Wenezuela tworzy nowy stan na terytorium kontrolowanym przez Gujanę

Wenezuela i jej parlament formalnie zatwierdziła utworzenie nowego stanu na bogatym w ropę terytorium, o który reżim w Caracas spiera się z Gujaną. Decyzja może podsycić napięcia, ale sporny obszar pozostaje pod kontrolą Gujany.

Reżim nie uznaje decyzji międzynarodowego trybunału

.Ustawa przyjęta przez parlament jest zgodna z retoryką rządu Nicolasa Maduro, który twierdzi, że region Esequibo, stanowiący dwie trzecie terytorium Gujany, należy do Wenezueli. Nowy wenezuelski stan ma się nazywać Guayana Esequiba.

W grudniu, po spotkaniu Maduro z prezydentem Gujany Irfaanem Alim, władze obu krajów poinformowały, że przywódcy „zobowiązali się do zachowania pokoju w regionie i kierowania się dialogiem”.

Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS) ma zdecydować, do kogo należy sporne terytorium, ale rząd Wenezueli oświadczył, że nie uznaje jurysdykcji tego sądu. Twierdzi również, że grudniowe referendum, w którym większość Wenezuelczyków miała poprzeć roszczenia do tego obszaru, daje Caracas prawo do sprawowania zarządzania i wydobywania ropy w Esequibo.

Wenezuela nie rezygnuje z swoich terytorialnych żądań

.Władze Gujany oświadczyły, że będą bronić suwerenności kraju i nie zamierzają negocjować w sprawie jego granic.

Spór o Esequibo trwa od dziesięcioleci, ale ostatnio Wenezuela zaczęła znacznie agresywniej zgłaszać swoje pretensje do tego obszaru. Komentatorzy wiążą to z odkrywanymi u wybrzeży regionu złożami ropy i gazu oraz ze spodziewanymi w tym roku wyborami prezydenckimi w Wenezueli.

Sytuacja ekonomiczna i polityczna Wenezueli nie poprawia się, wręcz przeciwnie, zmierza nieuchronnie ku ostatecznej katastrofie

.Są podstawy by uważać, że próba aneksji Esequibo to kampania, mająca odwrócić uwagę od kryzysu. Wenezuela znajduje się w nim od lat, ale każdy kolejny rok panowania reżimu pogarsza sytuacje wewnętrzną. Na łamach Wszystko co Najważniejsze pisze o tym prof. Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK, latynoamerykanistka, ekonomistka i ekspertka do spraw Ameryki Łacińskiej w Ośrodku Analiz Politologicznych (OAP) Uniwersytetu Warszawskiego.

Autorka artykułu, zaznacza, że od 2014 roku Wenezuela pogrąża się w zapaści gospodarczej. W 2017 roku nastąpił spadek dochodu narodowego o 16%, a według różnych prognoz w bieżącym roku gospodarka skurczy się o dalsze 20–30%. Wskaźnik inflacji – czy raczej hiperinflacji – jest najwyższy na świecie, choć z braku oficjalnych statystyk trudny do ściślejszego oszacowania: według danych MFW w 2017 roku inflacja wyniosła 720%!

Co więcej, w sklepach brakuje żywności i lekarstw, magazyny z artykułami dotowanymi przez państwo pozostają od wielu miesięcy puste, większość zakładów przemysłowych wstrzymała produkcję i zwolniła pracowników, a państwo nie jest w stanie produkować ani importować potrzebnych społeczeństwu produktów.

Sytuacja jest zła także w służbie zdrowia. Z powodu braku lekarstw, strzykawek i środków opatrunkowych do szpitali nie są przyjmowani pacjenci, a jeśli nawet tam trafią, nie są poddawani leczeniu.

„Ceny żywności na czarnym rynku osiągają tak astronomiczny poziom, że większości Wenezuelczyków nie stać na kupno jedzenia. 87% gospodarstw domowych znalazło się poniżej granicy ubóstwa” – pisze prof. Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK.

Wenezuelczycy w 2016 roku stracili średnio po 9, a w 2017 roku dalsze 11 kg wagi. Najtragiczniejsze w skutkach są niedożywienie dzieci oraz brak możliwości leczenia. Wskaźnik śmiertelności niemowląt wzrósł z 11% do 30%. Coraz częściej dokumentowane są przypadki śmierci z głodu lub z powodu chorób całkowicie uleczalnych. Nic dziwnego, że uciekając przed biedą, głodem i chaosem politycznym, Wenezuelczycy emigrują, głównie do sąsiednich Kolumbii i Brazylii, ale również do Peru, Argentyny czy Chile.

„Zdanych oficjalnych z 2017 roku wynika, że 2,4 mln Wenezuelczyków – blisko 8% populacji kraju – mieszka dziś poza ojczyzną, z czego 1,7 mln wyemigrowało od 2015 roku. Jednak nieoficjalne szacunki mówią już nawet o blisko 4 mln osób. Każdego tygodnia z Wenezueli ucieka – często na piechotę, z podręcznym bagażem i trzymając w ramionach młodsze dzieci, w kilkukilometrowej kolejce, przekraczając „Most Nadziei” („Puente de la Esperanza”) na granicy z Kolumbią – kolejne kilkadziesiąt tysięcy osób. Organizacja Narodów Zjednoczonych alarmuje, że sytuacja może osiągnąć stan kryzysowy porównywalny z tym, który pamiętamy z basenu Morza Śródziemnego w 2015 roku: z Syrii od początku wojny w 2011 roku uciekło ponad 5,5 mln ludzi. Bez przywrócenia szans na normalne życie w Wenezueli liczba uciekinierów z tego kraju może w niedalekiej perspektywie osiągnąć podobny poziom” – opisuje autorka.

Ekspertka zaznacza, że konieczna jest szybka i zdecydowana reakcja organizacji międzynarodowych, w tym również wsparcie finansowe krajów latynoamerykańskich przyjmujących Wenezuelczyków.

PAP/WszystkocoNajważniejsze/MB
Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 23 marca 2024