Jak Polska staje się „katolickim Dubajem”? Zadziwiony dziennikarz patrzy na nasz kraj

katolicki Dubaj

Francuskie media regularnie piszą o polskim cudzie gospodarczym ostatnich 20 lat i o ambitnej polityce zbrojeniowej Warszawy. Znany portal 20 Minutes wpisuje się w ten trend, ale ostrzega także przed utratą suwerenności przez Polskę.

Polska jako „katolicki Dubaj”?

„Jak Polska po cichu stała się jednym z najbogatszych krajów świata?” – pyta mainstreamowy portal 20 Minutes. Dziennikarz Jean-Loup Delmas informuje we wstępie, że za kilka lat polskie PKB na mieszkańca może przegonić Francję (dane OECD), Japonię już w przyszłym roku i że kraj już niczym nie przypomina sytuacji z końca lat 80. czy początku lat 90. Koniec komunizmu, transformacja gospodarcza (która nie uszczęśliwiła wszystkich Polaków, o czym artykuł wspomina), wejście do Unii Europejskiej, postawienie na nowe technologie… Wiele się w Polsce zmieniło.

Jedną z oznak tego cudu gospodarczego jest, według autora, inflacja: Polska przestała być krajem tanizny dla bogatszych turystów z Zachodu. Cytuje brytyjskich podróżników, którzy nie dowierzali cenom piwa w warszawskim barze: „Prawie takie same jak u nas”. Stereotypy upadają. Kolejny dowód na polskie osiągnięcie? 932 proc. wzrostu PKB w ciągu 35 lat. Rekord europejski.

„W dzielnicy biznesowej Warszawy wieżowce wznoszą się jeszcze wyżej niż wzrost PKB, niezliczone przestrzenie coworkingowe zastąpiły kołchozy, a wielkie korporacje – Samsung, McDonald’s, Google, L’Oréal – zamiast dawnych czerwonych flag eksponują wielokolorowe neony” – opisuje z zachwytem Jean-Loup Delmas. „Pewnego dnia Polska będzie katolickim Dubajem. Drugim nieodzownym centrum świata, gdzie przybędą wszystkie marki i wszyscy będziemy bogaci”.

Inwestycje, nowe technologie i jakość pracy

.Jeżeli polska gospodarka będzie dalej rosła w tym tempie, ten wariant staje się całkiem możliwy. A jest dużo szans, żeby dalej rosła. „Stosunek jakości do kompetencji i cen, jakie znajdziecie w Polsce, nie ma odpowiednika”- opisuje francuski kierownik w firmie doradczej w dziedzinie IT. Artykuł wspomina zresztą o licznych „ekspatach”, którzy wybrali akurat Polskę do zawodowego rozwoju.

Informatyka także jest żelaznym atutem Polski: „Każdego roku 74 000 absolwentów kierunków informatycznych kończy szkołę. Nie ma już stereotypu „polskiego hydraulika” z 2005 roku, kraj ten produkuje więcej inżynierów komputerowych, analityków danych, programistów i ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa niż Francja, mimo że ma o połowę mniejszą ludność”. Jest to faktycznie element, który przyciąga uwagę zagranicznych obserwatorów: łatwość i płynność polskiej transformacji technologicznej. W niektórych dziedzinach, jak bankowość elektroniczna, Polska od dawna prześcignęła kraje Europy Zachodniej.

Dziennikarz wskazuje na 2004 rok i wejście Polski do UE jako jedną z kluczowych dat najnowszej historii Polski. Wtedy kraj się otworzył na zagraniczne inwestycje i dał możliwość Polakom wyjechania na Zachód w celu uzyskania doświadczenia zawodowego. „W 2004 roku, a tym bardziej w latach 2007–2008, w obliczu kryzysu gospodarczego miliony Polaków wyjechały do ​​pracy do Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji, aby rozwijać swoje umiejętności, wysyłać pieniądze do domu i ostatecznie wrócić. Według ONZ 50 proc. osób, które wyemigrowały od 2004 roku, wróciło do Polski, przywożąc ze sobą środki finansowe i wiedzę”.

Fundusze europejskie pozwoliły na przyspieszenie budowy nowej infrastruktury (na przykład autostrad) w zamian na ułatwione warunki wprowadzania i działania zagranicznych firm i kapitału. Między innymi dlatego Polska była w stanie tak szybko się rozwinąć i osiągnąć PKB na mieszkańca zbliżony do Japonii. Jednak nie wszystko jest kolorowe i 20 Minutes o tym wspomina.

Ryzyko utraty suwerenności?

.Dziennikarz odbył rozmowy z Polakami, którzy mają trudności z wiązaniem końca z końcem. Często powracającym tematem w tych rozmowach jest mieszkalnictwo. Mowa też o zbyt szybkim tempie wzrostu cen mieszkań, ale także o kredytach we frankach szwajcarskich, które były źródłem potężnego kryzysu. „Dziesięć lat temu za miesięczne wynagrodzenie można było kupić pięć metrów kwadratowych. Dziś nie da się kupić nawet jednego” – mówi redaktorowi pani Izabela.

Inflacja nie dotyka tylko mieszkalnictwa. Ceny niektórych produktów i usług stają się absurdalne. Kawa w barze lub restauracji kosztuje „więcej niż w Rzymie czy Paryżu”. Artykuł wskazuje także na słabą kondycję systemu zdrowotnego: „98 proc. Polaków korzysta z prywatnej opieki zdrowotnej. A stan usług publicznych, pozostający w tyle, raczej nie poprawi się w najbliższym czasie. Dług rośnie, deficyt również, a budżet koncentruje się na zbrojeniach w odpowiedzi na zagrożenie ze strony Rosji”. Polska, z racji swojego położenia geograficznego i swojej burzliwej historii, nie ma wyboru: musi masowo inwestować w obronę. Już teraz jest krajem NATO, który przeznacza największą część swojego PKB na zbrojenia: prawie 5 proc.

Jean-Loup Delmas kończy swój artykuł bardzo ciekawym spostrzeżeniem, brzmiącym jak przestroga. Cytuje Polkę, która pamięta, jak się zachwycała sklepami w 1988 r., gdy podróżowała na Zachód: „Wszystko było piękne, wystawne, kolorowe, zupełnie inne niż kartki żywnościowe i ponure kolory, które tu panowały”. „Dziś kolorowe sklepy są tutaj, w Polsce, ale ich nazwy nie brzmią zbyt lokalnie. Lidl, Carrefour, Auchan…” – pisze autor. „Jesteśmy pustą skorupą” – dodaje inna pani. „Kupujemy warzywa z Mołdawii, a nasze własne produkty trafiają do Europy. Zdrowe lub ekologiczne produkty są horrendalnie drogie i nie stać nas na to, co produkujemy na naszej ziemi. Niewątpliwie Polska stała się pięknym i bogatym krajem, ale czy nadal jest nasza?”.

Nathaniel Garstecka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 listopada 2025