Europa między utratą pamięci a nowym renesansem [Alexander TOKAREV i Georgi HARIZANOV]

upadek Europy

Europa nie znajduje się jeszcze w punkcie, z którego nie ma odwrotu, lecz nie odzyska znaczenia wyłącznie dzięki kolejnym regulacjom, szczytom i programom gospodarczym. Alexander Tokarev i Georgi Harizanov przekonują na łamach „The European Conservative”, że prawdziwy kryzys kontynentu jest kryzysem cywilizacyjnej pewności siebie. Ich esej jest celowo gwałtowny, miejscami nadmiernie apokaliptyczny, ale stawia pytanie, którego europejskie elity zbyt długo unikały: czy można zbudować wspólnotę polityczną, która nie potrafi już powiedzieć, co właściwie chce zachować?

.Europa nie ginie dlatego, że stała się zbyt uboga, lecz dlatego, że przestała rozumieć własne bogactwo. Nie przegrywa wyłącznie z powodu słabości gospodarczej, kryzysu demograficznego, niekontrolowanej imigracji czy niedostatecznych wydatków na obronność. Wszystkie te problemy mają według Alexandra Tokareva i Georgiego Harizanova wspólne źródło: utratę przekonania, że europejska cywilizacja jest czymś wartościowym, zasługującym na zachowanie, obronę i przekazanie następnym pokoleniom.

Taka jest zasadnicza teza eseju „Quo Vadis, Europe: A New Dark Age or the Next Renaissance?”, opublikowanego 11 sierpnia 2026 roku przez „The European Conservative”. Pismo przedstawia się jako anglojęzyczny europejski magazyn konserwatywny zajmujący się polityką, filozofią, kulturą i przyszłością cywilizacji europejskiej.

Kim są Alexander Tokarev i Georgi Harizanov?

Dr Alexander Tokarev jest pochodzącym z Bułgarii ekonomistą pracującym na Northwood University w amerykańskim stanie Michigan. Wykłada ekonomię wolnorynkową i klasyczną filozofię liberalną, a doktorat z ekonomii uzyskał na Southern Illinois University w Carbondale. Wychował się w komunistycznej Bułgarii, co ma istotne znaczenie dla zrozumienia jego sposobu myślenia o państwie, wolności gospodarczej i ideologii. Według biogramu opublikowanego przez Northwood University jest autorem ponad 300 publikacji w językach angielskim i bułgarskim, wykładał na kilkudziesięciu forach w Stanach Zjednoczonych i Europie oraz zredagował bułgarskie wydanie książki Hansa-Hermanna Hoppego „Democracy: The God That Failed”.

Tokarev nie jest zatem demografem ani badaczem migracji. Jest ekonomistą i przedstawicielem intelektualnego nurtu, który łączy klasyczny liberalizm, obronę wolnego rynku, sceptycyzm wobec rozrostu państwa oraz zdecydowanie antysocjalistyczne spojrzenie na historię. W jego tekstach doświadczenie komunizmu staje się argumentem przeciwko centralnemu planowaniu, redystrybucji i podporządkowywaniu jednostki kolektywnym projektom politycznym. Tłumaczy to, dlaczego w eseju o Europie krytyka polityki migracyjnej zostaje połączona z krytyką technokracji, regulacji gospodarczych i osłabienia indywidualnej odpowiedzialności.

Georgi Harizanov jest bułgarskim analitykiem politycznym, komentatorem oraz menedżerem mediów. Kieruje Institute for Right-Wing Politics, czyli Instytutem Polityki Prawicowej, który deklaruje rozwijanie i promowanie idei konserwatywnych. Harizanov był wcześniej dyrektorem wykonawczym telewizji TV Evropa, a następnie Euronews Bulgaria; prowadził również programy telewizyjne i podcasty. W odróżnieniu od Tokareva reprezentuje przede wszystkim świat praktyki medialnej i komunikacji politycznej.

Obaj autorzy są Bułgarami ukształtowanymi przez doświadczenie Europy Środkowej i Wschodniej, ale piszą do zachodniego odbiorcy. Patrzą na Zachód jak ludzie, którzy obserwowali upadek systemu przekonanego o własnej historycznej nieuchronności. Ich diagnoza Europy wyrasta z podejrzenia, że również liberalny porządek zachodni mógł uznać swoją trwałość za oczywistą, a przez to przestał dostrzegać procesy prowadzące do jego osłabienia.

Europa, która nie wie, czym chce być

Najważniejszą myślą eseju nie jest twierdzenie, że Europę zmienia imigracja. To fakt widoczny zarówno w statystykach, jak i w polityce niemal wszystkich państw zachodniej części kontynentu. Autorzy stawiają tezę dalej idącą: problemem nie jest wyłącznie napływ ludzi pochodzących z odmiennych kręgów kulturowych, ale niezdolność społeczeństw przyjmujących do określenia, czego właściwie miałyby od przybyszów oczekiwać.

Asymilacja wymaga bowiem istnienia kultury, do której można się asymilować. Państwo może zobowiązać człowieka do przestrzegania prawa, znajomości języka czy podjęcia pracy, lecz integracja oznacza coś więcej niż formalne podporządkowanie się przepisom. Zakłada przyjęcie pewnych wyobrażeń o wolności jednostki, pozycji kobiety, lojalności wobec państwa, granicach religii, odpowiedzialności za rodzinę i szacunku dla prawa. Jeżeli społeczeństwo przyjmujące przedstawia własną historię przede wszystkim jako katalog win, dominacji i przemocy, traci moralną zdolność do wymagania od nowych mieszkańców utożsamienia się z jego kulturą.

W tym miejscu Tokarev i Harizanov formułują najostrzejsze zdanie całego tekstu. Ich zdaniem europejskie elity nie przyjmują wartości nielegalnych imigrantów, lecz gardzą własnymi. Cywilizacja wstydząca się samej siebie nie jest w stanie zaproponować przybyszom żadnej spójnej odpowiedzi na pytanie, kim mają się stać. Politykę prowadzoną bez odpowiedzi na to pytanie autorzy nazywają „cywilizacyjnym zaniedbaniem obowiązków”.

Diagnoza ta dotyka rzeczywistego problemu. Przez dziesięciolecia europejskie instytucje zakładały, że wystarczającym fundamentem wspólnoty będą prawa człowieka, dobrobyt, konsumpcja i proceduralna demokracja. Okazało się jednak, że społeczeństwa nie funkcjonują wyłącznie dzięki procedurom. Potrzebują również pamięci, zaufania, wzajemnych zobowiązań oraz przeświadczenia, że przynależność do wspólnoty politycznej ma znaczenie wykraczające poza dostęp do rynku pracy i świadczeń publicznych.

Między diagnozą a retoryką „końca Europy”

Dane potwierdzają skalę przemian demograficznych. Według Eurostatu 1 stycznia 2025 roku w państwach Unii Europejskiej mieszkało 46,7 mln osób urodzonych poza UE, co odpowiadało 10,4 proc. ludności Wspólnoty. W samym 2024 roku do Unii przybyło 4,2 mln osób z krajów trzecich. Jednocześnie obywatele państw nienależących do UE stanowili 6,8 proc. jej mieszkańców, ponieważ część imigrantów uzyskała już obywatelstwo kraju zamieszkania.

Mocne jest przywołane w eseju zdanie i nawiązujące do prac Érica Zemmoura: „Jesteśmy zastępowani”. Tokarev i Harizanov zastrzegają, że nie piszą o rasie ani pochodzeniu etnicznym, lecz o zastępowaniu europejskich norm przez kultury ukształtowane przez korupcję, przemoc, mizoginię i pogardę dla praw człowieka. Takie wyjaśnienie nie usuwa jednak problemu generalizacji, ponieważ kultura nie jest niezmiennym wyposażeniem każdego człowieka pochodzącego z danego kraju. Gdyby było inaczej, asymilacja, której domagają się autorzy, z definicji nie mogłaby się udać.

Najlepiej czytać więc ich argument nie jako analizę poszczególnych grup migrantów, ale jako ostrzeżenie przed utratą przez państwo zdolności do ustanawiania norm. Europa ma prawo kontrolować granice, wybierać osoby, które przyjmuje, egzekwować przestrzeganie prawa i wymagać integracji. Potrzebuje jednak do tego precyzyjnych kategorii, wiarygodnych danych oraz rozróżnienia między człowiekiem łamiącym prawo a człowiekiem, którego jedyną winą jest pochodzenie z innej części świata. Publicystyka apokaliptyczna może uruchomić debatę, ale nie zastąpi polityki.

Dlaczego europejska prawica przegrywa sama ze sobą?

Drugą zasadniczą częścią tekstu jest analiza podziałów europejskiej prawicy. Autorzy przyglądają się rywalizacji Kemi Badenoch, Nigela Farage’a i Ruperta Lowe’a w Wielkiej Brytanii, napięciom między CDU i AfD w Niemczech, nieudanym negocjacjom ÖVP z FPÖ w Austrii, konkurencji francuskiej prawicy gaullistowskiej ze Zjednoczeniem Narodowym przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 r. oraz sporom między PVV, VVD i innymi ugrupowaniami holenderskimi. Ich zdaniem największą słabością europejskiego konserwatyzmu nie jest brak idei, lecz brak jedności.

Jest to obserwacja trafna, ale niepełna. Europejską prawicę dzielą nie tylko ambicje przywódców. Poszczególne partie różnią się w kwestii stosunku do Rosji, NATO, integracji europejskiej, gospodarki rynkowej, państwa socjalnego i dopuszczalnych granic władzy wykonawczej. Nawet w Parlamencie Europejskim ugrupowania położone na prawo od głównego nurtu należą do kilku odrębnych frakcji, między innymi Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, Patriotów dla Europy oraz Europy Suwerennych Narodów. Jedność organizacyjna nie usunęłaby automatycznie tych sporów.

Autorzy słusznie zauważają jednak, że permanentna wojna wewnętrzna odbiera prawicy wiarygodność potrzebną do sprawowania władzy. Wyborcy mogą popierać radykalną diagnozę sytuacji, a jednocześnie obawiać się polityków, którzy nie potrafią zawrzeć porozumienia nawet z najbliższymi sobie ugrupowaniami. Protest pozwala zdobyć głosy, ale rządzenie wymaga koalicji, administracyjnej sprawności i zdolności do przełożenia gniewu społecznego na wykonalne decyzje.

W tym sensie esej jest również apelem skierowanym do samych konserwatystów. Tokarev i Harizanov ostrzegają ich, że nie wystarczy potępiać progresywnego establishmentu, polityki „woke”, biurokracji i ponadnarodowej technokracji. Jeżeli prawica chce przekonać większość, musi pokazać nie tylko to, przeciwko czemu występuje, lecz także jak zamierza wspólnie rządzić. Odzyskanie tożsamości nie zwalnia z obowiązku przygotowania polityki mieszkaniowej, gospodarczej, obronnej, edukacyjnej i migracyjnej.

Amerykański alarm i europejska odpowiedzialność

Autorzy przedstawiają Donalda Trumpa jako brutalny, ale potrzebny sygnał alarmowy. Ich zdaniem amerykańska presja ma zmusić Europę do odbudowania armii, przejęcia większej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo i odzyskania moralnej pewności siebie. Kontynent nie może jednocześnie korzystać z amerykańskiej ochrony, lekceważyć amerykańskie wartości i uważać zależności strategicznej od Waszyngtonu za stan naturalny.

Argument o wieloletnim zaniedbywaniu obronności jest zasadny, lecz również wymaga aktualizacji. Europejscy członkowie NATO i Kanada zwiększyli w 2025 roku realne wydatki obronne o niemal 20 proc., a ich łączne nakłady osiągnęły 2,3 proc. PKB. Według NATO wszystkie państwa Sojuszu osiągnęły już wcześniejszy próg 2 proc., podczas gdy w 2014 roku spełniały go zaledwie trzy kraje. Europa pozostaje zależna od amerykańskich zdolności, ale nie jest już kontynentem całkowicie biernym.

Trafniejsza część argumentu dotyczy psychologii bezpieczeństwa. Przez dziesięciolecia wiele europejskich państw mogło rozwijać rozbudowane systemy socjalne i normatywne ambicje, ponieważ najpoważniejsze koszty strategiczne ponosiły Stany Zjednoczone. Powrót wojny do Europy i zmiana amerykańskich priorytetów ujawniły kruchość tego modelu. Kontynent, który chce być podmiotem politycznym, musi dysponować nie tylko wartościami i procedurami, lecz także energią, przemysłem, technologią oraz siłą zdolną tych wartości bronić.

Czy możliwy jest nowy europejski renesans?

Tokarev i Harizanov nie kończą swojego eseju przepowiednią katastrofy. Uważają, że odrodzenie pozostaje możliwe, ponieważ coraz większa część Europejczyków odrzuca multikulturalizm, ponownie odkrywa narodowe dziedzictwo i sprzeciwia się ideologii postnarodowej. Nowy renesans miałby zostać oparty na chrześcijaństwie, rozumie, wolności oraz godności jednostki.

To ambitna formuła, ale nie zapominajmy, że konserwatyści powinni choćby spróbować odpowiedzieć, jak pogodzić wolny rynek z oczekiwaniami elektoratu domagającego się ochrony socjalnej, suwerenność narodową z potrzebą współpracy europejskiej, indywidualną wolność z odbudową silnych instytucji wspólnotowych, a chrześcijańskie dziedzictwo z religijnym pluralizmem współczesnych społeczeństw. Samo odrzucenie technokracji nie przyniesie odrodzenia, jeżeli nie powstaną sprawniejsze i bardziej demokratyczne instytucje.

Najważniejsze pytanie postawione przez autorów brzmi: czy Europa jest tylko obszarem wspólnego rynku, regulacji i praw jednostki, czy także wspólnotą historyczną, której członkowie mają wobec siebie szczególne zobowiązania? Bez odpowiedzi na to pytanie nie uda się stworzyć ani skutecznej polityki migracyjnej, ani wspólnej obrony, ani solidarności potrzebnej w warunkach kryzysu.

Europejski renesans nie narodzi się z nostalgii ani ze strachu. Wymaga przywrócenia ciągłości kultury, kontroli nad granicami, skutecznej integracji, odbudowy rodziny, edukacji historycznej, wzrostu gospodarczego, odpowiedzialności państwa i poważnie traktowanej obronności. Tokarev i Harizanov mają rację pisząc, że cywilizacja, która nie potrafi uzasadnić własnego istnienia, będzie miała coraz większe trudności z przetrwaniem. Nie dowodzą jednak, że upadek jest nieunikniony — i właśnie pozostawiona przez nich możliwość wyboru jest najmocniejszą częścią całego tekstu.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 14 sierpnia 2026