Wielka Rafa Kolarowa jest coraz mniejsza

Australijski Instytut Nauk o Morzu (AIMS) poinformował, że Wielka Rafa Koralowa odnotowała największy roczny spadek bielenia koralowców od czasu rozpoczęcia pomiarów w 1986 r. – podała stacja BBC.
Niezbędny ekosystem. Wielka Rafa Kolarowa obumiera
.Jako przyczyny spadku populacji koralowców naukowcy wymienili przejście cyklonów, plagę rozgwiazd, które żywią się koralowcami, ale główny nacisk położyli na tzw. stres cieplny, wywołany zmianami klimatycznymi. AIMS ostrzegło, że siedlisko może osiągnąć punkt krytyczny, w którym koralowce nie będą w stanie wystarczająco szybko się regenerować. Podkreślono, że czeka je „niestabilna” przyszłość.
Australijski zespół naukowców przeprowadził badania stanu 124 raf koralowych w okresie od sierpnia 2024 r. do maja 2025 r.
Wielka Rafa Koralowa to rozległy obszar tropikalnych koralowców o długości 2300 km, położona jest wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża Australii. Druga co do wielkości rafa koralowa w Australii, Ningaloo, położona na zachodnim wybrzeżu kraju. Jak pisze stacja BBC, w tym roku po raz pierwszy w historii obie rafy jednocześnie stały się białe.
Koralowce są niezbędne dla Ziemi, żyje w nich ok. 25 proc. wszystkich gatunków morskich.
Bielenie następuje, gdy koralowce ulegają stresowi, ponieważ woda, w której żyją, jest zbyt ciepła. Według naukowców Wielka Rafa Kolarowa narażona na temperaturę wyższą o 1 st. C od swojego limitu termicznego przez okres dwóch miesięcy – będzie stopniowo obumierać.
Radykalna zmiana stosunku człowieka do przyrody
.Sądzę, że era ekologiczna to osiągnięcie przez ludzki rozum stanu dojrzałości. Sądzę tak dlatego, że działania człowieka zjednoczonego ze światem przyrody są działaniami w interesie dobra wszystkich gatunków istniejących obok nas we wspólnocie biosfery, a nie tylko działaniami w interesie gatunku ludzkiego kosztem interesów innych gatunków – pisze prof. Zdzisława PIĄTEK.
LLudzie kultury zachodniej stopniowo dojrzewali do dokonującej się obecnie radykalnej zmiany poglądów na temat relacji człowieka ze zwierzętami, a ściślej z pozaludzkimi gatunkami istot żywych wchodzącymi w skład ziemskiej wspólnoty życia. Istotne elementy tej przemiany dokonują się głównie pod wpływem teorii Darwina i stanowią jej filozoficzne konsekwencje. W ramach ewolucjonizmu uznajemy, że człowiek, czyli gatunek Homo sapiens sapiens, jest podobny do innych pozaludzkich istot żywych, ale także różni się od nich. Istotną różnicę stanowi kulturowy wymiar ewoluowania dokonujący się na bazie procesów ewolucji biologicznej zawierającej podstawowe mechanizmy, zgodnie z którymi toczy się życie w tym zakątku Wszechświata.
Mimo że gatunek ludzki pozostaje wewnątrz natury i tworzy kulturę na bazie swojej natury biologicznej, to jednak filozofowie od zarania dziejów skupiali się na analizie cech wyróżniających człowieka, pomijając cechy biologiczne, które dzieli on nie tylko ze zwierzętami, ale i ze wszystkimi istotami żywymi. Filozofowie przekonywali o wyróżnionej pozycji naszego gatunku, wskazując na rozumność, samoświadomość, poczucie odpowiedzialności i działanie zgodne ze standardami dobra i zła. Te cechy konstytuujące godność osoby ludzkiej miały uzasadniać stawianie człowieka ponad innymi gatunkami istot żywych i miały go czynić „tytularnym panem przyrody”, który może je wykorzystywać (bez ograniczeń) do zaspokajania swoich potrzeb i do osiągania celów, które uzna za pożądane. Cechy wyróżniające człowieka miały także wskazywać na przepaść, która oddziela gatunek ludzki od pozaludzkich istot żywych, szczególnie od zwierząt.
Społeczna recepcja teorii Darwina była utrudniona nie tyle ze względu na trudności merytoryczne, jakie w owym czasie napotykała, ile ze względów światopoglądowych. Żona biskupa Wilberforce’a, który zasłynął z ataków na teorię Darwina bronioną przez Thomasa Huxleya, miała wykrzyknąć: „Człowiek od małpy, o Boże, nawet jeśli to prawdziwe, módlmy się, żeby nie stało się powszechnie znane”. Największy sprzeciw budziło twierdzenie, że człowiek, a szczególnie tak genialni ludzie jak Szekspir, czy Newton, miałby pochodzić od małpy.
Jednakże wbrew obawom żony biskupa rozwój teorii ewolucji i poszczególnych nauk w jej obrębie odsłonił jedność w różnorodności istot żywych powiązanych łańcuchami wzajemnych zależności. Okazało się, że wszystkie istoty żywe są „braćmi w DNA”, a człowiek jako jeden z milionów gatunków żyjących na Ziemi jest głęboko wpisany w tkankę biosfery za pośrednictwem struktur i funkcji swojego ciała. Jak to wyraził wybitny biolog molekularny ubiegłego wieku Jacques Monod, „jest żywą skamieliną noszącą w strukturach molekularnych swojego ciała ślady swojego pochodzenia”. Jest to dziedzictwo wspólne nie tylko ze zwierzętami, ale także z wirusami. Dlatego wirusy, czyli istoty nieposiadające „oprzyrządowania” potrzebnego do tego, żeby się powielać, wnikają do naszego organizmu i potrafią przestawić funkcjonowanie naszych komórek w taki sposób, żeby go namnażały. Można powiedzieć, że wirusy haniebnie nas wykorzystują, nas „tytularnych panów Stworzenia”. Wirusy wykorzystują do namnażania się nie tylko ludzkie organizmy (tak się dzieje w przypadku wszystkich chorób wirusowych, jak np. COVID-19), ale także zwierzęta i rośliny, a nawet bakterie. Na marginesie warto zauważyć, że bakterie posiadają skuteczny mechanizm zwalczania atakujących ich wirusów (bakteriofagów) za pośrednictwem tzw. enzymów restrykcyjnych, które tną na kawałki wirusową informację genetyczną, potrzebną do ich powielania, uniemożliwiając w ten sposób proces ich namnażania. Jest to niezwykle skuteczny sposób obrony bakterii przed infekcją wirusową, o wiele prostszy i skuteczniejszy aniżeli szczepionki produkowane przez potężny przemysł farmaceutyczny, z którego my, ludzie, jesteśmy tacy dumni.
Wiedza o naturze gatunków pozaludzkich, w tym różnych gatunków zwierząt, odsłoniła różnorodne i skomplikowane mechanizmy, które wykorzystują one odpowiednio do warunków panujących w środowisku. W świetle zgromadzonej wiedzy pejoratywne znaczenie pojęcia „zwierzęcość” okazuje się nieporozumieniem i wynika z naszej ignorancji. Nie ma zwierząt „w ogóle”, istnieją konkretne gatunki zwierząt, które oprócz cech wspólnych z innymi, takich jak np. heterotroficzność, posiadają cechy unikatowe, stanowiące o ich tożsamości, są to cechy określone przez pulę genową gatunku. Podobnie jak w przypadku gatunku ludzkiego, o każdym z nich możemy powiedzieć, że jest podobny do innych, ale też różni się od nich zasadniczo. Są więc różne gatunki istot żywych, a występujące pomiędzy nimi różnice są zabezpieczone przez izolację rozrodczą i nie powinny stanowić racji do twierdzenia, że jedne z nich są lepsze, a inne gorsze, podobnie jak w przypadku orkiestry symfonicznej nie ma sensu twierdzenie, że skrzypce są lepsze od fletu.
Osobniki każdego gatunku istot żywych posiadają wrodzony program (przekazany w języku informacji genetycznej), określający, jak mają się zachowywać w swoim środowisku, aby przeżyć i pozostawić potomstwo. Większość z nich nie ma swobody wyboru sposobu życia, realizują bowiem program przekazany przez rodziców. Bobry nie zastanawiają się, jak i z czego zbudować tamę, a pszczoły – o czym mają „rozmawiać”; od milionów lat „rozmawiają” na ściśle określony temat – gdzie jest pożywienie, jak jest obfite i jak je znaleźć. Zakres indywidualnego doświadczenia, czyli to, czego mogą się nauczyć, jest określony przez geny.
Tylko człowiek ma zdolność uczenia się do końca życia i tylko człowiek może się uczyć na błędach, korygując je. Jak zauważył K.R. Popper, ameba, która się pomyli, ginie, a Einstein może korygować swoje błędy i zbliżać się do prawdy, odrzucając błędne teorie i zastępując je teoriami bliższymi prawdy. Człowiek może także zmieniać swoje potrzeby i zmieniając sposoby ich zaspokajania, może tworzyć nowe typy relacji międzyosobniczych oraz określać po nowemu stosunek do środowiska. Dlatego też filozofowie z kręgu filozofii życia twierdzili, że człowiek rozpatrywany z naturalistycznego punktu widzenia jest istotą „ułomną”, ale pozbawiony wyposażenia biologicznego tworzy sobie na zewnątrz sztucznie przystosowany świat kultury. F. Nietsche ubolewał, że człowiek pozbawiony instynktów jest zwierzęciem nieudanym; jest istotą „naznaczoną brakiem”, wtórował mu A. Gehlen. Podobną diagnozę stawiali M. Scheler, a także H. Plessner i inni filozofowie z tego kręgu.
Przedstawione opinie ukazują kulturę jako zestaw protez łagodzących ułomności i nakładanych w miejscach szczególnie upośledzonych, jednakże trudno nie zauważyć, że kultura poza protezami takimi jak okulary wyposaża nas także w sondy kosmiczne i inne niezwykle skomplikowane urządzenia, które pozwalają nam odkryć, jak „się dzieje” świat. Sądzę, że przytoczona opinia jest jednostronna, o ile nie uwzględnia, że owa „niegotowość”, czyli biologiczne niedookreślenie natury ludzkiej, jest sprzężona ze zdolnością uczenia się trwającą przez całe życie i sprawia, że Homo sapiens, tworząc kulturę, może – w pewnym zakresie – swobodnie kształtować swoje potrzeby, a także ustanawiać różnorodne cele działania. Dlatego o ile mrówką czy nietoperzem można być tylko w jeden sposób, określony przez właściwą im naturę, to człowiekiem można być na rozmaite sposoby. Istoty ludzkie podlegają indywidualizacji, a to znaczy, że mimo iż pod względem biologicznej natury jest niewielka różnica pomiędzy łowcą a kosmonautą, o tyle pod względem zachowania istnieje przepaść.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-zdzislawa-piatek-ekologiczne-nawrocenie/



