Watykan doprecyzowuje tytuły Matki Bożej [prof. Monika WALUŚ]

tytuły Matki Bożej kard Fernandez

Tytuły Matki Bożej takie jak „Współodkupicielka” czy „Pośredniczka” nie zostały teraz przez Watykan potępione, ponieważ władze Kościoła wierzą w dobre intencje osób ich używających. Dykasteria opublikowała notę na ich temat, ponieważ uznała, że generują one wiele nieporozumień i niejasności, które nie maleją, a nawet rosną z czasem – wyjaśnia prof. Monika WALUŚ – teolog specjalizująca się w mariologii, wykładowca KUL i seminariów duchownych.

Kontrowersyjne tytuły Matki Bożej? Rozmowa z prof. Moniką WALUŚ

Anna DRUŚ: Tytuły Matki Bożej są głównym tematem najnowszej Noty Dykasterii ds. Nauki Wiary. Dlaczego Watykan zajął się nagle tym tematem?

Prof. dr hab. Monika WALUŚ: Wielu z nas może mieć wrażenie odwrotne, że zajęła się tym dość późno. Akurat znaczenie i sens używania tytułu „Współodkupicielki” były już dyskutowane wielokrotnie. Zarówno za pontyfikatu Jana Pawła II, jak i papieża Benedykt XVI, który negatywnie wypowiedział się wobec używania tego tytułu. Również papież Franciszek osobiście deklarował dystans, czy wręcz niechęć do używania tego tytułu. 

Ale już słychać głosy, że Jan Paweł II nie miał z tym tytułem problemu. 

To jest naprawdę spore uproszczenie. W ciągu 27 lat pontyfikatu Jan Paweł II użył tego tytułu zaledwie sześć czy siedem razy, wyłącznie w wypowiedziach okazjonalnych, np. rozważaniach na Anioł Pański, pozdrowieniach związanych z danym miejscem lub świętym, np. św. Brygidą, św. Karolem Boromeuszem, do chorych itd. Św. Jan Paweł II w ogóle był znany z wielu spontanicznych wypowiedzi, z dopowiedzeń, poszerzania swoich przemówień czy kazań. Innych tytułów Matki Bożej używał znacznie częściej, niż „Współodkupicielka”, zatem sądzę, że nie czuł specjalnej potrzeby aby go promować. 

Dykasteria pisze na początku swojej noty, że kierowano do niej wiele zapytań w sprawach tytułów Matki Bożej. W Internecie już pojawiają się spekulacje, że ten dokument jest przejawem „protestantyzacji” Kościoła katolickiego. Rzeczywiście jest to jakieś działanie pro-ekumeniczne? 

Nie. Wiem, że od wielu lat do Dykasterii spływały różne prośby o zdogmatyzowanie pewnych tytułów Matki Bożej, występujących w różnych środowiskach czy miejscach.

Jest taka tendencja u niektórych pobożnych ludzi, by ulubione formy swej pobożności maryjnej rozszerzać na cały Kościół. Ale to, że ktoś często tytułuje Maryję np. Królową swego miasta czy zgromadzenia w swojej modlitwie, albo w inny sposób wyraża swój kult, nie znaczy, że zaraz wszyscy powinniśmy tak w Kościele robić.

Zresztą, decyzje o wprowadzaniu nowego dogmatu albo nowego tytułu dla Matki Bożej podejmowane są kolegialnie, z wyraźnie zaznaczonym udziałem autorytetu papieża, nie przez pobożne środowiska. 

Czyli jeśli z jednej strony dykasteria nazywa niektóre tytuły Matki Bożej „niedopuszczalnymi”, a z drugiej przekonuje, że jej celem „nie jest korygowanie pobożności wiernych”, to nie chodzi jej o zabranianie czegokolwiek w prywatnej czy lokalnej pobożności, lecz o….

…o niepromowanie pewnych tendencji w Kościele. Dykasteria w ogóle bardzo rzadko ingeruje w regionalne czy lokalne formy pobożności. W pobożności prywatnej mogą pojawiać się różne tytuły maryjne, na przykład na Węgrzech modlą się do Maryi Królowej Węgier, w Meksyku – do Królowej Meksyku. Co ciekawe zresztą, książę Maksymilian I ogłosił Matkę Bożą królową Bawarii a siebie jej namiestnikiem, zanim my zaczęliśmy nazywać Ją Królową Polski. Zresztą piśmiennictwo polskie zna wiele pięknych tytułów, które mogą być bardzo cenne i drogie wiernym, ale nie będą wprost popierane przez dykasterię, jak choćby tytuł Maryi Hetmanki. Istnieją też tytuły związane z poczuciem obecności Maryi w danym miejscu lub tradycji, np. tytuł Królowej Karmelu czy tytuł Królowej Zakonu Serafickiego. Nawet jeśli pojawiają się w modlitwach czy pieśniach, to nie mają rangi dogmatu, nie pretendują do roli kluczowych prawd wiary. 

Nawet jeśli jakiś tytuł maryjny pojawia się u naszego ulubionego świętego?

Nawet wtedy. Zresztą, wśród wielkich świętych nie brakuje i takich, którzy nie uznawali tego czy innego dogmatu maryjnego, który pojawił się później. Tak było z dogmatem o Niepokalanym Poczęciu Maryi, który odrzucali stanowczo m. in. św. Bernard z Clairvaux, św. Tomasz z Akwinu, św. Katarzyna ze Sieny, a więc – Doktorzy Kościoła.

Trzeba również wiedzieć, że aktualna nota w kontekście historii Kościoła nie jest jakimś wyjątkowym wydarzeniem. Korygowanie pobożności wielokrotnie dokonywało się zarówno przed Soborem Trydenckim, jak i po nim, także w kontekście kultu maryjnego. Także różne praktyki i formy pobożności maryjnej wyciszano na długo przed Soborem Watykańskim II.

No dobrze, ale wracając do aktualnie „potępionych” tytułów…

Doprecyzujmy. Określenia takie jak „Współodkupicielka” czy „Pośredniczka” nie zostały potępione, papieże (zarówno Benedykt XVI jak papież Franciszek) zaznaczali, że wierzą w dobre intencje osób ich używających. Dykasteria teraz pisze o tym, ponieważ uznała, że generują one wiele nieporozumień i niejasności, które nie maleją, a nawet rosną z czasem. Można by się zastanawiać, czy właśnie próby „dointerpretowywania” i promowania tych tytułów w konkretny sposób nie przyczyniły się do reakcji i powstania noty.

Kard. Victor Manuel Fernández, prefekt Dykasterii ds. Nauki Wiary, podpisany pod Notą (FOT. Vatican News)

Skąd się wziął tytuł „Pośredniczki” dla Matki Bożej?

Anna Druś: Skoro jednak nota pisze o „Pośredniczce”, ciekawi mnie, skąd w ogóle wzięło się w Kościele nazywanie Maryi „Pośredniczką łask”? Pośrednik przecież od zawsze był jeden – Jezus Chrystus. Nota trochę to tłumaczy, ale zawile.

prof. Monika WALUŚ: Chodziło o rozumienie słowa pośrednictwo na różny sposób, ale nie zbawczego pośredniczenia na równi z Chrystusem. Np. w Biblii od początku obecna była praktyka prośby o modlitwę wstawienniczą i modlenia się za innych, i w tym właśnie kluczu o pośrednictwie Maryi mówili już teolodzy wschodni; na Zachodzie wątek ten rozwijał się później.

Przed Soborem Watykańskim II istniały nawet silne starania, aby ogłosić dogmat o powszechnym pośrednictwie Maryi i o Jej wszechpośrednictwie łask. W te działania włączył się nie tylko arcybiskup, ale też cały episkopat, duchowieństwo i wierni Belgii. Jednak papież Benedykt XV nie zgodził się na ogłoszenie dogmatu – zatwierdził jedynie święto i teksty liturgiczne ku czci Maryi Pośredniczki, podobnie jak istnieje na przykład tytuł, święto i teksty liturgiczne ku czci Królowej Polski, używane w naszej pobożności polskiej. 

Równolegle w tradycji świętych utrwaliło się inne, bardzo ważne rozumienie pośrednictwa: niekoniecznie jako „kanału łaski”, lecz jako pośrednictwa przez przykład życia. Maryja „pośredniczy” w tym sensie, że prowadzi, wskazuje drogę, formuje postawą wiary – jest jak Mistrzyni duchowa. To dlatego nazywana bywa Gwiazdą Morza: nie jest portem, ale światłem pozwalającym znaleźć kierunek, gdy portu jeszcze nie widać.

Wyrazistym obrazem tak rozumianego pośrednictwa jest scena w Kanie Galilejskiej. Maryja nie zastępuje działania Jezusa, ale to Ona zauważa problem i przedstawia go Synowi, a potem prowadzi ludzi do współpracy z cudem, mówiąc: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Jej rola nie polega na zastąpieniu Pośrednika, lecz na wprowadzeniu ludzi w postawę zaufania, wiary i współdziałania z Nim.

Również zauważano pośredniczącą rolę Maryi we Wcieleniu, przez Jej wiarę i przez Jej ciało – za Jej zgodą – rodzi się Syn Boży. Jest to przede wszystkim łaska dla Niej samej, owoc Jej miłości i posłuszeństwa wobec Ojca.

Kościół mówi: tak, jedyny Pośrednik zbawienia jest jeden – Jezus Chrystus. Ale On sam działał, przemawiał i wciąż działa przez ludzi. „Pośrednikami” w tym sensie są apostołowie, ewangeliści, wszyscy ci, którzy przekazali wiarę innym, a nawet ci, którzy podali nam Biblię, tłumaczyli liturgię, przygotowali do sakramentów. To, co ewangeliści zapisali o dzieciństwie Jezusa, najprawdopodobniej pochodzi z ustnego świadectwa Maryi – więc nawet w przekazie Ewangelii Ona sama pozostaje pierwszym ogniwem tej drogi.

Dlatego tytuł „Pośredniczka” historycznie wyrósł z wiary ludu i języka wstawiennictwa, a nie z przekonania, że istnieje drugi, równorzędny wobec Chrystusa pośrednik łaski. Święci, podobnie jak Maryja – Najświętsza z nich – wstawiają się za nami modlitwą, ale nie zastępują jedynego Zbawiciela.

Czyli, jak rozumiem, w tych modlitwach do Matki Bożej, w których już nazywa się Ją „Pośredniczką”, nie trzeba będzie niczego usuwać ani korygować? 

Noty tego typu nie powstają w tym celu. Zresztą nawet gdy papież Benedykt XV odmówił stwierdzenia dogmatu o pośrednictwie Maryi, w funkcjonujących już wtedy modlitwach takie stwierdzenia pozostały.

Czyli z popularnego wezwania „Pod Twoją obronę”, którego końcowa część nazywa Maryję „Pośredniczką naszą”, również to sformułowanie nie zniknie i dalej „można” go odmawiać? 

„Pod Twoją obronę” jest pięknym przykładem rozwoju pobożności maryjnej. W ogóle funkcjonujące dziś modlitwy też są zapisem pobożności czy wrażliwości konkretnego okresu w historii. Na przykład w modlitwie „Zdrowaś Mario” jej druga część, zaczynająca się od słów „Święta Mario, Matko Boża” powstała w czasie, gdy w Europie szalała zaraza i naraz umierały całe wioski. Stąd do już funkcjonującego „Pozdrowienia Anielskiego” dodano modlitwę zawierającą prośbę o wstawiennictwo Maryi „teraz i w godzinie naszej śmierci”. 

W kontekście Noty zastanawiam się również nad treścią niektórych śpiewanych do dziś w polskich kościołach pieśni maryjnych. Np. w popularnej „Serdeczna Matko” jest fragment „Lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze”. A takie rozumienie Maryi jako „piorunochronu” przed Bożym gniewem również Nota Dykasterii teraz wprost potępia.

To prawda, że taki wizerunek Boga bywa obecny, ale nie jest i nie był to wizerunek jedyny. Także w czasach powstania tej pieśni obecne były i śpiewane pieśni pokazujące obraz Boga Ojca miłosiernego, łaskawego, Opatrzności Bożej, która prowadzi i chroni. Znam nieźle piśmiennictwo XIX wieku na ziemiach polskich, m. in. kilkudziesięciu polskich założycielek i założycieli zgromadzeń zakonnych oraz kaznodziejów i odbieram je jako wspaniałe, piękne teksty przekazujące doświadczenie hojności miłosierdzia Bożego, Opatrzności Bożej, miłosiernego Ojca, który tak umiłował świat, że Syna swego dał. Bardzo wcześnie na ziemiach polskich popularyzowany był kult zarówno Najsłodszego Serca Jezusa jak i Matki Bożej, przyjmowanej jako Matka wychowująca, prowadząca i wspierająca na drodze ku Bogu, Wychowawczyni, Przewodniczka, oczekująca od ludzi nawrócenia i pracy duchowej nad sobą, a także świadomość, że Maryja chce prowadzić do Jezusa.

Rozmawiała Anna Druś

O ROZMÓWCY:

Prof. Monika Katarzyna Waluś – polska mariolog, doktor habilitowany nauk teologicznych, pracownik naukowy Wydziału Teologicznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Wykładowca teologii dogmatycznej w seminariach duchownych w Łodzi i Płocku. 

Anna Druś

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 listopada 2025