Zginęła największa liczba pracowników humanitarnych w historii

W Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej oddawany jest hołd pracownikom humanitarnym na całym świecie. Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF) zaapelował o ochronę prcowników niosących pomoc. W zeszłym roku zginęły 383 osoby, najwięcej w historii.
Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej
.Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej został ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2008 roku. Upamiętnia on zamach bombowy z 19 sierpnia 2003 roku na placówkę ONZ w Bagdadzie, w którym zginął Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Sergio Vieira de Mello.
W wydanym oświadczeniu UNICEF Polska podkreślił: „Pracownicy organizacji humanitarnych ryzykują życie, aby chronić dzieci podczas sytuacji kryzysowych i konfliktów. Zapewniają pomoc milionom ludzi, jednak coraz częściej sami płacą najwyższą cenę. W minionym roku zabito 383 z nich”. Zaznaczono, że to najwyższa liczba w historii.
„Współczesny świat staje przed wieloma wyzwaniami humanitarnymi, a osoby niosące pomoc są nieustannie narażone na przemoc, niebezpieczeństwo i śmierć ze strony walczących stron. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła w 2024 r. o ponad 30 proc. w porównaniu z rokiem 2023, kiedy zginęło 293 pracowników pomocowych” – dodał fundusz ONZ.
W komunikacie zauważono, że liczby podsumowujące miniony rok są „przerażające”. „Wszystko wskazuje, że ten rok będzie jeszcze gorszy” – stwierdził UNICEF Polska. Poinformował, że do połowy sierpnia zginęło 256 pracowników humanitarnych. 115 osób zostało rannych, 56 porwanych, a 31 zatrzymanych lub aresztowanych.
„Takie naruszanie międzynarodowego prawa humanitarnego jest nie do zaakceptowania. Pracownicy humanitarni muszą być chronieni, a sprawcy ataków na nich pociągnięci do odpowiedzialności” – oświadczyła dyrektor generalna UNICEF Polska Renata Bem. Odnotowała, że w tym roku jeszcze wyraźniej widać, że działania humanitarne są niedofinansowane.
„W wielu miejscach na świecie pomagający narażeni są na nieustające zagrożenie. To nie może stać się normą” – dodała.
Podana została szczegółowa statystyka dotycząca zeszłego roku: 861 pracowników humanitarnych padło ofiarą poważnych incydentów bezpieczeństwa w 42 krajach – 383 z nich zginęło, 308 zostało rannych, 125 porwanych, a 45 zatrzymanych lub aresztowanych. Większość z nich stanowili pracownicy krajowi, a wielu zginęło poza działaniami operacyjnymi. Najwięcej ofiar śmiertelnych odnotowano w Strefie Gazy (181) i w Sudanie (60). Jak zaznaczono, w ostatnich latach obserwuje się stały wzrost liczby podmiotów państwowych jako najczęstszych sprawców przemocy wobec pracowników organizacji humanitarnych. W 2024 r. przemoc ze strony państwa była przyczyną śmierci 182 pracowników organizacji humanitarnych.
W wojnie cierpią przede wszystkim niewinni ludzie
.Pomoc ktora przybywa w postaci statku, jest tylko jedną kroplą w morzu potrzeb cierpiącej ludności palestyńskiej Gazy. O coraz większym okrucieństwie tego konfliktu pisze na łamach Wszystko co Najważniejsze Jacek HOŁÓWKA, filozof i etyk, profesor nauk humanistycznych związany z Uniwersytetem Warszawskim.
W jego opinii argument, że każda wojna jest tak okrutna i nieprzewidywalna, to pusty wykręt. Nie każda wojna wynika z celowego gmatwania relacji politycznych i administracyjnych przez wiele lat. To nie jest jedna z tych wojen, której w zasadzie nikt nie chce, ale których efekty dadzą się przewidzieć i ścierpieć. Większość tradycyjnych starć militarnych to wojny na odstraszenie i wyczerpanie przeciwnika. Od czasów generała von Clausewitza taka walka uznawana jest wprawdzie za działanie budzące lęk, ale pozostające na jakimś poziomie racjonalności. Ktoś coś traci, ktoś coś zyskuje, później następuje pokój.
„Obecne starcie na Bliskim Wschodzie to zupełnie coś innego. To nie wojna na przechytrzenie, usidlenie i zniechęcenie przeciwnika do walki. Ta wojna ma wyzerować przeciwnika, odciąć go od sojuszników i zadeptać jak pustynną żmiję” – zaznacza profesor.
Tworzenie stanów splątanych i mętnych pod względem prawnym uznawane jest czasem za sprytny zabieg polityczny, podobny w stylu do misternej partii szachowej. Mnożenie wątpliwości, tworzenie sytuacji niezwykłych i niedających się rozplątać daje nadzieję na znalezienie nieznanych wcześniej rozwiązań, może lepszych niż wszystkie inne dotąd. Jednak by wprowadzać tak zawiłe sztuczki, trzeba mieć jakiś pomysł na zawarcie pokoju. Profesor uważa, że na Bliskim Wschodzie nikt go nie ma. Tam czeka się cudu i liczy na rozwiązanie noszące znamię historycznego przewrotu.
„Albo ma zniknąć Izrael, albo ma zniknąć Palestyna i wszyscy mają być zadowoleni” – pisze prof. Jacek HOŁÓWKA.
Autor zadaje pytanie, czym jest Palestyna. Na obszarze nazywanym Zachodnim Brzegiem Jordanu istnieje od trzydziestu lat tymczasowa struktura administracyjna, która powstała na mocy porozumienia palestyńsko-izraelskiego z 1993 roku. To porozumienie wyróżnia trzy strefy (za Wikipedią): strefę A, obejmującą większe miasta na terenie określanym jako Zachodni Brzeg Jordanu i Strefę Gazy; strefę B, obejmującą osiedla arabskie objęte militarną kontrolą Izraela; i strefę C, czyli osiedla izraelskie pod całkowitą kontrolą Izraela, obiekty wojskowe i miejsca o znaczeniu strategicznym (np. Dolina Jordanu).
Mówiąc to samo inaczej, strefa A to warunkowa autonomia arabska, strefa B to lokalna autonomia arabska w enklawach otoczonych przez tereny Izraela, strefa C to niby-arabska strefa bez jakiejkolwiek autonomii. Żadne państwo tak nie wygląda. Na mapie Zachodni Brzeg przypomina potłuczoną glinianą skorupę. Są tam osiedla arabskie z własnym lokalnym zarządem, poprzecinane liniami komunikacyjnymi nadzorowanymi przez Izrael. Jedyną całością wykluczoną spod nadzoru Izraela była do zeszłego miesiąca Strefa Gazy. Ta strefa formalnie pozostawała pod nadzorem Izraela, ale nadzór nie był sprawowany – rzekomo dla zwiększenia autonomii osiedli arabskich. A może nawet w imię przyjaźni i pokoju. Ten skrawek ziemi nieproporcjonalnie mały w stosunku do palestyńskich potrzeb pozwolił organizacji partyzanckiej Hamas zbudować system podziemnych korytarzy, łączących w całość magazyny zbrojeniowe, składy żywności i urządzenia pomocnicze nieznanego przeznaczenia.
„Wojna w Izraelu wybuchła z wielu powodów, ale niebagatelną przyczyną był nienormalny status Palestyny, o której nie wiadomo, czym jest bardziej – tymczasowym państwem czy regionem folkowym. Pomijanie tej kwestii było bardzo niebezpieczną niefrasobliwością polityczną. Także próby rozbrojenia konfliktów przez polityczne paraliżowanie potencjalnego przeciwnika było grą nieprzemyślaną i niebezpieczną. Pokoju na Bliskim Wschodzie nie da się osiągnąć przez kumulowanie społecznego niezadowolenia i uporczywe odmawianie uzależnionej politycznie ludności powszechnie uznawanych uprawnień politycznych. O Gazie pisano książki. Przypominano, że jest to olbrzymie więzienie pod gołym niebem przetrzymujące więźniów bez wyroku. Zakładając, że ten stan rzeczy może trwać jeszcze przez dziesięciolecia, Izrael usypiał czujność własną i swych sojuszników” – podsumowuje profesor.
Link do tekstu: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jacek-holowka-wojna-w-izraelu/
PAP/ LW






