Wysadzenie Nord Stream 2 uderzyło w sojusz niemiecko-rosyjski [The Wall Street Journal]

Sukces niemieckiego śledztwa ws. wysadzenia gazociągów Nord Stream stał się źródłem kłopotów dla Niemców, a ponadto dzieli państwa Europy, które rożnie oceniają Wysadzenie Nord Stream 2 – pisze w europejski korespondent polityczny „Wall Street Journal” Bojan Pancevski.

Rośnie presja polityczna

.Trwające trzy lata śledztwo specjalnego zespołu policji federalnej zakończyło się sukcesem, ale jego konsekwencje będą skomplikowane i niosą ryzyko podważenia konsensu państw europejskich wspierających Ukrainę, którą dochodzenie to obarczyło odpowiedzialnością za wysadzenie Nord Stream – uważa Pancevski, który relacjonował już wcześniej postępy śledztwa.

Polska odmówiła ekstradycji jednego z podejrzanych o zorganizowanie ataku i „widzi w nim bohatera, ponieważ zniszczył kluczowe źródło dochodów dla machiny wojennej Putina” – dodaje autor.

W Niemczech prawicowa partia AfD kapitalizuje gniew tych wyborców, którzy uważają, że wysadzenie Nord Stream utrwaliło podwyżki cen energii. AfD propaguje więc teraz odcięcie pomocy dla Ukrainy.

We Włoszech, gdzie aresztowano kolejnego podejrzanego, w najbliższych tygodniach ma zapaść decyzja o jego ewentualnej ekstradycji, a cała sprawa może skłonić opinię publiczną do zwrócenia baczniejszej uwagi na pomoc Rzymu dla Kijowa.

Po wysadzeniu Nord Stream w powietrze 22 września 2022 roku niemiecka policja stosunkowo szybko postawiła tezę, że za zamachem stała elitarna jednostka ukraińskich sił zbrojnych, a operacją kierował ich ówczesny dowódca gen. Wałerij Załużny.

Śledczy zdobyli dowody, w tym wiadomości e-mail, dane z telefonów komórkowych i satelitarnych, a także odciski palców i próbki DNA członków domniemanego zespołu sabotażowego.

Decydującym dowodem stało się zdjęcie z kamery niemieckiego nadzoru drogowego, na którym widniał ukraiński płetwonurek. Policja wykorzystała oprogramowanie do rozpoznawania twarzy, a następnie błyskawicznie znalazła jego profile w mediach społecznościowych i linki do kont innych podejrzanych w tej sprawie – relacjonuje autor.

Następnie sfotografowanego płetwonurka wyśledzono w Polsce, skąd czarne BMW z dyplomatyczną rejestracją, prowadzone przez ukraińskiego attache wojskowego w Warszawie, zabrało go na Ukrainę.

Dowódcę jednostki, która przeprowadziła operację, odnaleziono na podstawie zdjęcia w prawdziwym paszporcie wydanym jednak na fałszywe nazwisko, co – jak pisze Pancevski – ma być typowym rozwiązaniem stosowanym przez ukraińskie służby specjalne.

Straż graniczna zaprzyjaźnionego z Niemcami państwa wkrótce dopasowała zdjęcie z paszportu na fałszywe nazwisko do fotografii z paszportu właściwego, ponieważ jego właściciel podróżował do tego kraju w interesach.

Niemiecka policja uruchomiła wtedy tzw. cichy alert dotyczący tego paszportu, który miał zasygnalizować, że jego właściciel przekracza granicę UE; 13 sierpnia podejrzany przejechał z Ukrainy do Polski, a następnie do Czech i do Włoch. Włoscy karabinierzy zatrzymali go w turystycznym miasteczku San Clemente, ponieważ niemieccy detektywi wytropili rezerwację, jaką zrobiła jego żona.

W grudniu sąd zdecyduje o jego ewentualnej ekstradycji do Niemiec.

„Ta ekstradycja może mieć jasne i ciemne strony. Wszelkie oficjalne przesłuchania niemal z pewnością doprowadzą do większych napięć w stosunkach niemiecko-ukraińskich” – ocenia autor.

Rośnie też presja polityczna wywierana w związku z tą sprawą na kanclerza Friedricha Merza, choć osoby z jego otoczenia liczą na to, że rząd poradzi sobie z reperkusjami procesu, mimo apeli opozycji o zawieszenia pomocy dla Kijowa.

Współpracownicy kanclerza argumentują, że niemiecka opinia publiczna już od dawna oswoiła się z wiedzą, że za zamachem stali Ukraińcy.

„Mimo to wysokiej rangi urzędnicy sugerują, że Niemcom byłoby łatwiej poradzić sobie z dyplomatycznymi konsekwencjami tego ataku, gdyby detektywi nie zebrali tak skutecznie dowodów przeciw Ukrainie” – pisze na zakończenie Pancevski.

Polacy nie pomogli niemieckim służbom w dochodzeniu, badającym jak przebiegło wysadzenie Nord Stream 2

.W 2024 roku ten sam autor napisał w dużej korespondencji dla „WSJ”, że śledztwo wykazało, iż we wrześniu 2022 roku sprawcy wynajęli 50-metrowy jacht rekreacyjny o nazwie Andromeda w niemieckim bałtyckim porcie Rostock.

Załoga była wyposażona jedynie w sprzęt do nurkowania, nawigację satelitarną, przenośny sonar i otwarte mapy dna morskiego, na których zaznaczono położenie rurociągu. Działając w ciemnych jak smoła, lodowatych wodach, nurkowie posłużyli się oktogenem, silnym materiałem wybuchowym, znanym też jako HMX, który był podłączony do detonatorów sterowanych czasowo. Niewielka ilość lekkiego materiału wybuchowego wystarczyła do rozerwania rur wysokociśnieniowych.

Chcąc szybko opuścić Niemcy, grupa zaniedbała umycie Andromedy, co pozwoliło detektywom znaleźć ślady materiałów wybuchowych, odciski palców i próbki DNA załogi.

Sabotażyści częściowo wykorzystali Polskę jako bazę logistyczną i zatrzymali się w porcie w Kołobrzegu.

Cały port był objęty rozległym nadzorem wideo. Jednak pomimo historii bliskiej współpracy między Warszawą a Berlinem w sprawach policyjnych polscy urzędnicy odmówili przekazania nagrań z monitoringu portu.

Wołodymyr Ż. zrobił to, co było najlepsze dla Ukrainy i Europy

.W Polsce został ujęty Wołodymyr Ż., który – jak twierdzą Niemcy – wysadził 3 z 4 nitek gazociągu Nord Stream. Niemcy żądają więc jego przekazania, żeby sądzić go za terroryzm. Co powinna zrobić z tym Polska? Ekstradycja? Obywatelstwo polskie? Pozwolić mu uciec? Żadna z propozycji nie wydaje się jednoznacznie dobra – pisze Paulina MATYSIAK.

Jeśli chodzi o ekstradycję, to Wołodymyr Ż. nie zasługuje, żeby być sądzony. Jeśli zrobił to, o co Niemcy go oskarżają, to było to najlepsze dla jego kraju i dla Europy: odciął Rosję od pieniędzy z taniego gazu płynącego do Niemiec. Poza tym, należy założyć, działał na podstawie rozkazów swojej służby i zaatakował infrastrukturę państwa, z którym Ukraina prowadzi wojnę.

Jeśli chodzi o obywatelstwo, ukraiński oficer nie ma związków z Polską, a obywatelstwo nie powinno być nagrodą za pełnienie służby dla innego państwa, nawet jeśli w ramach tej służby zadziałał ewidentnie na korzyść naszego interesu.

A jeśli chodzi o opcję ucieczki, to jeśli mamy być poważnym państwem, wypuszczenie go bez decyzji politycznej lub pozwolenie mu na ucieczkę nie będzie raczej budować zaufania do Polski.

Nasze władze muszą podjąć decyzję, i to taką z gatunku rządzenia, a nie zarządzania, władzy, nie administracji, polityki, nie merytoryki. Decyzję dotyczącą twardych interesów z pogranicza służb specjalnych, polityki, obronności i dyplomacji.

Pamiętajmy, że mówimy tu o czynie bez ofiar, a szkoda dotyczy interesów wojskowych, gospodarczych i infrastrukturalnych.

Nie musimy odkrywać koła na nowo, bo przed nami w zbliżonej sytuacji byli inni. Konkretnie – Francja za czasów prezydenta Mitterranda, który – w skrócie – ogłosił, że Francja nie będzie dokonywać ekstradycji uchodźców politycznych z Włoch, oskarżonych o lewicowy terroryzm w „latach ołowiu”, okresie, gdy dochodziło do wielu krwawych zamachów. Oczywiście pod pewnymi warunkami. Tacy uchodźcy mieli nie mieć krwi na rękach i wyzbyć się dalszego stosowania przemocy. Była to doktryna Mitterranda, która utrzymała się ponad 20 lat. Dopiero za czasów prezydentury Chiraca nastąpiło jej faktyczne luzowanie, jednak wciąż doktryna ta cieszyła się poparciem społeczeństwa i sądów.

Należy się zastanowić nad tym, czy Polska nie powinna dziś wcielić w życie podobnej doktryny: żaden cudzoziemiec, oskarżony przez władze innego kraju o „terroryzm” (przestępstwo) wobec Rosji, jej interesów wojskowych, gospodarczych czy infrastruktury, nie zostanie poddany ekstradycji. Mogłaby być to doktryna na czas wojny w Ukrainie i czas jej odbudowy. A także czas, kiedy zyskamy pewność, że po ewentualnej ekstradycji Niemcy nie postanowią np. przekazać Wołodymyra Ż. Rosji. Doktryna nie jest wprowadzana ustawą. Nie wymaga zgody sejmu ani prezydenta. To deklarowana praktyka, która wynika z decyzji politycznej. Nie chodzi przecież o to, żeby wiązać sobie ręce na przyszłość.

Na pewno nie możemy teraz pokazać, że bohatera Ukrainy i bohatera Polski po prostu zostawiamy samemu sobie. Historią Wołodymyra Ż. już zainteresowały się media na całym świecie i to doskonała okazja, żeby pokazać się jako państwo asertywne, suwerenne i niezostawiające swoich sojuszników. Polska nie była w stanie zrobić nic przeciwko budowie Nord Stream, więc niech przynajmniej chroni kogoś, kto za nas rozwiązał ten problem.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/paulina-matysiak-wolodymyr-z-zrobil-to-co-bylo-najlepsze-dla-ukrainy-i-europy/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 11 listopada 2025