Ukraina w NATO? - coraz bliżej

Ukraina w NATO? - coraz bliżej

Międzynarodowa Grupa Robocza ds. Integracji Ukrainy z NATO przygotowuje raport z uzasadnieniem i konkretnymi propozycjami, dotyczącymi przyszłego członkostwa tego kraju w Sojuszu – poinformowała kancelaria prezydencka w Kijowie.

Silne poparcie dla członkostwa Ukrainy

.Raport zostanie opublikowany w najbliższej przyszłości. Znajdą się w nim również rozwiązania na rzecz zapewnienia trwałego pokoju oraz odstraszania Rosji – przekazano po posiedzeniu grupy, które odbyło się w formacie online.

„Projekt raportu Międzynarodowej Grupy Roboczej wykazuje silne poparcie dla kursu Ukrainy w kierunku członkostwa w NATO. (…) Dokument określa konkretne propozycje dotyczące przyszłego członkostwa (…) w Sojuszu jako kluczowej gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i regionu euroatlantyckiego” – ocenił współprzewodniczący grupy, były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen.

Szef kancelarii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Andrij Jermak, który kieruje pracami grupy po stronie ukraińskiej, poinformował o sytuacji na frontach wojny z Rosją i potrzebach obronnych oraz zwrócił uwagę na znaczenie umów bezpieczeństwa zawartych przez Ukrainę z krajami partnerskimi. Wyraził także nadzieję, że szczyt NATO w Waszyngtonie przyniesie jasne decyzje w sprawie jego kraju.

Czym zajmuje się grupa ds. integracji Ukrainy z NATO

.”Zdecydowane i jasne decyzje na szczycie w Waszyngtonie będą niezwykle ważne. Będą one dobrą motywacją dla naszych obywateli. Naprawdę chcemy, aby jedność NATO była niezwykle silna. Bardzo dziękuję za pomoc i wsparcie” – powiedział Jermak.

We spotkaniu online wzięli udział m.in. były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski i były premier Marek Belka, były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, była premierka Finlandii Sanna Marin i była sekretarz stanu USA Hillary Clinton.

Pierwsze, założycielskie spotkaniu grupy ds. integracji Ukrainy z NATO odbyło się w końcu stycznia. Głównym jej celem jest wypracowanie systemowych rozwiązań dotyczących działań na rzecz przyszłej integracji Ukrainy z Sojuszem Północnoatlantyckim.

Defetyzm szkodzi Ukrainie

.Andrius KUBILIUS, premier Litwy w latach 1999–2000 i 2008–2012 i poseł do Parlamentu Europejskiego pisze na łamach Wszystko co Najważniejsze, że na początku ubiegłego roku wielu z nas miało nadzieję na szybkie zwycięstwo Ukrainy. Lecz kiedy ono nie nastąpiło, bez większego namysłu rzuciliśmy się w wir rywalizacji o to, kto nakreśli najczarniejszą i najbardziej rozpaczliwą wizję przyszłości. W ciemnościach długich zimowych nocy pesymizm staje się nową niebezpieczną pandemią panoszącą się zarówno wśród nas, jak i mieszkańców całego Zachodu. Brak wiary w możliwość innego rozstrzygnięcia, w zwycięstwo Ukrainy, szybko wprowadza w nastrój zmęczenia i „pogodzenia z rzeczywistością”, o co tak usilnie zabiega Kreml.

„Jeśli ten nastrój się utrzyma, Ukraina otrzyma jeszcze mniejsze wsparcie z Zachodu. Warto więc odpowiedzieć sobie na proste pytanie: jeżeli Kreml czerpie korzyści z naszego pesymizmu i naszych apokaliptycznych prognoz, to czy naprawdę mądrze robimy, bezkrytycznie oddając się temu mrocznemu pesymizmowi, w dodatku zachęcając do niego innych” – opisuje autor.

W jego ocenie pragnienie, by oprzeć się globalnemu pesymizmowi, nie oznacza, że nie należy obserwować tego, co dzieje się w terenie: walka Ukrainy z rosyjską inwazją wkroczyła w nową fazę, w której nie przewiduje się natychmiastowych zwycięstw i szybkiego wyzwolenia ukraińskiego terytorium. Wojna może potrwać dłużej, niż sądziliśmy jeszcze rok temu. Nie oznacza to jednak, że zwycięstwo Rosji jest nieuchronne.

„Aby przezwyciężyć pandemię pesymizmu, musimy zdać sobie sprawę, że jedyną szczepionką, która może nas przed nią uchronić, nie jest wybuch nadmiernie optymistycznych nastrojów, lecz znacznie głębsza racjonalna analiza oparta na faktach, liczbach i rozsądku – nie na emocjach” – pisze Andrius KUBILIUS.

Mimo iż Zachód jest od Rosji znacznie silniejszy gospodarczo, Rosja wydała w 2023 r. ponad 100 miliardów euro na finansowanie wojny, podczas gdy Ukraina, przy całym wsparciu UE i Stanów Zjednoczonych, zmobilizowała tylko 80 miliardów euro. Ukraina wydała 25 proc. swojego PKB na działania wojenne, Rosja prawie 6 proc., natomiast pomoc wojskowa UE wyniosła zaledwie 0,075 proc. jej całkowitego PKB. Zatem na linii frontu przewaga gospodarcza Zachodu nie dała jeszcze o sobie znać, a Ukraina jak dotąd otrzymuje tylko takie wsparcie, które uniemożliwia jej przegraną, ale nie wystarcza, by odniosła zwycięstwo.

Rodzi to drugie proste pytanie: jeśli Zachód nie wspiera Ukrainy w stopniu pozwalającym jej odnieść sukces, to czy jest możliwe, że Zachód – od którego wsparcia zależy zdolność Ukrainy do wygrania tej wojny – pragnie zwycięstwa Rosji?

„Nie jestem w stanie zgłębić sposobu myślenia przywódców demokratycznego świata, zwłaszcza Europy Zachodniej, ale nie widzę żadnego racjonalnego powodu, dla którego mieliby pragnąć rosyjskiego triumfu i do niego dążyć. Wręcz przeciwnie, w dyskursie publicznym coraz częściej pojawiają się wyrażane przez nich obawy, że jeśli Rosja zwycięży, to za kilka lat skieruje swoją agresję przeciwko jednemu z państw NATO – Finlandii, Estonii lub Litwie. W moim odczuciu coraz większa liczba zachodnich przywódców dostrzega niebezpieczeństwo pokoju pod rządami Putina, w którym Ukraina zostałaby zmuszona do oddania części swojego terytorium, co w gruncie rzeczy oznaczałoby zwycięstwo Putina i nieuchronną perspektywę dalszej agresji” – pisze ekspert.

PAP/WszystkocoNajważniejsze/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 maja 2024