Żałoba narodowa wpłynęła na decyzję o wybuchu powstania styczniowego

Żałoba narodowa wpłynęła na decyzję o wybuchu powstania styczniowego

Zaryzykowałbym tezę, że żałoba narodowa była jednym z powodów, które doprowadziły do wybuchu powstania styczniowego – powiedział historyk dr Łukasz Sobechowicz z Muzeum Historii Polski. „Żałoba narodowa była objawem przebudzenia narodowego, swoistą rewolucją godności” – dodał.

Żałoba narodowa

.Żałoba narodowa zaczęła obowiązywać jeszcze przed wybuchem powstania styczniowego. „Zaryzykowałbym nawet tezę, że była ona jednym z powodów, które doprowadziły do wybuchu powstania” – powiedział dr Łukasz Sobechowicz. Źródeł żałoby można doszukiwać się bowiem na początku lat sześćdziesiątych XIX wieku. „Wówczas w dorosłość weszło nowe pokolenie, które nie znało traumy upadku powstania listopadowego oraz prześladowań i represji” – przypomniał historyk. „Żałoba narodowa przed powstaniem styczniowym była zatem objawem przebudzenia narodowego, swoistą rewolucją godności” – ocenił.

W czerwcu 1860 r. zmarła Katarzyna z Schraederów primo voto Jonasowa secundo voto Sowińska, wdowa po słynnym bohaterze obrony Warszawy z września 1831 r., generale Józefie Sowińskim. Dr Sobechowicz zaznaczył, że „na pogrzeb wdowy po generale Sowińskim przyszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi”. “To był pierwszy moment, kiedy w jednym miejscu i w tym samym czasie się pojawiło się tylu warszawiaków” – dodał.

Kolejne istotne dla narodowego obudzenia wydarzenia nastąpiły na początku następnego roku – 25 lutego 1861 r. przypadała bowiem trzydziesta rocznica bitwy pod Olszynką Grochowską. Sobechowicz przypomniał, że „nasi przodkowie funkcjonowali w świecie, w którym o patriotyzmie i sprawach społecznych rozmawiało się poprzez język religii i wiary”. “Z jednej strony wynikało to z tego, że nie było wolności politycznych, zatem nie można było robić tego w inny sposób. Z drugiej strony ówczesne imaginarium było w dużym stopniu przesiąknięte religijną symboliką. Zatem rocznice patriotyczne celebrowano quasi-publicznie poprzez masowe uczestnictwo w nabożeństwach” – wyjaśnił.

Tak też stało się w trzydziestą rocznicę bitwy pod Olszynką Grochowską, kiedy warszawiacy zgromadzili się w kościołach. „Do dzisiaj nie wiemy do końca, co tak naprawdę się wtedy wydarzyło, ale po wyjściu z kościoła przy ul. Miodowej część uczestników nabożeństwa została aresztowana przez policjantów i żołnierzy” – powiedział dr Sobechowicz.

Brutalna pacyfikacja

.W odpowiedzi na te wydarzenia dwa dni później w Warszawie odbyła się manifestacja. „Warto podkreślić, że była to pierwsza manifestacja polityczna, jaka odbyła się w zaborze rosyjskim. Ludzie wyszli na ulice, aby zaprotestować przeciwko ówczesnej sytuacji, żądając uwolnienia aresztowanych dwa dni wcześniej osób” – dodał historyk.

Drogę protestującym zagrodziło wojsko, które oddało strzały. „Był to pierwszy moment, kiedy w zaborze rosyjskim w czasach pokojowych wojsko strzelało do bezbronnych ludzi” – przypomniał Sobechowicz. Podczas manifestacji zginęło pięć osób. „Te wydarzenia wywołały straszliwy szok. Jednocześnie był to moment narodowego przebudzenia” – ocenił. Dodał, że informacje o warszawskich wydarzenia szybko rozniosły się po terenie całej dawnej Rzeczpospolitej. Ciała poległych zostały natomiast umieszczone w jednej z sal Hotelu Europejskiego. “W hotelu uwiecznił je w dramatycznych pozach warszawski fotograf Karol Beyer. Następnie te zdjęcia kolportował w tysiącach egzemplarzy po całym kraju” – powiedział historyk.

Również pogrzeb, który odbył się 2 marca, przerodził się manifestację, w której uczestniczyło tysiące osób. „Ówczesna Warszawa liczyła ok. 200-220 tys. mieszkańców. W pogrzebie i kondukcie żałobnym uczestniczyła zatem znacząca część warszawiaków” – ocenił.

Stroje żałobne

.Już dzień po pogrzebie po Warszawie krążyła specjalna broszura. Dr Sobechowicz podkreślił, że „nie wiadomo było, przez kogo została ona wystosowana, ale wzywała do tego, by przybrać strój żałobny na czas nieograniczony”. Ta broszura była następnie przepisywana i krążyła po dawnej Rzeczpospolitej, a do apelu z broszury zastosowała się elita szlachecka i ziemiańska oraz mieszkańcy dużych miast, także w pozostałych dwóch zaborach oraz na ziemiach zabranych. „W nawołaniu do żałoby, także widać odwołanie do języka religijnego” – mówił historyk.

W ówczesnych czasach męski strój w miastach był stonowany, dlatego też żałoba narodowa wywarła największy wpływ na strój kobiet, które nosiły barwne i ozdobne suknie – teraz przywdziały czarne i proste, a także wykonane z tańszych materiałów stroje. Pewną formą ozdoby mogły być z kolei haftowane aplikacje z czarnego jedwabiu. „Kobiety nosiły również prostą biżuterię. Kolczyki, broszki czy naszyjniki były wykonywane ze szklanych paciorków albo z wulkanitu, czyli z zastygłej lawy, która dawała czarny połysk” – wyjaśnił dr Sobechowicz. Ponadto kobiety zaczęły nosić obrączki ślubne na prawej dłoni, co w tamtych czasach było oznaką wdowieństwa.

Do strojów noszono dodatki o symbolice religijnej. „Możemy spotkać zatem koronę cierniową lub krzyżyki, przy czym bardzo powszechne były te wykonane z prostych materiałów i mniej ozdobne, ponieważ w ten sposób lepiej pasowały do symboliki żałobnej” – powiedział historyk. W dodatkach pojawiały się także wątki stricte patriotyczne. „Dodatki do ubrań miały herb Korony i Litwy, czyli Orła i Pogoń. Możemy także zobacz splecione dłonie jako symbol jedności narodów dawnej Rzeczpospolitej” – opowiadał.

„Rosjanie bardzo szybko zorientowali się, że coś jest na rzeczy, ponieważ nagle na ulicach pojawiło się bardzo dużo żałobników. Zaczęli wobec tego ten ruch zwalczać, choć wydaje się, że oficjalne zakazy pojawiły się dopiero w czasie powstania styczniowego, czyli w 1863 r. Wówczas ukazało się chociażby rozporządzenie oberpolicmajstra warszawskiego, w którym zabronił on noszenia żałoby” – dodał historyk.

Czarny strój można było nosić wyłącznie w przypadku żałoby osobistej. „Jeśli zmarł ktoś bliski, to trzeba było pójść z aktem zgonu do siedziby policmajstra. Wówczas wydawano specjalny dokument, który upoważniał do noszenia żałoby” – wyjaśnił dr Sobechowicz. Żałobnicy byli kontrolowali na ulicach przez policjantów lub denuncjowani przez agentów rosyjskich działających pod przykryciem. „Jeśli nie miało się takiego kwitu, było się narażonym na karę grzywny lub aresztu. Ze wspomnień dowiadujemy się, że niektórzy byli nawet obdzierani z ubrań” – przypomniał.

W sytuacji braku możliwości oczywistego manifestowania żałoby, zaczęto nosić inne barwy. „Ponownie odwołano się do skojarzeń religijnych, nosząc ubrania fioletowe. Inni natomiast praktykowali biel, jednak została ona szybko zakazana, ponieważ też była kolorem ostentacyjnym” – powiedział dr Sobechowicz. Kiedy wybuchło powstanie styczniowe, wiele osób nosiło natomiast żałobę ze względów osobistych, ponieważ ktoś bliski zginął lub został zesłany na Syberię.

Żałoba narodowa trwała do 1866 r. „Wówczas car Aleksander II ogłosił amnestię dla uczestników powstania, zatem był to moment, kiedy tę żałobę można było zdjąć. Dla wielu jednak osób, przede wszystkim wdów, było to wciąż doświadczenie osobiste i nosiło żałobę przez wiele lat, nawet do końca życia” – podsumował dr Łukasz Sobechowicz.

PAP/Anna Kruszyńska/WszystkoCoNajważniejsze/PP

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 19 stycznia 2023