Waszyngton zamierza zbudować nieliberalny porządek międzynarodowy [„Financial Times”]

Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych to radykalna reorientacja amerykańskiej dyplomacji – uważa brytyjski dziennik „Financial Times”. Zdaniem tygodnika „Economist”, publikacja dokumentu wywołała panikę wśród europejskich sojuszników i entuzjazm u dyktatorów w Rosji i Chinach.
Nieliberalny porządek międzynarodowy to cel USA – „Financial Times”
.Nowa strategia autorstwa administracji prezydenta USA Donalda Trumpa znacząco odbiega od strategii jego poprzednika w Białym Domu Joe Bidena – ocenia „FT”. Według dziennika, dokument ostro krytykuje tradycyjnych sojuszników USA, m.in. obwiniając Europę o blokowanie wysiłków USA zmierzających do zakończenia wojny Rosji z Ukrainą i oskarżając o ignorowanie „znacznej europejskiej większości”, która pragnie pokoju. Jednocześnie o wiele mniejszy nacisk położono na rywalizację z Chinami czy Rosją.
– Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA to projekt nieliberalnego porządku międzynarodowego – powiedział w rozmowie z „FT” Tom Wright, ekspert ds. polityki zagranicznej w amerykańskim think tanku Brookings Institution, który zasiadał w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego za rządów Bidena.
USA patrzą na Chiny niemal wyłącznie przez pryzmat gospodarki
.W jego opinii, odrzucona została „fundamentalna idea (…), że Stany Zjednoczone rywalizują o władzę z Chinami i Rosją”. Wright zauważył, że według nowej strategii USA „patrzą na Chiny niemal wyłącznie przez pryzmat gospodarki, milczą na temat zagrożenia ze strony Rosji i większość energii poświęcają na atakowanie europejskich sojuszników Ameryki”.
Jak napisał „FT”, „strategia nawiązuje do przemówienia wygłoszonego w lutym przez wiceprezydenta USA J.D. Vance’a na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, które zaskoczyło europejskich sojuszników swoim wrogim tonem oraz stwierdzeniem, że kontynent stoi w obliczu większego zagrożenia ze strony własnych słabości demokracji niż agresji ze strony Rosji”.
Waszyngton porzucił interwencjonizm w polityce zagranicznej
.„Sojusznicy mogą zacząć panikować, despoci będą wiwatować” – skomentował opublikowanie nowej strategii USA „Economist”. Tygodnik przewiduje, że lektura dokumentu „dla wielu czytelników będzie głęboko niepokojąca”.
Magazyn zauważył, że Stany Zjednoczone odrzuciły swoją dotychczasową interwencjonistyczną ideę nakłaniania krajów do przyjęcia demokratycznych wartości. „To odpowiada Rosji, Chinom oraz monarchiom Bliskiego Wschodu. Jednak w Europie, gdzie MAGA martwi się »wokeizmem« (lewicowy kierunek społeczno-polityczny – przyp. red.), migracją i dominacją wartości liberalnych, strategia ta otwarcie deklaruje, że »celem powinna być pomoc Europie w skorygowaniu jej trajektorii, na której obecnie się znajduje«” – czytamy na łamach „Economista”.
Zdaniem tygodnika, recepta dla Europy wynika z amerykańskiego „judeochrześcijańskiego nacjonalizmu”. Ma o tym świadczyć wezwanie USA do „bezkompromisowego celebrowania indywidualnego charakteru i historii narodów europejskich”, które ma być wspierane przez „patriotyczne partie europejskie”.
„Jest to nawiązanie do populistycznej prawicy, w tym do Zjednoczenia Narodowego we Francji, Reform UK w Wielkiej Brytanii i Alternatywy dla Niemiec, którą wiceprezydent J.D. Vance poparł na początku tego roku, przemawiając na konferencji w Monachium. Jeśli taki jest program administracji Donalda Trumpa, to jak centrowe rządy w Europie, które postrzegają te partie jako poważne zagrożenie, mają traktować Amerykę jako sojusznika?” – pyta „Economist”.
Zostaliśmy sami
.Stany nie będą dłużej nas bronić, żaden amerykański żołnierz nie przyjedzie do Europy ryzykować życia i to do nas należy sfinansowanie naszego własnego parasola ochronnego – pisze Jacques ATTALI w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Zostaliśmy sami„.
Zbliża się moment prawdy. Od siedemdziesięciu lat co najmniej idea wspólnej obrony znajduje się w sercu rozważań o przyszłości Europy. I od dawna wiadomo, że dopóki narody europejskie nie zgodzą się co do wspólnej polityki obronnej, dopóty nie będzie prawdziwej ich jedności. A taka polityka byłaby podważeniem niezależności strategicznej każdego z państw i zmuszałaby ich przemysłowców do współpracy. Jak dotąd nie było to możliwe. Sprzeciwiało się temu zbyt wiele sił.
A to przecież poprzez obronność Europejczycy podjęli pierwsze próby zjednoczenia na początku lat 50., proponując niebywale śmiały projekt Europejskiej Wspólnoty Obronnej, który upadł, gdy zwycięzcy z 1945 roku odmówili zjednoczenia z pokonanymi. Później było tylko odkładanie w czasie tematu wspólnej obrony i skrywanie się pod amerykańskim parasolem ochronnym. Aż do 1984 roku i pierwszych prób utworzenia brygady francusko-niemieckiej, szybko zapomnianych po upadku Muru Berlińskiego, gdy wielu wydawało się, że obronność przestała być istotną sprawą. Co więcej, w tym samym okresie niepowodzenie projektu europejskiego samolotu bojowego pokazało, że przemysłowcy nie byli zdolni do zjednoczenia sił i dostarczania swoim rządom strategicznych racji utrzymywania planowania na poziomie krajowym. Filozofię tę we Francji wzmocnił komercyjny sukces samolotów Rafale, podczas gdy Amerykanie robili co w ich mocy, by wszystkie pozostałe kraje kupowały ich uzbrojenie.
.Od czterdziestu lat nic się nie zmieniło, choć sztaby generalne w każdym z państw członkowskich wiedzą, przynajmniej od początku prezydentury Obamy, że cokolwiek będzie się działo, Stany Zjednoczone nie będą już dłużej gwarantem bezpieczeństwa Europejczyków. Ale w dalszym ciągu redukowano wydatki na wojsko, a każdy kraj używał swojego coraz skromniejszego budżetu do podtrzymywania własnego przemysłu zbrojeniowego i zamawiania na potęgę amerykańskiego uzbrojenia, godząc się z warunkiem jego użycia jedynie za jawnie wyrażoną na to zgodą Białego Domu. Dzisiaj całościowe wydatki na obronność Europejczyków (włącznie z Anglikami) spadły poniżej połowy tego, co wydają Amerykanie.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jacques-attali-zostalismy-sami/
PAP/Marta Zabłocka/MJ






