Unia Europejska dalej bez decyzji. Bezkarna flota cieni będzie omijać sankcje?
Rzeczniczka KE Anitta Hipper poinformowała, że decyzja o ewentualnym wejściu na pokład i inspekcji statków floty cieni należy do państw UE. Dodała, że w systemie unijnych sankcji, nałożonych na tę flotę, nie ma prawnych odniesień do takich działań. Czy bezkarna flota cieni nadal będzie omijać unijne sankcje?
Komisja Europejska nie potrafi zdecydować?
.Flota cieni to stare, wysłużone statki, w większości nieubezpieczone i pływające pod różnymi banderami, które Rosja wykorzystuje nieoficjalnie do transportowania swojej ropy, by uniknąć sankcji Zachodu. Statki te stanowią poważne zagrożenie również dla wód państw UE, ponieważ w przypadku np. wycieku ropy nikt nie ponosi za to odpowiedzialności. Zachód sukcesywnie nakłada sankcje na kolejne jednostki z tej floty.
Siły zbrojne USA zajęły w środę na północnym Atlantyku tankowiec pływający pod rosyjską banderą. Waszyngton podjął te działania w związku z omijaniem amerykańskich sankcji. Według USA statek był powiązany z Wenezuelą i Iranem. Rosja zaprotestowała, uznając przejęcie jednostki za złamanie międzynarodowego prawa morza.
Komisja Europejska została zapytana o to, czy zamierza stosować podobne podejście wobec statków floty cieni.
W odpowiedzi rzeczniczka KE podkreśliła, że UE i USA mają wspólny cel, którym jest powstrzymanie obchodzenia sankcji, nałożonych na rosyjską ropę, poprzez wykorzystanie do jej transportu floty cieni. – Nałożyliśmy już sankcje na ponad 597 statków. (…) Ministrowie spraw zagranicznych państw UE zgodzili się, że te statki będą sukcesywnie umieszczane na liście – podkreśliła.
Dopytywana o to, dlaczego UE nie robi tego, co właśnie zademonstrowali Amerykanie w najbliższym sąsiedztwie Unii Europejskiej, odparła, że „państwa członkowskie mają prawo wejść na pokład lub dokonać inspekcji każdego ze statków objętych sankcjami”.
Bezkarna flota cieni zagraża całej wspólnocie
.Współpracujemy z państwami członkowskimi w zakresie wdrażania sankcji. To one odpowiadają za ich pełne wdrożenie. (Działania wobec) floty cieni to coś, w co bardzo, bardzo aktywnie angażowaliśmy się we wszystkich naszych pakietach sankcji. To ciągły wysiłek, włożony w aktualizację naszych środków. (Restrykcje) są stale omijane. Taka jest natura sankcji, że druga strona próbuje je ominąć, a wtedy to my musimy podjąć działania, aby temu zapobiec. To jest coś, co robiliśmy w każdym pakiecie sankcji. To coś, co stale aktywnie analizujemy – dodała druga rzeczniczka, Arianna Podesta.
Komisja Europejska nie odpowiedziała jednak na pytanie o to, czy wejście na pokład i inspekcja statku na wodach międzynarodowych są zgodne z prawem międzynarodowym. – Nie nam oceniać działania innych partnerów międzynarodowych w tym kontekście – powiedziała Podesta.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała, że prezydent Donald Trump będzie kontynuował politykę, która jest najlepsza dla USA, w tym egzekwował embargo na wszystkie statki floty cieni nielegalnie transportujące ropę naftową.
Bałtyk. Przyszłość Europy autorstwa Olivera Moody’ego
.Kraje bałtyckie nie mają gdzie się wycofać. W przypadku inwazji nie mogą wymienić przestrzeni na czas. Muszą walczyć o każdy centymetr ziemi. Ale w pojedynkę są zbyt małe, by odstraszyć wroga czy się przed nim obronić. Ich jedyną nadzieją są sojusznicy – pisze Edward LUCAS.
Książka dotycząca regionu Morza Bałtyckiego podkreśla zagrożenia wynikające z imperialnych ambicji Rosji.
Poziom wody w Bałtyku podnosi się i opada o zaledwie kilka centymetrów. Geopolityczne wzloty i upadki regionu są znacznie bardziej spektakularne. Obecnie rosyjskie wpływy znów rosną. W swojej jakże aktualnej i wnikliwej książce Oliver Moody opisuje „powrót starożytnej walki z Rosją o kontrolę nad strefą bałtycką”, wyjaśnia, dlaczego ma to znaczenie, i podpowiada, co należy z tym zrobić.
Walka, o której pisze, to starcie między bałtyckimi aspiracjami i rosyjskimi ambicjami. Po upadku imperium sowieckiego w 1991 r. sześć krajów nadbałtyckich (Polska, Szwecja, Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa) przystąpiło do NATO i Unii Europejskiej. Dla nich to zupełnie normalne. Rosjanie jednak postrzegają to jako geopolityczną aberrację, która już dawno powinna zostać skorygowana.
Zagrożenie nie jest nowe, ale przez długi czas było ignorowane. Już w 1997 r. amerykańska sekretarz stanu Madeleine Albright zauważyła, że „Europa nie jest bezpieczna, dopóki nie jest bezpieczny region bałtycki”. Przywódcy bałtyccy ostrzegali przed rosyjskim rewanżyzmem jeszcze wcześniej. Moody tylko pokrótce wspomina o tym, co obecnie nazywamy „wojną hybrydową”, która w tamtym czasie miała formę przymusu ekonomicznego, przekupstwa, subwersji, ataków propagandowych, zastraszania, sabotażu i presji militarnej. Pomija też wiele historyczno-geograficznych podobieństw i różnic.
Na jego usprawiedliwienie przemawia fakt, że przytoczenie wszystkich dowodów na rosyjską nikczemność, nie mówiąc już opisaniu wielu innych zawiłości regionu, nie jest możliwe na kartach 290-stronicowej książki. Wymagałoby to raczej stworzenia encyklopedii. Zwłaszcza że autor pisze o odległych krajach, o których większość czytelników nic nie wie. Niech podniosą rękę ci, którzy wiedzą, kiedy carska Rosja odebrała Finlandię Szwecji (1809), kiedy dokonała rozbioru Polski (1795), które kraje odzyskały niepodległość w 1918 r. (Polska, Estonia, Łotwa, Litwa) lub kto ponownie wymazał je z mapy (Stalin wraz z Hitlerem).
Po nakreśleniu podstaw Moody prezentuje swoją argumentację za pomocą obfitych, długich na akapit cytatów pochodzących z think tanków i od (często anonimowych) oficjeli. Ma doskonałe oko do scen; gorzej radzi sobie z opisami postaci i zdarzeń – nieco więcej pisarskich portretów i szkiców dodałoby całości kolorytu. Czytelnicy o doskonałej znajomości tematu będą z lubością czepiać się pewnych szczegółów, które można łatwo poprawić w drugim wydaniu.
Jego powstanie i tak będzie wkrótce konieczne – opracowania zagadnień „na czasie” to nie tylko gwarancja dobrej sprzedaży, ale także tematyczna pułapka. Jako berliński korespondent „Timesa” Moody idealnie nadaje się do napisania na nowo rozdziału o Niemczech, który po zwycięstwie wyborczym Friedricha Merza stał się nieaktualny. Zadufane w sobie, bojaźliwe skąpstwo, które autor ostro krytykuje, rzeczywiście hamowało odbudowę obronności Europy. Jednak po wkroczeniu w epokę „za wszelką cenę” Niemcy mogą stać się siłą napędową tego procesu.
Teoretycznie bezpieczeństwo regionalne to bułka z masłem. Kraje nordyckie i bałtyckie oraz Polska są znacznie bogatsze od Rosji. Dysponują zaawansowaną technologicznie bronią i stabilnymi systemami politycznymi. Ich potencjał w zakresie dominacji nad przestrzenią powietrzną, morską i linią brzegową jest nieporównywalnie większy.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-baltyk-przyszlosc-europy-autorstwa-olivera-moodyego/
PAP/MB



