Zamachowiec uniknie kary śmierci. Najgłośniejszy proces ostatnich lat

Sędzia federalna w Nowym Jorku oddaliła zarzuty zabójstwa i powiązane z nimi oskarżenia o posiadanie broni. Luigi Mangione, jest podejrzany o zastrzelenie dyrektora UnitedHealthcare, Briana Thompsona. Jak podkreśliła AP, decyzja ta oznacza, że oskarżony nie będzie narażony na karę śmierci w postępowaniu na szczeblu federalnym.
W systemie prawnym USA większość morderstw jest sądzona przez sądy stanowe
.Orzeczenie sądu stanowi poważny cios dla prokuratorów federalnych. Zgodnie z analizą dziennika „New York Times”, oskarżyciele zabiegali o najwyższy wymiar kary w sprawie, która miała być pierwszym tak poważnym procesem za drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa – po jego zapowiedziach o wznowieniu federalnych egzekucji.
W systemie prawnym USA większość morderstw jest sądzona przez sądy stanowe. Jak wyjaśniają eksperci, cytowani przez amerykańskie media, proces federalny – mogący zakończyć się wyrokiem śmierci w całym kraju – wymaga wykazania, że zbrodnia wiązała się ze złamaniem specyficznych przepisów ogólnokrajowych. W tej sprawie prokuratura próbowała powiązać zabójstwo z tzw. stalkingiem, jednak sędzia uznała tę konstrukcję za błędną.
Luigi Mangione dalej może otrzymać karę dożywocia
.Stalking, zdefiniowany w akcie oskarżenia jako uporczywe nękanie, polega na złośliwym i powtarzającym się śledzeniu innej osoby, co budzi u niej uzasadniony lęk. Zdaniem prokuratury 27-letni Mangione tropił Thompsona w internecie, a następnie podróżował między stanami, by dokonać zbrodni w grudniu 2024 r. Sędzia Margaret Garnett uznała jednak, że stalking nie mieści się w ścisłej definicji „przestępstwa z użyciem przemocy”, co – jak zaakcentowała AP – formalnie uniemożliwiło ubieganie się o karę śmierci.
Mimo oddalenia najpoważniejszego zarzutu, Mangione wciąż grozi dożywotnie więzienie bez możliwości warunkowego zwolnienia. Sąd podtrzymał bowiem inne punkty oskarżenia, dotyczące nękania ofiary, które – ze względu na tragiczny skutek, jakim była śmierć człowieka – są, zgodnie z kodeksem federalnym, zagrożone maksymalnym wymiarem kary pozbawienia wolności.
Ważnym zwycięstwem prokuratury jest natomiast decyzja o dopuszczeniu kluczowych dowodów, odkrytych w plecaku oskarżonego w chwili jego zatrzymania przez policję. Funkcjonariusze znaleźli tam m.in. pistolet, załadowany magazynek oraz notatnik, który – zdaniem oskarżycieli – dowodzi winy Mangione. Sędzia odrzuciła argumenty obrony, jakoby przeszukanie plecaka bez nakazu było nielegalne.
Wybór ławy przysięgłych w procesie federalnym ma rozpocząć się 8 września, a mowy otwierające zaplanowano na 13 października. Sprawa od miesięcy budzi ogromne emocje w USA m.in. ze względu na polityczną debatę wokół stosowania najwyższego wymiaru kary.
Nielegalna imigracja a spis powszechny i władza polityczna w USA
.Liczba nielegalnych imigrantów zamieszkujących w USA szacowana jest obecnie na 12–14 milionów, stąd mając powyższe na uwadze, ich dalsza bytność w USA nabiera nie tylko wymiaru humanitarnego czy społecznego, lecz również strategicznego znaczenia w walce o władzę i zasoby – Wojciech KWIATKOWSKI.
Obecne działania amerykańskich federalnych służb imigracyjnych, dokonujących spektakularnych zatrzymań nielegalnych imigrantów w wielu amerykańskich miastach, mają nie tylko wymiar egzekwowania federalnego prawa, ale również silny kontekst wyborczy. W ten właśnie sposób Donald Trump spełnia swoje zeszłoroczne obietnice „zaprowadzania porządku w kraju”. W istocie w gronie już deportowanych bądź przygotowywanych do deportacji liczną grupę stanowią ci, którzy mają na sumieniu przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, udział w zorganizowanych grupach przestępczych czy handel narkotykami.
Można jednak postawić tezę, że – wbrew opinii części polityków i dziennikarzy – rzetelne egzekwowanie prawa imigracyjnego przez Trumpa nie wynika z ksenofobii, lecz ma ważny kontekst polityczny i ustrojowy. W ten bowiem sposób dąży on do przywrócenia równości obywatelskiej i uczciwego systemu reprezentacji politycznej. Kontekst ten staje się jasny, gdy przyjrzymy się postanowieniom federalnej konstytucji dotyczących podziału mandatów w Izbie Reprezentantów. Zgodnie z nią mandaty są przydzielane poszczególnym stanom proporcjonalnie do ich zaludnienia. Przy ustalaniu liczby mieszkańców każdego stanu brani są pod uwagę wszyscy mieszkańcy, a dane te określane są na podstawie spisu powszechnego przeprowadzanego co dziesięć lat. Ponieważ od 1929 r. liczba członków Izby Reprezentantów, niezależnie od przyrostu ludności Stanów Zjednoczonych, jest stała i wynosi 435, to każdy kolejny spis powszechny prowadzi jedynie do redystrybucji miejsc między stanami. Innymi słowy, jeśli liczba mieszkańców jednego stanu wzrośnie i w konsekwencji powinien on otrzymać dodatkowego reprezentanta, to inny stan, którego liczba mieszkańców względnie zmniejszyła się, musi oddać jeden mandat. To właśnie ta reguła spowodowała, że po ostatnim spisie dokonanym w 2020 r. Kalifornia, Nowy Jork, Illinois, Michigan, Ohio, Pensylwania i Wirginia Zachodnia straciły po jednym mandacie, Kolorado, Floryda, Montana, Karolina Północna i Oregon zyskały po jednym, natomiast Teksas zyskał aż dwa mandaty.
Co istotne, mechanizm ustalania reprezentacji w Izbie Reprezentantów ma swoje dalsze przełożenie także na wybory prezydenckie. Liczba głosów elektorskich poszczególnych stanów w wyborach prezydenckich jest bowiem odzwierciedleniem łącznej liczby przedstawicieli poszczególnych stanów w obu izbach Kongresu.
Co jednak powyższa kwestia ma wspólnego z nielegalnymi imigrantami? Jak wspomniano, spis powszechny w stanach ma obejmować wszystkich mieszkańców. Zapis ten, w swej pozornej neutralności, ma ogromne znaczenie polityczne, gdyż „liczba mieszkańców” jest pojęciem szerszym niż „liczba obywateli”. Obejmuje bowiem zarówno mających swój domicyl w konkretnym stanie obywateli USA, jak i niemających czynnego prawa wyborczego stałych rezydentów (posiadaczy tzw. zielonej karty), osoby posiadające tzw. wizy czasowe (np. studentów), osoby bezdomne i nielegalnych imigrantów. W istocie spisu do grona mieszkańców nie wlicza się jedynie np. zagranicznych turystów czy dyplomatów zagranicznych.
Liczba nielegalnych imigrantów zamieszkujących w USA szacowana jest obecnie na 12–14 milionów, stąd mając powyższe na uwadze, ich dalsza bytność w USA nabiera nie tylko wymiaru humanitarnego czy społecznego, lecz również strategicznego znaczenia w walce o władzę i zasoby. W wielu stanach – zwłaszcza tych, w których od dekad rządzą Demokraci (jak Kalifornia, Nowy Jork czy Illinois) – populacja nielegalnych imigrantów jest bardzo wysoka, a jej utrzymywanie na względnie stałym poziomie stało się nieformalnym elementem stanowej i lokalnej polityki. Powszechną praktyką jest tam intencjonalne ograniczanie współpracy władz stanowych i lokalnych z federalną agencją imigracyjną (ICE) w zakresie egzekucji federalnego prawa imigracyjnego. Jednocześnie funkcjonują tam programy świadczeń socjalnych przeznaczonych dla nielegalnych imigrantów, umożliwia się im uzyskiwanie praw jazdy oraz licencji zawodowych (np. dla pielęgniarek, nauczycieli czy kierowców zawodowych), a także korzystanie z ulgowych stawek czesnego na uczelniach. Ze środków stanowych finansowane są tam też programy pomocy prawnej, kursy językowe i centra integracyjne, których celem jest ułatwienie funkcjonowania nielegalnych imigrantów i ochrona ich przed deportacją.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/wojciech-kwiatkowski-nielegalna-imigracja-a-spis-powszechny-i-wladza-polityczna-w-usa/
PAP/MB



