Wystawa "Fenomen architektoniczny Ziem Północnych i Zachodnich”

Minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska otworzyła w Wałbrzychu wystawę plenerową „Fenomen architektoniczny Ziem Północnych i Zachodnich”. Ekspozycja jest częścią obchodów 80. rocznicy przyłączenia tych ziem do Polski i opowiada o zrealizowanych tam inwestycjach w ciągu 80 lat.
Jedna czwarta wszystkich polskich zabytków znajduje się na Dolnym Śląsku
.Wystawę otwarto 15 grudnia w Centrum Nauki, Kultury i Sztuki „Stara Kopalnia” przy okazji obchodów 80. rocznicy przyłączenia do Polski Ziemi Zachodnich i Północnych, przyznanych Polsce po II wojnie światowej.
Wystawa opowiada o 80 latach inwestycji zrealizowanych na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Jak napisali organizatorzy, ma na celu ukazanie bogactwa i różnorodności architektonicznej tych ziem, które po II wojnie światowej stały się miejscem intensywnego rozwoju urbanistycznego i kulturowego.
– Pokazujemy państwu te inwestycje, które z naszego punktu widzenia są najbardziej spektakularne, te, z których jesteśmy dumni – powiedziała podczas otwarcia Marta Cienkowska.
Organizatorzy opisują, że prezentowane fotografie dokumentują zarówno powojenne odbudowy i modernizacje, jak i współczesne realizacje, które są świadectwem dynamicznych przemian regionów.
„Projekt ma również na celu podkreślenie znaczenia dziedzictwa historycznego – zarówno poniemieckiego, jak i polskiego – oraz roli architektury w kształtowaniu tożsamości lokalnych społeczności” – napisano.
Minister kultury otwierając wystawę zwróciła uwagę na fakt, że z funduszy europejskich udało się zrealizować wiele inwestycji w infrastrukturę kultury, które również zostały uwiecznione na ekspozycji, to m.in.: Filharmonia Kaliska, Filharmonia Szczecińska i Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu.
– To są te miejsca, z których jesteśmy dumni, ale także chcę dzisiaj bardzo mocno podkreślić to, że te inwestycje się nie skończyły. Fundusze europejskie na kulturę są. W kolejnej perspektywie finansowej też o nie będziemy walczyć, ale to, co jest naszym chyba największym wyzwaniem, jeśli chodzi o Dolny Śląsk i tę ziemię, to większy budżet na zabytki – powiedziała Marta Cienkowska.
Dodała, że jedna czwarta wszystkich polskich zabytków znajduje się na Dolnym Śląsku a stworzenie budżetu, który pozwoli zaspokoić konieczność ich rewitalizacji to wyzwanie zarówno dla niej, budżetu państwa jak i jej resortu.
Wystawa „Fenomen architektoniczny Ziem Północnych i Zachodnich” z okazji rocznicy przyłączenia Polski Ziemi Zachodnich i Północnych
.Z okazji 80. rocznicy przyłączenia do Polski Ziemi Zachodnich i Północnych, przyznanych Polsce po II wojnie światowej, w Centrum Nauki, Kultury i Sztuki „Stara Kopalnia” w Wałbrzychu zorganizowano obchody połączone z podpisaniem Deklaracji Piastowskiej. Odbywają się pod hasłem „Tu jest Polska”.
W uroczystościach wziął udział m.in. premier polskiego rządu Donald Tusk.
Ziemie Zachodnie i Północne to terytoria przyznane Polsce po II wojnie światowej, zgodnie z postanowieniami w Jałcie i Poczdamie z 1945 r. Obejmują one m.in. Śląsk, Pomorze Zachodnie oraz Warmię i Mazury.
Powstania śląskie – insurekcje inne niż wszystkie
.Jak to się stało, że na terenie, który formalną łączność z polską państwowością utracił w średniowieczu, możliwe było zorganizowanie u progu odrodzonej Rzeczypospolitej trzech powstań rok po roku – pyta prof. Maciej FIC.
„Pocałujcie nas w nos, my do Polski idziemy”,
czyli o Górnym Śląsku sprzed wieku
Dla wielu mieszkańców Polski interesujących się historią XX w. powstania śląskie (dodajmy od razu – i górnośląska kampania plebiscytowa) wydają się czymś niecodziennym i wyjątkowym, nawet w skali narodu, który nad pracę organiczną często przedkładał zrywy zbrojne. Jak to się stało, że na terenie, który formalną łączność z polską państwowością utracił w średniowieczu, możliwe było zorganizowanie u progu odrodzonej Rzeczypospolitej trzech powstań rok po roku? Co spowodowało, że kilkadziesiąt tysięcy osób podjęło działania, które jeden z kolegów Stefana Dei – powstańca – w czasie spotkania z grupą niemieckich członków tzw. APo (mieszanej polsko-niemieckiej policji plebiscytowej, powołanej po II powstaniu śląskim) określił następująco: „Germany, szwaby, pocałujcie nas w nos, my do Polski idziemy”.
czywiście zrywy powstańcze musiały z czegoś wynikać. Z pewnością u ich podstaw leżała sytuacja społeczno-polityczna w regionie. Mocno upraszczając, można powiedzieć, że Górny Śląsk zamieszkiwali propolsko nastawieni, gorzej wykształceni, posługujący się jako rodzimym językiem polskim (oczywiście najczęściej w formie gwary) katolicy oraz lepiej sytuowani i proniemieccy, wykształceni niemieckojęzyczni ewangelicy. Ci drudzy mieli przy tym praktycznie wyłączność na pełnienie wyższych stanowisk w administracji państwowej i samorządowej: sądach, urzędach różnego typu, policji, kolei, poczcie, szkolnictwie, samorządzie komunalnym, instytucjach ubezpieczeniowych; w rękach niemieckich znajdował się także przemysł górnośląski. Poczucie niesprawiedliwego traktowania przez reprezentantów niemieckiej administracji różnej proweniencji było częste – z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że dla wielu uczestników zrywów stanowiło ważny motyw udziału w walce.
Bez wątpienia ważnym impulsem do aktywizacji propolsko nastawionych Górnoślązaków był zainicjowany w XIX w. proces „budzenia polskości”, m.in. dzięki aktywności ks. Józefa Szafranka, ks. Norberta Bonczyka, Karola Miarki, ks. Pawła Pośpiecha, ks. Jana Alojzego Ficka czy ks. Ludwika Markiefki. Nie jest przypadkiem, że wśród „budzicieli” dominowali reprezentanci duchowieństwa, dla propolskich Górnoślązaków ta droga stanowiła główną i najczęstszą możliwość awansu społecznego. Ich z kolei aktywność przekładała się na rosnącą liczbę mieszkańców, którzy coraz bardziej świadomie identyfikowali się z polskością.
Z czasem propolsko nastawieni mieszkańcy zaczęli się skupiać w ramach ruchów społecznych. Za najistotniejsze organizacje tego typu u progu XX w. uznać można Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” oraz stowarzyszenie patriotyczno-religijne „Eleusis”. Górnośląska organizacja „Sokoła” powołana została do życia na przełomie wieków, górnośląskie koła elsów (tak nazywano działaczy „Eleusis”) swoją działalność rozpoczęły w rok od założenia ruchu, to jest od roku 1903. Choć obydwa podmioty głosiły różne hasła i stawiały sobie inne oficjalne cele („Sokół” pielęgnowanie sportu i kultury fizycznej, „Eleusis” odnowę moralną), terenowe organizacje (gniazda) sokole i koła elsów w praktyce przygotowywały kadry działaczy polskiego ruchu narodowego i prowadziły wyraźnie propolską działalność. Przełom wieków XIX i XX przyniósł wreszcie pierwsze sukcesy polityczne osób, które jednoznacznie identyfikowane były jako propolsko nastawieni Górnoślązacy – najlepszym przykładem pozostaje Wojciech Korfanty, który w 1903 r. został posłem do Reichstagu.
Powstania śląskie były odmienne od polskich powstań narodowych, ale różniły się także istotnie między sobą. Pierwsze było krótkim (16–24 VIII 1919 r.), spontanicznym (formalne dowództwo objął Alfons Zgrzebniok) i nieznacznym (liczebnie i terytorialnie) zrywem przeciwko niemieckiej administracji publicznej oraz niemieckim właścicielom zakładów przemysłowych. Oddziały powstańcze były źle uzbrojone i działały w małych odseparowanych od siebie grupkach, tocząc walkę przeciwko liczniejszym oddziałom regularnej armii niemieckiej (tzw. Grenzschutz – niemiecka Służba Graniczna, w praktyce regularne wojska 117. Dywizji Piechoty). Mimo lokalnych sukcesów powstańców zryw szybko i skutecznie został przez stronę niemiecką zdławiony.
Drugie powstanie rozegrało się w zmienionych realiach. Od początku 1920 r. na obszarze plebiscytowym stacjonowały już tzw. wojska rozjemcze (początkowo siły francusko-włoskie, wsparte następnie przez wojska brytyjskie). Sporny teren opuściły siły Grenzschutzu, po stronie niemieckiej pozostała policja bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei – tzw. SiPo) i bojówki, którym strona polska przeciwstawiała formacje Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. Samo powstanie toczyło się podobnie krótko jak pierwsze (od 19 do 25 VIII 1920 r.), było jednak ze strony polskiej znacznie lepiej zaplanowane i zrealizowane, od początku jasno sprecyzowano w nim szczegółowy, możliwy do osiągnięcia cel (likwidację niemieckiej policji) oraz ograniczono zasięg walk.
Dzięki zakonspirowaniu i dobremu opracowaniu planu operacyjnego powstańcy mogli skutecznie poprowadzić swoje działania. Dodatkowo precyzyjnie określony był wymiar symboliczny tego wydarzenia – miało być ono demonstracją siły i determinacji polskich Górnoślązaków. Oddziały powstańcze w ciągu kilku dni opanowały większość górnośląskiego obszaru przemysłowego. Działania powstańcze zakończyły się po decyzji rządzących na obszarze plebiscytowym aliantów (Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej) o rozwiązaniu SiPo.
Wreszcie trzecie powstanie z 1921 r., które wybuchło, ponieważ projektowana po plebiscycie górnośląskim przez aliantów granica na Górnym Śląsku była przez stronę polską oceniana jako niekorzystna, gdyż nie uwzględniała rzeczywistych proporcji wyników plebiscytu (59,4 proc. za pozostaniem w granicach Niemiec, 40,3 proc. za włączeniem do Polski). Dobrze oddaje nastroje propolskich Górnoślązaków fragment wspomnień jednego z powstańców, Karola Lubosa, który napisał o „krzywdzącej propozycji Komisji Alianckiej przyznającej Polsce zaledwie skrawki ziemi śląskiej” i wynikającej z tego dla wielu propolskich Górnoślązaków groźbie „dalszej niewoli niemieckiej”.
Trzecie powstanie śląskie (od 2/3 V do 5 VII 1921 r.) miało precyzyjnie zaplanowany cel (mniej militarny), który udało się osiągnąć z dużą pomocą władz polskich i Polaków z RP. W trzecim powstaniu powstańcy użyli ciężkiego sprzętu, niedostępnego wcześniej, sama kampania wojskowa bliższa była regularnym działaniom wojennym, najbardziej znaczące bitwy tego powstania (pod Kędzierzynem czy Górą Świętej Anny) niewiele tylko ustępowały analogicznym walkom na froncie wschodnim w okresie Wielkiej Wojny. Z drugiej jednak strony – co odnotował jeden z działaczy plebiscytowych Ignacy Nowak: „warunki, w jakich odbywały się walki powstańcze, były całkowicie odmienne od »normalnych« warunków wojennych. Wojna toczy się na terenie kraju własnego lub nieprzyjacielskiego. Zależnie od sytuacji można przedsięwziąć takie czy inne środki zaradcze – do wysiedlenia ludności włącznie. Tutaj zaś mieliśmy w każdym mieście, każdej wiosce i Polaków, i Niemców, którzy poruszali się swobodnie, wykonując swe codzienne zajęcia. Rodziły się dzieci, chorowali i umierali ludzie. W razie choroby trzeba było jechać do lekarza do miasteczka, umarli musieli być pogrzebani. W niedziele i święta chodziła ludność do sąsiednich wsi do kościoła. Dla tych to przyczyn i racji front nie stanowił linii odgradzającej jednych od drugich, a przechodzenie ludności z jednej strony na drugą było na porządku dziennym”.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-maciej-fic-powstania-slaskie-insurekcje-inne-niz-wszystkie-25-08/
PAP/MB




