Wojna w Dubaju. Jak i kiedy mogą wrócić Polacy?

Wojna w Dubaju

Obraz Dubaju widziany z ulicy – otwarte kawiarnie, spacerujące rodziny, działające galerie handlowe – różni się od nagrań krążących w sieciach społecznościowych. Miasto nie funkcjonuje jak w stanie wojny. Życie toczy się w miarę normalnie i nie jest przerywane sporadycznym hukiem przechwytywanych pocisków.

Wojna w Dubaju

.Rano, przed południem, 28 lutego 2026 r. pierwsze rakiety wystrzelone z Iranu dotarły do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W ciągu dwóch dni – według oficjalnych informacji – spadające odłamki zabiły trzy osoby w Abu Zabi i Dubaju, a 58 zostało rannych.

Dla Dubaju to sytuacja bez precedensu – miasto zbudowało swoją pozycję na wizerunku stabilności i dystansu wobec regionalnych konfliktów. Z perspektywy turystów, zwłaszcza tych, którzy utknęli na lotnisku po zamknięciu przestrzeni powietrznej, ataki rakietowe to realny problem. Codzienne życie większości mieszkańców nie zostało jednak zawieszone.

Brak oznak paniki i względna normalność wynikają nie tyle z nieuświadamiania sobie zagrożenia, lecz z przekonania, że system obrony działa. Władze poinformowały, że w kierunku Emiratów wysłano 541 dronów, z których przechwycono 506. Wystrzelono także 165 rakiet balistycznych – 152 zostały przechwycone, a pozostałe wpadły do morza – oraz dwa pociski manewrujące, które również zostały zneutralizowane.

Brak paniki na ulicach

.W wielu dzielnicach, gdy dochodziło do przechwyceń, huk był wyraźnie słyszalny. Od wstrząsów drgały szyby w mieszkaniach. Zdarzało się to częściej w rejonach położonych bliżej obiektów wojskowych i wybrzeża.

Na ulicach ani w budynkach nie ma paniki. W dniu 28 lutego 2026 r. samochodów było wyraźnie mniej niż zwykle. Trwa ramadan, więc w ciągu dnia i tak jest spokojniej, ponieważ wielu muzułmanów odpoczywa przed iftarem, czyli wieczornym posiłkiem. Po iftarze więcej osób pojawia się na ulicach. Jest wtedy chłodniej, więc mieszkańcy wychodzą na spacery.

W niektórych dzielnicach, zwłaszcza turystycznych i zamieszkanych głównie przez Europejczyków, część sklepów i punktów usługowych została zamknięta. W niektórych supermarketach w tych rejonach widać było mniejsze zapasy produktów spożywczych. Nie był to jednak obraz typowy dla całego miasta.

Największe galerie handlowe działały, choć nie było w nich tłumów. W wielu typowo mieszkaniowych częściach Dubaju nie było śladów robienia zapasów ani braków produktów. Wieczorem w różnych częściach miasta nadal słychać było huki przechwytywanych rakiet. Mieszkańcy siedzący w kawiarniach na zewnątrz i spacerujący po promenadach spokojnie obserwowali na niebie przechwytywane pociski. Nie było syren alarmowych.

W nadmorskiej dzielnicy Al-Sufuh grupa mężczyzn paliła sziszę w kawiarni. Jeden z nich powiedział, że przyjechali z różnych dzielnic, żeby razem obejrzeć mecz piłki nożnej. Drugi dodał, że jest z Libanu i „żadne rakiety nie robią na nim wrażenia”. W ciągu weekendu w meczetach nie odwołano modlitw, w tym dodatkowych modlitw ramadanowych, które trwają kilkadziesiąt minut lub dłużej. W dniu 1 marca 2026 r. w większości z kilkunastu dubajskich kościołów odbyły się msze.

Pożary wywoływane przez odłamki

.W całym mieście doszło jednak do wielu incydentów wywołanych spadającymi odłamkami przechwyconych pocisków. W dniu 28 lutego 2026 r. jeden z nich wywołał pożar przed pięciogwiazdkowym hotelem w popularnej dzielnicy Palm Jumeirah – sztucznie usypanej wyspie w kształcie palmy, jednej z najbardziej rozpoznawalnych inwestycji Dubaju. Odłamki spadły także m.in. na teren lotniska w Dubaju, w rejon największego na Bliskim Wschodzie portu w Dżebel Ali oraz w pobliżu hotelu-symbolu miasta – Burdż al-Arab.

Władze ostrzegły influencerów i użytkowników portali społecznościowych przed publikowaniem „niezweryfikowanych” nagrań pokazujących miejsca upadku odłamków. W Emiratach regulacje dotyczące komunikacji w sieci bywają ściśle egzekwowane, a za naruszenia grożą dotkliwe kary finansowe.

Ataki rakietowe przeraziły Marwę, dermatolożkę z Jordanii, która mieszka w popularnej wśród turystów dzielnicy Marina. W odwiedzinach była u niej matka i obie postanowiły spędzić noc z 28 lutego na 1 marca 2026 r. na parkingu podziemnym.

Nie było tam tłumów – jak przyznała – głównie Brytyjczycy. Obawiając się kolejnych ataków, w dniu 1 marca 2026 r. zdecydowały się wyjechać do Al-Ajin, odległego od wybrzeża miasta przy granicy z Omanem. „Nie znalazłam tam nawet jednego wolnego pokoju w żadnym hotelu, nawet najdroższym. Ostatecznie zatrzymałyśmy się u znajomych” – powiedziała.

Zalecenie pracy zdalnej w ZEA

.Jedynie niewielka część mieszkańców Dubaju mogła pozwolić sobie na wyjazd – do innych emiratów, a nawet do Omanu czy Arabii Saudyjskiej. Większości ludzi nie stać na to, by z dnia na dzień porzucić pracę i zmienić miejsce zamieszkania, lub ufają w emirackie systemy antyrakietowe.

Mąż Egipcjanki Sziran wracał do Dubaju z USA, jednak po nagłym zamknięciu przestrzeni powietrznej nad krajami Zatoki Perskiej samolot zmienił kurs i wylądował w Rzymie. Sziran – jak powiedziała obawiając się o swoje bezpieczeństwo – by do niego dołączyć, musiała dostać się na lotnisko w stolicy Omanu, Maskacie. Granicę przekroczyła bez problemów, choć – jak relacjonuje – kolejka samochodów była dłuższa niż zwykle.

Rano w dniu w turystycznej dzielnicy JBR było pusto, a na morzu nie było widać jachtów, choć zazwyczaj horyzont wypełniają dziesiątki jednostek. Później w ciągu dnia na deptakach pojawiło się jednak więcej osób. Giełdy w Dubaju i Abu Zabi pozostaną zamknięte 2 i 3 marca 2026 r. W sektorze prywatnym zalecono umożliwienie pracy zdalnej, ale w wielu miejscach nie jest to stosowane. Dla większości mieszkańców 2 marca 2026 r. będzie normalnym dniem pracy.

Łupnąć i skończyć

.Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Donald Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.

Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.

.Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.

PAP/Joanna Baczała/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 marca 2026