Walka za ojczyznę nie interesuje większości młodych Polaków [IBRIS]

Badanie IBRiS na zlecenie Radia ZET pokazało, że walka za ojczyznę nie interesuje większości młodych Polaków. 65 proc. osób w wieku od 18 do 29 lat przyznaje, że w sytuacji zagrożenia wojną nie stawi się do obrony kraju. Jednocześnie w całości populacji 43,2 proc. badanych deklaruje, że zgłosi się do obrony kraju w sytuacji zagrożenia. Dokładnie tyle samo ankietowanych twierdzi, że nie obchodzi ich walka za ojczyznę.

Czy w sytuacji zagrożenia będziemy bronić kraju?

.Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS na zlecenie Radia ZET zadał ankietowanym pytanie: czy w sytuacji zagrożenia wojną zgłosisz się do obrony kraju?

43,2 proc. ankietowanych zadeklarowało gotowość do działania – „zdecydowanie tak” odpowiedziało 18,5 proc. z nich, a „raczej tak” 24,7 proc.

Dokładnie tyle samo (43,2 proc.) badanych stwierdziło, że nie chce angażować – „raczej nie” odpowiedziało 27,3 proc. i „zdecydowanie nie” 15,9 proc.

13,6 proc. pytanych oceniło, że nie wie, trudno powiedzieć.

W porównaniu do identycznego badania zrealizowanego we wrześniu zwiększyła się grupa osób niezdecydowanych – z 6,1 proc. do 13,6 proc. Zmniejszył się za to odsetek Polaków, którzy deklarowali, że nie chcą bronić kraju. Dwa miesiące temu było ich 49,1 proc., teraz – 43,2 proc.

Walka za ojczyznę przestała być czymś oczywistym dla młodych Polaków

.Badanie pokazało, że walka za ojczyznę nie interesuje większości młodych Polaków. 65 proc. osób w wieku od 18 do 29 lat przyznaje, że w sytuacji zagrożenia wojną nie stawi się do obrony kraju. W badaniu wrześniowym było to 69 proc.

Kolejna zmiana, jak wskazano w omówieniu wyników, daje się zaobserwować przy odpowiedzi „zdecydowanie tak”. Dwa miesiące temu nikt z najmłodszych ankietowanych nie wskazał takiej opcji, a 13 proc. przyznało, że „raczej” stawi się do obrony ojczyzny. W najnowszym badaniu przeprowadzonym na zlecenie Radia ZET 19 proc. Polaków w wieku 18-29 lat „zdecydowanie” chce bronić Polski, a 3 proc. – „raczej” chce, co daje w sumie wynik 22 proc., o 9 punktów procentowych wyższy niż w poprzednim sondażu. Jeśli chodzi o niezdecydowanych wśród młodych, we wrześniowym badaniu było ich 18 proc., w najnowszym odsetek ten wynosi 14 proc.

Ponownie – w najnowszym i poprzednim sondażu – najchętniej gotowość do chwycenia za broń deklarują osoby w wieku od 30 do 49 lat. W obecnym badaniu jest to 66 proc. w grupie 30-39 lat i 68 proc. w grupie 40-49. Wyniki sprzed dwóch miesięcy pokazały średnią w obu grupach na poziomie 60 proc.

Badanie przeprowadził Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI), 21 i 22 listopada 2025 r., na reprezentatywnej próbie 1075 Polaków.

Zostaliśmy sami

.Stany nie będą dłużej nas bronić, żaden amerykański żołnierz nie przyjedzie do Europy ryzykować życia i to do nas należy sfinansowanie naszego własnego parasola ochronnego – pisze Jacques ATTALI

Zbliża się moment prawdy. Od siedemdziesięciu lat co najmniej idea wspólnej obrony znajduje się w sercu rozważań o przyszłości Europy. I od dawna wiadomo, że dopóki narody europejskie nie zgodzą się co do wspólnej polityki obronnej, dopóty nie będzie prawdziwej ich jedności. A taka polityka byłaby podważeniem niezależności strategicznej każdego z państw i zmuszałaby ich przemysłowców do współpracy. Jak dotąd nie było to możliwe. Sprzeciwiało się temu zbyt wiele sił.

A to przecież poprzez obronność Europejczycy podjęli pierwsze próby zjednoczenia na początku lat 50., proponując niebywale śmiały projekt Europejskiej Wspólnoty Obronnej, który upadł, gdy zwycięzcy z 1945 roku odmówili zjednoczenia z pokonanymi. Później było tylko odkładanie w czasie tematu wspólnej obrony i skrywanie się pod amerykańskim parasolem ochronnym. Aż do 1984 roku i pierwszych prób utworzenia brygady francusko-niemieckiej, szybko zapomnianych po upadku Muru Berlińskiego, gdy wielu wydawało się, że obronność przestała być istotną sprawą. Co więcej, w tym samym okresie niepowodzenie projektu europejskiego samolotu bojowego pokazało, że przemysłowcy nie byli zdolni do zjednoczenia sił i dostarczania swoim rządom strategicznych racji utrzymywania planowania na poziomie krajowym. Filozofię tę we Francji wzmocnił komercyjny sukces samolotów Rafale, podczas gdy Amerykanie robili co w ich mocy, by wszystkie pozostałe kraje kupowały ich uzbrojenie.

Od czterdziestu lat nic się nie zmieniło, choć sztaby generalne w każdym z państw członkowskich wiedzą, przynajmniej od początku prezydentury Obamy, że cokolwiek będzie się działo, Stany Zjednoczone nie będą już dłużej gwarantem bezpieczeństwa Europejczyków. Ale w dalszym ciągu redukowano wydatki na wojsko, a każdy kraj używał swojego coraz skromniejszego budżetu do podtrzymywania własnego przemysłu zbrojeniowego i zamawiania na potęgę amerykańskiego uzbrojenia, godząc się z warunkiem jego użycia jedynie za jawnie wyrażoną na to zgodą Białego Domu. Dzisiaj całościowe wydatki na obronność Europejczyków (włącznie z Anglikami) spadły poniżej połowy tego, co wydają Amerykanie.

Historia zapamięta więc, że po 1990 roku europejscy przywódcy działali z dużą dozą nieświadomości, woląc wydawać fortunę na utrzymywanie przestarzałych modeli w rolnictwie, niespójnych programów w przemyśle obronnym i kolosalnych deficytów budżetowych, przygotowując w ten sposób grunt pod potrójne zwasalizowanie Europy (przez USA, Rosję i Chiny), utratę suwerenności oraz spadek poziomu życia.

Niedawne deklaracje amerykańskiego prezydenta i jego zastępcy dają nam jeszcze jedną szansę na reakcję i uniknięcie tego wstydu: obaj jasno powtórzyli, że Stany nie będą dłużej nas bronić, że żaden amerykański żołnierz nie przyjedzie do Europy ryzykować życia i że to do nas należy sfinansowanie naszego własnego parasola ochronnego. W swojej pogardzie posunęli się nawet do negocjowania pokoju na Ukrainie z Rosjanami – bez udziału Ukraińców i pozostałych Europejczyków.

Zostaliśmy więc sami wobec tych wszystkich zagrożeń ze Wschodu, z Południa, a być może także z Zachodu. Oto jakie czekają nas wybory:

Wszystkie kraje na masową skalę zwiększają budżety na obronność, opracowują wspólne strategie obrony, opuszczają pozbawione sensu NATO, budują prawdziwie wspólny przemysł obronny. To rozwiązanie pociągałoby za sobą radykalne zmiany. Decyzja należałaby do klasy politycznej, gdyż przemysłowcy będą temu przeciwni.

W dalszym ciągu zwlekamy z dofinansowaniem naszej obronności; któregoś dnia zostajemy napadnięci, jak Ukraina, przez Rosję pewną tego, że nie musi się niczego obawiać.

Wszystkie kraje na masową skalę zwiększają budżety na obronność, zachowując własne strategie zakupowe i politykę przemysłową oraz zaopatrując się w większość uzbrojenia w firmach amerykańskich bądź krajowych. Jeśli wybierzemy to rozwiązanie, dalej będziemy uzależnieni od Amerykanów, którzy nie tylko nie będą już nas chronić, ale nas zwasalizują i rozbiją jedność Unii Europejskiej.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jacques-attali-zostalismy-sami/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 grudnia 2025