Zamach na Wołodymyra Zełenskiego?

zamach na Wołodymyra Zełenskiego

Załoga irlandzkiego okrętu zauważyła do pięciu dronów w pobliżu trasy lotu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, gdy przywódca tego kraju udawał się z wizytą państwową do Irlandii – poinformowały lokalne media. Czy był to zamach na zamach na Wołodymyra Zełenskiego?

Delegacja Ukrainy zagrożona?

.Fakt zaobserwowania dronów spowodował ogłoszenie alertu o zagrożeniu z powodu obaw, że bezzałogowce mogą wlecieć na trasę lotu – podał dziennik „The Irish Times”, powołując się na niewymienione z nazwiska źródła. Samolot, jak jednak zapewniono, nie znajdował się w niebezpieczeństwie.

Ukraińska delegacja, która zabiegała o wsparcie w Europie dla Kijowa, przyleciała do Dublina 1 grudnia – nieco wcześniej, niż planowano – i odleciała późno następnego dnia.

Trwa śledztwo, które ma zbadać potencjalny zamach na Wołodymyra Zełenskiego

.Portal Journal, który jako pierwszy poinformował o zauważeniu dronów, podał, że dotarły one w miejsce, gdzie miał się znajdować samolot Zełenskiego, dokładnie w momencie, gdy miał on tam przebywać według pierwotnego planu.

Serwis przekazał, że trwa śledztwo, mające ustalić, skąd wyruszyły drony: z lądu czy też z niewykrytego statku. Według obu mediów po raz pierwszy spostrzeżono je na północny wschód od Dublina, w odległości około 20 km od lotniska.

Drony nieznanego pochodzenia zakłócały w ostatnim czasie ruch w przestrzeni powietrznej w Europie. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen uznała je za element „wojny hybrydowej”.

Historia z balonem, czyli jak nas uziemiono

.Balony z Białorusi sparaliżowały litewskie lotniska i stworzyły groźny precedens – pisze Edward LUCAS.

Za ogromne pieniądze, w tajemnicy i z niemałym ryzykiem Rosja pracuje nad stworzeniem pocisku o napędzie jądrowym. Ze względu na mizerne możliwości obrony powietrznej NATO ostatni lot testowy Buriewiestnika, choć jeszcze niepotwierdzony, zasługuje na szczególną uwagę. Zestrzelenie konwencjonalnego pocisku to wystarczająco trudne zadanie. Jeśli jednak zniszczenie intruza grozi skażeniem kraju radioaktywnymi odpadami, stawka robi się naprawdę wysoka.

Ale istnieje jeszcze inne, znacznie poważniejsze zagrożenie. Rosja znalazła nową skuteczną broń: balony. Nie wymagają one zastosowania zaawansowanej technologii i nie przenoszą dużych ładunków. Zwykle są używane przez przemytników. Przy sprzyjającym wietrze bez trudu przenoszą papierosy z Białorusi przez granicę z Litwą. Trzeba tylko zadbać o to, żeby balony wylądowały w odpowiednim miejscu i żeby wspólnicy mogli je znaleźć.

Wykorzystanie tych balonów jako broni jest jeszcze łatwiejsze. Niczego nie przenoszą i nikogo nie obchodzi, gdzie wylądują. Ich jedyną misją jest dryfowanie w okolice lotniska i spowodowanie jego zamknięcia samą swą obecnością. Decyzja podejmowana jest automatycznie: unikanie ryzyka jest wpisane w nowoczesne lotnictwo nie tylko ze względu na szacunek dla życia ludzkiego i cennych dóbr, ale także z powodu ogromnych zobowiązań ubezpieczeniowych związanych ze świadomym naruszeniem protokołu bezpieczeństwa.

Dla nowoczesnej gospodarki zamknięcie lotnisk oznacza poważne utrudnienia (wystarczy zapytać Ukraińców, którzy od 2022 r. nie mają lotnictwa cywilnego). Jeszcze większe szkody ponosi reputacja kraju. Jeśli lot do danego państwa nie jest bezpieczny, prawdopodobnie nie jest też bezpieczne udzielanie mu pożyczek, lokowanie w nim inwestycji, handlowanie z nim czy odwiedzanie go. Kosztujące ok. 100 euro balony mogą spowodować niezliczone szkody gospodarcze, które znajdą odzwierciedlenie w wyższych kosztach pożyczek i anulowanych transakcjach.

Z takim problemem boryka się obecnie Litwa. W zeszłym tygodniu balony z Białorusi utrudniały loty przez dwie kolejne noce, co doprowadziło do odwołania czternastu rejsów i siedmiu zmian tras. Wcześniej w tym miesiącu odnotowano inne podobne przypadki. Na razie władze nie oskarżają Rosji ani nie określają tych działań mianem „wojny hybrydowej”. Możliwe (a nóż widelec), że balony są częścią intensywnej, ale nieudolnej operacji przemytniczej.

Jednak wielkim błędem byłoby uznanie tego incydentu za problem lokalny, trywialny lub jednorazowy. Każde europejskie lotnisko jest narażone na podobne ataki. Ich celem nie jest bowiem litewskie lotnictwo, ale wiarygodność NATO.

Kreml systematycznie testuje nasze procesy decyzyjne. Robił to już w poprzednich miesiącach, niszcząc podmorskie kable, uderzając w rurociągi na Morzu Bałtyckim, atakując infrastrukturę energetyczną i komunikacyjną w Szwecji, a także przeprowadzając liczne przeloty dronów i naruszając przestrzeń powietrzną. Ma to dostarczyć odpowiedzi na proste pytania: jak kraje NATO reagują na te ataki, czy przypisują je konkretnym podmiotom oraz kto i w jaki sposób na nie reaguje.

Odpowiedzi nie napawają optymizmem. Litwa, pozostawiona sama sobie, dźwiga na barkach ciężar powstrzymywania Białorusi i zamyka przejścia graniczne, podczas gdy Stany Zjednoczone, samozwańczy gwarant bezpieczeństwa Europy, flirtują z reżimem w Mińsku. Jeśli NATO nie jest w stanie powstrzymać państewka-wydmuszki przed wypuszczaniem baloników, to jak ma powstrzymać decydentów z Kremla przed majstrowaniem przy nowych zabawkach z napędem atomowym?

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-historia-z-balonem-czyli-jak-nas-uziemiono/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 grudnia 2025