisiaj kontrybutorem bezpieczeństwa europejskiego
.W dniu 24 lutego 2026 r. mijają cztery lata od rozpoczęcia przez Rosję pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie. Wasyl Bodnar podkreślił w rozmowie, że były to bardzo trudne cztery lata. – Wiele zmieniło się przez ten czas w życiu społeczeństwa ukraińskiego. Ponad 5 mln naszych obywateli wyjechało z kraju, a ponad 11 mln zostało przemieszczonych z miejsc, w których do tej pory żyli. Tysiące ludzi straciło swoje domy i możliwości normalnego życia – zauważył ambasador Ukrainy.
Jak dodał, choć mijają cztery lata, to Ukraina wciąż walczy. – Walczymy, choć warunki są bardzo trudne. Przeżyliśmy teraz bardzo trudną zimę. Bez wsparcia Polski i innych partnerów byłoby trudno w ogóle mówić o tym, żeby dalej walczyć – podkreślił Wasyl Bodnar. – Otuchy dodaje nam to, że nie jesteśmy sami, że mamy dobre wsparcie z Unii, że widzimy przyszłość. I że ta przyszłość unijna jednak jest pewnym gwarantem tego, że nasza walka nie była na darmo – mówił ambasador.
Ukraina tak naprawdę formułuje bezpieczeństwo Europy
.Jego zdaniem, Ukraina tak naprawdę formułuje bezpieczeństwo Europy. – Nie chcę mówić, że chronimy Europę i tak dalej. Może to są banalne słowa, ale tak naprawdę tylko Ukraina jest dzisiaj kontrybutorem bezpieczeństwa europejskiego, która może pomóc Unii Europejskiej, jako strukturze, stać się silniejszą – podkreślił.
– Ukraina ma dość duże doświadczenie bojowe i rozwiązania, które były osiągnięte w ciągu wojny. I nie chodzi tu tylko o technologie, czy inne sprawy związane z wojną, ale także rozwiązania związane z sektorem IT, sprawy związane z obroną cywilną, sprawy związane z funkcjonowaniem samorządu, medycyny – wyliczał ambasador Ukrainy.
Na pytanie, jak ocenia prowadzone przez stronę amerykańską rozmowy pokojowe, Wasyl Bodnar zwrócił uwagę, że czy uznajemy to, czy nie, to tylko strona amerykańska ma dostateczne możliwości i środki do nacisku na stronę rosyjską. – Z jednej strony organizując negocjacje, próbując namówić Rosjan na pokój za stołem rozmów, ale z innej strony stosując różnego rodzaju sankcje, zaciskając sankcje wobec floty cieni, ograniczając operacje rosyjskie na różnych rynkach, na przykład w Indiach – zaznaczył ambasador Ukrainy.
Rosja nie chce wcale pokoju
.Według niego „na szczęście Ukraina ma dobry dialog ze stroną amerykańską”. – Jesteśmy też szczęśliwi, że strona europejska, w tym Polska jest obecna w tych rozmowach, w kształtowaniu stanowiska pomocy Ukrainie. To jest bardzo ważne, bo możemy nadal liczyć na wsparcie i to dodaje nam otuchy, wznosi morale, ale także, nie ma co ukrywać, pomaga materialnie, bo nie wszystko niestety możemy załatwić samodzielnie – zwrócił uwagę Wasyl Bodnar.
– Chcemy, żeby ta wojna się skończyła na Ukrainie, a nie rozpowszechniała w innych miejscach, bo napęd rosyjskiej machiny wojennej jest dość duży, i on jest zagrożeniem nie tylko dla nas, ale dla całego regionu, jeśli nie świata – zaznaczył ambasador.
Jego zdaniem, „pogłoski, które płyną z Moskwy, nie dają żadnego sygnału, że Rosja chce pokoju”. – Dla Władimira Putina ludzkie życie nie ma żadnych wartości, a my musimy chronić każdego żołnierza, bo nie mamy tylu ludzi i musimy myśleć także o przyszłości. Jesteśmy w trudniejszej sytuacji, ale to nie oznacza, że musimy się poddawać – zaznaczył Wasyl Bodnar.
Ambasador zwrócił też uwagę, że zmienił się stary porządek świata i należy teraz stworzyć coś nowego. – Coś, co będzie działało, bo niestety Organizacja Narodów Zjednoczonych się nie sprawdziła. ONZ, który miał nie pozwolić wojnom się rozwijać, niestety nie działa. Różnego rodzaju organizacje, takie jak OBWE, nie pokazały dużej sprawczości – stwierdził Wasyl Bodnar.
Wojna na Ukrainie to ostatni akord agonii ZSRR
.Moskwa była przekonana, że zbudowane przez te lata jedność językowa, kulturowa, cywilizacyjna stały się na tyle silne, że utrzymają się nawet wtedy, gdy nie będzie jednej konstrukcji państwowej. Dopiero po długim czasie Kreml dostrzegł, że to tak się nie sprawdza – i zaczął działać na rzecz odwrócenia tego stanu rzeczy – pisze prof. Andrij PORTNOW
„Wojna jest tylko kontynuacją polityki innymi środkami” – pisał Carl von Clausewitz w swojej książce O wojnie. Niemiecki strateg celnie wskazał, że polityka i wojna ściśle wiążą się ze sobą, a konflikt zbrojny często staje się konsekwencją ważnych procesów politycznych lub cywilizacyjnych. Przykładów na potwierdzenie tej tezy jest bez liku. Nie doszłoby do Wojny Trzydziestoletniej bez Reformacji. Napoleon nie rozpocząłby swojej kampanii, gdyby nie rewolucja francuska. Bez napięć politycznych w Europie na początku XX wieku nie byłoby I wojny światowej, a bez Wielkiego Kryzysu rozpoczętego w 1929 r. pewnie nie doszłoby do wybuchu II wojny.
Ale ostatnie ważne wydarzenie XX wieku przebiegło pokojowo. Chodzi o upadek komunizmu w Europie Środkowej i rozpad Związku Radzieckiego 26 grudnia 1991 r. Już wtedy wielu komentatorów przypuszczało, że nie uda się tego procesu przeprowadzić bezkonfliktowo – i było zdziwionych, że rozpad Związku Sowieckiego odbył się bezkrwawo. Poza niewielkimi, ograniczonymi zajściami (walki o wieżę telewizyjną w Wilnie, pucz Janajewa, wojna domowa w Gruzji) rozkład ZSRR przebiegał pokojowo, bez przemocy. Wtedy, w ostatniej dekadzie XX stulecia, wyglądało to jak naturalny proces. Dziś jednak widzimy, że to było tylko złudzenie. Konflikty po prostu odłożyły się w czasie.
Konsekwencją rozpadu Związku Radzieckiego były: wojna w Gruzji w 2008 r., kolejne zrywy ukraińskie (Pomarańczowa Rewolucja, Rewolucja Godności) czy dławienie zrywu Białorusinów protestujących przeciwko fałszerstwom wyborczym w 2020 r. Elementem tego procesu jest również agresja Rosji na Ukrainę. Kolejne potwierdzenie, że konsekwencją ważnych zdarzeń politycznych zwykle jest konflikt zbrojny.
.Dlaczego do wojny na Ukrainie doszło dopiero teraz, 21 lat po rozpadzie ZSRR? Bo na Kremlu długo uważano, że Związek Radziecki – choć formalnie rozwiązany – cały czas istnieje. Przez lata obowiązywało przekonanie, że republiki tworzące w latach 1917–1991 ZSRR na tyle upodobniły się do siebie, że będą funkcjonować w jednym rytmie nawet wtedy, gdy nie będą ich łączyć wspólne granice. Moskwa była przekonana, że zbudowane przez te lata jedność językowa, kulturowa, cywilizacyjna stały się na tyle silne, że utrzymają się nawet wtedy, gdy nie będzie jednej konstrukcji państwowej. Dopiero po długim czasie Kreml dostrzegł, że to tak się nie sprawdza – i zaczął działać na rzecz odwrócenia tego stanu rzeczy. Stąd kolejne konflikty. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że obecna wojna na Ukrainie jest ostatnią; że to ostatni akord przedłużonej agonii ZSRR.
PAP/Edyta Roś/MJ




