Upamiętnieniu ofiar zamachów w Paryżu z 2015 r. powinna towarzyszyć prawdziwa, głęboka debata  [Arthur DÉNOUVEAUX w „Le Figaro”]

następstwa zamachów z 2015

Arthur Dénouveaux jest prezesem stowarzyszenia Life for Paris, założonego po zamachach terrorystycznych w Paryżu w 2015 r., oraz autorem książki „Vivre après Bataclan”. W wywiadzie dla „Le Figaro” zwraca uwagę na nieodwracalne następstwa zamachów z 2015 r. u osób, które je przeżyły i krytykuje ograniczenie się do państwa francuskiego do symbolicznego upamiętnienia ofiar zamiast pogłębionej debaty nad istotą zagrożenia, jakie niesie dżihadyzm.

.Jak zauważa Arthur Dénouveaux, jednym z następstw zamachów terrorystycznych u osób, które je przeżyły, jest pewna forma nieustannego niepokoju. „Znika pewna forma naiwności, radości wobec świata. Samobójstwo Freda, ocalałego z zamachów, który odebrał sobie życie w 2024 r., ponownie nam to uświadomiło. Odczytywanie imion ofiar podczas każdej rocznicy przypomina, że wszystko rozegrało się na milimetry od lufy. Ten permanentny niepokój zaszczepia w świadomości poczucie ciągłego zagrożenia. Żyliśmy w wyidealizowanym poczuciu bezpieczeństwa, jakie może dawać społeczeństwo demokratyczne” – tłumaczy. „Równocześnie, to co jest trudne dla ofiar, to na nowo zainteresować się tym, co Georges Perec nazywał ukrytą codziennością: rozstaniem miłosnym przyjaciela, albo przeciwnie, wojną toczącą się 3000 kilometrów stąd. Całe wyzwanie polega na tym, by krok po kroku odzyskać kontakt ze światem” – dodaje.

Jak ocenia, coraz częściej używane pojęcie odporności psychicznej i zdolności adaptacji po dramatach, takich jak zamachy terrorystyczne, „niesie ze sobą przekonanie, że po dramacie posiadamy wrodzone zasoby, pozwalające powrócić do stanu sprzed tragedii”. „To nieprawda. Możemy odzyskać pewną stabilność, znów prowadzić satysfakcjonujące życie. Jednak będzie ono już zawsze zmienione, naznaczone przez przeżyty dramat. Ocalonych irytuje to wezwanie, ta wiara, że można powrócić do wcześniejszego stanu” – stwierdza.

Jak podkreśla prezes stowarzyszenia Life for Paris, upamiętnienie ofiar zamachów terrorystycznych „w żadnym wypadku nie może być wystarczające”. „Powinna im towarzyszyć prawdziwa, pogłębiona debata. Tymczasem towarzyszą im jedynie bardzo emocjonalne lub skupione na kwestii bezpieczeństwa przemówienia, a nigdy głębokie dyskusje na temat istoty zła, które nas atakuje, w tym przypadku dżihadyzmu. Należałoby go dokładnie zdefiniować, zrozumieć jego cel oraz szkody, jakie wyrządził naszemu społeczeństwu” – stwierdza.

.Jak ocenia Arthur Dénouveaux, słowa ówczesnego prezydenta, François Hollande’a, podczas przemówienia z 16 listopada 2015 r., o tym, że Francja „nie uczestniczy w wojnie cywilizacji”, były błędne. „Tak jakby terroryści tylko chcieli nas przestraszyć, a nie narzucić projekt polityczny. Co więcej, polityka nie jest w stanie pojąć poparcia dla antyfrancuskiego projektu politycznego. 13 listopada 2015 r. grupa młodych osób z Belgii i Francji, dobrze zintegrowanych, a nie przestępców, zakłada pasy szahida i chwyta za kałasznikowy, by strzelać w plecy nieznajomych. Przystępują do atrakcyjnego dla nich projektu, który w ciągu kilku miesięcy prowadzi ich do śmierci. Dziś mam wrażenie, że nie umiemy odpowiedzieć już na pytanie po co żyjemy. Oni przychodzą wypełnić tę pustkę. Wraz z sekularyzacją państwo miało przejąć część misji, albo przynajmniej odpowiedzi, które wcześniej dawał Kościół. I jeszcze do niedawna tak było” – zauważa.

oprac. JD

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 listopada 2025