Europa jednym głosem o Ukrainie [oświadczenie liderów UE]

Przywódcy Unii Europejskiej oraz kluczowych państw Zachodu ogłosili w poniedziałek wieczorem wspólne oświadczenie liderów UE w sprawie Ukrainy, deklarując gotowość do współpracy z prezydentem USA Donaldem Trumpem i prezydentem Wołodymyrem Zełenskim na rzecz „sprawiedliwego i trwałego pokoju”. W tym samym czasie państwa bałtyckie ogłaszają rekordowe wydatki na obronność, wyraźnie dystansując część sojuszników z południa i zachodu Europy.
Oświadczenie liderów UE
.W przyjętym 15 grudnia oświadczeniu europejscy liderzy, w tym m.in. Emmanuel Macron, Giorgia Meloni, Friedrich Merz, Donald Tusk, Keir Starmer oraz Ursula von der Leyen podkreślili „silną konwergencję” stanowisk USA, Ukrainy i Europy. Ich zdaniem bezpieczeństwo, suwerenność i przyszła odbudowa Ukrainy są integralną częścią bezpieczeństwa euroatlantyckiego.
Kluczowym elementem deklaracji są konkretne zobowiązania. Zachód zapowiada dalsze, długofalowe wsparcie militarne dla Kijowa, w tym utrzymanie ukraińskich sił zbrojnych na poziomie ok. 800 tys. żołnierzy w czasie pokoju. Powstać ma również europejska, wielonarodowa misja wojskowa w ramach tzw. Koalicji Chętnych, wspierana przez USA. Jej zadaniem będzie m.in. odbudowa zdolności armii ukraińskiej, ochrona przestrzeni powietrznej i bezpieczeństwo na Morzu Czarnym.
Rola USA
.Równolegle Stany Zjednoczone miałyby stanąć na czele mechanizmu monitorowania i weryfikacji ewentualnego zawieszenia broni, z udziałem międzynarodowym i systemem wczesnego ostrzegania przed przyszłą agresją. Liderzy zobowiązali się także w formie prawnie wiążącej, zgodnie z procedurami krajowymi do reakcji na ewentualny przyszły atak na Ukrainę, także z użyciem siły zbrojnej.
W poniedziałkowym oświadczeniu liderów UE silnie wybrzmiał również wątek gospodarczy. Unia Europejska deklaruje ogromne środki na odbudowę Ukrainy, wsparcie handlowe oraz utrzymanie zamrożenia rosyjskich aktywów suwerennych w UE jako elementu przyszłych reparacji. Jednocześnie przywódcy jednoznacznie poparli akcesję Ukrainy do Unii Europejskiej.
Oświadczenie nie pozostawia wątpliwości co do odpowiedzialności Moskwy. – To teraz na Rosji spoczywa obowiązek wykazania gotowości do pokoju – podkreślili liderzy, zapowiadając dalsze zwiększanie presji politycznej i ekonomicznej, jeśli Kreml nie przystąpi do negocjacji na serio.
Kłopot z realizacją
.Deklaracje polityczne Zachodu zderzają się jednak z rosnącymi różnicami w realnym podejściu do bezpieczeństwa wewnątrz samej Wspólnoty. Estonia, Litwa i Łotwa zapowiedziały, że w 2026 roku przeznaczą na obronność rekordowe środki znacznie powyżej obecnego celu NATO wynoszącego 2 proc. PKB. Dla państw graniczących bezpośrednio z Rosją zagrożenie nie jest bowiem abstrakcją, lecz codziennym elementem planowania strategicznego.
W Tallinie, Wilnie i Rydze panuje przekonanie, że tylko szybkie inwestycje w wojsko, infrastrukturę i zdolności odstraszania mogą realnie zapobiec eskalacji. Inaczej sytuacja wygląda w części Europy Zachodniej i Południowej, gdzie wzrost wydatków obronnych wciąż napotyka opór polityczny i społeczny, a priorytety budżetowe pozostają inne.
Zachód dwóch prędkości?
.Coraz częściej mówi się więc o Zachodzie dwóch prędkości: z jednej strony państwa wschodniej flanki NATO, które traktują obronność jako egzystencjalny priorytet, z drugiej kraje, które wciąż liczą na dywidendę pokoju. Taki podział może w dłuższej perspektywie prowadzić do napięć wewnątrz Sojuszu, a nawet osłabienia jego spójności. Paradoks polega na tym, że polityczna jedność wobec Ukrainy jest dziś większa niż kiedykolwiek, ale praktyczna gotowość do ponoszenia kosztów bezpieczeństwa już nie. Nadchodzące miesiące pokażą, czy zapowiedzi z Brukseli i rekordowe budżety państw bałtyckich staną się impulsem dla całej Europy, czy też Zachód na trwale już wejdzie w erę strategicznego zróżnicowania.
Michał Kłosowski





