Wojna w Iranie odciąga uwagę od Ukrainy [Wołodymyr ZEŁENSKI]

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział w wywiadzie dla francuskiego dziennika „Ouest-France”, że wydarzenia na Bliskim Wschodzie odciągają uwagę od jego kraju. Wyraził obawę, że mniej dostępne staną się potrzebne Ukrainie pociski do systemów przeciwlotniczych.
Rozmowa w „Ouest-France” ukazała się w dniu wizyty Wołodymyr Zełenskiego w Paryżu
.Wszystko, co dzieje się na Bliskim Wschodzie odciąga uwagę od Ukrainy, ale będzie to zależeć od czasu i intensywności wojny. Mam nadzieję, że będzie jak najmniej ewentualnych ofiar, w szczególności cywilnych – powiedział Wołodymyr Zełenski. – Z pragmatycznego punktu widzenia niepokoimy się, że nasze zdolności obrony przeciwlotniczej byłyby zmniejszone, ponieważ liczba istniejących na świecie pocisków zostanie podzielona pomiędzy kilka wojen – dodał ukraiński prezydent.
Wskazał również na kwestię „geopolitycznej uwagi” poświęconej procesowi negocjacji. – Częstotliwość spotkań trójstronnych (między Ukrainą, USA i Rosją) zmniejsza się – zauważył.
Wołodymyr Zełenski mówił również o ukraińskich ekspertach ds. walki z dronami, którzy mają udać się na Bliski Wschód. Wyjaśnił, że rozmawiał na ten temat z przywódcami Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Kataru, Bahrajnu i Turcji. – Podkreśliłem, że Ukraina ma zdolności, by stawić czoła masowym atakom irańskich shahedów. Ukraina bardzo dobrze zna modele tych dronów. Ich części są produkcji rosyjskiej. Nie zapominajmy, że Iran pomaga Rosji i Rosja pomaga Iranowi – podkreślił. Wyjaśnił, że trzy grupy ukraińskich ekspertów pojadą do trzech różnych krajów. Zaznaczył też, że chodzi tylko o kwestie obronne.
Na pytanie, czego chciałby w zamian, odparł: – Będziemy wdzięczni, jeśli te kraje pomogą nam następnie w sprawie pocisków Patriot i obrony przeciwlotniczej, której potrzebujemy.
Zełenski wyraził przekonanie, że Rosja nadal będzie robić wszystko, co możliwe, by doprowadzić do zniesienia sankcji na jej ropę naftową. Ocenił, że kwestia tych sankcji jest sprawdzianem stanowczości USA i krajów europejskich.
Rozmowa w „Ouest-France” ukazała się w dniu wizyty Wołodymyr Zełenskiego w Paryżu. Przywódca Ukraina spotka się tego dnia z francuskim prezydentem Emanuelem Macronem. W wywiadzie Zełenski zapowiedział, będą rozmawiać o systemach obrony przeciwlotniczej.
Amerykańska beztroska zwiększyła ryzyko wojny na Ukrainie
.Nieudolna dyplomacja administracji George’a W. Busha na szczycie NATO w 2008 roku stworzyła idealne warunki dla katastrofy – pisze Edward LUCAS
Każdy, kto kiedykolwiek zaglądał do typowej amerykańskiej restauracji, wie, że apetyt Amerykanów jest na ogół większy niż pojemność ich żołądków. Dlatego, choć porcje są tam ogromne, sporo jedzenia ląduje w koszu lub w pojemnikach do zabrania na wynos.
Tak samo jest w przypadku amerykańskiej polityki zagranicznej. Po przejrzeniu menu zamawia się talerz pełen efektownych dań: trwałą geopolityczną zmianę z przystawką w postaci praw człowieka. Tyle że wiele z tego zostaje nietknięte. Tak było w Afganistanie, tak było w Iraku i, niestety, tak może być również w Iranie.
Podobny schemat rządzi europejskim bezpieczeństwem. Amerykańscy decydenci przez lata pragnęli coraz większego sojuszu pod przewodnictwem USA, ale nie byli skłonni do podjęcia działań niezbędnych do osiągnięcia tego celu, a mianowicie obrony tych, którzy chcieli do takiego sojuszu przystąpić. Dziś płacą za to Ukraińcy. Wkrótce zapłacą też inni mieszkańcy Europy.
W 2008 roku podczas szczytu w Bukareszcie administracja Busha z beztroską lansowała członkostwo Ukrainy i Gruzji w NATO. Był to projekt z gatunku tych, które wymagają ciężkiej pracy i politycznej determinacji. Większość dużych, bogatych państw europejskich – przede wszystkim Francja i Niemcy – była tym planom przeciwna, ponieważ mogły one rozdrażnić Rosję. Lecz te obawy nie powinny były przeważyć szali. To od Ukrainy zależy, czy chce zostać członkiem sojuszu, a od NATO – czy chce mieć Ukrainę w swoich szeregach. Rosja nie powinna mieć w tej kwestii prawa weta, rzeczywistego czy dorozumianego.
Należało wykazać się raczej podejściem praktycznym, łączącym ostrożność z determinacją, tak jak we wcześniejszych przypadkach poszerzania sojuszu. Stany Zjednoczone powinny były zakomunikować Rosji, że chętnie podejmą rozmowy na temat kontroli zbrojeń, broni atomowej oraz innych kwestii związanych ze stabilnością i bezpieczeństwem, jednocześnie dając jasno do zrozumienia, że są większe i bogatsze i tak czy inaczej dopną swego. Europejczykom zaś powinny były zawczasu powiedzieć: „Jesteśmy waszym hegemonem bezpieczeństwa. To ważne w dłuższej perspektywie, dlatego nie opóźniajcie tej sprawy i nie wdawajcie się w sprzeczki”.
Tymczasem rząd Busha stracił zainteresowanie tematem. W ostatniej chwili wywrócono na lewą stronę zasadę polityki zagranicznej Theodore’a Roosevelta: krzyczano głośno, ale bez wizji istotnych konsekwencji. Źle przygotowane i działające bez przekonania Stany Zjednoczone nie potrafiły pociągnąć za sobą kluczowych europejskich sojuszników. Ukraina musiała zadowolić się obietnicą przyszłego członkostwa (co podziałało na Rosję jak płachta na byka), za którą nie stał jednak żaden konkretny plan (co dało Rosji zielone światło do podjęcia „działań zapobiegawczych”).
Zachód zlekceważył wówczas liczne, złowieszcze sygnały płynące z Rosji i brnął dalej w śmiertelną mieszankę ambicji i niezdecydowania. W 2014 roku, podczas rewolucji na Majdanie, nasi przywódcy dodawali otuchy Ukraińcom opowiadającym się za prozachodnim kursem. Symboliczne wsparcie przychodzi nam nader łatwo. Tak samo jak uparte ignorowanie trudności w nadziei, że same znikną.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-amerykanska-beztroska-zwiekszyla-ryzyko-wojny-na-ukrainie/
PAP/MB




