We Francji rośnie liczba kradzieży i pożarów w muzeach i kościołach [Maryvonne de SAINT PULGENT]

“Stan zabytków i muzeów nie jest dobry. Rośnie liczba kradzieży i pożarów w muzeach i kościołach. Tymczasem budżet przeznaczany na ich funkcjonowanie i utrzymanie stale maleje. Wszystko wychodzi spod kontroli, również samo pojęcie dziedzictwa, które w ostatnich dziesięcioleciach uległo nadzwyczajnemu rozszerzeniu” – zauważa Maryvonne de Saint Pulgent w “Le Figaro”.
“Dawne dziedzictwo doświadcza skutków zmian klimatycznych. Uderzającym przykładem jest skrzydło Franciszka I na zamku w Chambord, zamknięte dla publiczności, ponieważ grunt na którym zostało wybudowane przemieścił się pod wpływem naprzemiennych okresów intensywnych opadów i suszy. W wielu zabytkach więźby dachowe są niszczone przez owady. Burze gradowe o bezprecedensowej skali w Paryżu uszkodziły setki witraży. Zmiany klimatyczne tłumaczą również część pożarów, które dotknęły zabytki. Natomiast nowsza architektura, XIX i XX-wieczna, ulega degradacji, ponieważ wznoszona była z materiałów mniej trwałych, takich jak beton czy żelazo. Na przykład Centrum Pompidou musiało zostać zamknięte na pięć lat, między innymi z powodu problemu z azbestem” – tłumaczy.
“Nadmierna frekwencja turystów w niektórych obiektach, takich jak Wersal czy Opera Paryska, prowadzi do ich szybkiego niszczenia. Powinno się unikać oczekiwania od zarządców tych zabytków, by przyjmowali coraz więcej zwiedzających w celu pozyskania dodatkowych środków finansowych” – podkreśla.
Jak ocenia Maryvonne de Saint Pulgent, państwo francuskie, rozszerzając zakres zabytków, objętych ochroną, wykazało się nadmiernymi ambicjami. “Zanim André Malraux został ministrem kultury, panowała zasada, że ochroną nie były obejmowane budynki powstałe po 1850 r., aby zachować odstęp czasowy do właściwej oceny ich wartości. André Malraux złamał tę regułę, wprowadzając do rejestru zabytki epoki nowoczesnej. Następnie, głównie w odpowiedzi na wyburzenie Les Halles, państwo zaczęło się interesować również zabytkami XIX wieku, takimi jak dworce czy dawne obiekty przemysłowe. Później do tego grona dołączyło dziedzictwo etnologiczne, wiejskie czy robotnicze, uznane za zagrożone. To prawdziwa arka Noego! Do tej długiej listy dołączono również inne kategorie, jak ogrody o szczególnej wartości czy archiwa. Liczba obiektów wpisanych do rejestru zabytków wzrosła z 4 000 w 1911 r. do 46 700 obecnie” – stwierdza.
Jak zauważa Maryvonne de Saint Pulgent, w obszarze dziedzictwa kultury Francja prowadzi politykę skoncentrowaną na wielkich projektach. “W budżecie pojawiają się olbrzymy, które kosztują coraz więcej. Weźmy przykład zamku w Villers-Cotterêts, symbolicznego miejsca narodzin języka francuskiego jako języka oficjalnego. Wybudowany w renesansie, zamek stopniowo niszczał i wymagał renowacji. Emmanuel Macron zajął się tym i w cudowny sposób znalazło się 100 milionów euro na przeprowadzenie prac. Następnie prezydent chciał tam umieścić Międzynarodowe Centrum Języka Francuskiego i budżet się podwoił. Dziś nie udało się znaleźć równowagi finansowej i deficyt ciąży na Centrum Narodowych Zabytków, które odpowiada już za 110 innych obiektów” – tłumaczy. “Najpierw należy rozwiązać istniejące problemy, zanim podejmie się nowe przedsięwzięcia” – dodaje.
oprac. JD






