Wolne i uczciwe wybory podstawą demokracji [CBOS]

Wolne i uczciwe wybory, powszechne prawa wyborcze, równość wobec prawa, ochrona wolności osobistej obywateli, dobór najlepszych ludzi do rządzenia krajem – to jedne najważniejszych zasad, których realizowanie kojarzy się badanym przez CBOS z demokratycznym państwem.
Wolne i uczciwe wybory jedną z najważniejszych zasad państwa
.CBOS w badaniu zapytał ankietowanych, jakie są najważniejsze cechy demokratycznego państwa oraz czy w Polsce przestrzegane są demokratyczne zasady. 93 proc. badanych uważa, że wolne i uczciwe wybory są bardzo ważne dla uznania państwa za demokratyczne; dla 4 proc. są one średnio ważne, dla 1 proc. niezbyt ważne, 2 proc. uznało, że „trudno powiedzieć”. Wolne i uczciwe wybory, powszechne prawa wyborcze, równość wobec prawa, ochrona wolności osobistej obywateli, dobór najlepszych ludzi do rządzenia krajem – to jedne najważniejszych zasad, których realizowanie kojarzy się badanym przez CBOS z demokratycznym państwem.
Dla 87 proc. ankietowanych bardzo ważna w demokracji jest równość wobec prawa; średnio ważna dla 9 proc., 3 proc. nie potrafiło udzielić odpowiedzi. Powszechne prawa wyborcze ważne okazały się dla 86 proc. respondentów. Dla 10 proc. to prawo jest średnio ważne, dla 1 proc. niezbyt ważne, a 3 proc. ankietowanych nie ma zdania.
Bardzo ważne dla ankietowanych są także takie zasady jak: ochrona wolności osobistej obywateli (85 proc.), dobór najlepszych ludzi do rządzenia krajem (85 proc.), zapewnienie dzieciom ze wszystkich rodzin równych szans kształcenia (83 proc.), dbałość rządu o dobrobyt obywateli (82 proc.), a także finansowanie przez państwo ochrony zdrowia, nauki i kultury (82 proc. ).
Na kolejnych miejscach znalazły się takie ważne cechy demokracji jak: kontrolowanie działań rządu przez niezawisłe sądy, m.in. Trybunał Konstytucyjny (76 proc.), wolność wyrażania poglądów i organizowania się (75 proc.) i reprezentowanie woli wyborców przez parlament (75 proc.).
W kolejnym pytaniu CBOS zapytał Polaków o to, czy przestrzegane są różne zasady państwa demokratycznego. Według 93 proc. badanych w Polsce jest powszechne prawo wyborcze (60 proc. – zdecydowanie tak, 33 proc. – raczej tak). Raczej nie ma takiego prawa według 4 proc. ankietowanych, a 3 proc. udzieliło odpowiedzi „trudno powiedzieć”.
O tym, że istnieje możliwość wyboru między programami partii politycznych przekonanych jest 79 proc. ankietowanych (29 proc. – zdecydowanie tak, 50 proc. – raczej tak). Odpowiedzi „raczej nie” udzieliło 11 proc., zdecydowanie nie 2 proc., a trudno powiedzieć 8 proc.
Zdaniem 81 proc. badanych obywatele mają możliwość aktywności w życiu publicznym (26 proc. – zdecydowanie tak, 55 proc. raczej tak). 13 proc. odpowiedziało, że raczej nie, 2 proc., że zdecydowanie nie; 5 proc. nie miało zdania. Według 83 proc. wybory są wolne i uczciwe (24 proc. zdecydowanie tak, 49 proc. raczej tak). 15 proc. odpowiedziało, że raczej nie 3 proc., że zdecydowanie nie, a 9 proc. nie ma opinii.
70 proc. badanych uznało, że państwo ponosi odpowiedzialność za życie gospodarcze (26 proc. zdecydowanie tak, 44 proc. raczej tak). Zdaniem 74 proc. istnieje wolność wyrażania poglądów i organizowania się (22 proc. zdecydowanie tak, 52 proc. raczej tak).
Jak podkreślił CBOS, najbardziej krytycznie oceniana jest realizacja takich zasad, jak dobór najlepszych ludzi do rządzenia krajem i konsultowanie ze społeczeństwem ważnych decyzji państwowych. Ze zdaniem, że do rządzenia krajem dobiera się najlepszych ludzi zgadza się 32 proc. badanych (7 proc. zdecydowanie tak, 25 proc. raczej tak). Przeciwną opinię wyraziło 61 proc. ankietowanych (39 proc. uważa, że raczej nie, 22 proc., że zdecydowanie nie). 7 proc. nie ma zdanie w tej sprawie.
Czy ważne decyzje państwowe są konsultowane ze społeczeństwem?
.Jeszcze więcej ankietowanych – 63 proc. – negatywnie oceniło stwierdzenie, że ważne decyzje państwowe są konsultowane ze społeczeństwem (44 proc. raczej nie, 19 proc. zdecydowanie nie). Odmienny pogląd wyraziło 28 proc. badanych (4 proc. – raczej konsultuje, 24 proc. zdecydowanie tak). 9 proc. nie ma zdania.
52 proc. nie zgadza się ze stwierdzeniem, że wszyscy w Polsce są równi wobec prawa (34 proc. raczej nie, 18 proc. zdecydowanie nie). O tym, że wszyscy Polacy są równi wobec prawa przekonanych jest 43 proc. ankietowanych (15 proc. zdecydowanie, a 28 proc. – raczej przekonanych). 6 proc. nie ma zdania.
51 proc. nie przychyla się do zdania, że dzieci ze wszystkich rodzin mają zapewnione równe szanse kształcenia (35 proc. raczej nie, 16 proc. zdecydowanie nie). 45 proc. badanych uważa, że dzieci mają zapewnione równe szanse kształcenia (11 proc. zdecydowanie tak, 34 proc. raczej tak). 4 proc. ankietowanych nie ma zdania.
O tym, że działania rządu są kontrolowane przez niezawisłe sądy, m.in. Trybunał Konstytucyjny przekonanych jest 40 proc. respondentów (8 proc. zdecydowanie tak, 32 proc. raczej tak). 45 proc. badanych nie zgadza się z tezą (31 proc. raczej nie, 14 proc. zdecydowanie nie). 16 proc. nie ma zdania.
Więcej krytycznych głosów jest także w kwestii dbałości rządu o dobrobyt obywateli (48 proc. wobec 43 proc.) i zapewnienia godziwych warunków życia najbiedniejszym (49 proc. wobec 38 proc.).
CBOS podkreślił, że cechy uznawane za kluczowe dla demokratycznego państwa, które jednocześnie, zdaniem znacznej części badanych, są w Polsce deficytowe, to równość – zarówno ta wobec prawa, jak i odnosząca się do zapewnienia równych szans niezależnie od pozycji, z której się startuje. „To także potrzeba, by rząd dbał o dobrostan ekonomiczny obywateli. To ponadto oczekiwanie wysokiej jakości klasy politycznej, funkcjonującej zgodnie z zasadami rządów prawa, której działania będą kontrolowane przez niezawisłe sądy i która będzie liczyła się przy podejmowaniu istotnych decyzji politycznych z głosem społeczeństwa” – czytamy w podsumowaniu. Badanie zrealizowano w dniach od 2 do 13 października 2025 roku na próbie liczącej 901 osób (w tym: 61,2 proc. metodą CAPI, 22,5 proc. – CATI i 16,3 proc. – CAWI).
„Obóz demokratyczny” – wielka mistyfikacja. O tym są te wybory
Mamy do czynienia z realnie istniejącym liberalizmem. Nazwa pochodzi od „libertas” – wolność, ale wolności w tym coraz mniej. Nakazem chwili jest cenzura (zakamuflowana pod inną nazwą), którą można cyfrowo zaimplementować tak ściśle, że dawni cenzorzy z ulicy Mysiej to przy tym leśne dziadki – pisze Jan ŚLIWA.
Coraz częściej podczas wyborów w państwach europejskich pojawia się pojęcie „obóz demokratyczny”. Jest to grupa ludzi, która jest personifikacją demokracji lub raczej się za takową uważa. Ponieważ są lepsi od innych – mądrzejsi, uczciwsi. bardziej postępowi, ich głos w dyskusji publicznej waży więcej. Przysługuje im więc prawo do uprzywilejowanego decydowania o sprawach państwa.
Problemem dla demokracji są bowiem ci inni. Ci inni są głupsi, mają prowincjonalne spojrzenie na świat, niekiedy nawet wynikające z religii. Kierują się intuicją i emocjami, mają dystans do nauki, bardziej wierzą własnym zmysłom niż opinii specjalistów. Wielu profesorów wyraża opinie, że ich mózgi są mniejsze i mają inną sieć połączeń. Są zagrożeniem dla demokracji, z ich szeregów może się bowiem wyłonić dyktator, wręcz nowy Hitler. Dlatego nie można im pozwolić na nieregulowane tworzenie poglądów, ich wyrażanie lub co gorsza wdrażanie w życie.
Zadaniem obozu demokratycznego jest takie poprowadzenie spraw państwa, by władzę posiadali ludzie na poziomie i by podejmowali oni słuszne decyzje. Służy temu demokracja liberalna, w trudnych warunkach przekształcająca się w demokrację walczącą. Każdy liberał wie, które partie są liberalne. Partie nieliberalne mogą być dopuszczone do życia politycznego, ale pod warunkiem, że nie mają możliwości przejęcia władzy. Należy je wtedy otoczyć kordonem sanitarnym, żadna współpraca z nimi nie jest dopuszczalna. Jeżeli liczba ich posłów wymagałaby zaproponowanie im choćby funkcji wiceprzewodniczącego parlamentu, nie można popadać w pułapkę formalizmu prawnego. Aby nie mogły osiągnąć większości absolutnej, należy ograniczyć możliwość ich wpływania na opinię publiczną poprzez zastosowanie przepisów o mowie nienawiści. Gdy jednak grozi osiągnięcie przez nich większości, należy pomyśleć o delegalizacji.
Mam nadzieję, że wszyscy wyczuli ironię, choć wielu renomowanych publicystów pisze takie teksty na poważnie.
Problemem jest racjonalna dyskusja, jako że słowa pozmieniały znaczenia. Lewica zamieniła się z prawicą miejscami. Politycy kłamią nagminnie. W Polsce mamy paradę kameleonów, zmieniających co chwilę barwy i hasła, „Co szkodzi obiecać” – to uniwersalny program.
Ale jest tak nie tylko w Polsce. W Niemczech Friedrich Merz z CDU wygrał wybory pod hasłami prawicowymi, po czym sformował lewicowy rząd z SPD. I nic, jakoś uzyskał większość, po oddaniu głosu wyborcy już się nie liczą. Wiadomo, że głębokim motywem Niemiec jest współpraca z Rosją, obawiamy się w Polsce tego. Obecnie jednak Merz chce dostarczyć Ukrainie rakiety dalekiego zasięgu Taurus. Zadziwiające potrząsanie szabelką. Obrońcy pokoju i Rosji odsądzają go od czci i wiary, ale ja raczej myślę, że on tylko udaje. Oczywiście konkretna dyskusja jest trudna, jeżeli polityk wygłasza pewne twierdzenia, ale trzeba dodać: „on tak tylko mówi na użytek swoich wyborców”. Polemizując z nim, walczymy z wiatrakami.
Nazwy są etykietkami pozbawionymi treści. W zwrocie „Marsz Miliona Serc” ten milion był tylko nazwą, ale nie liczbą. To reklama, propaganda. Podobnie hotele Best Western tylko nazywają się „Best”, ale niekoniecznie takie są. Modne są hasła o łączeniu narodu – „Polska cała”. Głoszone jest to przy równoczesnym zaostrzaniu kursu wobec opozycji. Należy więc ten zwrot rozumieć „Polska cała – oprócz tych niegodnych, których trzeba izolować, choćby w więzieniach”. Ale „Polska cała” jest krótsze, lepiej brzmi.
Szczególnie irytująca jest narracja niemiecka. Konfederacja, a nawet PiS, są dla nich partiami ekstremalnej prawicy, o krok od Hitlera. Przerażenie budzi konferencja konserwatystów CPAC w Rzeszowie, określana jako światowy zlot ekstremalnej prawicy. Obrońca nienarodzonych, pałkarz z bejsbolem, katolik i operator komór gazowych, to dla nich jedno. Nie rozumieją, że gdzie indziej panuje inne spojrzenie na świat. Dla wielu w Polsce „lewica” jest pojęciem wstydliwym. Dla mnie (rocznik 1954) lewica to stalinizm (który mnie ominął), pochody pierwszomajowe z portretami Gierka, bicie studentów i strzelanie do robotników. A „partyjny”, członek PZPR, to synonim mało bystrego karierowicza. Pół wieku selekcji negatywnej. Jest taki stalinowski plakat, a na nim „olbrzym” (ludowy żołnierz) i malutki „zapluty karzeł reakcji”. Ten karzeł reakcji, brzydki, prawie zadeptany, jest moim bohaterem. Prawicowa reakcja, czyli walka o wolność. Dlatego jeżeli słyszę z Niemiec hasło „Wszyscy przeciw prawicy!”, to nie rozumiem, o czym oni mówią.
A teraz? Uniwersytety obsiedli specjaliści od takich nauk, przy których angelologia jest wzorem ścisłości. Piszą za pieniądze podatnika prace o „feministycznej glacjologii” i podobnych problemach. Ważnym tematem jest klimat. Owszem, można klimat badać naukowo, ale nauka walcząca ze sceptycyzmem jest zaprzeczeniem nauki. Z rzeczywistością może się zgadzać tylko przypadkiem. Nawet zepsuty zegarek dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę. W Związku Sowieckim komitet centralny promował biologa Łysenkę. Nie wolno było z nim polemizować. Miał zwiększyć wydajność sowieckiego rolnictwa, ale je zniszczył. Podobnym doświadczeniem z dogmatyzmem był chiński Wielki Skok, który doprowadził do głodu i śmierci milionów. Nie ma żadnego powodu, żeby polityka Unii Europejskiej miała się zakończyć lepiej tylko dlatego, że widzimy to w kolorze przez Internet. Do takiego głodu raczej nie dojdzie, ale ustawa o walce z mową nienawiści (czyli z każdym odmiennym zdaniem, w dowolnym temacie) wyłącza bezpieczniki, które w bezprzymiotnikowej demokracji pozwalają na korektę kursu.
PAP/ LW





