Wśród państw UE nie ma zgody, aby zaostrzać relacje z USA [Marcin PRZYDACZ]

W interesie Polski jest obniżanie temperatury sporu wokół Grenlandii – zaznaczył szef prezydenckiego BPM Marcin Przydacz. Dodał, że dialog i dyplomacja są kluczowe. Według niego, przy dobrej woli obu stron, USA i Dania są w stanie znaleźć odpowiednie rozwiązanie.
„Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Dania są w stanie znaleźć odpowiednie rozwiązanie”
.Prezydent USA Donald Trump zapowiedział nałożenie ceł w wysokości 10 proc. na osiem państw europejskich za ich postawę wobec jego roszczeń do Grenlandii będącej autonomicznym terytorium zależnym Danii. Państwa objęte cłami w ostatnich dniach zdecydowały się na wysłanie na Grenlandię małych grup żołnierzy do udziału w kierowanych przez Danię ćwiczeniach „Arctic Endurance”.
Zapytany na briefingu jak prezydent ocenia tę sytuację oraz czy odczuwa niepokój w związku z zapowiedziami Donalda Trumpa, Marcin Przydacz podkreślił, że dla Karola Nawrockiego kluczowe jest, by dialog między Kopenhagą a Waszyngtonem był „jak najbardziej otwarty oraz szczery”.
– Mamy to przekonanie, że przy dobrej woli jednej i drugiej strony, zarówno Stany Zjednoczone, jak i Dania są w stanie znaleźć odpowiednie rozwiązanie do tego, aby zapewnić bezpieczeństwo kontynentu północnoamerykańskiego – powiedział szef prezydenckiego Biura Spraw Międzynarodowych na briefingu przed wylotem na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos.
Marcin Przydacz przyznał, że zapowiedzi prezydenta USA dotyczące ceł nie sprzyjają atmosferze i budowaniu dobrych relacji. – W interesie Polski nie jest podnoszenie temperatury ewentualnego sporu pomiędzy sojusznikami transatlantyckimi, tylko raczej obniżanie tej temperatury i tym będziemy się na pewno także zajmować podczas Forum w Davos – dodał.
Dialog i dyplomacja są tutaj kluczowe [szef prezydenckiego BPM Marcin PRZYDACZ]
.Dopytywany, czy gdyby zapowiedzi Donalda Trumpa stały się faktem, to Europa powinna przygotować wspólną odpowiedź, szef BPM przypomniał, że groźba nałożenia ceł dotyczy jedynie niektórych państw europejskich, a nie całej Unii Europejskiej.
– Jeśli znajdzie się odpowiednie rozwiązanie sprawy dotyczącej Grenlandii w duchu dialogu, to z całą pewnością i jedna, i druga strona nie będzie zainteresowana tym, aby nakładać jakiekolwiek taryfy celne – ocenił. Dodał, że równiez wśród państw członkowskich UE nie ma zgody i chęci, by zaostrzać relacje z USA. – Dialog i dyplomacja są tutaj kluczowe i to będzie na pewno celem naszych działań – dodał.
Zapowiedziane przez Donalda Trumpa cła miałyby dotknąć: Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Holandię, Finlandię i Wielką Brytanię. Taryfy miałyby w czerwcu wzrosnąć do 25 proc. i obowiązywać, dopóki USA nie zawrą umowy w sprawie zakupu Grenlandii. Europejscy i unijni liderzy od soboty reagują na groźby Donalda Trumpa; osiem państw europejskich w niedzielę ponownie zadeklarowało solidarność z Danią i Grenlandią.
W związku ze sprawą amerykańskich roszczeń wobec Grenlandii odbędzie się nadzwyczajny szczyt Rady Europejskiej. Szef Rady Europejskiej Antonio Costa podkreślił, że państwa UE wspierają Danię i Grenlandię, solidaryzują się z nimi oraz zgodnie oceniają, że cła, którymi grozi Trump, osłabiłyby stosunki transatlantyckie. Costa zaznaczył też, że UE jest gotowa do obrony przed wszelkimi formami przymusu.
Jak jednocześnie zachować bezpieczeństwo obywateli i stabilny rozwój?
.Przy mądrze prowadzonej polityce i ponoszonych obecnie i w przyszłości wydatkach na grożące nam wydarzenia możliwa będzie ochrona stabilnego rozwoju. Od krajowych i międzynarodowych decydentów powinniśmy domagać się głęboko przemyślanej polityki przewidującej zagrożenia i prowadzącej do podejmowania stosownych działań – pisze prof. Michał KLEIBER.
Pojawia się coraz więcej politycznych i medialnych opinii, że znacznie zwiększone wydatki w państwach europejskich na obronność, walkę ze zmianami klimatu i ochronę środowiska naturalnego, zapobieganie pandemiom czy inne grożące nam problemy mogą drastycznie ograniczać wzrost gospodarczy mierzony za pomocą PKB i w konsekwencji powodować niekorzystny dla obywateli wzrost kosztów życia. Opinie te wygłaszane są nie tylko przez osoby generalnie odnoszące się krytycznie do konieczności ponoszenia tych wydatków, ale także przez osoby demonstrujące wiarę w potrzebę ich ponoszenia.
Zauważmy na wstępie, że tak formułowany dylemat wydatki vs PKB nie jest prawidłowo skonstruowany. Po pierwsze, PKB traktowany jest w nim jako najważniejszy bądź wręcz jedyny wskaźnik społecznego rozwoju, a nie reprezentuje on przecież całości rzeczywistego dobrostanu obywateli. Po drugie, społeczne konsekwencje wysokich wydatków chroniących nas przed zagrożeniami są trudne do przewidzenia, są one bowiem bardzo silnie zależne zarówno od przebiegu czekających nas wydarzeń, jak i od sposobu finansowania tych obszarów.
W tej pierwszej sprawie powiedzmy dobitnie, że jakość naszego życia i nasze samopoczucie są wprawdzie skorelowane z naszymi dochodami, ale z pewnością nie do końca od nich zależą. Wśród wielu innych czynników także dla nas ważnych są przecież takie, jak np. ilość wolnego czasu, czystość otaczającego nas powietrza i skuteczność troski o naturalne środowisko, jakość i zasięg świadczonych usług w ochronie zdrowia, standardy i dostępność edukacji przekazującej nam wiedzę oraz budującej kreatywność i obywatelską odpowiedzialność, osobiste bezpieczeństwo, szacunek dla kulturowych tradycji, możliwości społecznej aktywności czy brak deprymujących objawów skrajnej biedy u współobywateli. A to oznacza, że oceniając rezultaty wydatków ponoszonych na takie zagrożenia jak bezpieczeństwo lub walka ze zmianami klimatu, musimy odwoływać się do znacznie szerzej rozumianych konsekwencji, niektórych z pewnością także korzystnych.
Druga sprawa, dotycząca wydatków na walkę z zagrożeniami, jest również daleka od jasności. Decydujący będzie tu bowiem daleki od pewności rozwój sytuacji oraz polityka prowadzona przez kluczowe organizacje ponadnarodowe, czyli UE, NATO i ONZ, a także sposoby realizacji przekazanych przez nie wskazań przez poszczególne państwa.
Zacznijmy od sprawy wydatków na obronność. Troska o bezpieczeństwo wywołana jest oczywiście sytuacją w Ukrainie oraz napięciami narastającymi na całym świecie, nie sposób więc z pewnością kwestionować ponoszonych obecnie i planowanych w przyszłości wydatków na zapewnienie nam spokojnej przyszłości. Niezależnie od tego dyskutować zawsze powinniśmy na temat struktury tych wydatków, a w szczególności doboru partnerów do współpracy oraz zakresu niezbędnych zakupów. Pamiętać przy tym należy, że silna gospodarka zapewnia rządowi większą zdolność do finansowania wszelkich inicjatyw związanych z bezpieczeństwem i tym samym decyzje co do wydatków w tym zakresie powinny zawsze wykazywać dbałość o rozwój. To oznacza m.in. potrzebę wspierania krajowego przemysłu zbrojeniowego, a ze względu na dzisiejsze zagrożenia hybrydowe – konieczność inwestycyjnego i regulacyjnego wzmacniania sektora nowych technologii oraz wspierających je badań naukowych.
Silna gospodarka wpływa korzystnie także na wiele innych elementów ważnych dla bezpieczeństwa, takich jak atrakcyjność dla inwestycji zagranicznych, optymizm firm i obywateli sprzyjający działaniom innowacyjnym czy społeczne poparcie dla wydatków zbrojeniowych. W tej ostatniej sprawie istotne jest, aby wydatki te nie wpływały negatywnie na kluczowe dla takiego poparcia programy społeczne i infrastrukturę. Ważna w tym kontekście jest także tak problematyczna u nas stabilność polityczna zapewniająca kontynuację prowadzonej polityki. Wspomniane sprawy, czyli konsekwentna troska o stabilny rozwój gospodarczy, są w tej sytuacji z pewnością podstawowym elementem dbałości o bezpieczeństwo narodowe.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-michal-kleiber-wydatki-na-obronnosc-dobrostan-obywateli/
PAP/MB







